Środa, 30.09.2020 r. Imieniny: Zofii i Hieronima
Nie ma takiego sytemu, w którym póki naród żyje i pracuje, a zdolni ludzie się rodzą, nie działoby się nic dobrego.

Maria Dąbrowska
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

EURO 2012: Dla niedowiarków brak mi argumentu...

Zbigniew Kowalewski 2012-06-19
kowalewskiz_70.jpgDość długo ociągałem się z pisaniem o EURO2012 w Polsce, bo po pierwsze nastąpiła istna lawina artykułów na ten temat, a właściwie nie wiedziałem jak zacząć tę smutną opowieść. Jej początkiem miało być uroczyste otwarcie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej na Stadionie Narodowym w Warszawie. Albo jeszcze wcześniej, bo dla wielu kibiców futbolu jest to moment ogłoszenia przez Michaela Platiniego, wyboru Ukrainy i Polski, jako gospodarzy tej imprezy. Dla mnie najbardziej wyrazistym wydarzeniem była sromotna porażka "biało-czerwonych" w meczu z Czechami na boisku we Wrocławiu. Miasto, w którym przed trzydziestu laty debiutowałem w barwach "Lotnika" było świadkiem klęski Polaków. Ale paradoksalnie, właśnie ta klęska wprowadziła większy spokój i harmonię w istnym szale uniesienia, jakie zapanowało w całym kraju. Wszystkie wiadomości dzienników telewizyjnych i radiowych zostały zdominowane przez relacje reporterów sportowych. Niedoinwestowane dzielnice Warszawy nagle dostały spory zastrzyk pieniędzy, które należało wydać na upiększenie miasta. Wszystko miało lśnić i pachnieć, żeby C nie mogła zarejestrować wszechobecnego brudu i smrodu, jaki wydobywa się według nieprzychylnych nam reporterów z Polski i rozprzestrzenia, jak radioaktywny obłok z Czarnobyla. Tymczasem nic z tych rzeczy nie uświadczysz podczas EURO2012 przynajmniej na ulicach i placach Stolicy.

Oto pierwszy z brzegu obrazek zmienionej rzeczywistości czasu mistrzostw Europy w piłce nożnej. Warszawscy bezrobotni i wolontariusze z kraju odziani w firmowe kombinezony skoro świt, sprzątają Plac Wilsona i przylegające do niego trotuary przy ulicy Krasińskiego. Tu i ówdzie wyskakują powyłamywane kołami pojazdów płyty chodnikowe, ale większość z nich da się posprzątać i oczyścić z liści. Członkowie brygad usiłują zrobić z zebranych śmieci kopczyki, które następnie wchłonie przejeżdżający odkurzacz z wielkim pojemnikiem. Wiatr roznosi jednak po okolicy ten pracowicie zgromadzony pył i kurz, co przypomina syzyfowe prace. Jednak nie widzę, żeby ci ludzie denerwowali się z tego powodu. Mają widocznie płacone za spędzone z miotłą i szczotką godziny, więc nikt z nich się do niczego nie spieszy. Mijają ich paniusie z wyprowadzanymi na spacer pieskami, które korzystając z okazji robią kupę, którą niebawem sprzątnie jeden z członków brygady czyścicieli. Zza węgła wyłania się pochylona wiekiem sylwetka weterana w zielonym mundurze wojskowym. Z przyzwyczajenia salutuje każdemu, kto tylko zechce spojrzeć w jego stronę. Chód ma jeszcze sprężysty, chociaż na pewno każdy krok kosztuje go sporo wysiłku. Przechodzę obok ławek między trawiastą połacią do gier i zabaw, a asfaltową ścieżynką, po której od czasu do czasu pędzą rowerzyści i fani joggingu. Obok ławek, na ziemi leżą rozrzucone w nieładzie plastikowe kubki, na których dnie pozostały strużki niedopitego piwa. Krople złocistego napoju skrzą się w słońcu czekając na nadejście brygady sprzątającej obszar objęty szczególną opieką władz Żoliborza. W kałuży odbija się angielski napis ze strzałką skierowaną w stronę FANCAMP i FANZONE. Jest to po prostu obóz rozbity przez przybyłych zewsząd kibiców, po których pozostały właśnie te same, opróżnione plastikowe pojemniki. Nie ma wielkiego upału, ale na razie niebo z niewielką ilością chmur, wydaje się wróżyć pogodny dzień. Na jego tle wyrasta przed oczami przechodnia ogromny szary gmach z wymalowanymi na fasadzie fragmentami pięciu kół olimpijskich.

