Sobota, 23.06.2018 r. Imieniny: Wandy i Zenona
Żaden dzień nie jest długi dla człowieka czynnego

Seneka Młodszy
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

CZYTELNIA: Na celu odc. 1

Andrzej Zaranek 2011-11-17
zaranek_m2_70.jpgKoniec września 1974 roku, okolice Pisza
Karabin znajdował się dokładnie tam, gdzie być powinien. Odgarnąłem darń spod drzewa, odsunąłem korzeń, który był zwyczajną atrapą i natrafiłem na dziurę w ziemi. Tkwił w niej opatulony w skórę niemiecki Mauser 98k. Znakomita broń. Karabin wykonany był w wersji snajperskiej. Kaliber 7,92x57. Potężny pocisk. Karabinek wyposażony w lunetę ZF39 skuteczny był na 600 – 800 kroków. Potrafiłem oddać precyzyjny strzał na taką odległość, a strzelać miałem na zaledwie 350 kroków.

Obok karabinu tkwiła zawinięta również w skórę luneta. Zdjęcie skór z karabinu i lunety zajęło mi 10 sekund. Zamocowanie lunety – kolejne 10. Miałem jeszcze 2 minuty 50 sekund do powrotu na szosę, gdzie czekał motocykl. Musiałem tylko oddać trzy strzały. Dwa celne i jeden niecelny. Leżałem na wygrzanej wrześniowym słońcem leśnej ziemi. Przyłożyłem karabin do policzka. Poprzez wizjer lunety widziałem trzech mężczyzn siedzących w lesie, przy stoliku. Za nimi – w znacznie dalszej już perspektywie – widziałem myśliwską chatę.

Przez kilka sekund przyglądałem się twarzom ludzi, z których jeden tylko miał przeżyć najbliższe sekundy. Siedzieli przy turystycznym stoliku, na którym stały trzy butelki wódki, półmisek z kaszanką i talerz z ogórkami. Każdy z siedzących miał dobrze ponad czterdzieści lat. Znałem ich ze zdjęć i z opowieści oficera, który mnie tu przysłał. Podpułkownik KGB Andrysowicz, pułkownik Stasi Ulrich oraz pułkownik SB Kornatowicz. Andrysowicz miał przeżyć. Czemu? Pojęcia nie mam. Wolałbym oszczędzić Kornatowicza.

Krzyżyk lunety pokrył się z twarzą Ulricha. Strzał. Twarz Niemca zamieniła się w krwawy arbuz. Krzyżyk lunety minął siedzącego w środku Rosjanina i zatrzymał się na Kornatowiczu. Zarepetowałem karabin. Polak zerwał się z krzesełka; podniosłem nieco lufę karabinu. Strzał. Z szyi pułkownika wytrysnęła fontanna krwi. Andrysowicz – znakomicie wyszkolony szpieg – rzucił się na ziemię i zaczął odczołgiwać w las. Strzał w krzesełko.

Tak właśnie miało być. Dwa trupy i Andrysowicz cudownie ocalony. Kto mógłby być autorem zamachu skoro ocalał rosyjski pułkownik? Oczywiście KGB. Prosto, jasno i na temat. Poderwałem się na klęczki. Okręciłem karabin w skóry i wetknąłem w dziurę, którą ktoś, kiedyś wykopał na użytek dzisiejszego wieczoru. Zamaskowałem dziurę korzeniem i darnią. Broń została ukryta, choć tak naprawdę nie miało to specjalnego znaczenia. Karabinów K98 wyprodukowano kilka milionów. Po wojnie zostało ich w Europie kilkadziesiąt tysięcy. Strzelałem w rękawiczkach. Jak można zidentyfikować taką broń i strzelca?

Minęły 4 minuty i 10 sekund od kiedy zsiadłem z siodełka motocykla. Miałem 50 sekund na powrót do pojazdu i jego kierowcy. 40 metrów do pokonania. Ruszyłem biegiem. Kierowca dostrzegł mnie i uruchomił silnik. Wyprowadził motor z krzaków. Wskoczyłem na siodełko i ruszyliśmy. Po kilku sekundach na liczniku było 110 km. Jechaliśmy z taką prędkością przez 14 minut.
Czy ktoś usłyszał strzały i uznał je za coś wyjątkowego? Bardzo być może, choć teren Mazur był podzielony na rewiry myśliwskie i strzały nie były tu niczym nadzwyczajnym. Szczególnie we wrześniu kiedy rozpoczynało się rykowisko.

Dojeżdżaliśmy do Piszu. Po prawej stronie jezdni stała ciężarówka. Obudowana całkowicie buda nosiła napisy Społem. Tylna klapa była opuszczona, stanowiąc rampę. Kierowca mocno wyhamował i wjechał do środka ciężarówki. Zeskoczyłem z siodełka i razem z kierowcą przypięliśmy motocykl do podłogi. Wyszliśmy na zewnątrz. Domknęliśmy klapy budy. Ciężarówka ruszyła. Nie widzieliśmy kierowcy, ani on nie mógł nas widzieć.

