| | Piątek, 18.05.2012 r. | Imieniny: Feliksa i Aleksandry | | | Gdański trunek - Machandel | | Małgorzata K. Nowak 2010-03-26 | | Słynny trunek „Machandel” pochodził z żuławskiej wytwórni z Tiegenhof – dzisiejszy Nowy Dwór Gdański.Właściciel wytwórni alkoholu Piotr Stobbe rozpoczął produkcję tego legendarnego trunku3 maja 1776 r. Receptura pochodzić miała z jego rodzinnych stron z Niderlandów. Rodzina Stobbe – mennonici opuściła Niderlandy w wyniku prześladowań na tle religijnym. W Gdańsku równieżz powodu braku tolerancji naszych przodków dla mennonickich uchodźców - Stoe z rodziną wyprowadza się na wieś żuławską Tiegenhof.

Nazwa produkowanego w jego gorzelni trunku miała pochodzić od staropruskiego określenia jałowca, a surowcem zaś były jagody tego krzewu. Gotowy trunek poddawany był leżakowaniu, a jego jakość i cena zależały od długości leżakowania. Gorzelnia produkowała kilka rodzajów Machandla. Najbardziej popularny był „Machandel 00” jako wersja podstawowa trunku do dzisiaj produkowana w Niemczech. Istniała wersja tańsza zwana Tafelmachandel. Droższe wersje przechowywano dziesiątki lat w piwnicach wytwórni w Tiegenhof, to Machandel „Jubileuszowy”, a także najbardziej ceniony, najstarszy i najdroższy Machandel „Najstarszy rocznik”, który nie był już „biały” lecz nabierał barwy koniaku i podobnie smakował.
Trunek rozlewano do bardzo charakterystycznych butelek w kształcie beczułki z poprzecznym karbowaniem i etykietą w kształcie równoramiennego krzyża. To charakterystyczne opakowanie i etykieta zapewniła popularność i wiadomo było czego można było się spodziewać w znanej baryłce z krzyżem, której wzór został objęty ochroną w roku 1898. Różnorodność cenowa przy wysokiej jakości trunku zapewniała rzesze amatorów napojów wyskokowych w Gdańsku jak i na Żuławach. Głównymi amatorami Machandla byli portowi robotnicy i żuławscy chłopi, a jego wersje, stosownie od zamożności degustatorów spożywane były przezGdańszczan. W Gdańsku sprzedawały się butelki, naŻuławach zaś gąsiory i beczki.
Dzięki przedsiębiorstwu rodziny Stobbe znaczenie Tiegenhofwzrosło i w roku 1881 wieś ta otrzymała prawa miejskie. Głównym źródłem dostatku mieszkańców nowego miasta była praca przy produkcji i dystrybucji produktów w gorzelni i browarze. Machandel stał się przedmiotem dumy mieszkańców i wizytówką miasta.
Trzy lata później – w roku 1884, kiedy ta wieś otrzymała prawa miejskie, podróżujący przez Prusy Zachodnie - król pruski odwiedził Tiegenhof. Na rynku witały go tam władze miasta, elita itłumy zwykłych mieszkańców. Po oficjalnych przemówieniach włodarzy należało ugościć tak znakomitego gościa, a wiadomo było co w mieście Tiegenhof jest najlepsze – Machandeli to ten najstarszy o barwie bursztynu. Sam Hermann Stobbe – ówczesny właściciel gorzelni podał kufel królowi pełen bursztynowej cieczy, co wywołało u witających władz i mieszkańców zaskoczenie i przerażenie. Kufel miał pojemność 1 litra, a taka ilość Machandla nawet wytrawnego pijaka zwaliłaby z nóg. Co będzie się mówiło o mieście, które upiło Jego Wysokość?. Król wychylił kufel, po czym uścisnął dłoń Stobbego z wyraźnym zadowoleniem, bo pewnie i jemu kamień spadł z serca, kiedy zorientował się, że ten litrowy kufel nie zawiera mocnego Machandla tylko dobre żuławskie piwo z browaru, którego właścicielem był też Hermann Stobbe.