Mija sporo czasu, zanim pokonam kilka przejść dla pieszych i dotrę w jego pobliże. Właśnie stamtąd otrzymałem w poczcie internetowej propozycję akredytacji w Centrum Olimpijskim, gdzie przygotowano dla dziennikarzy stanowiska z telefonem i wolnym dostępem do internetu. W kawiarni naprzeciwko news room u codziennie serwowano sute, polskie śniadanie. Przypominało ono raczej szwedzki stół, jaki zazwyczaj jest do dyspozycji gości hotelowych w całej Europie. Jednak to jeden z tych drobiazgów, który nie ma merytorycznego wpływu na imprezę, chociaż stanowi element mozaiki wspomnień kształtujących ogólne wrażenie z porannych konferencji prasowych. Przyznam, że nie od razu zdecydowałem się w nich uczestniczyć, ale na wszelki wypadek zarejestrowałem się i po kilku dniach przyjechałem tam na rowerze. Z niewielkimi komplikacjami udało się mnie odszukać na liście dziennikarzy i otrzymałem akredytację. Zanim jednak przekroczyłem próg, a raczej pokonałem obrotowe drzwi prowadzące do wnętrza, musiałem poddać się drobiazgowej kontroli z prześwietlaniem bagażu podręcznego i lustracji odzieży. W końcu uznano, że nie stanowię zagrożenia dla pozostałych gości i wpuszczono mnie do gmachu. Na jego fasadzie wielkie, uśmiechnięte twarze malowane kolorami flag tych krajów, które brały udział w sportowych zmaganiach na boiskach Polski i Ukrainy. Wszystkie są uśmiechnięte, a łączy je angielski napis brzmiący w polskiej translacji: "Czuj się, jak w swoim domu". Wolontariusze noszą biało czerwone plakietki z wypisanym pytaniem: "W czym Ci mogę pomóc?".

Z butelką Coli w ręce osuwam się na wygodne pufy w kształcie piłek w biało - czerwone łaty. Przez oszklone okna spoglądam na boisko piłkarskie. Źrebak spokojnie skubie świeżą, soczystą trawę w bramce nie zważając na rozgrzewających się przed meczem sportowców. To amatorzy, jakich wielu przybyło do Stolicy na Mistrzostwa Europy, które odbywają się raz na cztery lata. Czas pomiędzy meczami swoich faworytów spędzają grając, a potem idą gdzieś do tawerny, aby wspólnie coś zaśpiewać, wypić, pogadać i powspominać stare, dobre czasy. Wtedy nikomu jeszcze się nie śniło o tak wielkim rozmachu tej imprezy. Organizatorzy imprez z polskich miast - gospodarzy, prześcigali się w pomysłowości i przykładowo we Wrocławiu przed przybyciem włoskich kibiców zgromadzono na dworcu kolejowym orkiestrę z przećwiczonymi piosenkami i muzyką. Oczywiście byli tam tłumacze i spora grupa wolontariuszy chętna do obsługi zagranicznych kibiców. Jakież było obustronne zdziwienie, gdy z wagonu wysiadło raptem trzech gości ze słonecznej Italii. Musieli sie wszakże poczuć co najmniej, jak Trzej Królowie widząc to okazałe powitanie. Z równą atencją i szacunkiem witano każdego przybysza z kraju i zagranicy w Centralnym Sztabie Mediów na obrzeżach Warszawy. Pomimo niewielkiej odległości do Placu Wilsona ktoś spoza Warszawy mógłby mieć kłopoty z poruszaniem się w tej przestrzeni. Z tego powodu wszystkim chętnym zapewniono transport. Autokary przywoziły do okazałego gmachu na Wybrzeżu Gdyńskim zakwaterowanych w warszawskich hotelach dziennikarzy.

Organizatorzy zadbali o synchroniczne tłumaczenia w językach powszechnie uznawanych za europejskie. Niezależnie od dobrze zaopatrzonego bufetu wystawiono tace z ciasteczkami do gorącej kawy i herbaty w wielkich, metalowych termosach. W oszklonych szafkach mroziły się buteleczki Coca Coli, Sprite a i wody mineralnej. Jeden z najlepszych specjalistów public relations zdradził mi, że bez właściwego catheringu nie ma co marzyć o przybyciu dziennikarzy na jakąkolwiek imprezę. Pomijany milczeniem element konferencji prasowej jest dzisiaj tak oczywistym składnikiem celebrowanego obrzędu, że nawet się o tym nie wspomina. Piszę o tym przekonany o profesjonalizmie organizatorów, którym nie mógł umknąć żaden szczegół prezentacji i sprawozdań powielanych przez dziennikarzy reprezentujących wszystkie media. To na ich użytek zainstalowano w głównej sali konferencyjnej trzy wielkie ściany monitorów, na których wyświetlano tabele i fotografie, a także krótkie teledyski. W hallu słychać i widać bezpośrednie relacje ze stref kibica i powtórki fragmentów ostatnich meczów trwającego w Polsce i na Ukrainie, turnieju. Nawet w toaletach rozbrzmiewała muzyka konweniująca stylem z nastrojami panującymi wokół piłkarskich stadionów.

