| | Piątek, 18.05.2012 r. | Imieniny: Feliksa i Aleksandry | | | „Mimo wszystko” i wbrew wszystkiemu | | Redakcja 2006-06-26 | | Fundacje nie cieszą się w Polsce dobrą sławą. Z powstających jak grzyby po deszczu w latach 90-tych fundacji pozostało ledwie kilka. Inne okazały się być fundacjami wspierającymi głównie jej założycieli i ich rodziny. Wielu prezesom fundacji dni "mijają w celi czyściutkiej" jak śpiewali Starsi Panowie. Inni czekają w kolejce do miejsc gdzie "wikt niezły ma smak". Nie sprzyja to dobrej sławie fundacji. Morderczy cios - wydawało się fundacjom - zadali "łaskawcy" z sejmowej komisji śledczej. Próbowali oni zohydzić działalność fundacji pani Kwaśniewskiej, pokazując przy okazji, że w naszym kraju nikt nie zna dnia ni godziny. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że coraz mniej ludzi gotowe jest wspierać własnym portfelem jakąkolwiek fundację. Nie wiele też osób (uczciwych) garnie się do pracy w fundacjach.
Tym większym ewenementem jest fundacja Anny Dymnej. "Mimo wszystko" jest fundacją nie dość, że sprawnie działającą to i piękną (jak jej twórczyni). Pani Anna z niebywałym wprost talentem i pasją zajęła się pomocą dla ludzi przez los w jakiś sposób poszkodowanych. Zajęła się nimi w sposób odmienny od wypracowanych wzorców. Najłatwiej - wydaje mi się - sypnąć groszem lub o ten grosz zaapelować. O ileż trudniej połączyć zbiórkę pieniędzy z własnym działaniem na rzecz niepełnosprawnych. Z własną obecnością między nimi.
Anna Dymna dokonała tego. Potrafiła wyzwolić w nas szczodrość (choć ciągle niewystarczającą) na rzecz potrzebujących. I było by to daleko za mało. Pani Anna uczy nas rzeczy być najważniejszej. Jeżeli ktokolwiek w dzisiejszym świecie jest niepełnosprawny to jesteśmy nimi my - pełnosprawni. To w nas ciągle za mało wrażliwości, za mało "patrzenia trzecim okiem". Pani Dymna uczy nas również jak rozmawiać z niepełnosprawnymi (jakież to niewłaściwe słowo!), jak nie okazywać sztucznego i nikomu niepotrzebnego współczucia. Jak przyjaźnić się z ludźmi i jak ich kochać.
Piszę te słowa po emisji wspaniałego konkursu piosenkarskiego, jaki pani Anna Dymna ze swoimi przyjaciółmi urządziła w Krakowie. Talent wokalny wszystkich w zasadzie występujących był dla mnie szokujący. Słuchając wykonawczej maestrii niepełnosprawnych pomyślałem sobie, że to ja jestem niepełnosprawny. To ja mimo muzycznego wykształcenia i pełni zdrowia (no może nie psychicznego!) nie potrafiłbym wydobyć z własnego gardła tak poprawnych, ba! wspaniałych dźwięków. Moja niepełnosprawność jest w tym względzie (do pewnego stopnia) usprawiedliwiona. Nie staram się wyjść na estradę. Ale co powiedzieć o niepełnosprawności estradowych "artystów". Czy u pani Dody i Mandaryny nie rodzi się w takich momentach refleksja. Czyż nie mają świadomości, że ich gwiazdeczki bledną przy talentach podopiecznych pani Anny?
Cóż można powiedzieć o pani Dymnej, o jej przyjaciołach? Hm... tylko jedno: kocham Panią i Was Wspaniali Ludzie i... bardzo Wam zazdroszczę
Andrzej Korczak | | | | | |
| |
| | | | |