Panować nad sobą – to najwyższa władza.

Seneka Młodszy
Polska zawsze blisko
Sobota, 24.06.2017 r.
Imieniny: Jana i Danuty


Wró?Strona g?ówna Drukuj

GIŻYCKI FOTOPLASTYKON: jak żołnierz głodny...cz 4.

Jerzy Świerczek 2012-03-10
jerzy_swierczek_70.jpgPora przyszła na obiad. Już jesteśmy włączeni do I kompani, idziemy na stołówkę w zwartym szyku. Już teraz idzie wojsko i droga to już wojskowa - bieg, czołganie, nauka śpiewu i stołówka. Stołówka. Obiad to ciepła zupa z kaszy, 1 chleb na 8 żołnierzy, ziemniaki porcja mięsa i sos niewiadomego smaku. Smak sosu wciąż był taki sam, tylko jego gęstość była zależna, ile kucharz wlał wody do tej mąkowo - smakowej mazi. Jedzenie przebiega szybko. Nie ma dużo czasu, jeszcze trzeba napchać sienniki słomą, nauczyć się słać łóżko i inne żołnierskie obowiązki. Czas tak szybko minął, że przyszła pora na kolację. Droga ta była znów podobna do tej z obiadu. Dla zlikwidowania monotonności – zmieniano kolejność przypisaną do programu marszu na stołówkę.

Kolacje i śniadania zawsze składały się gorącej z zupy – a to grochowa, krupnik, kapuśniak i od nowa. Do garnka oprócz składu, który dawał nazwę zupie mało wkładano warzyw, jak już to marchew i cebulę. Aromat dawała zasmażka – pokrojona słonina, cebula i mąka, którą kucharze zalewali zupę.

W daniach głównych też nie było dużego wyboru: sos, ziemniaki i porcja mięsa, bigos, gulasz, jajka, śledzie (dla dodania wartości kulinarnych - śledziom serwowano w poniedziałek po niedzielnym obiedzie mięsnym – odwrotnością był piątek – popularna była porcja tłustego boczku.) i jadłospis powtarzał się. Z tym, że zamiast ziemniaków często była kasza - wszystkie gatunki i kalibry, jakie tylko produkowano w państwowych zakładach zbożowych. Kolacja była podobna do śniadania, tak pod względem ilości jak i wartości.

Jak tak w skrócie pokazałem, czym karmiono żołnierzy, to warto skrótowo pokazać, gdzie i przez kogo to pożywienie przygotowywano. Kuchnia. Ten sam barak, co stołówka. Na pewno pamięta czasy, gdy szkolono własowców. Był to etatowy barak budowany przez Niemców. Wewnątrz pomieszczeń kuchennych były 2 kotły oraz trzon kuchenny z 4 otworami. Kotły jak i trzon opalany był węglem. Załoga to 2 kucharzy z służby czynnej, do pomocy przychodziła 6 osobowa drużyna z podoficerem kontrolnym. Kontrolny po przyjęciu służby, od szefa kuchni (zawodowy podoficer) prowiant wyliczony wg stanu zaprowiantowanych. To wszystko zostało przeniesione do podręcznego magazynu koło kuchni. Następnie wydawał kucharzom na poszczególny posiłek i dopilnowywał, aby to wszystko znalazło się w kotle. Np. na śniadanie – groch, ziemniaki, przyprawy, mięso i tłuszcz, kawa lub herbata. Natomiast cukier, chleb, smalec, kiełbasę wydawał osobiście na poszczególne pododdziały.

Czasem życie pokazywało, że do kotła o kg mięsa, lub na stoły kg kiełbasy, cukru trafiało mniej, bo kontrolny dożywiał kolegów lub przyszedł głodny oficer, jak miał w domu ciche dni. Obowiązkiem kontrolnego było też pobranie próbki z gotowanych potraw i przechowanie przez 48 godzin, dla kontroli gdyby były zatrucia. Przez moją służbę wojskowe jedzenie nikomu nie zaszkodziło, tylko dodawało sił.