Nieopodal Centralnego Ośrodka Sportów Olimpijskich zbudowano miasteczko namiotowe z pełnym zapleczem gastronomicznym i sanitarnym. Przebywający tu kibice nie musieli wcale jechać pod Pałac Kultury i Nauki, żeby tam w tłumie miłośników piłki nożnej, oglądać najciekawsze mecze. Na terenie miasteczka ustawiono wielkie monitory i trybunę z plastikowymi siedzeniami. W odróżnieniu od bywalców odwiedzających warszawską strefę kibica mieszkańcy miasteczka nie musieli stać przez 90 minut. Patronujący temu przedsięwzięciu producent piwa Carlsberg zadbał o to, żeby nikomu nie zabrakło tego złocistego napoju. Zwracam uwagę na szczegóły organizacyjne Mistrzostw Europy, ponieważ one decydują o powodzeniu tej imprezy. Miesiąc wcześniej, będąc w Niemczech usłyszałem, że niezależnie od wyników osiągniętych przez piłkarzy polskiej reprezentacji i tak jesteśmy zwycięzcami, bo udało się doprowadzić do skutku to, co do niedawna było tylko w sferze marzeń. Pamiętam, z jakim niedowierzaniem spotkali się członkowie honorowego komitetu organizatorów olimpiady 2012 roku w Polsce.

Działo się to o wiele wcześniej, przed propozycją Grigorija Surkisa złożoną polskim partnerom. To właśnie dlatego, pomimo sportowej porażki zapewniano Polaków, że nadal są w grze, bo przecież EURO odbywa się również w ich ojczystym kraju. Nie wszystkim to trafiało do przekonania, bo na samochodach powiewało coraz mniej biało - czerwonych chorągiewek. Joanna Mucha zaapelowała o zaprzestanie zdejmowania flag i przywrócenia tych, które już zostały zdjęte. Zapytana o personalne konsekwencje oczywistej klęski odpowiedziała, że trzyma prezesa PZPN, Grzegorza Latę za słowo i ma nadzieję, że on poda się do dymisji. Unikała jednak bardziej konkretnych deklaracji prosząc, aby póki trwają mistrzostwa cieszyć się atmosferą sportowej fiesty. Być może czyniła tak w przeczucie, że rozliczenia nie będą tak prostą, ani oczywistą sprawą, jak by się to wydawało kibicom i niektórym dziennikarzom. Wcześniej w podobnym tonie apelowała o spokój po brutalnych starciach ulicznych polskich i rosyjskich kiboli. Oczywiście przy okazji oberwali niewinni, Bogu ducha winni ludzie. Na styku sportu i polityki są sprawy, które nie śniły się filozofom, ani zwykłym zjadaczom chleba naszego powszedniego.

Powstaje w tym momencie pytanie o to, czy Pani Minister mija się z prawdą... Nie, na pewno nie. Przynajmniej chcemy w to wierzyć, chociaż piękna, delikatna i nieśmiała Joanna Mucha nie ma w sobie nawet odrobiny bojowego ducha Joanny D Arc. Tymczasem wyklęty i oskarżany o fobie, Jan Tomaszewski teraz tryumfuje przypominając, że przed rozpoczęciem eliminacji nie dawał najmniejszych szans wybranej przez „Franza” Smudę drużynie "farbowanych lisów". Rzeczywiście, trudno dzisiaj obronić tezę, że ta przypadkowa drużyna „internacjonałów”, ma w sobie jakikolwiek potencjał i wartość, jeżeli większość grających w niej okazjonalnie zawodników nie ma kontaktu z krajem przez cały rok. W ten sposób naprawdę trudno stworzyć skonsolidowaną, zgraną drużynę. Mistrzowie Świata i Europy wychowywali sobie z mozołem własny narybek w licznych szkółkach piłkarskich. Tymczasem u nas na polskich osiedlach na każdym kroku widać tabliczki informujące o zakazie gry w piłkę.

Okrzyczane, jako wielkie osiągnięcie sportowe, "Orliki" są dla przeciętnych graczy nieosiągalne, najczęściej zamknięte na cztery spusty. Pani minister jednak proponuje na razie zachować umiar w krytykowaniu polskich piłkarzy, trenerów i działaczy. Solennie jednak zapewnia, że myśli o zreformowaniu całego systemu szkolenia i finansowania sportu w kraju. Jeśli można wierzyć kobiecie, to wypada uzbroić się w cierpliwość. Dla niedowiarków brak mi argumentów.

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM
Jeśli ktoś z Szanownych Państwa będzie zainteresowany tym, jak wygląda Plac Wilsona (prawie)...
~Okno na Plac Wilsona 2012-06-20 06:54
plac Wilsona (słowniki sugerują *plac* nie *Plac*) można wymawiać [vilsona], podobnie jak mamy z Was
~Mirnal 2012-06-20 07:58

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
taka-warszawa-3.jpgtaka-warszawa-9.jpga-p-3-97.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
pociagiem_nad_morze_kacik.jpg

... nie tylko od święta

569919bf7f9df39147c695e68d915148.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2020 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.