Jeżeli geniusz ludzki jest w stanie wymyślić maszyny, które zastąpią ludzi w pracy to jest też w stanie znaleźć dla tych ludzi pracę.

John Kennedy
Polska zawsze blisko
Niedziela, 20.08.2017 r.
Imieniny: Bernarda i Sobiesława


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Biedne na wolności, bogate za kratami...

Ula Ziober 2014-04-14
ula_ziober_70.jpg(8) Ludzie zaczęli się coraz bardziej niepokoić. Jakaś kobieta przeraźliwie jęczała w drugiej części wagonu. ludzie coraz głośniej zaczęli domagać się otwarcia drzwi. W końcu usłyszeli jakiś ruch na zewnątrz. Otwarto drzwi wagonów i wypędzono wszystkich na zewnątrz. Żołnierze ustawili wszystkich wzdłuż torów i kazali załatwiać potrzeby fizjologiczne. Janka nie chciała się rozbierać przy tylu obcych ludziach, ale matka ofuknęła ją ostro:
- Siadaj i spuszczaj majtki. Jak nas znowu zamkną w wagonie to, gdzie będziesz sikać? Wtedy dziewczynka po raz pierwszy uświadomiła sobie jak niewiele potrzeba, żeby upokorzyć drugiego człowieka. Gdy zabierze mu się majątek, rodzinę, wolność i nie można zabrać mu już nic innego - odbiera mu się godność. Patrzyła na stare kobiety, próbujące ukryć się przed wzrokiem roześmianych żołnierzy i jedyne, co czuła to obezwładniającą niemoc i poczucie niesprawiedliwości. O takich rzeczach nie uczyła się w szkole, nie ostrzegano jej, że ktoś kiedyś będzie mógł ją tak potraktować. I dlatego czuła się oszukana i rozczarowana.
Później zapędzili ich z powrotem do wagonów i znowu zaryglowano wrota. Pociąg stał cały dzień na bocznicy, ale nikt już do nich nie przyszedł. Pod wieczór, bez żadnego ostrzeżenia pociąg nagle ruszył. Monotonny stukot kół szybko uśpił zmęczone przeżyciami poprzedniego dnia dzieci. Kiedy Janka obudziła się następnego dnia, jechali przez Polesie. Za oknem rozciągały się niezmierzone lasy i mokradła. W pewnym momencie zobaczyła w oddali majestatyczną sylwetkę łosia. Widziała jego ogromne poroże, które dźwigał z wyraźnym wysiłkiem. Nigdy wcześniej nie widziała łosia, ale od razu zrozumiała dlaczego nazywają go królem puszczy.

Jeszcze kilka razy zatrzymywali się i powtarzała się cała upokarzająca procedura wzdłuż torów. Trwało to zazwyczaj kilka minut, po czym zapędzano ich z powrotem do wagonów i pociąg znowu ruszał w nieznanym kierunku. Następnym przystankiem była granica. Tutaj przerzucono ich do nowego pociągu, bo zmieniała się szerokość torów. Ten wagon był nieco inny. Na środku podłogi była niewielka dziura, która służyć miała za toaletę. Od tej pory nie wypuszczano ich już z wagonów. Na niektórych stacjach zabierano tylko po kilku mężczyzn, którzy wracali z wiadrem gorącej wody. Jedzenie miały na szczęście z domu, głównie suchary. I tak mijały kolejne dni i tylko krajobraz za małym zakratowanym okienkiem zmieniał się nieznacznie. Wszędzie pustka i nieużytki. Janka pamiętała, że gdy jechali z Poznania do Białegostoku, ciągle mijali jakieś miasta i miasteczka. Pociąg stawał na stacjach, gdzie były perony z drewnianymi ławkami dla podróżnych. Tutaj dworce pojawiały się bardzo rzadko. Czasami w oddali widziała tylko smużki dymu unoszące się znad jakiś ludzkich siedzib.

Kiedyś zatrzymali się w pobliżu jakiegoś większego miasta. Janka widziała w oddali kominy fabryk i jakieś wysokie budynki. A bliżej, na obrzeżach, niczym przycupnięci biedacy w łachmanach, stało osiedle małych zaniedbanych chałupek. Sklecone z byle czego, bardziej przypominały baraki niż domy mieszkalne. Od strony tych chałup, gdy tylko pociąg się zatrzymał zaczęły pojawiać się grupkami kobiety w brudnych sukniach i chustach owiniętych wokół twarzy. Niektóre przyszły być może z ciekawości, inne po to, by pohandlować. Musiały być już przyzwyczajone do widoku takich wagonów. Regina wyciągała rękę przez małe okienko i wołała:
- No daj coś babuszka. Sprzedaj coś ciocinka. U mnie chora córeczka – ale nie mówiła po rosyjsku i ostatecznie nie udało jej się niczego zdobyć. Janka nie mogła zrozumieć zachowania matki. Przecież tak naprawdę żadna z nich nie była chora. Wstydziła się trochę, że matka żebrze i w dodatku kłamie. Kiedy pociąg już ruszał Janka spostrzegła biegnącego wzdłuż torów małego chłopca. Był może w jej wieku, tylko strasznie chudy i w za dużym ubraniu, przez co wydawał się mniejszy. Przybiegł tu za pewne, jak każde dziecko ciekawe nowości, ale spóźnił się, bo pociąg nabierał już tempa. Stał więc tam smutny w za dużym kaftanie i leninówce na głowie i wyglądał strasznie żałośnie. Taki mały obdartus i umorusaną buzią. Jakaż ironia tej sytuacji. Dwoje obserwujących się dzieci. Jedno na wolności, ale biedne. Drugie bogate, ale za kratami.