Z bocznej, polnej drogi wyjechał czerwony fiat 125. Zatrzymał się z piskiem opon. Wsiedliśmy. Auto ruszyło najszybciej jak było to możliwe. Godzinę później byliśmy w Augustowie na parkingu hotelu PTTK. Dochodziła 21. Rozpoczynało się nowe życie. Dla wczasowiczów popularnego kurortu – na jedną noc i dla mnie – na następnych kilkadziesiąt lat.


Warszawa, październik 1971, strzelnica szkolna na Mokotowie
- Przestań, do cholery jasnej pajacować, Horbowski. Strzelaj, albo wynoś się ze stanowiska – wydzierał się nauczyciel PO Kopyra.
- Proszę na mnie nie krzyczeć. Ja strzelam z odwrotnej pozycji i muszę się do niej odpowiednio ułożyć.
- Bez wygłupów Horbowski, przecież wiem, że nie jesteś szmaja.
- Panie profesorze! Jestem niewidomy na prawe oko i muszę strzelać z lewej ręki.
- Do cholery! KBK do prawego policzka i strzelaj, albo dwója.
- Jak pan chce, choć to dyskryminowanie kaleki, haha – zaśmiałem się złośliwie.
Urodziłem się z poważną wadą wzroku – na prawe oko w zasadzie nie widziałem – więc strzały z tego oka musiały trafić panu Bogu w okno. I tak się stało. Pięć strzałów ominęło tarczę. Nie mogło być inaczej skoro nie widziałem tarczy.

- Najgorzej z całej klasy, Horbowski. A nawet najgorzej z całej szkoły. A powiem ci jeszcze, że takiego patałacha nie widziałem w całym swoim życiu.
- Pan mnie obraża, profesorze. A na dodatek wyszydza kalekę. Będę musiał odwołać się w tej sprawie do pani dyrektor. Ja naprawdę jestem niewidomy na prawe oko. Proszę mi pozwolić strzelić z odwrotnej pozycji, a wtedy okaże się czy jestem taki patałach.

- No dobra. Masz 5 pocisków. Zobaczymy.
Nauczyciel zgromadził wszystkich z klasy, żeby stanęli wokół mnie i obśmiali moje wyczyny.
- Panie profesorze, poproszę o jeszcze jeden pocisk i strzał próbny. Chcę wyczuć broń. Zaśmiał się, ale dał mi nabój.
Odległość do tarczy wynosiła 25 metrów. Spudłować mógł tylko ten, kto nie chciał trafić. Ja chciałem trafić. Przyłożyłem karabinek do lewego policzka.
- Możesz się położyć – zaproponował Kopyra.
- Ha, ha – z pozycji leżącej trafi nawet Oliwska. Pani Oliwska była woźną w naszym liceum i robiła wszystko, żeby nie widzieć grup palaczy, cmuchających papierochy w szatni.
- No, jak chcesz.

Pierwszy strzał – próbny. Podszedłem do tarczy. Dziewiątka, w prawo, 15 stopni w górę. OK. Wróciłem na pozycję. Wdech, wydech, wdech, wydech – wstrzymanie oddechu i strzał w lewą górną trójkę. Potem w prawą górną trójkę. Następnie 10 i lewa oraz prawa dolna trójka. Kopyra poszedł po tarczę. Wracając miał szczęśliwą twarz – wygrał.
- No, Horbowski nieco lepiej, ale to zaledwie 22 pkt. Na trójeczkę.
- Proszę mi pokazać tarczę – uśmiechnąłem się złośliwie.
Wyciągnąłem z kieszeni długopis i połączyłem ślady po pociskach liniami. Wyszło piękne, wielkie H.
- Horbowski - panie profesorze – tak właśnie chciałem strzelić. Jeżeli jednak pan sobie życzy same dziesiątki to poproszę o kolejne naboje – bezczelnie powiedziałem, zaśmiewając się w duchu.
- Masz 3 pociski i poproszę minimum 29 punktów – bardzo poważnie powiedział już Kopyra.
- Się robi – nie bez pewności siebie powiedziałem. Będzie równiutko 29, chyba, że chce pan 30?
- 30.
Załadowałem karabinek. Trzy szybkie strzały i 30 punktów.
- Strzelałeś już kiedyś?
- Tak. Mój ojciec jest myśliwym. Wiele razy strzelałem ze sztucera w lesie i na strzelnicy.
- Tak, przepraszam cię Horbowski. Jesteś wyjątkowym talentem. Oczywiście piątka ze strzelania.
Chciałbym też z tobą porozmawiać po powrocie do szkoły – myślę, że powinieneś trenować strzelectwo. Mogę ci to ułatwić. Chciałbyś?
- Chyba tak. Na pewno tak.
I tak się to wszystko rozpoczęło.

(cdn...)

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
wawa-1_800.jpgwawa-2_800.jpgwawa-3_800.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
pociagiem_nad_morze_kacik.jpg

... nie tylko od święta

569919bf7f9df39147c695e68d915148.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2018 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.