Ze spożyciem Machandla istniały różne obyczaje. Znany powszechnie ceremoniał picia go ze śliwką wrzuconą do kieliszka to obyczaj gdański, który polegał na tym, żeśliwkęnależało wyjąć z kieliszka za pomocą wykałaczki, włożyć do ust, popić Machandlem i złamać wykałaczkę przed odstawieniem kieliszka. Jeśli ktoś się pomylił – stawiał następną kolejkę. Na Żuławach obyczaj był inny i polegał na tym, że trunek ten wlewano do dużego kufla i przyprawiano obficie cukrem, mieszając drewnianym patyczkiem. Z kufla pili wszyscy biesiadnicy, a płacił zań ten, kto wypił przedostatni łyk. Ta zabawa zwyczajowa polegała na tym, żeby tak dopasować taktykę picia do swoich i biesiadników możliwości, żeby nie wypić tego kosztownego przedostatniego łyku.W latach międzywojennych dystrybucję Machandla w Gdańsku prowadziła firma Reiman. Gdańsk i Sopot stały się główną atrakcją turystyczną. Turyści opuszczając miasto nie omieszkali zakupić mniejszej lub większej „ pamiątkowej” flaszki żuławskiej jałowcówki. Probiernie tego trunku znajdowały się w Gdańsku przy ulicy Hundegasse 23 (dzisiejsza Ogarna), a w późniejszym okresie przy ulicy Fleischegrasse 37 (dzisiejsza Rzeźnicka). W gdańskim Wrzeszczuprzy Hauptstrasse (dzisiejsza Grunwaldzka) pod numerem 52 był lokal należący do Ernsta Zielke pod nazwą „Machandeltreppe”
Jedenz ulubionych miejsc spotkań studentów Technische Hochschule czyli gdańskiej Politechniki,. Lokal nazywano „Machandeltreppe” (Machandlowe Schody), po części z dość oczywistego powodu – nazwy trunku obficie tam spożywanego. Schody w nazwie brały się stąd, że lokal nie był dostępny z poziomu ulicy, żeby doń wejść trzeba było się dostać na przedproże, pokonując kilkanaście schodków, a po wypici mocnego trunku należało z nich zejść, co często stwarzało problemy. W tym właśnie lokalu zdarzyła się o to taka historia.
Pewnego wieczoru w „Machandlowych Schodach” było, jak zwykle, tłoczno i gwarno. W pewnej chwili do lokalu weszli dwaj młodzi ludzie w strojach studentów Politechniki. Krzyczeli głośno i wyglądali na bardzo skłóconych ze sobą i mało brakowało, aby doszło do bójki. Sala zamarła obserwując to widowisko. Wtedy zjawiła się kolejna grupa studentów, licząca ośmiu młodzieńców i sprawnie rozdzieliła skaczących sobie do oczu kolegów. Chwilę potem cała dziesiątka siedziała już spokojnie za stołem, a przed nimi kelner ustawiał zamówione 40 kufli piwa i 40 kieliszków Machandla. Sala znowu tętniła gwarem i śmiechem.
Po chwili wbiegł do knajpy człowiek, który moment wcześniej wyszedł, krzycząc, że na przedprożu lokalu stoi samochód. Goście wybuchnęli śmiechem, a w stronę zwiastuna nieprawdopodobnej nowiny posypały się uwagi sugerujące mu, żeby nie pił tak dużo. Zdenerwowany klient otworzył szeroko drzwi, za którymi biesiadnicy rzeczywiście zobaczyli dwumiejscowy samochód marki DKW. Pewien pan zaczął krzyczeć, że to jego auto i że trzeba zadzwonić na policję. Tak też się stało, a że posterunek policji był niedaleko, szybko zjawił się funkcjonariusz. Z niedowierzaniem obejrzał stojącą w dziwnym miejscu ”dekawkę”, wysłuchał wzburzonej relacji właściciela, chwilę się zastanawiał, po czym stwierdził, że skoro samochód nie został skradziony, to nie jestsprawa policji. Doradził też, żeby zawołać straż pożarną. Klienci „Machandeltreppe” tymczasem snuli mniej lub bardziej fantastyczne domysły na temat sposobu w jaki auto mogło przebyć schody.

Wezwana straż pożarna zjawiła się równie szybko jak policja. Strażacy wyskoczyli z czerwonego wozu, wprawnie rozwinęli długie strażackie węże i właśnie mieli je podłączać do hydrantu, kiedy zorientowali się, że nic się nie pali. Dowódca drużyny, dowiedziawszy się powodu wezwania strażaków, oświadczył, że jeśli samochód się nie pali, to nie jest ich sprawa. Oświadczenie to musiał powtórzyć z groźną miną, kiedy tracący cierpliwość właściciel „dekawki” zapytał, czy ma ją w takim razie podpalić, żeby zainteresować straż pożarną swoim kłopotem. Zirytowani strażacy zwijali tym czasem rozwinięte przed chwilą pochopnie węże i odjechali. Tymczasem na przedprożu knajpy zaczęto medytować. Padały przeróżne koncepcje od sprowadzenia dźwigu ze stoczni, po użycie zeppelina. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, żeby zwrócić się do studentów Politechniki, którzy przecież na co dzień rozwiązują różne techniczne problemy. Zdesperowany właściciel samochodu wszedł zatem z powrotem do lokalu i rzeczywiście poprosił o pomoc dziesięciu studentów, których już znudziła sprawa tajemniczego wspięcia się „dekawki” na schody, i raczyli się ponownie swoimi czterdziestoma kuflami piwa i czterdziestoma kieliszkami Machandla. Studenci obiecali opracować metodę zdjęcia samochodu ze schodów pod jednym warunkiem, żewłaściciel auta zapłaci ich rachunek. Ówzdesperowany zgodził się na to bez mrugnięcia oka, zapłacił, a studenci, zakasawszy rękawy, unieśli auto, zeszli z nim po schodach i postawili na ulicy. Widząc to, fundator czterdziestu kufli piwa i czterdziestu kieliszków Machandla pokiwał głową i powiedział: „No, teraz to już wiem jak moja „dekawka” wjechała na schody!”
