Sobota, 24.02.2018 r. Imieniny: Macieja i Bogusza
Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja dla przemocy

Tadeusz Kotarbiński
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

Jasia z mysimi warkoczykami

Janina Wilczyńska 2010-01-30
monika 2_70.jpgMała, chuda, z mysimi warkoczykami o imieniu Jasia pochodziła z ubogiej rodziny. Rodzice Jasi byli głuchoniemi.

Rodzina mieszkała na przedmieściach Warszawy w dzielnicy, którą lepiej omijać z daleka. Częste rozboje, kradzieże w tej dzielnicy niejednokrotnie były tematem, które w tamtych czasach nie schodziły ze szpalt gazet. Kamienica, w której mieszkała rodzina, była obskurna, jednopiętrowa. W budynku brak wody bieżącej, ogrzewania. 0brzydliwa ubikacja usytuowana była na zewnątrz. Izby w tym budynku były pojedyncze dla każdej rodziny, bez względu na to, ile osób w niej zamieszkiwało. Mieszkanie miało zaledwie 9 m2, a zajmowało je aż 7 osób. Mimo ciasnoty w mieszkaniu zawsze było czysto i schludnie, bo dzieci były nauczone, że muszą dbać o czystość i porządek. W takich warunkach, atmosferze i dzielnicy wychowywała się Jaśka.

Rodzina

Dziewczynka miała o 10 lat starszą od siebie siostrę Krysię, brata Janka i Grzesia, bliźniaka, którego nie dane było jej zobaczyć.

Historia z Grzesiem, jego zaginięciem, miała miejsce w latach 1943-1944, podczas Powstania Warszawskiego. Kiedy Grzesio i Jasia mieli około 8 miesięcy, Grześ zachorował na zapalenie opon mózgowych. Matka musiała oddać syna do szpitala dziecięcego na ulicę Litewską. Szpital na Litewskiej przeznaczony był do ewakuacji, ponieważ Niemcy mieli go bombardować, więc w pośpiechu dzieci przewieziono na ulicę Śliską, a potem ewakuowano do miejsca, o którym nikt do dzisiaj nie wie. Dokumenty ze szpitala z ulicy Śliskiej spłonęły podczas pożaru. Tylko z Litewskiej rodzina otrzymała dokument informujący o przewozie dzieci na ulicę Śliską.

Grześ wyzdrowiał i mama Jaśki udała się po niego do szpitala. Niestety Niemcy nie chcieli przepuścić kobiety ze strony praskiej na drugą stronę Warszawy. Odgrażali się, że jak nie zawróci, to ją zastrzelą. Co miała robić, wróciła do pozostałych dzieci pozostawionych w domu, po drugiej stronie Warszawy z bezradnym głuchoniemym ojcem. Kiedy ponownie wybrała się po syna, dowiedziała się, że dzieci ewakuowano, tylko nie wiadomo, dokąd. Sugerowano Grodzisk Mazowiecki, ale odpowiedziano, że takiego dziecka nie było w transporcie.

Syna poszukiwała mama z ojcem, szukał brat matki, jej siostra Krysia, Jaśka też podjęła starania, kiedy była już dorosłą kobietą.

Ostatnią datą, kiedy Jaśka ponownie poruszyła sprawę zaginięcia brata, był program telewizyjny. „Ktokolwiek widział, Ktokolwiek wie”. Bez rezultatu.

Biedne dzieciństwo

Dzieciństwo dziewczynki było trudne i niezbyt szczęśliwe. Czuła się nikomu niepotrzebna. Początkowo dziewczynka nie mogła porozumieć się z matką ani z ojcem. Brak jej było głosu ukochanych rodziców. A, że była zaradna i bystra, szybko nauczyła się języka migowego i przebierała paluszkami tak szybko, że inni nadziwić się nie mogli, że taka maleńka i tak (miga) rozmawia z rodzicami. W tramwaju zerkała na innych, jak się jej przyglądają, i coraz więcej paplała po migowemu, aby popisać się. W pewnym stopniu sprawiało jej to przyjemność. Nigdy nie wstydziła się niemych rodziców.

