Zawsze obieraj drogę najkrótszą, albowiem krótka droga jest naturalna.

Marek Aureliusz
Polska zawsze blisko
Niedziela, 22.10.2017 r.
Imieniny: Filipa i Kordulii


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Czytelnia: Joachim"... co z ciebie wyrośnie?"(2)

Zbigniew Kowalewski 2013-03-09
kowalewskiz_70.jpgNie stracił tej wiary, ani pewności siebie nawet w długiej kolejce do łaźni. Widać, że w pałacowym prewentorium mieli wypracowane metody i procedury zapewniające czystość i ład. Zbiorowa kąpiel pod prysznicami była tu obowiązkowa, zanim można było po niej zaspokoić pierwszy głód.
W kolejce stało kilkadziesiąt chłopców i dziewcząt w osobnych rzędach. Czekali, jak skazańcy nie wiedząc, co się dalej wydarzy. Jak wszędzie i zawsze w takim zbiorowisku postaci znajdzie się mnóstwo biernych muzułmanów, ale w tym tłumie pojawiają się też błazny i trefnisie. I tutaj zaistniała mała baletnica, która zaczęła się rozbierać kręcąc jednocześnie piruety. Oczywiście tylko markowała podpatrzony gdzieś w świecie dorosłych strip tease dworując sobie z zaduchu i skąpego oświetlenia pałacowych podziemi. Ignorowała to zabawiając chłopców i dziewczęta. Ściągając bawełniany top nie przestawała narzekać:

- Ach, jak gorąco. Muszę się rozebrać... Aj, zimnooo!!! No to ubiorę sie z powrotem. I co?... Znowu mi cieplej, nie do wytrzymania . Trzeba zdjąć to ubranie, szybkooo, bo zaraz się ugotuję. No nie, znowu mi zimno...

I tak w koło Macieju rozśmieszała najbardziej wystraszonych pensjonariuszy przybyłych tutaj na kurację z całego kraju. Przestała dopiero, kiedy się otworzyły drzwi, którymi wychodzili owinięci w białe prześcieradła rówieśnicy. Różnica wieku, jeśli istniała, była prawie niezauważalna. Po kwadransie spędzonym pod silnym strumieniem gorącej wody, można było się wreszcie przebrać po podróży i wejść do jadalni. Chociaż to była zwyczajna stołówka, funkcjonująca w systemie zbiorowego żywienia, czuło się w niej, jak w eleganckiej kawiarni, czy restauracji. Ocalone z wojennej pożogi wyściełane adamaszkiem ściany, ozdobne kasetony nad głowami dzieci z wypalanego drewna zrobiły na nich piorunujące wrażenie. Nikt im jeszcze nie powiedział, że przed wojną ten pałac należał do bogatego grafa, który przyjmował na tych pokojach i w salonie najbardziej wpływowe osobistości Cesarstwa Niemiec i Prus. Niedożywione, chorowite bractwo pałaszowało z talerzy ziemniaki i jajecznicę pogryzając ją chlebem i popijając kawą zbożową. Nikomu nie przychodziło do głowy zastanawiać się, co w tym pałacu znajdowało się przed wybuchem drugiej wojny światowej. Urodzeni tuż po kapitulacji hitlerowskich Niemiec chłopcy i dziewczęta byli w pierwszym dniu za bardzo zmęczeni i pełni świeżych wrażeń. Musieli mieć czas, żeby to wszystko jakoś przetrawić i sobie ułożyć, a przede wszystkim uspokoić się. Było to potrzebne tym, którzy chcieli zająć najlepsze miejsca na wspólnej sali do snu i wypoczynku.

Tutaj można też było czytać, grać w szachy, warcaby i chińczyka, a jeśli ktoś miał ochotę, uczyć się trudnej sztuki wiązania krawata. Ukarani za złe zachowanie pensjonariusze musieli leżeć w łóżkach, podczas filmowego seansu w sąsiedniej sali, dla przyzwoicie się zachowujących koleżanek i kolegów. Jeżeli ktoś wybrał dla siebie właściwe łóżko, to nawet taka kara nie była za bardzo dotkliwa, bo z kilku miejsc w sypialni, było dość dobrze widać i słychać. Doskonale obeznani z topografią sali bliźniacy i repetujący turnus recydywiści natychmiast zawłaszczyli te znakomite miejsca. Pozostali błądzili przez jakiś czas wahając się, albo czekając, aż wychowawca sam wskaże mu odpowiednie łóżko. Przy każdym stała biała szafka, identyczna z tą, która znajduje się w miejskim szpitalu. Joachim mógł to skojarzyć, bo od najwcześniejszych lat chorował na zapalenie opon mózgowych i reumatyzm. Dodatkowo był nieustannie narażony na kontakt z cierpiącym na gruźlicę dziadkiem. W pierwszej dekadzie po zwycięskiej wojnie cały kraj był zrujnowany, a ludzie wciąż chorowali z powodu powszechnej biedy i niedostatku. Taka oaza piękna i spokoju, jak zachowany w całości pałac niemieckiego grafa, wtedy wydawał się nam wszystkim, prawdziwym cudem natury. Wokół panował brud, smród i ubóstwo, a w sąsiedztwie cuchnących gospodarstw, POM- u i PGR we wsi, za zielonymi żywopłotami kwitły kremowo białe lilie wodne i kolorowe kwiaty. Były tak piękne i okazałe, że śniły się po nocach, jakby dzieciaki nie zdołały się nacieszyć ich widokiem za dnia. Ale dopiero czekały każdego z nich te zachwycające niespodzianki i wzruszenia. Na razie musieli przebrać się w pidżamy i posłusznie ułożyć się do poobiedniej drzemki, bo regulamin prewentorium bezwzględnie wymagał snu po zbiorowym posiłku w pałacowej jadalni.

