Godzi się i od wroga pobierać nauki.

Owidiusz
Polska zawsze blisko
Niedziela, 28.05.2017 r.
Imieniny: Augustyna i Jaromira


Wró?Strona g?ówna Drukuj

GPW przez dziurkę od klucza

Andrzej Zaranek 2005-11-09
gpw_m.gifOd blisko 15 lat ponownie funkcjonuje w Polsce giełda. Fascynujemy się wszyscy jej działalnością. Opowiadamy sobie mity o gigantycznych fortunach jakie powstały na giełdzie. Ekscytujemy się „przekrętami” mającymi tam miejsce. Jeżeli jednak padają pytania: czym jest giełda; jakie są zasady jej funkcjonowania, przeciętny obywatel naszego kraju otwiera usta i… nie ma nic do powiedzenia. Spróbujmy odmienić nieco tę sytuację. Przybliżymy Państwu nieco pojęcia związane z funkcjonowaniem giełdy papierów wartościowych. Zatem:

Co to jest giełda?

Precyzyjne zdefiniowanie giełdy uchodzi za zadanie niemożliwe do wykonania. Wiadomo z grubsza jakie warunki powinien spełniać rynek, żeby nazywać się giełdą w sensie ekonomicznym, ale czasami trudno określić co już jest giełdą, a co jeszcze nie. Prawdziwa giełda powinna spełniać dwa warunki: powinna dotyczyć obrotu dobrami lub usługami tak zestandaryzowanymi, że nabywcy jest wszystko jedno, którą ofertę wybierze; powinno to być miejsce zawierania bezpiecznych transakcji.
Bezpieczeństwo powinno być zapewnione w sensie fizycznym, ekonomicznym i prawnym. Transakcje powinny być dokonywane między całkowicie wiarygodnymi kontrahentami, dotyczyć towarów, usług lub praw własności realnie istniejących i mających gwarantowaną jakość, bez konieczności okazywania ich w miejscu zawierania transakcji. Bezpieczeństwo w sensie ekonomicznym polega na tym, że wszyscy uczestnicy rynku powinni mieć jednakową wiedzę o zawieranych kontraktach, a każda operacja jest bezzwłocznie podawana do wiadomości innych. Ekonomiści często mówią, że giełda jest najlepszym przybliżeniem teoretycznego rynku idealnego.
Łatwo zauważyć, że większość polskich „giełd” jest nimi w takim samym stopniu, jak sklep „Berlin” na Marszałkowskiej w Warszawie jest stolicą Niemiec. Pojęcie „giełda nieruchomości” jest sprzeczne samo w sobie, podobnie jak bezwietrzny huragan lub uczciwy polityk. Giełdy rolno-spożywcze w Broniszach lub Poznaniu - Franowie, mogłyby się nimi stać (bezzwłocznie po upadku komunizmu rząd Holandii oferował sfinansowanie organizacji tzw. giełd zegarowych w Polsce, dziś można przeznaczyć na to pomoc strukturalną UE), gdyby nie zarządzający nimi politycy, uważający że producentom i konsumentom żywności lepiej od bezpiecznego rynku, posłuży niewiedza o cenach i wielkości obrotów. Prawdziwa jest natomiast Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.
Ze względu na brak jednolitej definicji giełdy trudno powiedzieć, gdzie są jej początki. Jedni lokują je w XIV w. w domu rodziny Beurse w Brugii (stąd giełda po francusku nazywa się boure, po niemiecku borse, po rosyjsku birża), inni o kilka dziesięcioleci później w Antwerpii lub w Lyonie, jeszcze inni twierdzą, że pierwszą prawdziwą giełdą była ta w Amsterdamie. Z Holandią złotego wieku wiążą się jednak bezdyskusyjnie dwa inne wynalazki: obrót akcjami i spekulacja. Pierwszymi w dziejach tytułami własności przedsiębiorstwa, znajdującymi się w publicznym obrocie, były emitowane w roku 1602 udziały w holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Zgodnie z założeniami, giełda miała służyć realnej działalności