Kiedy widzisz dobrego człowieka staraj się go naśladować. Kiedy widzisz złego człowieka zastanów się nad samym sobą.

Konfucjusz
Polska zawsze blisko
Czwartek, 23.03.2017 r.
Imieniny: Feliksa i Pelagii

Polska na skróty


Wró?Strona g?ówna Drukuj

GIŻYCKI FOTOPLASTYKON: Przeprowadzka słomy ...cz.6

Jerzy Świerczek 2012-05-16
jerzy_swierczek_70.jpgUtworzono z nas 6 osobowe 4 drużyny. Pierwszą dowodził kapral Przybyłowicz drugą, gdzie ja też się znalazłem dowodził kpr. Eugeniusz Grzyb ( obecnie sala nr 8, gdzie po 50 – ciu latach mogłem znów spędzić kilka nocy) trzecią drużyną kpr. Jerzy Ciupka i 4 drużyną została przyznana kpr. Matuszewskiemu. Jak jeszcze pamiętam, to „nasza 2 drużyna” składała się z szer. Sempowicza z Inowrocławia, ja z Męcikała, Dalkie z Torunia, Wrzołka i Gawryjołka z Puław i kpr. E. Grzyb. Całością dowodził, już podany por. Edmund Kalinowski. Był on wymagającym oficerem po Wrocławiu, ale można było z nim też porozmawiać na różne tematy. Ja spędzając dużo czasu w kancelarii i pisząc plany zajęć, rozkazy musiałem mu też pisać konspekty na zajęcia, które miał przeprowadzać następnego dnia. W tedy mógł prędzej iść do domu a był pewny, że plan jest dobrze napisany. Jak zauważyłem nie lubił pisać, natomiast chętnie pozował do fotografii razem z nami, chociaż obowiązywał wszędzie zakaz fotografowania obiektów i sprzętu wojskowego, jednak te, co zrobiliśmy a przetrwały tyle lat, mogę umieścić teraz w tym opowiadaniu.

Szefem plutonu, – czyli naszą matką był stary wiarus - zdobywca Berlina - starszy sierżant Dąbrowski. Był, jak opowiadał lekko ranny na przedpolach Warszawy 16 stycznia 1945 r. Jednak rana niebyła groźna i po kilku dniach był z powrotem w śród swoich, aby dalej walczyć. Bardzo barwnie opowiadał, w jaki sposób został ranny drugi raz. Podczas natarcia na piechotę niemiecką, padając na ziemię, pepeszą dotknął wąsów Sprint Minę, która wyskoczyła na wysokość 1,5 m. a leżąc blisko miny pole rażenia było powyżej jego ciała, (dlatego ta nazwa skacząca mina). Otrzymał tylko jeden kawałek pociętego drutu w ramie. Taka mina działała na zasadzie, że była cała zakopana w ziemi, a wystawały na zewnątrz mało widoczne 3 czułki zapalnika (mogły być i odciągi z drutu). Po uderzeniu w wystające odgałęzienia zwane wąsami powodował zapalenie materiału prochowego, który, wyrzucał cylinder wielkości dużej puszki konserwowej na wysokość od 1,5 do 2,0 metrów w górę. Tam nastąpił wybuch trotylu i właściwa mina rozrywała siejąc spustoszenie na dość dużej odległości. Wewnątrz było kilka set kawałków pociętego drutu, lub kuleczek stalowych, które raziły na odległość do 100 m. Były to bardzo groźne miny przeciwpiechotne.

Mile też wspominał, jak będąc w Berlinie mógł swoje nazwisko napisać na murze spalonego Reichstagu. Te nazwiska zdobywców na tym znienawidzonym murze, obecnie można, by nazwać, to takie zwycięskie graffiti. Honorem każdego żołnierza - zwycięscy było złożenie autografu na murze faszystowskiego gniazda. Na galowym mundurze nosił całą kolekcję medali, otrzymanych na szlaku zwycięskich walk oddziałów I Armii Wojska Polskiego tak od władz polskich, radzieckich i amerykańskich.

Bardzo lubił zwierzać się z swych przeżyć na froncie, wtedy przeżywał nie tak odległą wojnę. Było to tylko 12 lat od tych przeżyć.

Jak można było wnioskować z barwnych wspomnień do obozu formującego I Dywizję im. Tadeusza Kościuszki nad Oką dostał się z dalekiej zimnej syberyjskiej tajgi. Ale o tym jak tam się dostał to już nic nie mówił. Może prawdy nie chciał mówić, a kłamać nie miał honoru.
(Teraz mogę tylko się domyślać, że był ofiarą deportacji stalinowskiego rozkazu, z ziem wschodnich II Rzeczpospolitej. Aby Polacy więcej nie marzyli o dobrowolnym marszu na wschód, jak gen. Żelichowski).