Odrzucana przez rodziców rówieśników tylko z powodu, że była córką biednych, głuchoniemych, przeżywała swoją tragedię. Mimo zakazów widywała się z koleżankami podczas nieobecności rodziców. Lubiana była przez rówieśników, gdyż była dzieckiem wesołym i pogodnym. Wszędzie było jej pełno. Najlepiej lubiła towarzystwo kolegów. Właziła z nimi na drzewa, grała w „palanta”, bawiła się w „podchody”. Zawsze i wszędzie przewodziła.

Brat jej Janek, starszy o dwa lata, był małym łobuziakiem i szefem grupy wyrostków z dzielnicy. Jedni się go bali, inni poważali, choć nigdy nikomu nie wyrządził krzywdy. Jaśka przy takim bracie czuła się bezpieczna i nie bała się nikogo. Pewnego dnia dziewczynka nakryła brata, że od dłuższego czasu chodzi z kolegami na wagary.

-Jeśli mnie nie weźmiesz ze sobą, poskarżę się mamie – powiedziała do brata. - Jak się gówniaro poskarżysz mamie, to Ci tak przyleję, że się nie podniesiesz - odparował. Ale tak Jaśka wymogła pierwsze wagary. Matka dowiedziała się o nich jednak i tak się zdenerwowała, że spuściła dzieciom straszne manto „dyscypliną”, którą to kazała specjalnie zrobić, aby lać nią dzieci. „Dyscyplina” to kawałki pasków ze skóry powiązanych w supły przybitych do trzonka drewnianego. Jak oberwało się tą dyscypliną to nieraz ciała dzieci były posiniaczone. Sprytny Janek często chował „dyscyplinę” i zanim matka ją znalazła, była już udobruchana i nie biła tak mocno.

W domu często brakowało dobrego jedzenia i pieniędzy na ubrania. Dziewczynka bardzo lubiła jeść chleb polany wodą i posypany cukrem. To było coś w rodzaju słodyczy, na które nie stać było rodziców. Dzieci chodziły często głodne, biednie odziane, ale czyste i schludne.

Jaśka już od najmłodszych lat sama musiała zadbać o siebie. Często prasowała i nie raz przepierała swoje rzeczy, gdyż matka wciąż była zabiegana i zapracowana. Dzieciaki czuły się opuszczone i niepotrzebne nikomu. Starszy od Jaśki Janek zawsze robił, co tylko chciał. Włóczył się z kolesiami, wagarował. Niewiele obchodził go los młodszej siostry.

jaska.jpg

Mama i tata

Były też miłe dni, kiedy to matka przynosiła z pracy trochę masy krówkowej, z której kroiło się cukierki „krówki ciągotki”. Jaśka bardzo je lubiła.

Dziewczynka bardzo kochała matkę. Często czekała na nią, kiedy ta wracała z pracy z II zmiany. Jeśli dziewczynka spała, to zawsze wyczuwała zapach podgrzewanego jedzenia, które przygotowywała sobie matka po powrocie z pracy. Zapach budził ją. Wtedy wstawała z łóżka, by mamie pomagać w jedzeniu. Lubiła, gdy matka po powrocie całowała ją i przykrywała kołdrą. To były niezapomniane pieszczoty, które dziewczynka zawsze przypominała sobie, gdy była bardzo smutna.

Dziewczynka widziała, że rodzice nie bardzo są ze sobą szczęśliwi i z tego powodu była często smutna. Nic dziwnego, bo ojciec starszy był od mamy o 19 lat. Mama może nie czuła się szczęśliwa, bo wciąż gdzieś wychodziła z domu w wolnych chwilach. Kiedyś Jaśka podejrzała mężczyznę, który często przyjeżdżał pod okna ich mieszkania. Tata też zauważył kochanka żony. Wpadł w szał i niewiele namyślając się, złapał siekierę i pognał za kochankiem. Mała dziewczynka widząc, co się dzieje, pobiegła za tatą. Złapała ojca za poły ubrania i z płaczem pociągnęła z powrotem do domu. Nigdy nie zapomniała tego starego człowieka, jak płakał. Przez jakiś czas kochanek nie pokazywał się. Incydent ten w przyszłym dorosłym życiu zaważył na delikatnej psychice dziecka.

