| | Piątek, 18.05.2012 r. | Imieniny: Feliksa i Aleksandry | | | Także i o giżyckich witaczach... | | Andrzej Nowak 2007-11-20 | | Człowiek ze mnie niezbyt już młody. Przyzwyczaiłem się przeto do znanych mi (widzianych i słyszanych) prawd i poglądów. „Przyzwyczaiłem się” wcale nie oznacza, że myślę i działam niczym przysłowiowy stary krytyk, któremu podoba się tylko to co słyszał, czytał i oglądał już wcześniej. Nie obraziłem się na nowoczesność – czego widomym dowodem medium (internet), z którego korzystam. Nie obrażam się i na inne przejawy nowoczesności. Co nie oznacza, że dzisiejszy świat mnie zachwyca w całej pełni.
Zachowuję się więc w miarę normalnie. I tego samego oczekuję od osób, które zachłysnęły się nowoczesnością, za nic mając tradycję. Marszałek Piłsudski powiedział: „Ten, kto nie ceni i nie szanuje przeszłości, nie godzien jest szacunku ani prawa do przyszłości”. Nie można się nie zgodzić z tą prawdą. Nie oznacza to wszakże, że tradycja ma nas zahamować w cywilizacyjnym rozpędzie i sprowadzić do początków państwowości.
Zupełnie realna wydaje mi natomiast idea spójnej symbiozy tradycji z nowoczesnością. W wielu dziedzinach życia jest ona możliwa, i w wielu wręcz niezbędna. Tradycja w wymiarze społeczno-historycznym pozwala utrzymać tożsamość narodową. Pozwala godnie przeczekać „dziejowe burze”. Tak działo się w okresach rozbiorów, tak działo się w okresie okupacji, tak działo się w okresie zależności od Moskwy.
„Wziąłem duży rozpęd”, po to żeby zająć się sprawą z pozoru błahą. Pisać chcę o heraldyce miejskiej. To co bowiem od kilkunastu (a w zasadzie kilkudziesięciu) lat dzieje się w tej dziedzinie o pomstę do nieba woła. Herby miejskie zaczęły kształtować się wraz z prawem miejskim w II połowie XIII wieku. Ich wizerunki umieszczano, początkowo bez tarcz herbowych, na pieczęciach miejskich, dopiero później stopniowo niektóre z nich stawały się prawdziwymi, w pełni ukształtowanymi herbami.O wyborze herbu decydował zazwyczaj wójt lub rada miasta, sporadycznie robił to król. Często zdarzało się w przypadku miast prywatnych, że w momencie zmiany pana, zmieniało się również godło herbowe takiego miasta.
Po upadku Rzeczypospolitej zaborcy usuwali herby, zastępując je godłem państwowym. W okresie międzywojennym herbami miejskimi zajęło się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wraz z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Do 1939 r. zatwierdzono 104 herby miast. Po II wojnie herbami nikt się prawnie nie zajmował. Dopiero w 1978 r. uchwalono ustawę o odznakach i mundurach, która zezwalała na ustanawianie herbów miejskich i wojewódzkich. Ustawa o samorządzie terytorialnym z 1990 r. zezwoliła także gminom na ustalenie wizerunku herbu. Zabrakło w niej jednak jakichkolwiek przepisów wykonawczych, dlatego w heraldyce terytorialnej panuje całkowita dowolność.
No i zaczęło się. Pojawiły się herby, które z zasadami sztuki heraldycznej nie mają nic wspólnego. Pojawiły się herby, które z tradycją regionu lub miasta nie wiążą się w żaden sposób. Pojawiły się herby, których stworzenie powierzono artystom plastykom lub specjalistom od wizerunku. Historia, tradycja, zasady heraldyczne odrzucono jako zbędne. Poczyniono wielki krok ku barbarzyństwu. I to wcale nie jest jeszcze najgorsze. Poczyniono krok w kierunku zapomnienia, a nawet zaprzeczenia własnej historii. Równie dobrze specjaliści od wizerunku mogliby wyprzeć się Orła w koronie jako znaku herbowego Polski (przypomnę, że próby takie już czyniono i przez kilkadziesiąt lat Orzeł nie miał prawa nosić korony!).Nie ma powodu wstydzić się lub zapierać własnej historii. Polska była rządzona przez Piastów, Jagiellonów, Wittinów, Romanowów, Habsburgów, królów elekcyjnych. Przez długie lata jęczeliśmy pod jarzmem zaborów. Polska była monarchią, demokracją ludową... To nasza historia. I mimo licznych prób zakłamywania, przemilczania nie sposób się jej wyprzeć. Polacy są tacy jakich ukształtowała nas historia. Trudna, dramatyczna ale i piękna zarazem. Nie widzę żadnego powodu, że z jakiegokolwiek fragmentu owej historii rezygnować.Dotyczy to również heraldyki. Musimy bowiem pamiętać, że znaki herbowe rodowe, miejskie, ziemskie są naszej historii elementem.
Musimy pamiętać, że herby owe liczą sobie kilkaset lat. Herb królewskiego Krakowa został po raz pierwszy ukazany w 1370 r. (w opisie wjazdu Ludwika Węgierskiego do miasta), a jego najstarsze wyobrażenie zachowało się na XIV-wiecznym dzwonie z kościoła Mariackiego. Pierwotnie przedstawiał mur miejski z trzema wieżami, z otwartą bramą bez wrót i z kratą opuszczoną do 1/3 wysokości. Ta wersja była używana do XVI w., wówczas w otwartej bramie zaczął się pojawiać nieukoronowany Orzeł. Od 1661 r. Orzeł, umieszczony w otwartej bramie, posiada koronę.
