Jeżeli geniusz ludzki jest w stanie wymyślić maszyny, które zastąpią ludzi w pracy to jest też w stanie znaleźć dla tych ludzi pracę.

John Kennedy
Polska zawsze blisko
Niedziela, 20.08.2017 r.
Imieniny: Bernarda i Sobiesława


Wró?Strona g?ówna Drukuj

EURO 2012: Nie czuję się tak doskonale...

Zbigniew Kowalewski 2012-06-25
kowalewskiz_70.jpgŚwieżość widoczna na kolorowych uśmiechniętych twarzach młodych ludzi z fasady gmachu PKOL ustępowała w kolejnych dniach pewnemu znużeniu, a nawet zmęczeniu okazywanymi na każdym kroku wyrazami zachwytu. Szczerość takich manifestacji skłania każdą myślącą istotę do intelektualnych zwątpień. Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia Mistrzostw Europy, codzienne konferencje prasowe w Centrum Mediów stały się rutyną. Ciąg jednostajnych, politycznie poprawnych i podobnie nudnych konferencji nie mógł trwać wiecznie. Z natury rzeczy ciekawi świata i ludzi dziennikarze słysząc te same teksty i napuszone deklaracje chcieli wydobyć o wiele więcej informacji, niż te zawarte w oświadczeniach. Z początku usiłowali być dociekliwi i upierali się, żeby otrzymać satysfakcjonującą ich odpowiedź. Kiedy okazało się to niemożliwe umilkli i odbębniali stracony czas przychodząc w to miejsce, jak urzędnicy przychodzą do pracy. Stopniowo wśród zaproszonych gości zanikało autentyczne zainteresowanie, a resztę zdominował duch parlamentarnej procedury. Usadowieni za stołem prezydialnym Marcin Herra i Joanna Mucha zachowywali się, jak zawodnicy drużyny, której remis daje awans, ale trzeba dowieźć ten wynik do końca meczu. Tymczasem zanim sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy, skłócona z działaczami reprezentacja Polski pożegnała się z turniejem w dość żenującym stylu. Prywatne pretensje Kuby Błaszczykowskiego o bilety dla rodzin zawodników zostały przez prezesa Lato wyśmiane. Prezes może mieć w głębokim poważaniu kapitana polskiego zespołu, ale nagle przyszła wieść, że pod kołami pociągu zginął odpowiedzialny za dystrybucję współpracownik PZPN, naprawdę nikomu już nie było do śmiechu. Komunikat opublikowany w tej sprawie pozwalał na rozmaite spekulacje, tak ulubione przez zwolenników spiskowej teorii dziejów:

„… w poniedziałek wieczorem zginął wieloletni współpracownik PZPN Jerzy Pronobis. Kulisy jego śmierci są zagadkowe. Pronobis wpadł pod pociąg. Policja rozważa wersję popełnienia samobójstwa. Pronobis przez wiele lat współpracował z Polskim Związkiem Piłki Nożnej w zakresie organizacji wyjazdów a także dystrybucji biletów, w tym także na turniej Euro 2012. Jerzy Pronobis był prezesem spółki Club & Travel. Jego firma poza dystrybucją biletów na mecze piłkarskie miała również między innymi wyłączność na sprzedaż w Polsce biletów na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Policja przyznaje, że jeśli przyczyną śmierci Pronobisa było samobójstwo, na razie nie są znane motywy tego czynu. Jerzy Pronobis miał 59 lat.

Oczywiście, zanim rozpoczęło się oficjalne śledztwo szybko stwierdzono, przyczynę śmierci. W cieniu turnieju piłkarskiego toczyła się zażarta dyskusja o to, czy zmarły nagle generał - twórca formacji GROM rzeczywiście popełnił samobójstwo. Stało się to na kilka godzin przed przegranym meczem Polski z Czechami. Jeśli do tego dodać zacytowane w programie C ostrzeżenie przed podróżą do Polski, bo można wrócić w trumnie, to nagłe odwołanie konferencji z udziałem przedstawicieli FIFA i UEFA wydawało się usprawiedliwione. Niespodziewanie dla organizatorów zaczęła im się powoli wymykać spod kontroli misterna układanka elementów mozaiki, pasujących do tej pory, jak ulał, kolorowych puzzli. Rzeczywistość okazała się mniej barwna, niż to malowano w kwiecistych słowach i oracjach. Należało liczyć się z niezadowoleniem rosnącej grupy sceptyków. Już nie wystarczało serwowanie śniadań w polskim stylu, aby obłaskawić dziennikarzy. Oni nie mogli pomijać milczeniem zaginięcia irlandzkiego kibica, którego bardzo długi i bezskutecznie poszukiwała polska policja. Piękna Pani Minister, Joanna Mucha nie mogła już w tej sytuacji zwyczajowo apelować o to, byśmy cieszyli się radosną atmosferą turnieju, bo w tej strukturze organizacyjnej było coraz więcej pęknięć, niedopowiedzeń, tajemnic, a nawet skandali. Istniało realne niebezpieczeństwo, że dziennikarskie hieny rzucą się na lep tych smakowitych kąsków, bo afera albo zagadkowa śmierć, zawsze podnosi poczytność gazety, która wydrukuje artykuł na jej temat. Czyżby przygotowywany z takim trudem turniej miał zejść nagle na dalszy plan zdarzeń?...

