Sobota, 20.10.2018 r. Imieniny: Ireny i Kleopatry
Najlepszą polityką jest zawsze powiedzieć prawdę (chyba, że jesteś wyjątkowo dobrym kłamcą).

Jerome Klapka Jerome
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

Bruno Jasieński

Redakcja 2006-02-16
bruno_jasienski_100.jpgUrodził się 17. 07. 1901 roku w Klimontowie pod Sandomierzem. Ojciec (Jakub Zysman) był prowincjonalnym lekarzem - okolicznych chłopów leczył przeważnie za darmo, matka - rodowe nazwisko: Modzelewska - zajmowała się domem.

Jasieński był redaktorem szkolnego pisma "Drugak", później przewodniczył zespołowi "Sztubaka"; przekładał bajki Kryłowa, przetłumaczył - ponoć udanie - Rękawiczkę Schillera. Uczył się w warszawskim gimnazjum im. Mikołaja Reja, edukację ukończył w Moskwie w 1918. Widział wypadki 1917 roku a I wojnę światową - przyczynę dalekiej wędrówki rodziny - określił mianem "rzezi światowej". W Moskwie zachwycił się egofuturyzmem Igora Siwieranina, ale chłonął także Majakowskiego, Chlebnikowa i Kruczonycha. W 1918 roku (srebrny medal na egzaminie maturalnym!) wraca do Klimontowa. W rodzinnym miasteczku - chłopi z okolic grają w założonym przez niego teatrze w Weselu Wyspiańskiego - gości krótko. Studiuje polonistykę, prawo i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Spotkanie ze Stanisławem Młodożeńcem (poeta, współzałożyciel polskiego futuryzmu) i Tytusem Czyżewskim (współzałożyciel grupy "Formiści", zakochany w sztuce podhalańskiej malarz, poeta i dramaturg) zaowocowało zorganizowaniem futurystycznego klubu "Katarynka" (1919).

Rok 1921 to czas - przesyconych poetyką ulotki i plakatu - manifestów. W słynnej "Jednodniówce futurystów" ukazują się: Manifest w sprawie poezji futurystycznej i Do narodu polskiego w sprawie natychmiastowej futuryzacji życia.

W 1921 roku w Warszawie wychodzi tom poetycki But w butonierce, w 1922 roku w Krakowie pojawia się Pieśń o głodzie, w 1924 w Warszawie wychodzi - tworzona wspólnie z Anatolem Sternem - Ziemia na lewo. Następnie wyjeżdża do Paryża.

W 1928 roku "L’ Humanité" drukuje odcinki powieści Jasieńskiego - autor jest w tym czasie członkiem Francuskiej Partii Komunistycznej i założycielem objazdowego teatru w stolicy Francji - zatytułowanej Palę Paryż". Utwór jest odpowiedzią na pamflet P. Moranda Palę Moskwę (nowela ze zbioru Swawolna Europa).

Władze francuskie zareagowały szybko - Jasieński zostaje wydalony z Francji. Nie chcą go Belgowie, nie chcą go mieszkańcy Luksemburga. Chwilowo mieszka we Frankfurcie nad Menem, po czym - cofnięto nakaz ekstradycji - wraca do Francji, by zostać z niej powtórnie wydalony. W 1929 roku dotrze do ZSRR, gdzie osiada na stałe. Zaczyna pisać po rosyjsku, przyjmuje obywatelstwo radzieckie, wstępuje do WKP(b), zaczyna działać w RAPP. Odwiedza Taszkient, Samarkandę, Bucharę. Pracuje dużo. Jest redaktorem polskiego pisma "Kultura Mas", jest członkiem kolegium redakcyjnego wychodzącej w czterech językach "Literatury Międzynarodowej", zostaje członkiem zarządu Związku Pisarzy Radzieckich.

W 1937 Jasieński zostanie aresztowany, oskarżony i skazany na piętnaście lat obozu. W drodze na zesłanie dopadnie go tyfus i Jasieński przepadnie - prawdopodobnie w 1939 roku - w pomroce dziejów.

Wedle jednej z wersji, Bruno Jasieński miał umrzeć 17 września 1938 roku, w tym samym obozie, w którym konał Osip Mandelsztam; dwu umierających poetów dzieliły tylko druty zony. .

Źródło notki: http://monika.univ.gda.pl/~literat/autors/jasien.htm



-----------------------------------------------------------------

Trupy z kawiorem

Pani palce są chłodne i pachną, jak opium,
Takie małe półtrupki anemiczne i blond,
Marzą o kimś, co by ich w pocałunkach utopił,
Jak w odymce błękitnej papierosa „Piedmont”.

Na nietkniętą serwetę coś bezgłośnie opadnie...
(Białe astry w flakonach umierają przez sen...)
Pani milczy tak cicho, melodyjnie i ładnie,
Jak w najlepszych preludiach lunatyczny Verlain.

Może smutek zielony z twarzą negra z Zambezi
Owachlarzył dziś Panią, otuloną w pół-zmrok...
Pani słuchać chce moich egzokwintnych syntezji
Tak, jak pije się z kawą jakiś cordial-medoc.

Jednak Pani nie lubi przecież rzeczy zbyt ostrych
A czyż zawsze być można gentlemanem par force?...
Za minutę przyniesie nam szampana i ostryg
Lokaj z twarzą wyblakłą i pomiętą, jak gors.

Zresztą stać mnie dać nawet własne serce na rożen,
Jeśli z niego przyrządzą apetyczne filet...
Pani pachnie dziś cała ostrygami i morzem,
A ja kocham tak morze, zapłakane we mgle...

Za szybami ponurych, zieleniących się okien
Pierwszy brzask się przeczołgał, znieruchomiał i legł...
Pani dzisiaj jest chora... Pani płakać chce... Shocking!
Wypłowiałe kotary słyszą wszystko... jak szpieg...