( Mało urozmaicone, ale kaloryczne jedzenie było powodem, że każdy przybrał na wadze i rósł w siłę. Ja sam doszedłem do 85 kg żywej wagi, z której nie schodzę do tej chwili.
Na pasku od spodni musiałem, co kilka dni wiercić dziurki i obawiałem się, że pasek będzie w za krótki, teraz zastanawiam, co by powiedzieli obecni żołnierze służby zasadniczej na takie jedzenie.) Od wieków wiadomo, że chleb to jedno z podstawowych pokarmów człowieka, jak człowieka to takim był, żołnierz. Im więcej gramów jest przeznaczone na statystyczną jednostkę tym więcej energii doprowadzonej do organizmu. To, co nastarczano nam było wystarczającą ilością, chociaż co można mieć pretensję, że chleb był bardzo ciemny i zwarty z mąki żytniej 800.Podczas pieczenia, piekarze oznaczali chleb wg dnia wypieku. Np. z poniedziałku litera P, wtorek W lub piątek PT. Było to ważne, bo w środę wydawano nam z symbolem P. podobno 2 dniowe opóźnienie było dla dobra i zdrowia spożywających. Bochenek chleba to 20 na 30 cm i grubości około 10 cm, o wadze 1500 g. Spożywaliśmy w różny sposób a najczęściej wkruszony w zupę, albo posmarowany smalcem. Był też smaczny bez posmarowania a posypany cukrem i skropiony kawą. Wydawano na pododdziały w całych bochenkach, a zimą trzeba było ciąć toporem jak bryłę lodu. Chleb dzielono na śniadanie i kolacje na 6 żołnierzy a obiad na 8.

A te luksusy wypiekano w piekarni garnizonowej zlokalizowanej w Wilkasach. Co prawda wypiekano tam też biały chleb z domieszką mąki pszennej jak i bułki. Ale to już dla kadry.
Oprócz smacznego „ chleba naszego powszechnego daj nam dziś”, co jakiś czas dokarmiano nas sucharami. Działo się to częstowanie tak, co dwa miesiące. Były to produkty z zapasów „wojennych”, które miały swój czasokres przydatności określony. Na śniadanie i kolacje kuchnia wydawał po kilka sztuk żołnierzowi. Jak to bywa z sucharami są twarde, dlatego najlepszym sposobem było przy pomocy niezbędnika pokruszenie do gorącej zbożowej kawy wlanej do miski. Rozpuszczanie nastało szybko, powstała papka, która była bardzo pożywna. Nawet można było chwalić sposób wymiany produktów. Ale czasem, co jest smaczne nie zawsze jest zdrowe. Na stoły trafiło więcej sucharów (o wymiarach 10 na 10 cm wysokość 15 milimetrów 1 sztuka) niż mogło być na miejscu zjedzonych. Żołnierze bardziej zapobiegawczy po kilka sztuk zabrali ze sobą ulokowawszy głęboko kieszeniach. Ale będzie jedzonko podczas przerw w zajęciach – nie jeden pomyślał. Ale stało się inaczej. Po wyjściu z stołówki i z bramy, jeden z kaprali już nie pamiętam, który – wydał komendę pluton stój, wszystko z kieszeni wyłożyć do czapek. Oprócz chusteczek było w niektórych kieszeniach po kilka sucharów. Tragedia. Wszystkie sucharki zabrane z stołówki należy jak najszybciej... Zjeść jak najszybciej. – zadecydował obywatel kapral. Nastąpiło kilka minutowe męczenie i wszystko było w żołądku. Miałem to szczęście, ze w mojej kieszeni była tylko jedna polówka suchara. Niby nic się nie stało, ale suchar ma właściwości pochłaniania płynów i powiększa swą objętość. A pić się chciało a brzuch rósł. Taka historia już się nie powtórzyła.

Zbliżyła się pora jak wojsko idzie spać, czyli godzina 22. Najmilszą częścią żołnierskiego dnia było, jak dyżurny podoficer ogłosił capstrzyk. Mówiono – lewa ręka pod szyję a prawa za j..a i cisza. Światło zgaszone.

Po paru minutach i wszyscy spali jak niedźwiedzie. Nie było żadnych rozmów i ani przyjemnych snów. Tylko, każdy w duchu myślał, żeby jak najpóźniej, ten sam podoficer służbowy – wszechwładny pan - jak wojsko jest na pododdziale - ogłosi rano pobudkę. Jednak i ona nastąpiła dość szybko. Dobry sen skraca noc.

cdn...

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.