gospodarczej. Zainteresowani mieli kupować tam metale, żeby coś z nich produkować, albo dewizy, żeby płacić nimi zagraniczne zobowiązania. Takie transakcje bardzo szybko stały się jednak marginesem działalności giełd. Głównym celem giełdy stało się kupowanie czegoś, żeby jak najszybciej odsprzedać to z jak największym zyskiem na tej samej giełdzie, czyli spekulacja. Pierwsza spekulacja dotyczyła... cebulek tulipanów. Te piękne (obecna masowa oferta nie daje wiedzy o urodzie ówczesnych odmian, wynikającej z ataków wirusa, powodującego błędy genetyczne) kwiaty napłynęły w wieku wielkich podróży geograficznych do Europy i stały się ozdobą ogrodów ludzi zamożnych. Rzadkość i uroda poszczególnych odmian spowodowała szybki wzrost ich cen, więc zaczęli je kupować ludzie nie interesujący się kwiatami, a jedynie cenami. Wkrótce tulipany stały się zbyt kosztowne dla miłośników kwiatów. Transakcje (często zawierane na kredyt) rozwijały się szybko, aż do pory sadzenia cebulek w 1637 r., gdy już nawet posiłkujących się kredytem spekulantów nie było na nie stać. Rynek załamał się, kredytów nie spłacano a powrót do normalności wymagał interwencji państwa. Po jakimś czasie ogrodnicy znowu zaczęli uprawiać tulipany dla przyjemności. Ten schemat gorączki spekulacyjnej powtórzył się wielokrotnie we wszystkich krajach, gdzie rynek rozwinął się, a ludzie stali się dość bogaci, aby spekulować. Interesujący wydaje się społeczny odbiór spekulantów, a więc ludzi wykupujących jakieś niepotrzebne sobie dobra, w celu późniejszej jej sprzedaży z bardzo wysokim zyskiem, na przestrzeni stuleci. W czasach prosperity są oni „awangardą kapitalistycznych przemian”, ludźmi ryzykującymi własny majątek dla sfinansowania rozwoju narodu i stworzenia miejsc pracy. W czasach wojny i kryzysu stają się wrogiem publicznym - rodzajem pijawek wysysających krew ubogich i niweczących słuszną politykę gospodarczą władz. Ten schemat obowiązywał również w Polsce: opluwani przez propagandę trafiali do więzień i obozów za sanacji, Hitlera, Bieruta, Gomółki i Jaruzelskiego. Nie nadawali się na wroga gierkowskiej dekady sukcesu i obecnego powrotu do kapitalistycznej normalności.
Wracając jednak do tematu giełdy. Zgodnie z tym co napisałęm powyżej, mogą istnieć giełdy towarowe, dewizowe i kapitałowe. Na giełdzie kapitałowej notowane są dwa główne rodzaje papierów wartościowych: potwierdzające własność (np. akcje, prawa poboru, świadectwa udziałowe) i potwierdzające zobowiązania. Spośród tych drugich obecnie największą rolę grają obligacje skarbów różnych państw, ale w domu Beurse zaczynano od weksli głów panujących. Pod koniec ubiegłego tysiąclecia firma Enron wymyśliła tzw. twórczą księgowość, czyli obligacje księgowane jako prawa własności. Dzięki temu na papierze rósł kapitał spółki a nie jej długi. W rzeczywistości było odwrotnie, co kończyło się to niemożnością spłacenia zobowiązań. Ponieważ z Enronem powiązani byli i G. Bush i G. Cheney, szanse na wyjaśnienie wszystkich problemów twórczej księgowości właściwie nie istnieją.