W szkole i na podwórku

Lubiła bawić się w szkołę. Wyobrażała sobie, że jest nauczycielką i uczy dzieci. Zbierała dzieciaki z okolicy, rozdawała im ołówki, kartki i dyktowała dyktanda. Czytała z dziećmi, a tym, które miały naprawdę z nauką problemy, pomagała. W szkole dziewczynka była gorzej traktowana przez panią, bo nie umiała się podlizywać, a rodzice do szkoły nie nosili prezentów. Miała ładny charakter pisma, który odziedziczyła po ojcu, ale pani nigdy nie pochwaliła jej za kaligrafię i ładnie prowadzone zeszyty. Dziecko buntowało się na tę niesprawiedliwość i coraz bardziej zniechęcało do nauki. Ale zdolna była jak i jej brat. Czuła się jednak zawsze gorsza od innych i coraz bardziej odsuwała się od rówieśników z klasy. Skrzywdzona przez dorosłych zamykała przed sobą świat, który kiedyś wydawał się być piękny.

Jaśka przyjaźniła się z Baśką, koleżanką z klasy. Baśka pochodziła z majętnej rodziny i jej matka zabraniała jej kontaktu z Jaśką. Dziewczynki mimo zakazów spotykały się często, ale tylko pod nieobecność matki.

Pewnego dnia Baśka zaprosiła do domu Jasię podczas jej nieobecności. - Dam Ci ładną bluzeczkę, której nie lubię - rzekła Baśka. Wyjęła wtedy piękną różową bluzeczkę z kryształku. Delikatna, piękna bluzeczka. Dziewczynka zachwycona podziękowała i pobiegła do domu. Była szczęśliwa jak nigdy. Na drugi dzień przyszła Baśka zapłakana i powiedziała:
- Oddaj mi bluzkę, proszę, bo mama kazała mi natychmiast ją przynieść.
- Dobrze - odpowiedziała dziewczynka i rozpłakała się.
- Nie martw się – Basia przytuliła się do Jasi – Dam Ci inną bluzkę, o którą mama nie zapyta.
Cóż, Joasia nie nacieszyła się zbyt długo śliczną bluzeczką.

Pożar

Starsza siostra Krysia była mężatką. Miała maleńką kilkumiesięczną córeczkę. Mąż znęcał się nad nią. Bił ją i zdradzał. Kiedyś przyjechała z dzieckiem do domu rodziców. Była pobita i sine znaki na twarzy. Tata prosił ją, aby zatrzymała się u niego. Krystyna nie chciała się zgodzić na propozycję ojca. Powiedziała, że kocha męża i nie może odejść od niego. Niestety sytuacja się powtórzyła i ojciec pojechał po nią i zabrał do domu – do tego ciasnego mieszkania.

Pewnego dnia Krystyna pozostawiła córeczkę pod opieką 8 letniej siostry. Kiedy mała spała, Jaśka poleciała do Baśki tylko po chleb, bo była bardzo głodna, i całkiem zapomniała, że na kuchni pozostawiła gotujące się mleko. Chwila moment, kiedy wpadł Janek i złapał Jaśkę za warkoczyki i ciągnął ją za nie. Uderzył raz, drugi. Bił dziewczynkę na oślep, bił za to, że mogła spowodować pożar, a Zosia by zaczadziła się.

To sąsiadki poczuły swąd mleka i wpadły do mieszkania. Zabrały dziecko do siebie. Kiedy przyszła siostra, matka małej Zosi, ponownie zbiła Aśkę. Biła i kopała. Baśka zasłaniała rękami twarz i głowę. Ta jednak nadal biła, aż się zmęczyła. Kiedy wróciła mama dziewczynka, znowu dostała taką samą porcję. Dziecko było skatowane, sponiewierane. Chciała w tym momencie umrzeć, bo czuła się winna, obolała i bardzo nieszczęśliwa. Chciała iść z domu jak najdalej od tego piekła, ale nie wiedziała gdzie? Jedynie ojciec po powrocie z pracy przytulił do siebie córeczkę. Dziewczynka była mu wdzięczna i kochała go za to, że był przy niej i tulił ją.

Cukierki od wujka

Jasia widząc, że inni mieszkają lepiej, żyją w lepszych warunkach, posiadają więcej niż jej rodzina, pomyślała, że nie ma sprawiedliwości. Pragnęła lepszego życia dla siebie. Zazdrościła koleżankom, że mają duże domy, pieniądze, a jej rodziców na nic nie stać. Trudną sytuację rodziny, a przede wszystkim dziecka wykorzystywali inni. Najgorsi byli sąsiedzi. Źli, okrutni, mający skłonności do małych dzieci.