.jpg)
W czasie wojny Machandel był dostarczany niemieckim żołnierzom ale już nie w oryginalnych butelkach. Rozlewano go do zwykłych przypadkowych butelek nawet po innych alkoholach. Głównym odbiorcą był garnizon bazy okrętów podwodnych w Gotenhafen (Gdynia).W roku 1945, kiedy Rosjanie zaczęli zbliżać się na tereny Żuław przetransportowano do garażudomu w Sopocie, gdzie mieszkali członkowie rodziny Stoe -najcenniejsze beczki najstarszego Machandla. W Tiegenhof pozostał jedynie właściciel Bernhard Stoe, ponieważ przedsiębiorstwo miało status przedsiębiorstwa strategicznego i nie wolno mu było jego opuścić. Po wkroczeniu Rosjan na Żuławy Bernhard Stoe został aresztowany i wysłany na Ural, gdzie pracował jako niewolnik w kopalni, później w kołchozie. Browar wraz z gorzelniąw Tiegenhof Rosjanie spalili, a 45.000 litrów spirytualiówzrabowali.

Po powrocie z rosyjskiej niewoliw październiku 1949 roku, Bernhard Stobbe spotkał się z rodziną w Oldenburgu. Z wojennej zawieruchy udało się imocalićczęść dokumentów przedsiębiorstwa i jakże bezcenną recepturęMachandla.Syn Bernharda - Ott-Heirich Stobbe uruchomiłw 1951 r. produkcjęMachandlaw dawnych koszarach dragonów w Oldenburgu.Na rynku niemieckim pojawiła się znowu jałowcówka w charakterystycznych butelkach, lecz do Gdańska już nie docierały. W 1969 roku Bernhard Stobbe decyduje się sprzedać przedsiębiorstwo firmie G.Vetter i przeszedł na emeryturę. Zmarł 27 czerwca 1982 roku.. Syn jego Ott-Heirich pracował nadal u pracodawcy i był szefem sprzedaży jego produktów na północne Niemcy. Podobno Oldenburskiego Machandla można jeszcze kupić za kilkanaście euro , lecz butelka nie przypomina oryginału, pozostała jedynie etykieta w formie równoramiennego krzyża. Również w pewnej gdańskiej restauracji pojawił się ten trunek ale nie można uznać go za oryginał.

W Gdańsku nie pije się już ceremonialnie Machandla a szkoda, ponieważ jest jednym z symboli starego Gdańska. Jakże popularny był ten napitek świadczy piosenka napisana na jego cześć, którą prawdopodobnie śpiewanoprzy biesiadnych stołach.
Nad Motławą położony Gdańsk rozkwita niby kwiat, A Machandel ze śliweczką Pije tutaj każdy chwat.
Jakże czysta to nalewka Którą trzyma Twoja dłoń, Od Machandla dwóch kropelek Nie rozpali Ci się skroń.
Weź śliweczkę między zęby, Język niech ją zręcznie pchnie, Tak by pestki kształt okrągły Pod policzkiem znalazł się.
Teraz możesz wypić do dna Machandelek jako trza, Sznaps Stoego, iskra bogów Wielką sławę w świecie ma.
Pestka niechaj sobie brzdęknie Na kielicha pustym dnie, A do końca ceremonii Jeszcze masz czynności dwie.
Ponad pestką, co w kielichu, Jak tradycja mówi nam, Podnieś zbędną wykałaczkę I przed swoim nosem złam.
Po złamaniu złóż przy pestce, Dając zakończenia znak, Bo gdańszczanie swój Machandel Tu od wieków piją tak.
Przekład z niem.: prof. Andrzej Januszajtis Muzyka: Andrzej Starzec Zdjęcia -http://images.google.pl
| | | | | |
| |
| | | | |