Jeżeli geniusz ludzki jest w stanie wymyślić maszyny, które zastąpią ludzi w pracy to jest też w stanie znaleźć dla tych ludzi pracę.

John Kennedy
Polska zawsze blisko
Niedziela, 20.08.2017 r.
Imieniny: Bernarda i Sobiesława


Wró?Strona g?ówna Drukuj

GIŻYCKI FOTOPLASTYKON: to sa nasze koszary ... cz.3

Jerzy Świerczek 2012-02-26
jerzy_swierczek_70.jpgPierwszy raz w życiu zobaczyłem prawdziwego wartownika i to w takiej nietypowej sytuacji. ( ta brama to - brama giżycka). Na dworze było mroźno, więc ubrany był - mym zdaniem - odpowiednio. Na sukiennym płaszczu narzucony kożuch z owczej skóry włosem do środka i puszysty kołnierz podniesiony do góry. (Dokładnie opisuję, bo po przysiędze sam ubierałem się tak, – bo zima trwała do połowy marca). Na filcowych butach nadziane tzw. niedźwiadki - czyli drugie buty skórzane na wysokich drewnianych spodach. Uszanka zawiązana mocno pod szyją. Prawdziwy niedźwiedź.

Pistolet przewieszony na pasie, jak później nam powiedziano jest to PM-43, który obok pepeszy był skutecznym automatem do zabijania wroga.

Wartownik otwiera wrota do końca i idziemy dalej. Bo przed nami widać kamienno – ceglany mur. Po przejściu następnych dwóch wrót, które były otwarte a połączone długim tunelem. Wchodzimy na plac i stajemy przed ceglanym blokiem. To są nasze koszary – chwali się kapral.(Koszarowiec 1). Twierdza śpi tylko na korytarzach przy stolikach czuwają służbowi i wartownicy na posterunkach. Wchodzimy od frontu po schodach na korytarz. Od stolika wstaje żołnierz z białą czerwoną opaską na ramieniu prawej ręki i w czapce garnizonowej z paskiem pod brodą i zaczyna meldować...
Obywatelu poruczniku... Dobrze – odpowiada porucznik.
Otwierajcie służbowy izbę żołnierską i niech ta dziesiątka poborowych do rana rozlokuje się. W „izbie” na drewnianej podłodze ułożono sienniki napchane słomą. Czapiewski poprawiając siennik powiedział: ,,Wiecie co, rok temu to była na pewno słoma, ale, ta co jest teraz w tych siennikach, to ja taką w domu nie ścielę bydłu". A my mamy na niej odpoczywać. Obok leżało kilka szarych wytartych kocy.
Ale znużeni podróżą, kładziemy się na tym legowisku i zasypiamy snem sprawiedliwych obywateli. Nie wiem teraz, jak to spanie trwało długo - może 30 minut, a może 6 godzin, gdy na korytarzu rozległ się gromki głos "pobudka, pobudka – wstawać".
Nas to nie rusza, jesteśmy jeszcze cywilami, a po drugie jest dzisiaj niedziela. W tym na izbę wpada rudawy kapralina i - "Co wy cywil banda, wstawać nie macie ochoty". Ale przywitał nas – stwierdza - Okonek.

Cóż robić - trzeba pogodzić się z tym, że jesteśmy już w wojsku. Nikt z nas się nie rozbierał, chciał być jak najdłużej w cywilnym ubraniu, więc jesteśmy już ubrani. Na korytarzu Stefan Miler, zawsze spostrzegawczy mówi, wiecie, to my jesteśmy na pewno ostatnią grupą tego poboru, bo wszyscy są już umundurowani a cywilów więcej nie widać. A może jutro jeszcze dojadą. Podoficer służbowy każe nam wyjść na zewnątrz koszar w bardzo przyjemnych słowach: no panowie cywile na świeże powietrze – odlać się oczyścić domowe zapachy, bo można się zatruć. Teraz w słabym, ale już w dziennym oświetleniu widać, co to za solidna budowla a dookoła same wały porośnięte gęsto krzakami i drzewami.

