Zawsze obieraj drogę najkrótszą, albowiem krótka droga jest naturalna.

Marek Aureliusz
Polska zawsze blisko
Niedziela, 22.10.2017 r.
Imieniny: Filipa i Kordulii


Wró?Strona g?ówna Drukuj

GIŻYCKI FOTOPLASTYKON:Tylko w saperkach kierowców... cz.5

Jerzy Świerczek 2012-04-10
jerzy_swierczek_70.jpgMinęła już druga noc w J.W. 3120, ale ta noc miała już i swoje urozmaicenie.
Jeden z naszych z Chojnic ten właściciel musztardówek, który ze względu na stan zdrowia powinien iść do szpitala a nie do wojska. Już podczas podróży skarżył się na różne niedomagania, ale koledzy pocieszali go, że wojsko go szybko wyleczy. Przypomniano mu metody leczenia z ,,Szwejka " lewatywa lub płukanie żołądka, a jak nie pomaga to podwójnie. Nie pytaliśmy się go, czy ma na prawdę kat. A.

Ale z pewnością był on tylko w zastępstwie kogoś, którego wpływowy tatuś postanowił zostawić w domu, a z komendantem RKU załatwił, liczyła się sztuka. Taką reklamację nazywano, za masło", synalek pozostawał w domu a „sztuka” bębniła w wojsku.

Ten schorowany biedaczek w nocy, nie wiedząc, gdzie jest ubikacja, a pęcherz napełnił się do granic pojemności, może przez to wino. Nie wychodząc z izby zauważył przy drzwiach stojące buty obłożone białą onucą. Czas naglił, – więc zmuszony był nasiusiać w stojące blisko drzwi buty. A buty te należały na nieszczęście do kaprala jego drużyny, a pojemność ich była duża, a były nieprzepuszczalne ani na zewnątrz ani od wewnątrz. Napełniać można by je przez kilka dni. Były to buty jak nazywaliśmy "kozojebcami, a powinniśmy je nazywać buty saperskie. Wykonane były w całości ze skóry. Nie stosowano do wojskowych butów żadnych innych surowców. Pod spodem na grubej podeszwie było wbitych dość dużo gwoździ o łepkach stożkowych o podstawie sześcioboku lub koła. Na obcasach podkówki. W takich butach nie było obawy, że noga zimą odmrozi się, czy latem zaparzy. Buty były jeszcze do tego nieprzepuszczalne.

To już Wojsko. Dzień rozpoczynał się od głośnych komend kaprali, (świeżo upieczeni kaprale chcieli się wykazać, jakich wyszkolono. Co nie można im pozazdrościć – fachowcy byli dobrzy po 10 – cio miesięcznym szkoleniu, ale jak okazało się później - im miał mniejsze cywilne wykształcenie tym był głośniejszy, aby tym nadrobić swoją kulturę), a miały to być według regulaminu rozkazy. Najwięcej tego ranka ucierpiał biedak z „niesprawnym zaworem”. Musiał kilka razy przeczołgać się po korytarzu, wypucować na glans płyty latryny i buty właściciela w przerwie obiadowej.

Po tygodniu służby i po przebadaniu przez komisję lekarską został zwolniony do cywila i skończyła się jego saperska niedola. Udało się synalkowi za masło i zastępcy. (wojsko latach mej służby liczyło ponad 500 tyś. żołnierzy, wszystkie koszary były zapełnione. Teraz dużo tych koszar to ruiny. W małym miasteczku o dużej ilości jednostek to w niedziele po południu było na ulicy więcej żołnierzy niż cywili, a takim miasteczkiem było i Giżycko. Jak to pogadać na przepustce z panną, chociaż i byli tacy co po pewnym czasie zostawali tatą.)

Trzeci dzień. Na rannej zbiórce porucznik dowódca kompanii ogłosił, że potrzebuje funkcyjnych: pisarza, dekoratora oraz drużynę do palenia w piecach. Ja też podniosłem palec do góry, gdy werbował pisarza. Szczęście dopisało, bo zaraz otrzymałem funkcję pisarza kompanii, zadaniem moim było ręczne wypisywanie różnych tabliczek -"Izba Żołnierska", "Oszczędzaj światło" tabliczki na łóżka z imieniem i nazwiskiem szeregowego. Praca była zapewniona na kilka dni. Znałem zasady pisma technicznego. Wszystko było pisane ręcznie przy pomocy redisówki i czarnego tuszu. Oraz doszło jeszcze pisanie rozkazów i planów zajęć i konspektów dla d-ców plutonów To pisanie trwało już 2 dni i miałem dużo luzu, a pracę było uszanować, bo nie podlegałem, różnym głupim regulaminowym wygłupom wszechwładnym kapralików. W kancelarii kompanii siedziałem od śniadania do obiadu po kolację.

