| | Piątek, 18.05.2012 r. | Imieniny: Feliksa i Aleksandry | | | Pączkowy ślad diabła na Żurawiu | | Małgorzata K. Nowak 2010-02-10 | | Co wspólnego może miećsłynny gdański Żuraw z pączkami którymi jakże chętnie zajadamy się właśnie w tłusty czwartek. Powie ktoś, przy pomocy żurawia rozładowywano między innymi ze statków mąkę, z której miejscowi cukiernicy wypiekali pączki. Bezsprzecznie pewnie to prawda, ale jest też jeszcze jedna historia, której ślad po dziś dzieńpozostał na tym słynnym gdańskim zabytku.
Symbolem gotyckiego Gdańska jest pamiętający czasy panowania zakonu krzyżackiego dźwig portowy Żuraw (niem. Krantor) . W średniowiecznej Europie ponoć był największym tego typu dźwigiem. Żuraw służył nie tylko do przeładunku ciężkich towarów ale też spełniał rolę fortyfikacji obronnej od strony Motławy i zarazem bramy miejskiej. Zbudowany z drewna, dwukrotnie został strawiony przez pożary w pierwszej połowie XV stulecia wraz z drewnianym mechanizmem. Za każdym razem decydowano się na jego kosztowną odbudowę pomimo, że przy portowej przystani uruchomiono konkurencyjnego żurawia, po którym dziś nie ma śladu. Po pożarze w roku 1442, kiedy panowanieZakonu dobiegało kresu, Krzyżacy nie chcieli wyrazić zgody na odbudowęnajwiększego nad Motławą dźwigu. W konsekwencji Żuraw został odbudowany, lecz niższy o jedną kondygnację. Powstała drewniana budowla łącząca dwie baszty bramne – główne elementy „szeroko ulicznego traktu”. Grubość muru od strony Motławy wynosiła ponad 3 m. W murze wykonano liczne otwory strzelnicze przeznaczone do broni ręcznej. Osobne miejsce przeznaczonoteż dla solidnej działobitni. W roku 1945 zabytek doznałszczególnie największych zniszczeń. Spłonęła nie tylko konstrukcja drewniana, lecz pociski zniszczyły niemal całą elewacje zachodnią pozostawiając do połowy zwalone baszty. Po wojnie Żuraw został odbudowany w latach 1957-1959 i przekazany na siedzibę Muzeum Morskiego. Obecne Długie Pobrzeże oglądane od strony częściowo odrestaurowanej Wyspy Spichrzów jest wyjątkowo piękne i chętnie fotografowane przez turystów. Tu też gdańscy malarze od wieków szukają twórczego natchnienia utrwalając na płótnie malownicze kamieniczki i zabytki miasta tysiąca tajemnic i legend.
Z Żurawiem wiąże się pewna gdańska legenda. Otóż był sobie kiedyś pewien bówka o imieniu Muchel. Nie przepadał zbytnio za pracą, a z zawodu był murarzem. Stwierdził, że już co było w Gdańsku do zrobienia już zrobił i postanowił rzucić pracę. Powiększył tym samym grono tutejszych bówków, którzy skutecznie szlifowali wszystkie poręcze mostu nad Motławą, spluwając, jak nakazywał obyczaj, z mostu do wody i poprawiali humor w tutejszych knajpkach. Pewnie kiepsko by mu się w życiu wiodło, gdyby nie pewna przekupkagdańska, którą za młodu poślubił. LataMuchelowi upłynęły jak z bicza strzelił i całkiem się zestarzał. Pewnego dnia umówił się z kompanem od kielicha przy Żurawiu, aby powałęsać się po Długim Moście, wpaść do knajpy na kieliszek „machandla” i utrwalić moc trunku kuflem piwa. Przy kielichu Bówka wraz z kompanem rozprawiali o śmierci. Palnął Muchel mimochodem, że po takich jak on frantów, nawet najdzielniejszy z diabłównie odważy się przyjść na gdańską ziemię. Jakże się mylił bówka, kiedy z kumplem po wyjściu z knajpy zatrzymali się przy Żurawiu. Nagle ze starego na wpół zatopionego kutra wylazło monstrum, w którym od razu Muchel rozpoznał diabła, który oświadczył, że jego ziemski czas dobiegł końca i czas ruszyć w drogę do piekła, gdzie czeka go sroga kara za lenistwo, za nie całkiem trzeźwe życie i resztę grzechów jakie popełnij. Stary bówka wystraszył się niemiłosiernie. Szczęściem udało się mu przez kompana powiadomić małżonkę, że znalazł się w łapach diabła.
Owa zacna niewiasta, mimo iż miała z łajdakiem ciężkie życie, cieszyła się opinią najsprytniejszej baby w Gdańsku. Muchelowa czym prędzej przybiegła do Żurawia i zaczęła dziękować diabłowi, że wreszcie uwolnił ją od nieroba i pijaka. Na dodatek z wdzięczności częstowała go pączkami. Bówka oniemiał, a diabeł zabrał się za poczęstunek. Efekt posiłku przekroczył wszelkie oczekiwanie. Pączek niemal eksplodował mu w gębie i nieszczęśnik musiał go z hukiem wypluć, trafiając przy tym w ścianę Żurawia. Okazało się, że sprytna baba nafaszerowała go zamiast dżemem - pieprzem, sodą, tabaką, gwoździami i żelazną zardzewiałą kątownicą. Przerażony bies czmychnął czym prędzej w zaświaty, zaś Muchel potulnie powędrował za żoną do domu. Ponoć mocno się poprawił i tylko raz w tygodniu - za pozwoleniem małżonki - chodził do knajpy na kieliszek "machandla". Pamiątką tego wydarzenia jest zegar słoneczny, umieszczony na ścianie Żurawia. To nic innego, jak skamieniały pączek z pamiętnym nadzieniem - żelazną kątownicą.
Dla uwiecznienia tej legendy tuż przy Żurawiu funkcjonuje sklep z pamiątkami „ Gdański Bówka”.
       | | | | | |
| |
| | | | |