Jeden z sąsiadów mamił dziewczynkę drobnymi kwotami pieniędzy, łakociami. Namawiał dziecko, aby najpierw pozwoliła pocałować się w czółko, dotknąć jej drobnego ciałka. W miarę upływu czasu pozwalał sobie na coraz to śmielsze dotykania. Drobne małe piersi dziecka były rarytasem dla faceta, który był już nie pierwszej młodości, a za ścianą rósł piękny pączek kwiatka.

Łapy jego coraz śmielej sięgały po to dziecko. 0bleśny, sprytny, tanim kosztem zadowalał się małą dziewczynką. Jaśka mając zaledwie 8 lat nie zdawała sobie sprawy, że jest wykorzystywana. Sądziła, że ma wujka, który jest dobry, bo daje słodycze, pieniążki na cukierki i lemoniadę. Była ufna i przy tym naiwna. Nie bała się ludzi, bo nikt dotąd nie zrobił jej krzywdy.

Pasja, którą wykorzystano, by skrzywdzić

Dziewczynka lubiła rysować, śpiewać. Zbierała wycinki z wyrzucanych gazet na śmietnikach. Zbierała zdjęcia ulubionych piosenkarzy, aktorów. Kiedyś na śmietniku znalazła wyrzucone koperty ze znaczkami pocztowymi. Bardzo jej się spodobały i zaraziła się zbieractwem znaczków. Pokazywała wszystkim swoje znaczki. Była dumna ze zbiorów. W okolicy głośno było o nowym hoy dziewczynki. Wykorzystał to chłopak mieszkający w drugiej oficynie. Stasiek był starszy od dziewczynki o 10 lat. Pewnego dnia powiedział do niej:

- Wiem, że zbierasz znaczki pocztowe. Mogę Ci je pokazać i jak będziesz chciała, to wybierzesz sobie kilka z nich.
- Zapraszam Cię do siebie Jasiu, zobaczysz, jakie mam piękne znaczki. Dziecko z ufnością poszło za chłopakiem do jego mieszkania. Tam nim się spostrzegła, chłopak złapał ją od tyłu, zatkał usta wielką łapą i rzekł - Jak tylko zaczniesz krzyczeć, to Cię zabiję! - Popchnął dziecko na łóżko i powalił się na nią. Zaczął zrywać z niej sukieneczkę i wkładać łapy pod majteczki. Jaśka darła się wniebogłosy, a wtedy Staszek uderzył ją pięścią w głowę. Dziewczynce zrobiło się ciemno przed oczami i straciła przytomność. Nie wie, co potem działo się z nią.

Kiedy się ocknęła, siedziała na brudnym łóżku w brudnym mieszkaniu chłopaka. Potargana w poszarpanej sukience cicho płakała. Chłopak był przy niej. – Jeśli powiesz cokolwiek bratu, albo komukolwiek to naprawdę Cię zabiję. - Rzekł, po czym wyprowadził zapłakane dziecko na podwórze.

Dziewczynka poszła do domu obolała, przestraszona, zapłakana. Nikogo w domu nie zastała, więc umyła się, zmieniła sukieneczkę i położyła się na chwilę. Wyczerpana zasnęła, nie poszła na dodatkowe zajęcia do szkoły. Zanim matka i inni wrócili, trochę ochłonęła.

- Co ci jest - zapytał Janek po powrocie ze szkoły - Wyglądasz okropnie.- Prześpij się, siostro. - Nic mi nie jest - odpowiedziała Jaśka. – Boli mnie tylko głowa. Brat nic już nie odpowiedział, odwrócił się na pięcie i poleciał do kolegów.

Nikt więcej o niczym nie wspomniał. Baśka milczała jak zaklęta. Nigdy nikomu nie powiedziała o zaistniałym incydencie. Wymazała go z pamięci aż do dziś. A Staszek jakby zapadł się pod ziemię. Dziewczynka prawie go nie widywała.

Na swój sposób dziewczynka czuła się szczęśliwa, bo miała rodziców, a inne dzieci nie miały nawet pełnej rodziny.