Syrena w herbie stołecznej Warszawy od blisko siedmiu stuleci jest nierozerwalnie związana z miastem. W swej długiej historii przeszła wiele przeobrażeń - zmieniała swą postać, różne też były formy i funkcje herbu. Nie zmieniły się tylko treść i przesłanie tego symbolu; był on i jest znakiem własnym Warszawy i jej mieszkańców oraz oznaką samorządu miejskiego. Herb Wielki Miasta Gdańska liczy sobie równo 550 lat. U bocznic tarczy herbowej stoją dwa podtrzymujące ją złote lwy, wspięte na łapach i odwrócone od siebie. Na gotyckiej zaś tarczy herbowej w czerwonym polu znajdują się otwarta złota królewska korona i dwa równoramienne srebrne krzyże. Gdańsk otrzymał herb z nadania Kazimierza Jagiellończyka w roku 1457. Herb Torunia, miasta Kopernika, pojawił się w połowie XV wieku. Wyobrażał on mur o trzech basztach z małą bramą pośrodku. W 1470 r. przy herbie toruńskim pojawił się anioł, podtrzymujący oburącz tarczę herbową i taka forma towarzyszyła miastu nieodłącznie od 1507 r. aż do końca Pierwszej Rzeczypospolitej.
Godło piastowskiego Poznania, po raz pierwszy widoczne na pieczęci z 1344 r., przedstawia mur forteczny z szeroką bramą i trzema basztami. Na środkowej baszcie wspiera się gotycka tarcza z wizerunkiem Orła białego bez korony. Na bocznych ścianach baszty umieszczone są wizerunki patronów: po lewej św. Piotra z kluczem, po prawej św. Pawła z mieczem. Ich głowy otoczone są aureolami. W bramie umieszczone są skrzyżowane klucze, nad nimi znajduje się równoramienny krzyż. Po bokach, przy krawędzi godła, umieszczono gwiazdę i półksiężyc. Mur symbolizuje miasto, święci to patronowie kościoła katedralnego, a Orzeł polski przypomina zapewne protektora miasta, Przemysława II, klucze symbolizują władzę i autonomię.
Najstarsze znane nam wyobrażenie lubelskiego godła pochodzi z pieczęci Rady Miejskiej z 1401 r. i ukazuje długowłosego i długorogiego kozła. Na kartuszu jezuickiej świątyni kozioł, a raczej koziołek, wspina się na wielokolorowy krzew. Wizerunek łodzi, unoszącej się na rzece na tle bramy i miejskich murów, jest herbem Jarosławia. W 1846 r. otrzymał on tytuł "wolnego miasta", co oznaczało niezależność od prywatnych właścicieli magnackich, a rząd austriacki nadał mu równocześnie godło, nawiązujące do tradycyjnego herbu miasta z czasów Pierwszej Rzeczypospolitej.
Skoro tak długa i piękna historia stoi za naszymi miejskimi herbami to zapytam: kto i dlaczego chce ją przekreślić. Zenon Laskowik w jednym ze swoich skeczów tak mówił o „komuszej bidzie”: przed wojną w sklepach stały beczki z kawiorem. I komu to przeszkadzało? No właśnie!Herbem mojej rodziny od 700 lat jest Korczak. Nie urodziłem się w XIV wieku i nie spędziłem życia pod berłem Jagiellonów. Urodziłem się w wieku XX. Żyję w XXI, i zapewniam, że ani mi w głowie dokonywać jakichkolwiek zmian w znaku herbowym (który nota bene do niczego dziś nie służy). Pewny jestem, że też nikt z dzisiejszych „nowatorów” heraldycznych znaków miejskich nie zmieniłby swojego rodowego herbu. Z największą natomiast swobodą zmieniają, to czego prawa zmieniać nikt nie ma.
Przypominam wszystkim nowatorom, że herb miejski jest również znakiem rozpoznawczym. Jest swoistego rodzaju logo miejskim. Berlin jest od wieków rozpoznawalny przez niedźwiedzia, który widnieje w herbie miasta. Nowoczesny wizerunek (logotyp!) przywodzi natychmiast taką oto myśl: nowy herb – nowe miasta, bez tradycji, bez zabytków. Warto narażać się na takie sądy? Nie chcę uchodzić za dogmatyka, któremu nie po drodze z nowoczesnością. Piszę ten tekst w kontekście projektu giżyckich „witaczy”. Są estetyczne, gustowne i bardzo sympatyczne, a także... nowoczesne. I tak zapewne być powinno. Czy jednak może zabraknąć tu miejsca na tradycję? Czy nie warto podkreślić faktu, że Giżycko nie jest miastem o rodowodzie miast amerykańskich? Czy nie warto na nowych „witaczach” umieścić herbu, który istnieje od początku XVII wieku.
Co mogę zaproponować samorządowcom z Giżycka i innych miast. Ano dwie rzeczy:
1. nie warto konfrontować bujnie rozwijającej się współczesnej heraldyki samorządowej z heraldyką historyczną, będącą częścią dziedzictwa kultury narodowej (tak: heraldyka jest częścią dziedzictwa kultury narodowej i bardzo polecam szczególnej uwadze ten fakt Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego); 2. spróbujmy pogodzić wymogi nowoczesności z tradycją.
anza | | | | | |
| | | Już samo słowo herb brzmi dumnie i sugeruje wielowiekową ostoję tradycji.Uwagi autora są... ~mirgiz 2009-01-04 13:52 | |
| | | | |