Reporter pytający przechodniów o najbliższe mecze notuje ze zdziwieniem, że niewielu indagowanych w tej sprawie ludzi interesuje się tematem i nie zna wyników. W wiadomościach rzeczywiście zaczęły się pojawiać relacje z Grecji po wyborach, bez rozradowanych kibiców, za to z obiecującymi masowe protesty uliczne członkami opozycji parlamentarnej. Telewidzowie mogli się dowiedzieć o zatrzymaniu na morzu statku płynącego z olbrzymim ładunkiem broni z Rosji dla walczącego ze swoją opozycją dyktatora. Podczas sportowych zmagań w Polsce i na Ukrainie świat wcale nie wstrzymał oddechu a walczący ze sobą ludzie nie przestali się wzajemnie nienawidzić i zabijać. W kraju także dość szybko znikła sztucznie pompowana i podsycana euforia, zwłaszcza po odpadnięciu z grupy Polski i Ukrainy. W strefach kibica nie było już tych tłumów, które zapełniały je podczas pierwszych, turniejowych meczów. Każdy obawiał się o swoje jutro mniej myśląc o meczu, niż o szansach związania końca z końcem i życiu z dnia na dzień. Atmosfera wielkiej, sportowej fiesty nie potrafiła przyćmić codziennych kłopotów obywateli rzeczpospolitej, których nie tylko nie stać na stadionowy bilet, ale coraz więcej z nich jeździ na gapę docierając w ten sposób do pracy, jeśli w ogóle ją mają... Czy w takim razie jest to koniec snów o potędze a nawet kompromitacja? Z odpowiedzią można było jeszcze poczekać, bo właśnie skończyły się rozgrywki grupowe. Najsłabsi już odpadli, co wcale nie oznacza, że wygrali lepsi. Sędziowie nie uznawali oczywistych goli, nie dyktowali karnych tam, gdzie należało zauważyć faul i pomijali spalone w sytuacjach, które miały wpływ na końcowy wynik spotkania. Ktoś powie, że to samo ma miejsce na meczach ligowych w całej Europie, ale przecież tu sędziują najlepsi z najlepszych i grają reprezentanci najsilniejszych drużyn na kontynencie.

Wyjaśnię tę delikatną różnicę między regulaminem, a realną grą i deklaracjami z brutalną rzeczywistością. Otóż miałem zaszczyt zostać zaproszony do centrum medialnego EURO2012, gdzie Pani Hanna Gronkiewicz Walz chwaliła się przed rodzicami nagrodzonych dzieci, jak sprawnie zostały zorganizowane wszystkie imprezy pod jej patronatem. Uczniowie zostali uhonorowani za akcję przeciwdziałania rasizmowi na stadionach. Siedzący na sali nie mieli powodu oponować, czy zgłaszać jakiekolwiek zastrzeżenia. Natomiast ja byłem świadkiem zagubienia się w strefie dwóch pań, które wyszły poza barierki i chciały po prostu wrócić tam, skąd przyszły. Okazało się to niemożliwe, bo steward żądał od nich specjalnej akredytacji. Oczywiście starsze kobieciny nawet nie miały pojęcia, czego on od nich żąda. Podobnie nie miały pojęcia, jak wydostać się z pułapki, w której się nieopatrznie znalazły. Postawny osiłek, odziany w kamizelkę strażnika porządku mówił wciąż o panujących procedurach, które nie pozwalają mu wpuścić pań z powrotem tam, gdzie przed chwilą szły na jego oczach. Tłumaczył się strachem o utratę pracy, zasłaniał się obowiązującymi go przepisami, a moje apele o zdrowy rozsądek i ludzkie potraktowanie zagubionych prowincjuszek spaliły na panewce.

Pojawia się w tym momencie refleksja, dla kogo jest to EURO... dla ludzi? Czy też oni się nie liczą, a liczy się tylko EURO? Powinienem te pytania skierować do prowadzących konferencję gospodarzy turnieju, ale po pierwsze nie ma tyle czasu, aby oni udzielili wyczerpujących odpowiedzi, a po drugie nie wiadomo, czy w ogóle dorwałbym się do mikrofonu, bo na sali konferencyjnej jest zazwyczaj tłum proszących o głos żurnalistów. Poprzestaję więc na ich relacjach i posłyszanych wymianach opinii w związku z EURO i większości towarzyszących mu wydarzeń… Ilekroć wchodzę do gmachu, w którym odbędzie się kolejna konferencja prasowa spoglądam na roześmiane twarze młodych kibiców obojga płci. Wymalowane flagi państw uczestniczących w turnieju, rozchylone w uśmiechu usta, zdrowe zęby i emanujący z oczu optymizm obiecują wspaniałą imprezę sportową dla mas. Staram się nie ulegać sceptycznym nastrojom krytyków EURO w aktualnych, jakże dojmująco odmiennych realiach. „Czuj się tu jak we własnym domu”… Akurat ja jestem w Polsce, w swoim kraju, ale nie czuję się tak doskonale, jak by tego chcieli organizatorzy Mistrzostw Europy. Coś pękło, coś się zerwało, jakaś emocjonalna i duchowa więź decydująca o przekonaniu, że to, co się dzieje jest prawdziwe, szczere i autentyczne.

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.