Był rok 1955

Pewnego dnia tata dziewczynki pozostał w domu, ponieważ miał urlop. Ogolił się, założył białą koszulę, ubrał odświętny garnitur. Jaśka była trochę zdziwiona, że tata zamiast wyjść z domu, położył się na tapczanie. Zapytała ojca na migi, dlaczego się kładzie, odpowiedział, że poczuł się zmęczony i chce chwilę odpocząć.

Dziewczynka usiadła do stołu, który był przystawiony do tapczanu. Odrabiała lekcje. W pewnym momencie poczuła, że stół z impetem posuwa się w jej stronę. Wtedy zobaczyła na tapczanie tatę, który spadał z tapczanu, ale stół zatrzymał jego upadek. Dziewczynka z przerażeniem patrzyła na ojca, ubrudzonego wymiocinami. Piękna biała koszula była czerwona od wymiocin z pomidorów. Jaśka popchnęła tatę dalej na tapczan, aby nie spadł na podłogę, i z krzykiem wybiegła z mieszkania. Wpadły sąsiadki, które zamiast same wezwać pogotowie, wysłały dziecko do pobliskiej straży pożarnej, aby wezwała pomoc. Pobiegła, całą drogę szlochając. Gdy dotarła na miejsce, nie była w stanie wymówić ani jednego słowa. Po chwili bełkotliwie opowiedziała o zdarzeniu i że prosi o karetkę, ale panowie odesłali dziecko do domu. - Biegnij do domu i przyślij kogoś dorosłego- rzekł jeden z nich.

Zanim ktoś ponownie zawiadomił pogotowie ratunkowe i nim przyjechało, była godz. 23.00 Ojciec Jasi zachorował około 14:00.

Na drugi dzień rano jakaś kobieta zaczepiła wychodzącą z klatki schodowej Jaśkę. - Czy mieszkał w tym domu pan Tadeusz M? - zapytała kobieta. Dziecko rezolutnie zapytało. – Dlaczego pani pyta, czy mieszkał? Ten pan mieszka, to mój tata. Kobieta zaniemówiła, a po chwili zapytała, czy w domu jest ktoś dorosły. -Nie – rzekła mała - Wszyscy są w pracy, a Janek w szkole. Kobieta odeszła, a Jaśka po chwili zastanowienia pełna złych przeczuć zaczęła płakać. Pobiegła za kobietą. Kiedy ją dogoniła, zaczęła szarpać jej jesionkę i prosiła - Niech mi pani powie, to mój tata. On nie żyje, prawda. Niech pani powie –krzyczała – Ja wiem, to pani powiedziała, czy mieszkał – nie dawała za wygraną.

I tak Jaśka mając 12 lat została półsierotą, bez ojca, który nigdy jej nie uderzył. Jedyny człowiek, który, mimo iż nie okazywał dziecku miłości, był dla niej dobry. Po prostu dobry. Zdarzało się, że kiedy matka biła, osłaniał ją, często płakał z tego powodu, bo bał się przeciwstawić żonie. Nie szczędziła matka razów dzieciom. Biła, gdzie popadło za byle przewinienia, a tylko dlatego, że była bezsilna, nerwowa. Nie mogła na nie nakrzyczeć, więc w ten sposób radziła sobie z problemami.

Dom Dziecka

Zaraz po śmierci ojca pojawił się kurator. W krótkim czasie zdecydował, że dzieci powinny iść do Domu Dziecka. Stwierdził, że niemowa matka nie podoła wychowaniu. Mama zgodziła się, bo i tak trudno jej było wyżywić rodzinę. Brata starszego nie oddała, bo nim miał się zająć sąsiad, który nie miał dzieci. Załatwił mu szkołę przyzakładową, gdzie Janek uczył się zawodu.

Nadszedł dzień, kiedy dziewczynka musiała opuścić rodzinny dom. Przyszła kuratorka i zabrała dziecko. Jaśka wyrywała się, kopała kuratorkę, ugryzła w rękę. Siostra z matką pomagały w zabraniu dziewczynki. I tak znalazła się w Domu Dziecka na Okęciu przy ulicy Sabały 21. Był to stary budynek, albo po policji, albo po wojsku.