Historia giełdy papierów wartościowych w Warszawie (i zarazem w Polsce) zaczęła się 12 maja 1817 roku. Wówczas przedmiotem handlu były głównie weksle i obligacje. Rozwój handlu akcjami nastąpił dopiero w drugiej połowie XIX w. W latach międzywojennych w Polsce działały giełdy w Warszawie (skupiająca 90% obrotów), Katowicach, Łodzi, Krakowie, Poznaniu oraz oczywiście Wilnie i Lwowie. Pierwsza powojenna sesja na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie odbyła się 16 kwietnia 1991 r. Była to sesja symboliczna nie tylko w sensie powrotu do kapitalizmu; całodzienny obrót stanowił równowartość ok. 2 (dwóch) tysięcy USD. Obecnie Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie formalnie jest spółką akcyjną, ale Skarb Państwa posiada 98,80% (resztę banki, domy maklerskie i emitenci papierów wartościowych). Sama GPW jest z kolei akcjonariuszem kilku innych spółek, w tym Centralnej Tabeli Ofert S. A., organizującej pozagiełdowy obrót papierami wartościowymi (41,54% kapitału), oraz w Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych (33,33%) oraz Deutsche Borse AG.
Rozwiązania prawne i techniczne Warszawskiej Giełdy są zgodne z powszechnie obowiązującymi na świecie. W roku 1994 r. polska giełda stała się pełnoprawnym członkiem World Federation of Exchanges (Światowej Federacji Giełd), skupiającej wszystkie najważniejsze giełdy świata. Miejsce, na którym zawiera się transakcje nazywane jest parkietem. Najpierw polska Giełda była spokojna, regulowana przez dostojne bicie dzwonu, a ożywienie nastawało tylko wyjątkowo, np. kiedy debiutujący na giełdzie browar częstował piwem wszystkich obecnych. Czy już dogoniliśmy rejwach znany z zachodnich filmów, gdzie Alain Delon albo Eddie Murphie przekrzykują się z innymi i podsłuchują obce dyspozycje? Nic z tych rzeczy. W głównym pomieszczeniu Giełdy nad pustym parkietem przesuwają się wyświetlane za pomocą fotodiod cyfry i litery. Tam naprawdę nie ma nikogo, chyba że akurat trafi się jakaś wycieczka. Od listopada 2000 r. wszelkie transakcje na warszawskiej Giełdzie przeprowadzane są za pomocą systemu WARSET. Informacje o sytuacji na rynku, przekazywanie zleceń i zawieranie transakcji dokonuje się automatycznie za pomocą sieci komputerowych, do których podłączone są biura maklerskie, z których zdecydowana większość prowadzi obsługę klientów przez internet. Szybciej niż na parkiecie możemy zawrzeć transakcję nie wstając z łóżka, jeśli na kolanach mamy laptop podłączony do sieci. Podobne systemy działają na całym świecie, od Singapuru przez Paryż do Chicago. Wizyta na giełdzie nie ma dziś żadnego sensu gospodarczego, a wizyta w biurze maklerskim może mieć cel emocjonalny, towarzyski, a także związany ze zdobyciem poufnych, których nie można powierzyć sieci telefonicznej (komputerowej), bo ich wykorzystanie jest karane.
Rynek giełdowy nie jest jednolity. Na GPW funkcjonują rynki (w kolejności prestiżu): podstawowy, równoległy i wolny. Na rynku podstawowym notowane są papiery wartościowe o największej płynności, a ich emitenci spełniają dodatkowe warunki w rodzaju długiego okresu działalności i dużego kapitału. Spółki nie spełniające tych warunków notowane są na rynku równoległym, lub w przypadku najsłabszych spółek - na wolnym. Same notowania mogą być prowadzone w systemie notowań ciągłych lub kursu jednolitego. Spółki o dużej płynności mogą być kupowane i sprzedawane po dowolnych cenach wynegocjowanych między stronami. W systemie kursu jednolitego wszystkie transakcje giełdowe objętego nim waloru, zawierane są na całej sesji według jednakowego kursu. Inaczej mówiąc - niezależnie od pory wystawienia zlecenia, transakcje zwierane są faktycznie raz dziennie.