W Odrze i Nysie Łużyckiej upłynie jeszcze sporo wody, zanim dorosły już Joachim będzie w stanie porównać ów cudowny ogród rozkoszy do Leśmianowskiego, "Malinowego Chruśniaku". Zapomni jego nazwę i geograficzne położenie, ale pozostanie w nim tak silny, znaczący ślad, jak trójpalczasty odcisk czarciej łapy na skale w Górach Świętokrzyskich. Póki był jeszcze dzieckiem, śnił pozostawiając daleko za sobą rodzinny dom i przypisane do niego piekło codzienności. Miał jeszcze dużo czasu, aby poznać wygłoszoną przez Sartrea maksymę: "Piekło to są inni"... On czuł się w poniemieckim pałacu, jak w Siódmym Niebie a przyglądający się mu wychowawcy wydawali się prawdziwymi Aniołami. Nie ma w tym ani słowa przesady, bo w tym okresie burzy i naporu, Joachim dojrzewał w niewiarygodnym tempie doświadczając wszystkiego, czego być może nigdy by nie zaznał pozostając w małym miasteczku nad leniwie płynącą Stobrawą. Jej wody były tak mętne i spokojne, jak wypełniająca dno pałacowej fontanny breja, w której kumkały żaby. To, co dla dojrzałych mężczyzn uosabia spokój i harmonię, dla młodego człowieka oznacza zastój i śmierć.

Jemu się marzył Ocean i morza świata, a nie wstrętne bajoro, na którego codzienny widok jesteśmy skazani. Wpadła mu do ręki gruba książka o Nansenie: "Frijdtow, co z Ciebie wyrośnie?". Joachim był, jak ten norweski marzyciel, który wcale nie zdobył Bieguna Północnego ani Południowego. Całe jego życie było pasmem porażek i rozczarowań, ale przegrywając umiał podnieść się i przystąpić do kolejnej walki z żywiołem. Czytał tę biograficzną opowieść o bliżej nieznanym polarniku siedząc oparty o pień kasztanowca. Amundsen i Scott zdobyli większą sławę za życia i po tragicznej śmierci. Jednak to Frijdtow Nansen zafascynował Joachima do tego stopnia, że opowiadając pytającym go rówieśnikom o bohatera książki nie mógł poprzestać na jednym zdaniu. Nie rozumieli, dlaczego interesuje się kimś, kto przegrał i nie mógł się pochwalić wielkim odkryciem, czy jakimś sukcesem. On jednak dzięki niemu poznał, czym jest walka z samym sobą i własnymi ograniczeniami. W historii Nansena przejawiały się jego późniejsze zmagania z losem i osobiste porażki, nawet tragedie.

Dzięki tej zapisanej na kartach książki, historii badacza Arktyki, Joachim nie czuł się zaskoczony tak, jak by mógł się zdziwić zaskoczony człowiek w jego sytuacji. Przypadek sprawia, że trafia do nas akurat ta, a nie inna książka, albo spotykamy tych, a nie innych ludzi i trafiamy w te, a nie inne miejsce na Ziemi. Często właśnie to ma decydujące znaczenie w naszym życiu, a my musimy się pogodzić z oczywistością czekającej śmierci. Ona i inne niepowodzenia są udziałem wszystkich ludzi. Im skuteczniej oswoimy się z myślą o nieuchronnej klęsce, tym więcej będziemy mieli sił do przezwyciężenia przerastających nas sił natury. Jeśli zwyciężamy, mamy prawo być dumni i cieszyć się, lecz o wiele ważniejsza jest nasza pokora i świadomość, że człowiek przeważnie przegrywa i ulega słabościom. Marni jesteśmy i wcale nie tacy potężni, jak o sobie sądzimy. Frijdtow Nansen jest patronem wszystkich rozsądnych, szarych ludzi, którzy chwilową łaskawość Fortuny przyjmują na ogół z pobłażliwym uśmiechem. Zdają sobie sprawę, że trzeba być przygotowanym na grom z jasnego nieba i ciosy. Po uważnym przestudiowaniu treści wspomnień bohatera, książka została odłożona na półkę w pałacowej bibliotece. Kto wie, czy ktokolwiek inny później po nią sięgnął… Joachim nigdy już nie powrócił do tej lektury.

cdn...
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.