Jak było w Giżycku koło 15 stopni mrozu, to mówił - tam, za Uralem, takie sobie chłodniejsze lato. Dopiero jak było – 20ºC to palono w piecach ustawionych w drewnianych chatach. Może trochę przesadzał w swych opowieściach. Ale na pewno dużo przeżył, dlatego był taki ludzki, dbał o nas jak sam mówił ,,jestem waszą matką".

Od pierwszego dnia pobytu „na szkole” znów nauka słania łóżek, układanie munduru w kostkę, zakładanie onuc i przyszywanie kołnierzyków. Bluza mundurowa posiadała taki krój, że kołnierz był zapinany pod szyją haftkami, a na kołnierzu był wszywany biały kołnierzyk, który bardzo się brudził (brak ciepłej wody). Dlatego, trzeba było posiadać odpowiedni biały materiał na kołnierzyki, najlepszy był oderwany z nowej onucy. Taki biały kołnierzyk to, jak koloratka u księdza tylko inne patrzenie na świat.

W późniejszym czasie można było w kantynie kupić kołnierzyk plastykowy, jednak nie daj Boże jak człowiek spocił się, szyja odparzona jak ugotowany rak. Ważną czynnością dla żołnierza jak już pisałem była umiejętność zawijania onucy na stopie, tak, aby nie uszkodzić nóg podczas chodzenia i biegania, a tego było bardzo dużo. Przez cały okres służby nie było można posiadać skarpet, swetrów nic, co by przypominało cywilny atrybut.

Jednak ci z drugiego rocznika przepis ten dość często łamali, każdy nosił skarpety z owczej wełny, swetry, bo to było dogodniejsze, niż wiązanie nóg przepoconymi szmatami. Jak wspominałem o kantynie to znajdowała się w wydzielonym kantorku w stołówce. Niż powstała a było to w styczniu 1956 roku, otrzymałem od podoficera służbowego kpr. Jerzego Ciupki, abym pobrał z kuchni gorącej wody, proszku i odpowiednią szmatę i pomieszczenie gdzie ma być otwarta kantyna odpowiednio doprowadził do porządku. W tej pracy miałem już pewne doświadczenie i poszło bardzo sprawnie. Obowiązkiem było też zrobienie ognia w znajdującym tak piecyku kaflowym. Przyniosłem wiadro węgla i pogniotłem z trzy „Trybuny Ludu” i nałożyłem węgla i zapaliłem. Poszedłem na pododdział i zameldowałem wykonanie rozkazu. Po godzinie wróciłem na stołówkę i stwierdziłem, że węgiel od „Trybun” się zapalił. Było to tak szczerze powiem moje pierwsze zapalenie węgla, bo w domu paliło się tylko drewnem. Dopiero jeden z obsługi kuchni powiedział mi abym wziął żaru z kuchni albo podłożył zamiast „Ludu” drewna. I udało się i pamiętam do teraz – gazeta służy do czegoś innego. Po kilku dniach kantyna działa. Obsługuje żona jednego z oficerów, jedyna kobieta, która wchodziła na teren twierdzy. Co można tam było kupić: lemoniada, papierosy, koperty, pocztówki, maszynki do golenia, żyletki, ciastka, cukierki czasem pączki i podobne rzeczy)

Kaprale dla umilenia sobie czasu przeprowadzali próbę zbiórek drużynami i plutonem, aby zawsze było zajęcie, a wtedy żołnierz nie myśli.
Na pewno, gdyby miał czas na przemyślenie, to by miał większe kłopoty, byłaby niepotrzebna dyskusja, wiadomo w tedy dochodzi do wymiany zdań. Żołnierz to automat. Automaty też nie myślą, a dość sprawnie pracują. Chociaż w tym czasie automat miał inne znaczenie, służył tylko do zabijania. Na tym polegała ówczesna służba wojskowa.
Najbardziej aktywnym zawsze okazywał się, kpr. Przybyłowicz pochodzący podobno z poznańskiego, wykrzykiwał, że jak ma nas uczyć to wątroba w nim gnije. Ale miał chłopaczysko szczęście, do końca szkoły nie zdążyła mu zgnić. Jego często wygłaszanym sloganem było „jak czegoś nie umiecie to was nauczymy przez głowę, ale jak nie chcecie to zmusimy przez nogi." I tak nas zmuszali.