Kto na pewno zarabia na giełdzie?

Kto pojawia się na giełdzie? Jej członkowie, inwestorzy i emitenci papierów wartościowych.. Operacje na giełdzie prowadzić mogą tylko członkowie giełdy, czyli podmioty posiadające zezwolenie KPWiG na występowanie z publiczną ofertą papierów wartościowych, kupno i sprzedaż papierów wartościowych na własny i cudzy rachunek, oraz doradztwo inwestycyjne, a także zarządzanie portfelem papierów swoich klientów, który dopełnił dodatkowych formalności związanych z członkostwem GPW (m. in. nabył jej akcje). Zwyczajny człowiek lub przedsiębiorstwo może zlecić im zakup lub sprzedaż papierów wartościowych. Żeby to zrobić, musi jednak mieć najpierw otwarty rachunek inwestycyjny Obecnie na GPW jest oficjalnie zarejestrowanych 20 domów maklerskich, z czego ponad połowa stanowi własność wielkich banków działających w Polsce. 17 z nich świadczy usługi za pośrednictwem internetu. Domy maklerskie mają swoje specjalności. W obrocie akcjami przodują domy maklerskie Banku Handlowego (w sierpniu 2004 r. 20,73% udziału w rynku) i Pekao S.A. (analogicznie 174,87%). W obsłudze rynku obligacji największy udział mają domy maklerskie banków Pekao S.A. (w sierpniu 2004 r. 42,85% udziału w rynku) i PKO BP (30,3%). W obrocie opcjami bezsprzecznym liderem jest Dom Inwestycyjny BRE BANKU S.A., pośredniczący w 52,95% transakcji.