Wchodzimy za taki ziemny wał. (Na lewo w stronę bramy prochowej). A teraz biegiem za krzaki „spuścić wodę”, tak jak kazali.
Po powrocie stajemy w dwuszeregu i każe nam się gimnastykować. O tak powtarzajcie za mną: Ręce w przód, bok. I raz dwa, raz dwa – kilka podskoków i idziemy do „domu”. Zajęło nas to ćwiczenie, co najmniej 10 minut. Wracamy. Jak chcecie się opłukać - to, tam jest łazienka i latryna, A tu jak wchodzimy to szok. W naszych domach też nie było wesoło w tych sprawach, ale to już jak w oborze. Na jednej rurze umieszczono kilka kranów, z których leci tylko zimna woda. Po przeciwnej stronie tej zdobyczy techniki – 6 żeliwnych płyt z otworami. (Jak prusacy budowali twierdzę to było jeszcze bardziej prymitywnie np. wodę noszono w wiadrach, nie było wodociągu i ogrzewania. Chociaż teraz, też tu nie postawiono pieca. Izby żołnierskie zimą ogrzewano ilością zlokalizowanych żołnierzy w pomieszczaniu. My mieliśmy w salach żołnierskich piece kaflowe) Jak dobrze kucnie się na oznaczonych miejscach to bez problemów trafia się w lejkowaty otwór i to coś leci niewiadomo gdzie, bez pomocy wody. Obok na sznurku wysiał plik papieru, który przed pocięciem był gazetą o znamiennym tytule „Trybuna Ludu” lub „Żołnierz Polski Ludowej”. Kilku z naszej grupy zaliczyło to urządzenie może nie z potrzeby, ale z ciekawości.
Teraz czekamy, co będzie dalej.

Bo kiszki już marsza grają, 12 godzinne domowe wyżywienie już zjedzone. Nadchodzi czas, że mamy iść do stołówki.
Do stołówki idziemy z innymi pododdziałami ze starego i nowego rocznika, które idą na śniadanie. Aby tam dojść trzeba pokonać jeszcze jeden tunel, niby twierdzową bramę, też z solidnymi wrotami.
W chodzimy na plac z kocich łbów, przy którym stoi podobny budynek jak nasz. (Jak teraz wiem jest to koszarowiec II przystosowany do przyjmowania młodzieży w schronisku młodzieżowym, W okresie II wojny światowej w tej fortyfikacji miał podobno swą siedzibę ośrodek Abwehry szkolący żołnierzy z armii gen. Własowa, którzy przeszli na niemiecką stronę do dalszej walki na tyłach Armii Czerwonej. Na przeciwko, sztabu stoi drewniany barak. Chociaż jest to drewniana budowla jednak najważniejsza na terenie całej twierdzy. To jest kuchnia i stołówka. Wchodzimy do środka. Kuchnia i stołówka do końca polowy listopada 1956 r służyła wojsku. Pozostała do ochrony twierdzy nasza grup została zaprowiantowana w jednostce czołgów i wyżywienie dowoziliśmy 3 razy dziennie do twierdzy.

Po przekazaniu władzom cywilnych całości twierdzy pomieszczenia kuchni i stołówki zostały przekształcone w stolarnię. W końcu lat 90 podobno barak spalił się. Nie odbudowano. Niema teraz żadnych śladów po tej jak ważnej drewnianej budowli.. Pozostał tylko plac, na którym organizowane są obecnie różne imprezy i zabawy. Wspominając te dawne czasy, zastanawiam się jak to się stało, że saperzy – minierzy przez 12 lat przebywali na terenie, gdzie było setki pocisków. A sami wyjeżdżali w teren likwidować całe pola minowe, a sami siedzieli na „bombie”. Jak pisze p. Ryszard Jasieńczak w „Feste Boyen” saperzy z Ełku w 1962 i 1977 zlikwidowali ponad 1800 pocisków 105 i 150 mm. Jak mi wiadomo w 1956 jesienią na wałach zginął żołnierz z innej jednostki przy manipulacji „czymś”, tak samo była ofiara śmiertelna już w twierdzy cywilnej w 1962, gdy zadomowili się tam Cyganie)

Stołówka to kilkanaście stołów i ławek. Na sali nie za ciepło, a raczej zimno, stał mały piec kaflowy. Ale na szczęście dobrze oświetlona, sześć dużych okrągłych kloszy z silnymi żarówkami. Siadamy przy stole już zastawionym przez drużynę nakrywającą – w aluminiowe miski i baniaki 10 litrowe. W jednym takim baniaku jest gorąca zupa, w drugim coś podobnego do kawy zbożowej, l,5 bochenka chleba i miski z cukrem i smalcem.

Proszą, – bo jeszcze nie rozkazują - abyśmy szybko zjedli, bo po śniadaniu mamy przeistaczać się w żołnierzy. Spokojnie sobie spożywamy łyżkami - później nazywanymi niezbędnikami - pożyczonymi z kuchni. Żołnierz ówczesny na wyposażeniu miał tylko łyżkę, którą nosił w bluzie munduru, zawsze miał przy sobie. Widelec czy nóż to już luksus. Jak się później okazało niezbędnik to automat do wszystkiego, jedzenia zupy, ziemniaków, kaszy, sosu czy smarowania smalcem chleba. Jak Czapiewski zjadł to stwierdza, że zupa wojskowa z kaszy jest smaczniejsza, niż ta, co w domu mama od czasu do czasu upitrasi.

