| | Piątek, 18.05.2012 r. | Imieniny: Feliksa i Aleksandry | | | Cyprian Kamil Norwid | | Redakcja 2006-02-03 | | Wybitny twórca romantyczny, poeta, prozaik, dramatopisarz, rzeźbiarz, malarz i rysownik. Urodzony w 1821 w miejscowości Laskowo-Głuchy, zmarł w 1883 w Paryżu.
Młodość spędził w Warszawie, studiował malarstwo. W 1842 wyjechał do Niemiec, a następnie do Włoch, gdzie kontynuował studia plastyczne. W 1846 w Berlinie został aresztowany i uwięziony z powodów politycznych, na krótko wprawdzie, ale to prawdopodobnie zapoczątkowało kłopoty ze zdrowiem. Z Berlina wyjechał do Brukseli, gdzie dobrowolnie przyjął status emigranta. W Rzymie, dokąd się udał następnie, utrzymywał przyjacielskie stosunki z Zygmuntem Krasińskim i ze zgromadzeniem Księży Zmartwychwstańców. W 1849 przybył do Paryża, gdzie utrzymywał kontakty z wybitnymi przedstawicielami polskiej i międzynarodowej emigracji (jak np. Fryderyk Chopin, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Adam Jerzy Czartoryski, Georg Herwegh, Aleksander Hercen). Zawód miłosny i brak środków do życia spowodowały, że szukał szczęścia w Nowym Jorku. Próbował - mało skutecznie - utrzymywać się z rzeźby i rysunku. W 1854 powrócił do Paryża na stałe. W środowisku artystycznym znany był głównie jako deklamator, rysownik i rytownik (w 1868 został przyjęty do Société des Artistes). Ciągłe kłopoty finansowe i pogłębiająca się głuchota spowodowały, że w 1877 zamieszkał w Zakładzie św. Kazimierza, przytułku dla ubogich polskich weteranów i sierot, gdzie spędził resztę życia. Pochowany został na cmentarzu w Ivry, niedaleko Zakładu. W 1888 zwłoki zostały przeniesione na polski cmentarz w Mortmorency i pogrzebane w zbiorowej mogile.
Norwid był dziwakiem i samotnikiem, kontakty z otoczeniem utrudniały mu dodatkowo postępujące kłopoty ze słuchem. Niewielkie grono osób z najbliższego otoczenia potrafiło dostrzec jego intelektualną i artystyczną oryginalność. Najbardziej aktywną formą jego kontaktów towarzyskich były listy: utrzymywał ożywioną korespondencję, która z jednej strony jest epistolografią wysokiej próby, z drugiej zaś - cennym przyczynkiem do interpretacji jego poglądów.
Norwid na różne sposoby usiłował uczestniczyć w aktualnym życiu społecznym. Próbował zaangażować się w politykę Hôtel Lambert i w działalność Księży Zmartwychwstańców (m.in. w okresie Wiosny Ludów zwalczał wraz z nimi działalność polityczną Mickiewicza i jego "Skład zasad"). Ogłosił wiele tekstów publicystycznych komentujących aktualne wydarzenia polityczne, w których usiłował formułować programy dostosowane do zmieniających się czasów. Szczególnie w okresie powstania styczniowego pisał niezliczone memoriały i listy polityczne. Nie odegrały one jednak żadnej znaczącej roli.
Również w twórczości literackiej ciągle podejmował Norwid próby dialogu z żywotnymi problemami filozoficznymi, artystycznymi i społecznymi współczesności. Niestety, dialogu tego prawie nikt nie podejmował. Pewne uznanie przyniosły mu wczesne próby literackie w okresie warszawskim. Na emigracji opublikował niewielką część utworów, które zresztą czytelnicy ocenili jako niejasne i manieryczne. Jedyny za jego życia wybór pt. "Poezje" wydany w Lipsku w 1863 nie miał większego odzewu.
Sztuka Norwida mogła być szansą - i taką miała być w zamierzeniu poety - na nową, dojrzalszą fazę romantyzmu. Rzecz w tym, że na tę fazę nie było już miejsca. Norwid tworzył w okresie schyłkowego epigońskiego romantyzmu, zdominowanego przez poetykę Mickiewicza, i rozkwitającego pozytywizmu, przynoszącego odmienną problematykę i konwencje literackie. Obie te formacje krytykował i z obu czerpał. Doceniał wielkość literatury romantycznej, lecz krytykował mesjanizm za absolutyzację narodu, gloryfikację cierpienia, patos niezwykłych bohaterów i wybitnych czynów. W swoich poglądach najbliższy był filozofii narodowej Augusta Cieszkowskiego; jego pojęcia czynu jako świadomego przekształcania życia społecznego przez realizację idei filozoficznej w rzeczywistości, zgodnie z planem bożym. Dostrzegał materializm młodego kapitalizmu, komercjalizm i powierzchowność więzi międzyludzkich, ale doceniał wagę postępu technicznego. Jego światopogląd najbliższy był temu, co dziś nazwalibyśmy personalizmem chrześcijańskim. W centrum jego uwagi znajdował się indywidualny, zwykły, każdy człowiek, ale umieszczony w problematyce uniwersalnej. Głosił pochwałę codzienności i konkretu, przez które jednak przeglądała rzeczywistość sakralna. Budował program rozwoju i unowocześniania społeczeństwa, lecz działania te miały być wypełnianiem planu bożego. Sztukę nazywał pracą, ale ta konkretna, często fizyczna wręcz praca pozostawała w mistycznym związku z Logosem - wcielonym słowem Boga.