Sytuacja finansowa biur maklerskich

Aby założyć dom maklerski trzeba: zatrudnić co najmniej dwóch uprawnionych maklerów giełdowych. Maklerzy giełdowi to osoby (fizyczne), które udowodniły posiadanie odpowiednich uprawnień (obecnie jest to możliwe tylko przez zdanie egzaminu) i zostały wpisane na listę maklerów przez Komisję Papierów wartościowych i Giełd. W powszechnej opinii makler to młody mężczyzna, w śnieżnobiałej koszuli i jaskrawo czerwonych szelkach (dzięki nim szyte na miarę spodnie lepiej się układają) zarabiający 30 - 50 tys. PLN miesięcznie (z premiami być może tyle samo w USD). Obraz ten mógł być prawdziwy z 10 lat temu, kiedy giełda raczkowała. Dziś maklerów jest w Polsce bez liku i jak wszystkich trapi ich bezrobocie.

Kto sprzedaje akcje?

Droga na giełdę jest wieloetapowa. Na giełdzie mogą być notowane tylko spółki akcyjne lub komandytowo - akcyjne; inne podmioty muszą najpierw przekształcić się w spółkę akcyjną. Dopuszczenie następuje na podstawie prospektu emisyjnego, sporządzonego przez biegłego rewidenta i biuro maklerskie, oferujące później akcje spółki. W przygotowaniu prospektu mogą też uczestniczyć doradcy prawni lub finansowi. Prospekt składa się do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Komisja może wniosek odrzucić, przyjąć lub zażądać jego uzupełnienia. Po uzyskaniu pozytywnej decyzji KPWiG, emitent zwraca się do Zarządu Giełdy o dopuszczenie do publicznego obrotu. Na podstawie zgody Zarządu odbywa się publiczna oferta akcji. Jeśli oferta zakończy się pomyślnie (akcje zostaną sprzedane), należy je zarejestrować w sądzie, zdeponować w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych SA i wystąpić po Zarządu Giełdy o kolejną zgodę: na wprowadzenie akcji do obrotu na rynku podstawowym lub równoległym. Zarząd w odpowiedzi udzieli zgody, zawierającej między innymi system notowań akcji. Cała procedura może trwać bardzo długo i oczywiście ile to może kosztować. Wszystkie te zawikłane formalności mają jednak głęboki sens: mają chronić inwestorów giełdowych przed stratami. Jeśli KPWiG i Zarządowi GPW można stawiać jakieś zarzuty, to raczej o to, że na Giełdę trafiały spółki nie rokujące żadnej przyszłości, niż że stawiają za wysokie bariery. Czemu więc, mimo tych kłopotów sprzedaje się akcje na giełdzie? Po pierwsze, bez zezwolenia KPWiG wolno zaoferować akcje tylko 300 podmiotom. Zaoferować, to nie znaczy sprzedać takiej samej liczbie klientów. Oferta publiczna daje dużo większe perspektywy zbytu. Po drugie, notowanie akcji na giełdzie zwiększa płynność obrotu. Właścicielom akcji łatwiej będzie w przyszłości sprzedać lub kupić papiery. Po trzecie wreszcie, do giełdy warto się dobijać, żeby sprzedać ze znacznym zyskiem akcje już posiadane, np.: jako efekt założenia i uruchomienia spółki, czyli jak to się mówi w żargonie „skeszować” ją.
Cel emisji i publicznej oferty akcji musi być uwidoczniony w prospekcie emisyjnym. W początkowym okresie Skarb Państwa jako cel emisji wskazywał czasem prywatyzację. Obecnie zakłamanie w tym zakresie panuje prawie jak w PRL: wszelkie działania mają na celu zapewnienie dalszego, jeszcze szybszego rozwoju. Wydaje się jednak, że w rzeczywistości znacznie częściej chodzi o to, aby założyciele i obecni właściciele, po wprowadzeniu nowych akcji na parkiet, mogli „skeszować spółkę”.
Jak wygląda typowa historia emitenta „keszującego spółkę”? Spółka założona na początku lat 90. XX w. przez kilku młodych ludzi do handlu komputerami odniosła wielki sukces, nawet jak na skalę europejską. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych komputery przestały sprzedawać się same i ludzie sukcesu wzięli się za łby. Posiadacz niemal 50% akcji został usunięty od wszelkiego wpływu na losy spółki, a jednocześnie pozostali akcjonariusze nie chcieli go spłacić po cenach, jakie tylko jemu wydawały się realne. Wymyślił więc publiczną emisję akcji. Nie mógł określić jako przyczyny emisji trudności w zbyciu papierów szybko tracących wartość, więc wymyślił holding pięciu spółek, z których realną działalność prowadziła tylko owa spółka sprzedająca coraz mniej komputerów. Pozostałe były wirtualne. Nie wiadomo jak udało mu się przecisnąć przez potrójne sito selekcji, ale do publicznej sprzedaży doszło. Spółka w ciągu roku straciła kilkadziesiąt procent wartości, a żadna z wirtualnych spółek nie uruchomiła działalności. Andrzej W., w przeszłości prezes zarządu dwóch zagranicznych i jednego krajowego towarzystwa ubezpieczeniowego komentuje to krótko: „Dla akcjonariuszy to dobrze, że nic nie robią. W kraju w którym narodowym przemysłem jest wyłudzanie odszkodowań komunikacyjnych, ubezpieczanie samochodów przez internet to jak palenie w kominku banknotami”. W międzyczasie ktoś (ludzie? banki? fundusze emerytalne?) wydał pieniądze na kupno wątpliwych akcji.

