Godzi się i od wroga pobierać nauki.

Owidiusz
Polska zawsze blisko
Niedziela, 28.05.2017 r.
Imieniny: Augustyna i Jaromira


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Fałszywa Mona Liza

Franciszek Biernacki 2009-08-19
385px-mona_lisa_50.jpgJeżeli na ścianach twojej rezydencji (mieszkania, bliźniaka, domku, willi, pałacu) wiszą cztery obrazy, to dwa z nich są najprawdopodobniej fałszywe.

Stwierdzenie zawarte we wstępie artykułu przyprawia najprawdopodobniej część czytelników o mrowienie w krzyżu, zawrót głowy i całkiem solidne przerażenie. Przyznam, że rozumiem te uczucia znakomicie. To nie ja jednak jestem tym złym wieszczem. Tezę o 50 procentowej skali „fałszywek” dzieł sztuki wieszczą eksperci, znawcy historii sztuki. Czy rzeczywiście połowa dzieł sztuki to falsyfikaty? Nie wiem. Są to oceny szacunkowe, a te jak wiemy bywają „wzięte z sufitu”. Faktem jest jednak, że po świecie „fałszywki” krążą swobodnie, spokojnie i w wielkiej ilości.

Polska nie jest samotną wyspą na oceanie krajów, w których istnieje popyt na dzieła sztuki. Polski rynek dzieł sztuki nie jest jeszcze wielki. Szczególnie kiedy mówimy o popycie, co odzwierciedla zamożność naszego społeczeństwa. Są jednak grupy społeczne, czy też poszczególne osoby, które dysponują środkami umożliwiającymi cieszenie się pięknem starych obrazów, rzeźb czy też przedmiotami codziennego użytku, posiadających znamiona dzieł sztuki. Niewielu jednak z kolekcjonerów ma świadomość, że część ich kolekcji to falsyfikaty. A zapewniam, że w zbiorach większości kolekcjonerów falsyfikaty zajmują poczesne miejsce.

Jak rozpoznać falsyfikat?

Pytanie to zasadnicze dla kolekcjonera, czy kogoś, kto chciałby korzystnie ulokować nadmiar gotówki. I niestety pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Możliwość potwierdzenia autentyczności obrazu (jakiegokolwiek dzieła sztuki) mają jedynie wysoko wykwalifikowani eksperci. A i to nie zawsze, o czym za chwilę.

Historycy sztuki, eksperci potwierdzający autentyczność dzieła sztuki dysponują (najogólniej rzecz biorąc) dwoma metodami. Pierwsza – nazwijmy ją umownie – organoleptyczna, polega na rozpoznaniu maniery artysty, ocenie (wzrokiem, dotykiem) grubości nałożonej farby, jej jakości, stopnia postarzenia obrazu. Nade wszystko ważna jest znajomość maniery malarza. Grubości kreski, ekspresji...

Metoda ta jest skuteczna o ile mamy do czynienia z fachowcem, a ekspertyza dotyczy dzieła powszechnie znanego lub też artysty, który obrósł już sławą. No i oczywiście rzecz najważniejsza: skuteczność metody organoleptycznej jest pochodną zaufania jakim darzymy eksperta.

Drugą metodę stworzył rozwój nauki i techniki. Dzięki zastosowaniu niezwykle przemyślnych badań możemy stwierdzić czy użyte farby, podłoże, ramy itd. pochodzą z okresu, w którym tworzył rzekomy twórca obrazu. Możemy poznać skład chemiczny kurzu, który utrwalił się na świeżej farbie, który to skład jest odmienny dla różnych okresów historycznych. Fałszerstwo udaje się wykryć jeżeli fałszerz popełnił błąd. Na przykład użył niewłaściwego barwnika. Tak było w przypadku kilkudziesięciu obrazów Vermeera czy Velazqueza. Fałszerze używali do malowania np. błękitu pruskiego, znanego dopiero od 1704 roku. Inne ”fałszywki” zdradziły obecność na płótnie kadmu, który wszedł do składu chemicznego farb dopiero w XX wieku. Muszę więc Państwa zmartwić: najnowocześniejsze metody naukowe bywają zawodne. Dosyć łatwo bowiem zdemaskować fałszerstwo dokonane w XX wieku, dotyczące drzeworytów Dürera. Któż bowiem potrafi znaleźć deskę z tamtej epoki, papier, farby no i kurz! Co jednak się dzieje kiedy mamy do czynienia z fałszerstwem XVI-wiecznego dzieła dokonanym w wieku XVI?

Falsyfikat ma prawo być uznany za autentyk

I dzieje się tak bardzo często, czego dowodem (niezbyt jeszcze) liczne procesy. Ot choćby procesy znanych biznesmenów Mariusza Jańczuka czy Witolda Zaraski. Pierwszy skompletował nie mały zbiór „antyków” (z ekspertyzami!), m. in. obraz Kislinga, którego wartością jest jedynie cena ramy, a na który to obraz wydał 150 tysięcy, czy XIX-wieczną lampę, za którą zapłacił 18 tysięcy, a która okazała się być współczesnym odlewem wartym może tysiąc złotych. Podobnie złych doświadczeń doznał Witold Zaraska, który kupił obraz Małeckiego za 145 tysięcy, a którego autentyczność podważają niezależni od sprzedającego eksperci.

Podobnych przypadków jest znacznie więcej. A o ilu milczą rozsądni kolekcjonerzy? Piszę rozsądni, ponieważ nie warto podważać autentyczności dzieła, które posiada się w swoich zbiorach, a które stanowi lokatę kapitału i być może kiedyś zostanie odsprzedane. Być może warto podtrzymywać mit o autentyczności własnego zbioru. Ze względów komercyjnych? – na pewno tak!. A to czy obrazy będące naszą własnością są autentyczne niech oceni historia i następny właściciel.