Norwid był wybitnym poetą, twórcą liryki i poematów, nowelistą i dramaturgiem. Jego poezja jest trudna, intelektualna, aforystyczna, pozbawiona opisowości i melodyjności typowej poezji romantycznej. Operuje skrótem, szczegółem, wielopiętrową metaforą, stosuje zróżnicowaną nieregularną wersyfikację dla podkreślenia puenty.
Zródło notki: www.culture.pl
-----------------------------------------------------------
BEMA PAMIĘCI ŻŁOBNY RAPSOD
...Iusiurandum patri datum usqueadhanodiem ita servavi...Annibal *
I Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz, Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? - Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan, Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz. - Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie, Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie. Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą, i znaki Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami, Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki... Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami...
II Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa; Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa, Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona... Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia, Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.
III Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba, W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne, Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba, Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne...
IV Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął, I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca, Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął...
V Dalej - dalej - aż kiedy stoczyć się przyjdzie do grobu I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą, Które aby przesadzić Ludzkość nie znajdzie sposobu, Włócznią twego rumaka zeprzem, jak starą ostrogą...
VI I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody, W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów, Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody, Serca zmdlałe ocucą - pleśń z oczu zgarną narody... Dalej - dalej - -
* przysięgę złożoną ojcu po wsze czasy tak zachowałem ... Anibal
---------------------------------------------------------------------- Klaskaniem mając obrzękłe prawice
Klaskaniem mając obrzękłe prawice, Znudzony pieśnią lud wołał o czyny; Wzdychały jeszcze dorodne wawrzyny, Konary swemi wietrząc błyskawice. Było w ojczyźnie laurowo i ciemno I już ni miejsca dawano ni godzin - Gdy Boży palec zaświtał nade mną, Nie zdajac liczby z rzeczy, które czyni, Żyć mi rozkazał w żywota pustyni!
Dlatego od was... o! laury nie wiąłem Listka jednego, ni ząbeczka na lisciu, Prócz moze cieniu chłodnego nad czołem ( Co nie należy wam - lecz słońca przyjściu); Nie wziąłem od was nic o! wielkoduchy, Prócz dróg zarosłych w piołun, mech i szalej, Prócz ziemi klątwa spalonej i nudy... Samotny wszedłem i sam błądze dalej. Poobracanych w przeszłość niepojetą A uwielbiona - spotkałem niemało, W ostrogi rdzawe utrafiałem pietą W sciezkach, gdzie zbitych kul sporo padało. Nieraz obyczaj stary zawadziłem Z wyszczeżonemi na jutrznie zębami, Odziewajacy sie na głowę pyłem, By noc przedłuzyć, nie zerwać ze snami.
Niewiast zakletych w umarłe formuły Spotkałem tysiąc i było mi smętno, Że wdzięków tyle widziałem, nieczuły! Źrenica patrzac na nie beznamiętną - Tej, tamtej reke tknawszy marmurowa, Wzruszyłem fałdy ubrania kamienne, A motyl noc wzleciał nad jej głowa, Zadrżał i upadł... i odeszły senne...
I nic nie wziąłem od nich w serca wnetrze, Stawszy sie ku nimjak one bezwładny, Tak samo grzeczny i zarówno zadny, Że aż mi coraz szczeście niepojętsze! - Czemu? dlaczego? w przesytu niedzielę Przyszedłem witac i żegnac tak wiele...? - Nic nie uniósłszy na sercu, prócz szaty, Pytać was nie chcę i raczę: katy!...
Piszę - ot! czasem... piszę na Babylon Do Jeruzalem! - i dochodzą listy. To zaś mi mniejsza, czy bywam omylon, Albo nie?... Pisze pamietnik artysty, Ogryzmolony i w siebie pochylon - Obłędny!... ależ wielce rzeczywisty!
Syn minie pismo, lecz ty wspomnisz, wnuku Co znika dzisiaj ( iż czytane pedem) Za panowania panteizmu - druku, Pod ołowianej litery urzedem- I jak zdarzało się na rzymskim bruku, Majac pod stopy katakumb korytarz,
Nad zcołem słońce i jaw ufny w błędzie, - Tak znów odczyta on, co ty dziś czytasz, Ale on wspomni mnie... bo mnie nie bedzie!
| | | | | |
| |
| | | | |