Kto i jak gra na giełdzie?

Pełna socjologiczna i ekonomiczna analiza społeczności graczy może być trudniejsza do przeprowadzenia od analizy całego społeczeństwa. Społeczeństwo to w końcu zbiór ludzi. Gracze giełdowi to zbiór osób fizycznych i prawnych. A w każda osoba prawna może mieć inne cele i podejmować decyzje w inny sposób. podejmować decyzje. Decyzje kształtowane są zarówno przez świadomość, jak i podświadomość (kiedyś zatrułem się szynką spółki „X”, więc wstrząsa mnie na sam dźwięk ich nazwy); informacje jawne i dostępne, mniej lub bardziej przekłamane plotki, a także dane utajnione. Informacje kształtujące kurs akcji mogą dotyczyć spółki, jej akcjonariuszy, rynku na którym działa, innych spółek tej samej branży, całej giełdy, rynku kapitałowego krajowego i zagranicznego, koniunktury gospodarczej, sytuacji politycznej, pogody itd. Jedne z tych informacji mają większe znaczenie, inne mniejsze, a ich waga ulega ciągłym zmianom. Trudno też przewidzieć, w jaki sposób powszechnie znane wydarzenia ukształtują kursy GPW. Kryzys w dalekiej Azji może spowodować odpływ kapitałów z „emergency markets” (tak ładnie nazywa się rynki niedorozwinięte), ale możliwe jest też, że uciekający stamtąd kapitał, szukając miejsca nowych inwestycji trafi do Warszawy. Nawet samo ryzyko jest oceniane w sposób subiektywny: jedni inwestorzy chcą przede wszystkim nie stracić, inni grają na giełdzie jak w kasynie - albo rybka albo to drugie. Mimo wszystko pewną analizę celów graczy oraz ich zachowań można przeprowadzić. Generalnie graczy możemy podzielić na inwestorów i spekulantów. Obie te kategorie graczy chcą kupić akcje, które w przyszłości zdrożeją. Inwestorzy kupują akcje, zamiast lokat bankowych. Nie chcą stracić, papiery mogą trzymać nawet latami; liczą że dywidendy i przyrost cen akcji dadzą przychód większy niż odsetki bankowe. Spekulanci chcą zarobić jak najwięcej i jak najszybciej. Ryzyko spadku cen ich nie przeraża: śledzą sytuację na bieżąco i w razie potrzeby potrafią się wycofać z inwestycji szybciej niż inni. Generalnie obowiązują dwie techniki oceny sytuacji i przewidywania cen pojedynczych akcji (jest jeszcze tzw. analiza portfelowa do zarządzania całymi pakietami zróżnicowanych papierów) w przyszłości: analiza fundamentalna dla inwestorów i analiza techniczna dla spekulantów. Analiza fundamentalna polega na ocenie szans gospodarczych spółki (nowoczesności wyrobów, kosztów działalności, wartości znaku towarowego, kwalifikacji kierownictwa itp.) i warunków w jej otoczeniu (działa na rynku malejącym czy rosnącym, jej konkurenci są coraz silniejsi czy coraz słabsi, przepisy państwowe zmienią się na korzystniejsze czy mniej korzystne itd.). Na tej podstawie szacuje się, czy wyniki gospodarcze badanej spółki w przyszłości będą dobre, czy złe. Założeniem analizy fundamentalnej jest istnienie związku między wynikami spółki a ceną jej akcji. Człowiek który chce zaoszczędzić na emeryturę powinien trzymać się analizy fundamentalnej. Królem inwestorów jest Warren Buffet - drugi obecnie (po B. Gatesie) najbogatszy człowiek na świecie. Nawiasem mówiąc, mimo że zarobił on fortunę dla siebie i innych, w rozumieniu polskiego prawa ma za niskie kwalifikacje, aby być maklerem lub doradcą inwestycyjnym.
Założenia analizy technicznej polegają na są badaniu przebiegu dotychczasowych notowań i za pomocą stosunkowo prostych (nie tylko dla matematyków, lecz także inżynierów z prowincjonalnych uczelni) narzędzi matematycznych orzekaniu, co może stać się w przyszłości z cenami akcji. Metoda ta zakłada, że bieżące ruchy cen akcji są elementem zmian długookresowych, czyli trendów. Jej skuteczność polega jednak nie tyle na wiarygodności badania trendów, ile na tym, że mnóstwo graczy stosuje się do niej. Wielu szeregowych pracowników u inwestorów instytucjonalnych nawet nie musi myśleć, aby ją stosować. Mogą np.: mieć instrukcje o ograniczaniu strat i gdy cena zbliża się do dolnej granicy dopuszczalnych strat - automatycznie sprzedają akcje, obniżając jeszcze bardziej ich kurs. Inni chcą odzyskać zainwestowany kapitał i gdy tylko notowanie przekroczy o ułamek grosza cenę zakupu - sprzedają papiery.
Dla nawiedzonych istnieją oczywiście bardziej tradycyjne przewidywania przeszłości. Książki o prognozowaniu kursów giełdowych przy zastosowaniu astrologii i numerologii - (to starożytna magia liczb, przeżywająca renesans od czasu skonstruowania kalkulatorów elektronicznych) wydawano chyba nawet po polsku. Nie wiadomo dokładnie na ile są skuteczne, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby ktoś znał naprawdę pewną (obojętnie: naukową czy magiczną) metodę przepowiadania kursów, to nie pisałby o tym książek i nie udzielał wywiadów telewizji, ale zgarniałby kasę, trzymając gębę na kłódkę.
Normalny inwestor, ciężko zarabiający pieniądze we własnym sklepie lub warsztacie samochodowym może zmniejszyć kłopoty związane z badaniem rynku dzięki funduszom inwestycyjnym. Fundusz to pewna suma pieniędzy, którą zarządza towarzystwo funduszy inwestycyjnych - menedżerowie biorący z góry określoną prowizję za świadczone usługi. Fundusz może mieć profil nieokreślony, ale może też działać na konkretnym rynku (branży, obszarze geograficznym). Z technicznego punktu widzenia jest wiele rodzajów funduszy, różniących się polityką inwestowania i skłonnością do ryzyka (bezpieczne lub agresywne), a także formą prawną (otwarte, zamknięte, specjalistyczne, mieszane). Niektóre rodzaje funduszy są zwolnione z podatku dochodowego, do czasu likwidacji udziału. Rodzajem funduszy inwestycyjnych są też fundusze emerytalne. Dzięki zatrudnianiu profesjonalnych managerów, inwestowaniu w wiele papierów wartościowych i szybkości reagowania, fundusz powinien zarobić więcej pieniędzy niż drobny ciułacz. Jeżeli jednak fundusze kupują wyłącznie obligacje skarbu państwa o zmiennym oprocentowaniu, inwestor może zadać pytanie, za co właściwie płaci im prowizję? Czy sam nie potrafiłby wymyślić tak bezpiecznych inwestycji?

Jak zbankrutować na giełdzie?