Po kilku dniach okazało się jednak, że pobyt na kompani był niebem w stosunku do plutonu szkolnego.
Według planu cisza nocna miała być o godz. 22,00 a faktycznie nastąpiła, tylko 120 minut później. Po wieczornym apelu (na korytarzu) wpadaliśmy do izby, by rozebrać się i spokojnie położyć spać. Rozebranie się - znaczyło to zdjęcie kurtki mundurowej, spodni i onuc, spano w koszuli flanelowej i kalesonach. Mundur układano w kostkę w kolejności bluza, spodnie ułożone na taborecie. Na to układano zwinięty w rulon pas główny przykryty czapką. Przed taboretem ustawiano buty owinięte na cholewach onucą. O piżamach nikt nie myślał.
Szybko gasiliśmy światło i niż podoficer dyżurny ogłosił capstrzyk, wszyscy momentalnie spali. Ale po chwili na salę wpadał dyżurny podoficer i stwierdził, że buty między gwoździami mają brud, to i nogi muszą być brudne. Te niedociągnięcia trzeba szybko zlikwidować, bo żołnierz musi być czysty jak śpi i zawsze musi mieć porządek, nawet pod łóżkiem.
Dbano o nasze bezpieczeństwo w nocy, dlatego godzinę przed capstrzykiem z pieca wyjmowano niewypalony żar i palenisko czyszczono mokrą szmatą. Tak, że nie było żadnego śladu po tym, co się paliło. Jak ekipa palaczy wyniosła jeszcze palący węgiel z wszystkich pieców koszarowych, to do rana nad śmietnikiem była łuna ogrzewająca powietrze.
A przy takich poprawinach czyszczenia butów i mycia nóg czas szybko leciał, czasem powtarzaliśmy taką czynność kilkakrotnie.
Ciekawie wyglądało zajęcie, jak znaleziono kawałek słomy pod łóżkiem. Uroczyście trzeba było podnieść tą słomkę, aby się nie uszkodziła, położyć ją delikatnie na kocu i całą drużyną wynieść na śmietnik z piosenką na ustach i spaliła się na palącym węglu. Takie przeprowadzki słomy były przeprowadzane nie tylko u nas na szkole, bywało, że przy ognisku było więcej żołnierzy niż w izbach.

Noc, więc była krótsza, to i mniej cennego snu. Tak, więc życie się przedłużało. Rano po śniadaniu plutony wychodziły na apel przed sztab. (Koszarowiec 2) Tam przed dowódcą jednostki, dowódcy pododdziałów składali meldunki – stan ilościowy i ewentualnie wydarzenia. Po apelu na zajęcia. Na placu przed koszarami drużyny uczono musztry, salutowania, witania się z przełożonym, roty przysięgi i piosenek. (Koszarowiec 1)
Każdy żołnierz przed przysięgą musiał znać na pamięć treść roty przysięgi. A po przysiędze jej przestrzegać.

Natomiast na salach wykładowych uczyliśmy się regulaminów, oraz zapoznawano nas z tymi przedmiotami, które będą potrzebne w nowym wojskowym zawodzie. Były to ciekawe i interesujące przedmioty - minerstwo w tym: budowa i działanie min p/piechotnych, przeciw czołgowych(Pancernych), ładunków wybuchowych, zakładanie pól minowych, ładunków na mostach, budowlach, budowa zapór minowych, wysadzanie zatorów lodowych. Budowa mostów, dróg i różnych innych umocnień saperskich. A i kunszt pontonierski. Sale wykładowe były na piętrze Koszarowca 2, w wojsku tak bywało, ze wszystko, co wpajano żołnierzowi w głowę było zapisane w regulaminach lub instrukcjach, to taki wojskowy dekalog.

Te zajęcia były bardzo interesujące, gdyż w dzieciństwie sami bezpośrednio mogliśmy częściowo oglądać to, co wybuchało i to, co było wyburzane. A teraz uczono nas, na czym to polegało. Często zdarzało się, że po nieprzespanej nocy żołnierze siedząc w ławkach na sali wykładowej zasypiali. To w tedy najlepszym sposobem, na otrzeźwienie było zmoczenie głowy zimną wodą pod kranem. Niejedni tą czynność musieli powtarzać kilka razy przez 45 minut lekcyjnych. Bo woda na głowie - jak kolano, szybko wyparowała i sen nadchodził ponownie. Podczas wykładu na temat wysadzania znalezionych niewybuchów jak i innych materiałów prowadzący wykład kpr. Jerzy Ciupka opowiadał o bezpieczeństwie, jakie trzeba zachować tak dla saperów biorących udział w zadaniu jak i okolicy, aby w polu rażenia nie znalazł się przypadkowy przechodzeń, bo zawsze może coś się wydarzyć. Opowiedział z własnego doświadczenia, jakie przeżył, jako elew w roku poprzednim – był z rocznika 1954/56. (Pobór jesienny)

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
album-3.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
mlynarski.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1275055.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  16090_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.