Ale później tej kaszy miał po uszy, a lepiej jak matka mu upiecze gęś na rumiano, taka gęsia pieczeń jest lepsza nawet od pęczaku. Do takiego twierdzenia doszedł po powrocie z pierwszego urlopu po blisko roku służby.

Tak samo jak my spokojnie jedzą żołnierze już starego rocznika, którym zostało, co najmniej 12 miesięcy.
Na stołówkę wpada jak „burza" nasza już umundurowana kompania z takich jak my, tylko, że przybyli wczoraj i dwa dni temu. Teraz zobaczyliśmy, jak wygląda człowiek przeistoczony w żołnierza.
Każdy ustawił się na swoim miejscu przy stole, na rozkaz pana władcy - obywatela kaprala - zdejmują uszanki z głów i siadają. Na stołówce zrobiło się jakby jaśniej od świeżo ogolonych na glaca głów. Smacznego! Mogą jeść.
Nalewają już bardzo sprawnie zupę do aluminiowych misek, do których kruszą trochę zmarznięty chleb i łyżkę smalcu. To wszystko mieszają niezbędnikiem. Rozpoczyna się jedzenie. Słychać tylko brzęk uderzanego aluminium, - łyżek o miski.
(Aluminium to najpospolitsza „porcelana” stosowana w tych latach w wojsku, było wszystko wykonane, co znajdowało się w wojskowej kuchni i stołówce jak baniaki, chochle, miski, talerze, kubki, łyżki i pospolite menażki i manierki).
Nie wiem jak długo trwało to jedzenie, ale jeszcze przed nami, też biegiem opuszczają stołówkę. Symon zaklął, "jasna cholera, jutro czeka nas to samo. "Spokojnie napełniliśmy wojskową strawą wygłodniałe żołądki, są naprawdę pełne.
Jak cała dziesiątka spokojnie zjadła a stołówka była pusta spokojnie wychodzimy.

Przed stołówką podchodzi do nas „starszy już wiekiem” starszy sierżant i powiada bardzo miłym głosem – czołem koledzy jestem od dzisiaj waszą matką - a służbowo szefem kompani. (podobno w wojsku jest 3 szefów – szef kuchni, szef kompanii i szew na j....h )
Dowiadujemy się od „starszego”, że tu w tym bloku mieści się sztab 75 Samodzielnego Batalionu Saperów. Dowódcą tego frontowego batalionu jest stary zasłużony wiarus major Bąkowski, który przeszedł szlak bojowy od Lenino do Berlina, a szefem sztabu jest już powojenny oficer kapitan Butyński, absolwent Szkoły Oficerskiej Wojsk Inżynieryjnych we Wrocławie, a oficerem politycznym (taki ludowy kapelan) ppor. Grochal.
(w roku 1966 spotkałem ponownie już ppłk Butyńskiego w Włocławku, jako szefa sztaby Jednostce Wojskowej 3136, gdzie powołano mnie na 2 miesiące do rezerwy. Jak zauważył mnie na strzelnicy po 10 – ciu latach – to powiedział: „ kapralu Świerczek - znamy się” odpowiedziałem „ tak z Giżycka obywatelu podpułkowniku”, podał rękę i jeszcze powiedział „ przekażcie rezerwistom to, co was nauczono na szkole w twierdzy w Giżycku).

Po tej krótkiej rozmowie prowadzi nas do gmachu sztabu. Ten blok jest podobny do tego, gdzie nas zakwaterowano. Tu na sali czeka na nas fryzjer, co można poznać po białym fartuchu i narzędziach pracy, który z wielką radością dokona „egzekucji” naszych bujnych włosów. Każdy szeregowiec, bo takim będziemy, musi być ostrzyżony na kolano, co w tamtych czasach było pewnym poniżeniem człowieka w oczach społeczeństwa. Jak twierdzi fryzjer to dla naszej wygody, nie trzeba grzebieni, mycia głów i łatwo naciąga się maski p/gazowe na te łyse pały. Bardzo sprawnie operował ręczną maszynką. Zaproponował, że możemy – dla szybszego wykonania zadania – sami sobie tą prymitywną pracę wykonać.

Jako pierwszy na ochotnika siada na taborecie Symon, następnie Miler i ja trzeci z kolei. Największą szkodę we włosach poniósł pierwszy ochotnik, bo miał czarną, kręconą bujną czuprynę przez blisko 20 lat hodował, jako ówczesny bikiniarz. Jak wstał z taboretu to miał łzy w oczach? (W skład batalionu wchodziły trzy kompanie, pluton szkolny i pluton gospodarczy. Dwie kompanie to kierowcy. Liczebnie była to mała jednostka, ale wartość bojowa była duża. Pluton to 3 drużyny po 6 żołnierzy i dowódca drużyny, szef plutonu i dowódca plutonu – oficer zawodowy. Kompania to 3 plutony. Tylko pluton szkolny składał się z 4 drużyn.
Trudno mi dzisiaj dokładnie ustalić liczebność batalionu, ale tak myślę, że liczył w przybliżeniu 200 żołnierzy.