Nie zawsze dopisuje szczęście. Przechodziłem ze świetlicy, do kancelarii i zrobiło mi się śmiesznie, jak taki świeżo upieczony dwubelkowiec pastwił się nad przestraszonym szeregowcem, bo źle oddał mu honor.
Mój uśmiech zdenerwował go. Teraz zapragnął ćwiczyć pisarza, do których mieli zawsze pretensje. Miałem pobiegać tam i z powrotem pięć razy po korytarzu. Gdy to zrobiłem za pierwszym razem, ale nie regulaminowo - otrzymałem od wszechwiedzącego bardzo grzeczną propozycję. „ stańcie szeregowy twarzą do ściany, podnieście lewą nogę, palec wskazujący prawej ręki przyłóżcie do skroni i myślcie, - jak to się biega. Myślę i myślę i nie przychodzi mi do głowy chyba to - ty głupi wariacie

Po pewnej chwili zwraca się do mnie. „Powiedzcie mi obywatelu szeregowy wielki pisarzu kompanii - tak szczerze, „po co na ten przecudny świat urodziła was wasza matka pisarzyku”?. (Co prawda to wiedziałem dobrze.) „zapamiętajcie sobie na całe wasze paskudne życie, że nie przyszliście na ten świat po to:, Aby taki cymbał, służył w ludowym Wojsku Polskim i narażał na straty Polskę Ludową przez swą nie znajomość regulaminów". Zrozumieliście. Tak jest obywatelu kapralu.
Po tej informacji zwolnił mnie do dalszej pracy pisarskiej. Przez moją niewiedzę, udało się, że nie musiałem biegać jeszcze 4 razy w wzdłuż koszarowego korytarza. Jednak jak później się okazało – cymbałem nie byłem a przodownikiem wyszkolenia bojowego i... politycznego..
Ale też było szczęście. Jeszcze nie miałem skończonej całkiem tej pisaniny, gdy na kompanię przybył dowódca plutonu szkolnego porucznik Kalinowski. Celem tej wizyty było wybranie z tej kompani odpowiednich kandydatów na przyszłych podoficerów. Od poniedziałku ma działać pluton szkolny. Zwołano zbiórkę całej kompanii, zaczęto selekcję. Wybierano najlepiej zbudowanych, silnych i wysokich szeregowych. Miałem chęć też być wybrańcem, chociaż wiedziałem, co nas będzie czekać, a zapewnioną miałem już dobrą funkcję na kompanii.

Po przetargu por. Łach zgadza się, aby też mnie zabrał por. Kalinowski razem z innymi na pluton szkolny. Twierdził, że też potrzebuje pisarza i ja mu odpowiadam, będę na pewno dobry i w kancelarii w papierkach i dekoracjach i w szkoleniu.
Ubyło z kompani 12 szeregowców. Wybrańcami było tylko nas dwóch z RKU Chojnice - ja i Miler. Pozostali byli z RKU Inowrocław, Puławy, Toruń, Zwoleń i Warszawy. Tak, więc spotkali się lubliniacy, kujawiacy, warszawiacy i my kaszubscy - pomorzacy. Cały polski folklor. Jednak jak później okazało się był to jednolity monolit, który wszystkie zadania wykonywał bez żadnych niedomówień. Nie było też podziałów, że my z lubelskiego a mi z bydgoskiego. Na to nie było czasu.

Szkoła.
Jak wyglądały nasze koszary. Budynek solidnej roboty, z czerwonej cegły, fundament z ciosanych kamieni, okna drewniane podzielone na małe szybki. Dach płaski, na którym rosły małe brzozy. Do budynku można było wchodzić 2 drzwiami jedno od frontu i z prawej strony budynku koszarowego. Drzwi były grube okute wzmocnieniami. Cały teren był bardzo zarośnięty krzewami i drzewami. Pierwszymi wchodziła 1 kompania saperów, natomiast drugimi pluton gospodarczy, który znajdował się na parterze po lewej stronie, po schodach na pierwsze piętro, to po prawej stronie pluton szkolny a po lewej kompania saperów. (wejście prawe to tam gdzie teraz jest rampa, natomiast wejście do biur, schroniska i muzeum były zamknięte i nieużywane. Po latach jak ponownie przyjechałem to zdziwiłem się, jak tu widno, niema w zasadzie żadnych krzaków i dużo mniej drzew, co jest na dobre tym starym murom).