I znowu pola i lasy, obce miasta w oddali. Wujek Józef miał ze sobą mały kalendarz, w którym na ostatnich stronach była mapka Europy. Dzięki temu, odczytując tablice na niektórych stacjach mogli się zorientować w jakim kierunku jadą. Na szczęście nie była to północ, gdzie panowała niemal wieczna zima i nieludzkie wręcz warunki do życia. Nie jechali więc w stronę Kołymy, która miała złą sławę już od czasów carskich represji po powstaniach listopadowym i styczniowym. Kierowali się raczej na południowy wschód w stronę stepów, a nie groźnej tajgi. Mijali w oddali miasto Tuła. Wujek powiedział, że robi się tam samowary. Janka przypomniała sobie srebrny, beczkowaty samowar, który stał w salonie ich domu na Winogradach. Był to prawdopodobnie prezent ślubny od pochodzącej ze wschodnich terenów rodziny ojca. W Wielkopolsce raczej nikt nie używał takich wynalazków. Jej matka również traktowała go raczej jako oryginalną ozdobę i Janka nigdy nie widziała, by ktoś u nich w domu z niego korzystał. Nigdy się nie zastanawiała nad tym, ale teraz pomyślała, że być może przyjechał do nich wiele lat temu właśnie z tego miasta, które widziała w oddali. Tu z pewnością podobne samowary znajdują się w każdym domu. Jechali przez most na Wołdze. Janka nigdy jeszcze nie widziała tak wielkiej rzeki. Nurt, po wiosennych roztopach był tak wysoki, że most niemal dotykał tafli wody. Jechali bardzo wolno, a wszystko pod nimi trzeszczało i trzęsło się. Ludzie w wagonie zaczęli wpadać w panikę bojąc się, że most się zawali i wszyscy się potopią. Ktoś zaczął się głośno modlić, a Regina mocno ściskała córki za ręce. Na szczęście most wytrzymał i po drugiej stronie wszyscy odetchnęli z ulgą. Po drugiej stronie rozciągało się miasto Samara. Teraz, co jakiś, gdy pociąg stawał, drzwi otwierały się i oprócz wrzątku dostawali trochę chleba i jakąś zupę. Ale nie było tego wiele i Basia ciągle powtarzała, że jest głodna. Czy to możliwe, żeby w ich wagonie nie było żadnych innych dzieci? Raczej nie, ale czas najwyraźniej zatarł ten element w pamięci Janki. Choć przecież nie mogły spędzić tylu dni siedząc na jednej pryczy i musiały poruszać się po wagonie, choćby dla rozprostowania nóg. Z tamtego miejsca nie pamięta żadnych imion ani twarzy.

Aż w końcu zobaczyli na horyzoncie linię gór, do których się zbliżali. Na wysokiej skale, ogromnymi literami napisano Ufa. A dalej jeszcze minęli drogowskaz, na którym na jednym ramieniu napisane było Europa, a na drugim Azja. To były góry Ural, które oddzielają dwa kontynenty. Pierwsze góry jakie Janka widziała. Ich wysokie ciemne zbocza wyrastały niemal spod kolejowych szyn i pięły się czasem tak wysoko w górę, że zasłaniały niebo. Po drugiej stronie gór zrobiło się bardzo ciepło. Widocznie strażnicy nie spodziewali się już prób ucieczki, bo drzwi były pootwierane i zablokowane tylko sztabą, przy której można było bezpiecznie stać i oglądać krajobraz. Pociąg jechał miejscami tak wolno, że można by było z niego wysiąść i biec obok. Nikt jednak tego nie próbował. Tam na zewnątrz i tak czekała tylko śmierć. Jeśli nie od kul strażników, to z głodu i wyczerpania, bo w promieniu wielu kilometrów nie było widać żadnych ludzkich osad. A krajobraz z lesistego zmienił się w półpustynny. Jak okiem sięgnąć widać było tylko porośnięty żółtą trawą step. W pewnym momencie, kiedy pociąg znowu mocno zwolnił, Janka zauważyła przy torach jakiś ruch. Z małych norek, co chwila wysuwały się szarobure łebki. Dziwne zwierzątka, które wujek nazwał susłami, siadały śmiesznie na tylnych łapkach i wysuwały głowy wysoko w górę, żeby zobaczyć coś nad wysokimi trawami. Zastygały tak na chwilę w bezruchu, a potem nagle znikały w swoich podziemnych korytarzach tylko po to, żeby wysunąć się znowu w zupełnie innym miejscu. I tak w kółko. Bardzo zabawne było obserwowanie tej dziwnej zabawy w chowanego i wkrótce niemal cały wagon komentował ze śmiechem to zjawisko. Po 17 dniach podróży dotarli do jakiegoś miasta, gdzie wypuszczono ich wreszcie z wagonów.

( cdn...)
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.