Zaraska i Jańczuk skierowali sprawy do sądu. Sprawy tego rodzaju kończą się jednak zwykle umorzeniem. Aby bowiem skazać kolportera „fałszywki”, trzeba mu udowodnić, że chciał oszukać. Jak to jednak uczynić? Galerie chcąc uniknąć zwrotu pieniędzy, bronią się tym, że sprzedały obraz oryginalny, a za to, co później przynosi klient, nie biorą odpowiedzialności.

Problemem są więc ekspertyzy i eksperci

Problem wiarygodności ekspertów istnieje. Poczta pantoflowa, funkcjonująca wśród kolekcjonerów i ekspertów przekazuje nazwiska ekspertów mało wiarygodnych. Możemy przyjąć, że część z ekspertów nie zasługuje na wiarygodność ze względu na brak fachowości, ale także ze względu na specyficzne podejście do uczciwości (że tak eufemistycznie to ujmę). Istnieją jednak eksperci, którzy mylą się w dobrej wierze. Mylą się, bo mylić się muszą.

Niech rozgrzeszy współczesnych ekspertów fakt następujący: istnieją przypuszczenia, że w Polsce w okresie międzywojennym, w Kaliszu istniała instytucja zwana „Fabryką obrazów polskich”. Zatrudnieni w niej byli najzdolniejsi uczniowie szkół plastycznych, których zajęciem było podrabianie dzieł polskich malarzy z okresu XIX i początku XX wieku. Podrabiali oni prace malarzy żyjących im współcześnie lub zmarłych całkiem nie dawno. W „Fabryce” powstawały nieznane (!) obrazy Fałata. Makowskiego, Witkiewicza, Cybisa, Kossaków. W galeriach sztuki co i raz pojawiają się nieskatalogowane rzekome obrazy tych artystów. Czy autentyczne? Któż ma to ocenić? Nauka rozkłada ręce. A eksperci, jak to eksperci. Jedni zaklinają się, że mamy do czynienia z autentykiem, inni twierdzą: fałszywka. Czy ma to jednak jakiekolwiek znaczenie? Ma i nie ma.

Co lepsze: falsyfikat czy autentyk



Wybitny historyk sztuki, profesor Karol Estreicher napisał: „z estetycznego punktu widzenia falsyfikat nie istnieje, ponieważ każdy falsyfikat może być dziełem sztuki, i to niekiedy doskonalszym niż oryginał”. Sąd włoski, rozpatrujący w XVII w. sprawę malarza Luki Giordana, oskarżonego o namalowanie „Chrystusa uzdrawiającego kaleki”, podpisanego nazwiskiem Dürera, uznał, „że nie można karać za to, że ktoś maluje równie dobrze jak Dürer”. Nie zamierzam polemizować z sentencją tego wyroku, choć wydaje się ona śmieszna. Tym bardziej, że istotą sporu nie była i nie jest sprawność artystyczna malarza, a próba oszustwa. Faktem jest jednak, że niekiedy „fałszywka” przewyższa artyzmem oryginał. Ma też „fałszywka” swoją wyjątkową, unikalną wartość jako właśnie „fałszywka”.

Kupować dzieła sztuki czy nie?

Skoro mamy już świadomość tego, że na rynku sztuki krąży duża (być może ogromna) ilość dzieł sztuki niepewnej proweniencji, wypada sobie zadać zasadnicze pytanie: kupować czy też nie? Odpowiedzi udzielę jednoznacznej: kupować. I wzorem Józefa Wisarionowicza – sprawdzać. Powołać własnego eksperta (przed zakupem) i modlić się mimo wszystko o autentyczność dzieła sztuki. A kiedy już podejmiemy wątpliwość co do mistrzowskiego autorstwa dzieła sztuki, to zachowajmy tę wiedzę dla siebie. O wiele łatwiej będzie nam wówczas zbyć obraz, który kolejnemu kolekcjonerowi dostarczy wielu estetycznych wzruszeń i stanowić będzie (mimo „fałszywki”) autentyczną lokatę kapitału.

Czego życzy Państwu i kolejnym właścicielom Waszych dzieł sztuki
Franciszek Biernacki, Warszawa

Ławka Prawna


385px-mona_lisa.jpg

Niektórzy eksperci (rosyjscy) mają wątpliwości nawet co do obrazu „Mona Lisa” Leonarda da Vinci, który wisi w Luwrze. Wątpliwości te są o tyle uzasadnione, że obraz został skradziony w 1901 roku,a powrócił do Luwru w mocno tajemniczych okolicznościach. Spór o autentyczność obraZu pozostał nierozstrzygnięty. Co wisi w Luwrze: genialny autentyk, czy genialna kopia? A co wisi w Waszych domach? fot. wikipedia
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM
aż nie uwierzenia!!! Jeżeli prawdą jest to co pan pisze to zaczyna ogarniać mnie przerażenie, maż...
~Ania z Warszawy 2009-08-21 08:25
znajomo brzmią fragmenty tego artykułu. Nie tyle, o ile dotyczą treści, ale ten styl... Nic to wam...
~Twoja fanka z Mławy 2009-08-24 22:13
Chcialam tylko uzupelnic informacje ze Pan Witold Zaraska wygral sprawe w sadzie.
~kolekcjoner 2012-05-28 23:48

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
ap-11-144.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
wulkanizator_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046226.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  dworzec_peron_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.