Wszystkie pododdziały były zlokalizowane w koszarowcu 1. czyli 1 kompania saperów, 1 kampania kierowców, pluton szkolny i pluton gospodarczy. W plutonach żołnierze spali w łóżkach normalnych - parterowych, natomiast na kompaniach lóżka ustawiano piętrowo.) Po tym zabiegu, jesteśmy wolni, bo dzień 11 grudzień to niedziela.
W poniedziałek zaraz po śniadaniu, poproszono nas do łaźni, do której pojechaliśmy samochodem. Była to tzw. łaźnia publiczna zlokalizowana w środku miasteczka.
W twierdzy nie było możliwości grzania wody. A brud cywilny trzeba zmyć – zdaniem szefa – można to wykonać tylko warem i szarym mydłem popularnym typu jeleń.
Po zakończeniu kąpieli gorącej zaoferowano prysznic z zimnej dla zahartowania ciała - rozpoczęto fasowanie umundurowania. Na czym to polegało? Wchodziliśmy, jako cywile a wychodzić mamy już jako żołnierze ludowego Wojska Polskiego. To tak jak z gąsienicy piękny motyl.
Szef rozpoczął od wydawania w kolejności ubierania - flanelowych koszul i długich kaleson, które nazywał gaciami a skończył na uszance i płaszczu. To, co nie było wdziane na żołnierzu zawijano w pałatkę i z powrotem za mury twierdzy. W posiadaniu żołnierza rekruta od teraz są: 2 prześcieradła, 2 koce, 2 chusteczki 2 pary onuc, plecak, 5 skórzanych troków do przymocowania na plecaku menażki i kocy, 2 ręczniki, poszewka na poduszkę, 2 prześcieradła, woreczek na szczoteczki i pasty do butów, ocieplacz, 2 chusteczki, czaka uszanka i polówka, czyli rogatywka, czapka garnizonowa, koszulka gimnastyczna i spodenki oraz manierka, pas główny, pasek do spodni, tenisówki zwane PPG. ( Państwowy Przemysł Gumowy). Co najważniejsze to mundur wyjściowy i roboczy, płaszcz wyjściowy i roboczy i oraz dwie pary onuc flanelowych i buty saperki. Do tego należy doliczyć jutowy siennik napchany słomą żytnią najlepiej młóconą cepami – to już w koszarach.

Szef poinformował, że w razie alarmu to wszystko musi być załadowane do i na plecak. (w poduszce była też słoma) Wróciliśmy do naszych koszar. Każdy zabrał też swoje cywilne ubranie.
Już w izbie żołnierskiej po zdjęciu płaszczy okazało się, jak to wygląda żołnierz Układu Warszawskiego, że jeden ma mundur taki, którego nie można zapiąć, za ciasny lub za duży, drugi buty ma tak duże, że może sobie podrapać pod piętą. Tylko pas główny i pasek do spodni był u wszystkich uniwersalnych, dziurek można było dorobić.
Umundurowano nas tak jak można często zobaczyć latem - straszaki na ptaki, a mamy w przyszłości bronić granic wielkiego układu przed innym paktem. Otrzymane mundury to tzw. robocze lub dokładniej ćwiczebne. Były to mundury z poprzedniego rocznika po upraniu. Mundury sukienne w zasadzie koloru nie zmieniały tylko były więcej przepuszczalne. Zaproponowano nam, abyśmy miedzy sobą pozamieniali tak, aby wyglądać jak żołnierz a nie pajac. Bardzo dużo uwagi szef zwracał na umiejętność zawijania onuc. Onuca po zawinięciu na stopie nie może mieć żadnych ostrych załamań i musi być zawsze świeżo uprana, stopy maja być zdrowe, bez pęcherzy czy innego paskuctwa.

Po dokonanej zamianie jeden z drugim już wygląd zewnętrzny był taki sobie. Uznano, że ubranie cywilne przez dwa lata będzie niepotrzebne, więc wysłać do domu. Zaprowadzono nas na salę w sztabie, aby każdy spakował swoje cywilne ciuchy do papierowego worka i wykonał z tego foremną paczkę, zaadresował na adres domu rodzinnego, a jednostka wyśle na własny koszt tam gdzie się należy.

Z wielkim naciskiem poinformowano nas, że ubranie cywilne będzie potrzebne – jak dobrze pójdzie - dopiero za dwa lata. Zabrano też dowód osobisty jako niepotrzebny dokument, waszym dowodem jest mundur i czapka z ocynkowanym orzełkiem.

cdn...

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.