Na zdrowy rozum zbankrutowanie na giełdzie wydaje się to trudne. Jeśli mamy akcje fabryki słodyczy albo operatora telekomunikacji, to może on osiągnąć zyski lub straty, ale ciągle pozostaną mu budynki, maszyny, linie telefoniczne, znak towarowy i klienci przyzwyczajeni od dziesięcioleci do jego towarów lub usług. Przecież to wszystko nie może zniknąć z dnia na dzień, albo nawet w ciągu roku.. Odpowiedź na to pytanie o przyczyny upadłości tkwi w mechanizmie tzw. dźwigni finansowej. Kupowanie i zwykłe trzymanie akcji jest marnowaniem pieniędzy. Przecież akcje są kapitałem. Pod ich zastaw możemy uzyskać kredyt bankowy. Co zrobić z pieniędzmi z tego kredytu? Oczywiście kupić następne akcje, które zaraz zastawimy! Do jakiej wysokości możemy się obciążyć? Jeżeli bank określi ryzyko spadku wartości akcji na 20%, to za jedną złotówkę możemy kupić akcji w cenie 5 zł. Jeśli rozsądnie skalkulowane ryzyko wynosi 10%, to za jedną złotówkę kupimy już akcje o wartości 10 zł. Niestety, w przypadku giełdowego krachu, na spłatę kredytu mogą nie wystarczyć zastawione akcje. Urzędników nic nie będzie obchodziła wcześniejsza własna kalkulacja ryzyka, będą ściągać należność (np. na podstawie weksla in blanco) również z naszego domu lub samochodu. Tak można stracić wszystko i nadal mieć długi.
Powyższy mechanizm stymuluje wahania koniunktury. W czasie hossy (długotrwały silny wzrost cen i sprzedaży akcji, zwany także „rynkiem byka”) mechanizm dźwigni finansowej (inaczej nazywanej lewarowaniem) zwiększa popyt na akcje, a więc również ich ceny. Kiedy rynek załamie się, banki (i wszyscy inni pożyczkodawcy) mówią: wyczerpał Pan swój limit kredytowy, proszę przynieść nowe pieniądze, albo sprzedać akcje na pokrycie długu. Własne akcje inwestorzy mogli by trzymać, do czasu poprawy koniunktury. Konieczność spłaty długów zwiększa podaż akcji w czasie bessy, przyczyniając się do jeszcze szybszego spadku ich cen. Innym sposobem zwiększenia ryzyka, lub jak kto woli bardziej efektywnego wykorzystania własnego kapitału są instrumenty pochodne. Istnieje wiele rodzajów instrumentów pochodnych, ale ich istota sprowadza się do jednego: jest to rodzaj praw majątkowych, których cena zależy bezpośrednio lub pośrednio od ceny papierów wartościowych (towarów, walut i wszystkiego co jest notowane na giełdzie). Typowym instrumentem pochodnym jest opcja. Jest to umowa, w myśl której wystawca zobowiązuje kupić lub sprzedać w określonym terminie, określoną ilość instrumentów podstawowych (np. akcji, obligacji) po określonej cenie. Za zawarcie takiej umowy trzeba oczywiście wystawcy zapłacić. Istnieją dwa rodzaje opcji: put i call. Opcja call to prawo żądania sprzedaży określonych papierów (towarów, dewiz), opcja put to prawo do żądania od jej wystawcy kupienia dobra po ustalonej wcześniej cenie. Jak łatwo zauważyć, w przypadku opcji zarobić można nie tylko na wzroście cen akcji, ale również na ich spadku. Jeżeli przewidujemy spadek kursu jakichś papierów, to możemy zobowiązać się do jego sprzedaży po cenie obecnej za jakiś czas, czyli wystawić opcję call. Inkasujemy należność za opcję, kurs spada, nikt nie chce jej kupić po cenie wyższej niż na giełdzie i wpływ za opcję pozostaje nam w kieszeni. Albo inaczej: kupujemy opcję put po cenie dzisiejszej, kurs akcji spada, w dniu realizacji kupujemy akcję na giełdzie i sprzedajemy po cenie uzgodnionej w opcji, inkasując różnicę.
Najważniejsza przyczyna wielkiej popularności opcji (i podobnych instrumentów: warrantów, futures itp.) polega jednak na czymś innym. Jeżeli handlujemy akcjami, to zmiana ich cen w rozsądnym czasie (najczęściej pochodnymi obraca się w terminach kwartalnych) w większości przypadków będzie stanowiła niewielki (np. 5 - 10 - 20%) ułamek ceny wyjściowej i tyle też - po potrąceniu kosztów - możemy na swojej inwestycji zarobić. Jeśli sprzedamy lub kupimy opcję, dotyczącą zmiany ceny o 5% i cena zmieni się o 2% to zarobek lub strata może stanowić już kilkadziesiąt procent zaangażowanego w transakcję kapitału. Ale jeśli sprzedamy lub kupimy opcję, dotyczącą zmiany ceny o 5%, a cena akcji zmieni się o 7%, to możemy zarobić (lub stracić) ponad 100% zaangażowanego kapitału! Ta gra jest ryzykowna, ale może przynieść korzyści dużo większe niż inwestowanie w instrumenty podstawowe. Na ile giełdy są miejscem rozsądnego inwestowania, a na ile spekulacyjnego hazardu? Odpowiedź na to pytanie może częściowo dać analiza struktury obrotów na giełdach papierów wartościowych.