Pani widzi w drobnostkach zaraz ton psychodramy...
Chwile życia są kruche i słodkie, jak chrust.
Czy dlatego, że my się, par exemple, nie kochamy,
Nie możemy całować swoich oczu i ust?

A ja chcę dzisiaj pieścić Pani piersi bez bluzki,
Chcę być dziko bezczelny i mocny, jak tur.
Pani dużo ma w sobie z rozpalonej Zuluski,
Pani usta się śmieją i mówią: toujours!

Pani dzisiaj się marzy... jakiś sen o wikingu...
Purpurowe ekscesy niewyspanej Ninon...
Takie, jak Pani, bierze się w pędzącym sleepingu
Na poduszkach pluszowych rozebraną i mdłą.

I, wsysając się w piersi Pani ostro-mdły zapach
W końcach palców poznaje się budzący się wstręt
Do tych kobiet, co dają się na brudnych kanapach
Karmelkowo-lubieżne i pokorne, jak sprzęt.

W Pani spazmach być musi coś z sapiących ekspresów.
Pani nogi falują tak lubieżnie i zło.
W Pani mieszka księżniczka księżycowych ekscesów
I członkini zrzeszenia dla pań comme il faut.

A chce Pani? Zerwiemy raz z tą wszystką hołotą!
Polecimy na oślep w samochodzie, jak w śnie.
U podjazdu na dole niecierpliwi już motor
Ofutrzony mój szofer w swoim czarnym pince-nez.

Zeskoczymy po stopniach i zatrzasną się drzwiczki.
Wszystko zmiesza się razem — to co przed i co po...
Z pocałunków na rękach będziesz mieć rękawiczki
I z mussonu rajera na swoim chapeau!

Zatwostepią latarnie w oszalałym rozpędzie,
Zamigocą się domy i osuną się w dół.
Pójdą słupy i słupy i kosmate gałęzie,
Samym lotem z łoskotem rozcinane przez pół.

A w ustronnym salonie kiedyś późno wieczorem,
Kiedy będzie znów jasno i wesoło i źle...
Blady lokaj we fraku nasze trupy z kawiorem
Poda sennie na tacy wytwornemu milieu...
----------------------------------------------------

RZYGAJĄCE POSĄGI
Pani Sztuce
Na klawiszach usiadły pokrzywione bemole,
Przeraźliwie się nudzą i ziewają Uaaaa...
Rozebrana Gioconda stoi w majtkach na stole
I napiera się głośno cacao-choix.

Za oknami prześwieca żółtych alej jesienność,
Jak wędrowne pochody biczujących się sekt,
Tylko białe posągi, strojne w swoją kamienność,
Stoją zawsze "na miejscu", niewzruszenie correct.

Pani dzisiaj, doprawdy, jest klasycznie... niedbała...
Pani, która tak zimno gra sercami w cerceau,
Taka sztywna i dumna... tak cudownie umiała
Nawet puścić się z szykiem po 3 szkłach curacao.

I przedziwne, jak Pani nie przestaje być w tonie,
Będąc zresztą obecnie najzupełniej moderne. -
Co środy i piątki w Pani białym salonie
Swoje wiersze czytają Iwaszkiewicz i Stern.

A ja - wróg zasadniczy urzędowych kuluar,
Gdzie się myśli, i kocha, i rozprawia, i je,
Mam otwarty wieczorem popielaty buduar
Platonicznie podziwiać Pani déshabillé...
Ale teraz, jednakże, niech się Pani oszali, —
Nawet lokaj drewniany już ośmiela się śmieć...
Dziś będziemy po parku na wyścigi biegali
I na ławki padali, zadyszani na śmierć.

A, wpatrując się w gwiazdy całujące się z nami,
W pewnym dzikim momencie po dziesiątym Clicôt,
Zobaczymy raptownie świat do góry nogami,
Jak na filmie odwrotnym firmy Pathé & Co.

I zatańczą nonsensy po ulicach, jak ongi,
Jednej nocy pijanej od szampana i warg.
Kiedy w krzakach widziałem RZYGAJĄCE POSĄGI
Przez dwunastu lokajów niesiony przez park.

--------------------------------------------------------------------------------

BUT W BUTONIERCE

Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach,
Teraz jestem słoneczny, siebiepewny i rad.
Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach,
Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat.

Nie zatrzymam się nigdzie na rozstajach, na wiorstach,
Bo mnie niesie coś wiecznie, motorycznie i przed.
Mijam strachy na wróble w eleganckich windhorstach,
Wszystkim kłaniam się grzecznie i poprawiam im pled.

W parkocieniu krokietni — jakiś meeting panieński.
Dyskutują o sztuce, objawiając swój traf.
One jeszcze nie wiedzą, że gdy nastał Jasieński,
Bezpowrotnie umarli i Tetmajer i Staff.

One jeszcze nie wiedzą, one jeszcze nie wierzą.
Poezyjność, futuryzm — niewiadoma i X.
Chodźmy biegać, panienki, niech się główki oświeżą —
Będzie lepiej smakować poobiedni jour-fixe.

Przeleciało gdzieś auto w białych kłębach benzyny,
Zafurkotał na wietrze trzepocący się szal.
Pojechała mi bajka poza góry doliny
nic jakoś mi nie żal, a powinno być żal...

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.
Same nogi mnie niosą gdzieś — i po co mi, gdzie?
Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE,
Tym co za mną nie zdążą echopowiem: — Adieu! —

__________________________________________________

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
wawa-1_800.jpgwawa-2_800.jpgwawa-3_800.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
pociagiem_nad_morze_kacik.jpg

... nie tylko od święta

569919bf7f9df39147c695e68d915148.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2018 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.