Po zabraniu całego wyposażenia przeszliśmy do tego samego bloku, tylko na piętro. Na lewym skrzydle piętra była ulokowana kompania starego rocznika - kierowców.
Prawa strona to pluton szkolny. Z ciekawością dla czytającego opiszę jak wyglądała ta część piętra, które przez 10 miesięcy było naszym domem.
Korytarz około 2,5m szeroki, podłoga z dębowych desek, już dość sfatygowana, a sufit łukowy, jak w piwnicy. Po obu stronach były pomieszczenia. W których tak samo sufity zaokrąglone, a mury zewnętrzne grube na 1, 5 metra. Tak, aby otworzyć okno trzeba było w czołgać się do otworu okiennego a zresztą w zasadzie wcale nie otwieraliśmy okien. Podłogi też były drewniane dębowe, oraz białe kaflowe piece. W każdej izbie żołnierskiej stało: 7 łóżek, 7 taboretów i 4 metalowe szafy. (Jednak teraz wiem, że podłogi były z drewna sosnowego izbach żołnierskich jak i na korytarzu, niełączone na belkach a w całej długości od drzwi do okna, grubością ścian trochę przesadziłem, ale grube to są)

Naprzeciwko klatki schodowej była kancelaria plutonu, (obecnie kuchnia w schronisku młodzieżowym) świetlica. Następnie izba żołnierska l drużyny, następnie 2 drużyny, (obecnie pokój nr. 8) magazyn sprzętu saperskiego i umywalnia razem z ubikacją. Stanowiska ubikacyjne jeszcze te prusackie - żeliwny podest z otworem, tych stanowisk było na jednoczesne obstawienie przez sześciu żołnierzy. Tak, więc przepustowość była dostateczna duża. Trzy kolejki i pluton załatwiony, ale nie wszystkim naraz się chciało. Całość niebyła zasłonięta od umywalni. Tak, więc, każdy był widoczny, bez tajemnicy to, co robi. A sama umywalnia to kamionkowe koryto jak dla krów i kilkadziesiąt kranów na jednej rurze, z których leciała woda o zabarwieniu lekko rdzawawym. I to niezależnie czy zimą czy latem zawsze zimna, podobno jest środkiem hartującym, kosmetycznym przeciw zmarszczkom.

Po drugiej stronie korytarza licząc od łaźni był warsztat krawiecko - szewski, gdzie żołnierz musiał samodzielnie wbić gwoździe, gdy wyleciały z podeszwy, mógł wymienić podkówki pod obcasy, jeżeli zdarły się oraz zeszyć niewielkie uszkodzenia munduru, zmienić kołnierzyk i przyszyć blaszany ocynkowany guzik z orzełkiem.

A chodząc po bruku, jaki był na wszystkich drogach w twierdzy, nawet plac apelowy i musztry był wybrukowany polnymi kamieniami, gwoździe szybko zużywały się. Jak już wspominałem, na wyposażeniu sapera były buty z długimi cholewami, Idącego żołnierza po bruku słychać było z daleka. Bardzo charakterystyczny odgłos stukotu podkutych butów było słychać, jak pododdział maszerował krokiem defiladowym na tym kamiennym placu.

Tylko w saperkach kierowców nie było gwoździ, a to, dlatego, aby noga nie ślizgała się na pedałach gazu lub sprzęgła, a na pewno już na hamulcu. (Obecne buty, jakie są na wyposażeniu wojska, już nigdy, tego odgłosu nie wydadzą. Guma jest gumą. Nie było przypadków, aby żołnierz odmroził sobie nogi w całości wykonanych z skóry butów i nóg owiniętych w onuce a mrozy były srogie.). Następnie izba 4 - tej drużyny, magazyn mundurowy, było to pomieszczenie, gdzie szef plutonu przechowywał bieliznę, pościel i mundury wyjściowe, następnie magazyn broni i izba 3 drużyny (umywalnie i ubikacje obecnie).

To były nasze pomieszczenia, które musieliśmy szorować (konserwować), odkurzać raczej przemieszczać kurz z jednego miejsca na drugie. A narzędziami do porządku była: szmata z starego sukiennego munduru, brzozowa miotła, zimna woda i ocynkowane wiadro. Szorowanie podłogi nazywane przez nas „konserwacją”, odbywało się czasem kilka razy dziennie, zależnie od kar nałożonych przez kaprali na żołnierzach, którzy w ich mniemaniu podpadli. Obowiązkowa była konserwacja przy zdaniem każdej służby.

Jak już wszystko z nowym rocznikiem wcielonym jesienią i zimą 1955 zostało ustabilizowane por. Grochal przychodził na poszczególne pododdziały i wyciągał z powołanych partyjniaków z PZPR i członków ZMP oby ich włączyć do POP (podstawowa organizacja partyjna JW. 3120) i kola młodzieżowego. Wszystkich, którzy należeli do tych organizacji zaproszono do sztabu i w kancelarii u szefa sztabu zwiększono liczebność POP i koła ZMP. Co miesiąc organizowano około 2 godzinne zebrania i pla, pla i kończono. Co jednak muszę napisać - na zebraniu partyjnym nie było stopni wojskowych tylko towarzyszu. Składki od szeregowych partyjniaków to 1 zł a młodzieżowców 0,50 zł. Jak jeszcze przypominam sobie członków PZPR przybyło koło 15 a ZMP-owców z 80 członków.

cdn...

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.