Innym instrumentem są indeksy giełdowe. Kiedyś indeksy giełdowe, obejmujące wszystkie lub wybrane (pod względem wielkości emitenta, jego przedmiotu działania itd.) były tylko miernikiem zmian cen grup (w skrajnym przypadku wszystkich notowanych na danej giełdzie) papierów wartościowych. Dziś coraz częściej konstruuje się portfele papierów wartościowych o strukturze identycznej ze strukturą indeksów. Dzięki temu gracze nie muszą grać na zmianę kursy poszczególnych akcji, mogą grać „na indeksy”. Teoretycznie indeksy powinny być stabilniejsze, bo obejmują szeroki wachlarz spółek: stabilnych i o zmiennych kursach, rosnących i malejących. Generalnie łatwiej przewidywać wzrost lub spadek wyników całej gospodarki lub jakiegoś jej sektora (np.: banków, budownictwa) niż pojedynczej spółki, której kursem może zachwiać byle samobójstwo prezesa zarządu. Ale w czasie bessy (długotrwałego silnego spadku wszystkich akcji, czyli „rynku niedźwiedzia”) nawet indeksy o najszerszym wachlarzu uwzględnianych spółek mogą szybko zjechać w dół.
Wiele słyszy się o nadużyciach giełdowych, chociaż bardzo trudno wskazać kogoś, kto zostałby za nie skazany. Na czym polegają takie nadużycia? Oprócz związanych z giełdą typowych przestępstw gospodarczych (defraudacje, oszustwa, fałszerstwa, hacking itd. itp) istnieją dwa rodzaje przestępstw typowych tylko dla giełdy: transakcje na podstawie dostępu do informacji niejawnych i manipulowanie kursem akcji.
Dostęp do informacji jawnych polega na tym, że władze spółki (jej pracownicy, kontrahenci, kancelarie adwokackie, notariusze, urzędnicy państwowi wydający zezwolenia lub decyzje podatkowe, sędziowie wydający wyroki sądowe itd. itp.) wcześniej od innych wiedzą o pomyślnych lub niepomyślnych wydarzeniach dotyczących podmiotu, a więc wpływających na kurs akcji. Zgodnie z prawem, nie wolno im wszystkim podejmować decyzji inwestycyjnych, ani zdradzać osobom trzecim, zanim informacje nie zostaną podane do publicznej informacji. W rzeczywistości zaś ...
Manipulowanie kursem akcji polega najczęściej polega na tym, że gracz dyskretnie skupuje tanio akcje niewielkiej spółki, potem zaczyna handlować nimi sam ze sobą (przez podstawione osoby) po coraz wyższych cenach, a kiedy kurs zostanie odpowiednio wyśrubowany szybko wyprzedaje portfel i przechodzi do innej działalności. Ze względu na niedostatek kapitału w Polsce, najczęściej całość operacji musi sfinansować kilka osób, co w żargonie inwestorów giełdowych nazywa się „spółdzielnią”. Nazwę inwestorzy przejęli od piłkarzy ligowych, którzy czasem zespołowo handluję meczami pod koniec sezonu ligowego. Ci zaś ... Czy to częste zjawisko? Wszystko wskazuje na to, że nigdy się nie dowiemy. Parę lat temu oficer UOP zameldował, że znany poznański biznesmen oferował mu dwa miliony (nowych) złotych, za ukręcenia łba sprawie o giełdową „spółdzielnię”. O wyroku za przekręty giełdowe nie słychać. Czy biznesmen oferował łapówkę za umorzenie nieistniejącej sprawy, czy policjant miał urojenia, czy też może wziął kto inny, wyższy stopniem, a więc zapewne więcej, po dziś dzień nie wyjaśniono. Ale kwota mówi coś o skali operacji akcjami spółki, dla której słowo „trzeciorzędna” mogłoby być komplementem.

AZ

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
ap-11-144.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
wulkanizator_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046226.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  dworzec_peron_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.