Koszmar

W domu Dziecka koszmar. Najpierw obejrzano głowę nowej, po stwierdzeniu insektów wylano na głowę Jaśki jakiś śmierdzący płyn, a na drugi dzień ją ogolono. W jej pokoju były piętrowe łóżka. Szare koce na wierzchu. Ponury i brzydki był ten pokój. W oknach kraty, a brzydki zapach unoszący się wokół dopełniał całości. Po raz pierwszy mogła wybrać sobie łóżko. Wybrała łóżko piętrowe.

Dyscyplina, jaka panowała w Domu Dziecka, nie zrobiła na niej większego wrażenia. Dbała o swoje miejsce do spania, dbała o siebie. W szkole szybko się zaadaptowała. Dała się poznać jako dobra i pilna uczennica. Miała dobre oceny, była uczynna i lubiana przez rówieśników i nauczycieli.

Lata mijały. Jasia była uczennicą klasy VI.

Nadszedł dzień, kiedy dzieci miały przenieść się do pięknego nowego domu na Kole. Wszyscy się cieszyli. Nowy dom okazał się wspaniały. Małe pokoiki po trzy, cztery wygodne łóżka. Przy każdym łóżku szafki nocne. Białe muślinowe firanki i kolorowe zasłonki. Każda z dziewczynek miała w szafie swoje półeczki. Łazienki z bidetami. To było królestwo dla dzieciaków. Sale do odrabiania lekcji, piękna przestronna sala balowa. A na dziedzińcu podwórka ławeczki, klomby, kwiaty i pośrodku fontanna. Tutaj by było dobrze, gdyby nie wychowawczyni grupy, pani N. Pani ta wciąż się modliła, ale litości dla dzieci nie miała. Szarpała za uszy, waliła po plecach. Biła linijką po rękach. Władcza, nie znosiła sprzeciwu. Cokolwiek dzieci zrobiły, wciąż była niezadowolona. Dzieci jej nie lubiły.

Dziewczynka jeździła do domu wtedy, gdy siostra lub mama przyjeżdżały po nią. Rzadko jednak przypominały sobie o niej. Jaśka była nawet zadowolona z tego powodu. Tu w Domu Dziecka miała już swoje królestwo, a wychowawczyni pani B miała wolne. Tu nie była głodna, chodziła czysto ubrana i miała swoje wygodne łóżko.

Powódź i pokusa

Nadeszły czasy, kiedy w Pułtusku była wielka powódź. Szkoła na Kole zorganizowała zbiórkę dla powodzian. Wybrano ochotników, którzy będą chodzić po domach i zbierać ubrania i pieniądze dla powodzian. Joaśka i jej koleżanki z Domu Dziecka znalazły się w grupie dzieciaków, które chętnie chodziły po domach i zbierały odzież i pieniądze dla powodzian. Zbiórkę pieniędzy odnotowywano na listach, które były podpisywane przez mieszkańców. I wszystko dobrze by się skończyło, gdyby nie fakt, że dzieciaki z Domu Dziecka wzięły sobie kilka ładnych ciuszków. Poukładały je sobie w swoich pięknych szafkach, dopóki ich nie znalazła pani N. Pani N. tak się wściekła, że zażądała wyrzucenia Jaśki z Domu Dziecka. Inne dzieci, które nie miały domów, miały inną karę.

Po skończeniu szkoły podstawowej dziewczyna musiała opuścić dom, który lubiła, w którym czuła się bezpieczna. Nie pomogły prośby. Próbowała przeprosić, ale na nic nie zdały się przeprosiny. Pani N. była nieugięta. Janka prosiła o inną karę, bo ta była dla niej karą jej życia, zbyt srogą za kilka ubranek, które i tak pani N. zabrała dzieciom.

Wróciła do ciasnoty

W Szkole Handlowej w pierwszej klasie dostała poprawkę z geografii. Pani nauczycielka zadała dziewczynie jedno pytanie. Jaśka nie znała odpowiedzi, więc pani nie zaliczyła je poprawki. Dziewczyna prosiła, aby dała jej szansę i postawiła inne pytanie. Niestety nie chciała.

Zanim dziewczyna wróciła do domu dostała wysokiej temperatury. Jej życie było zagrożone. Lekarze podejrzewali zapalenie opon mózgowych. Po powrocie do zdrowia Janka straciła chęć do nauki. Zmieniała szkoły. Nigdzie nie zagrzała miejsca.

Siostra pomogła umieścić dziewczynę w Bursie na Długiej. Tam też nie zagrzała długo miejsca, bo zakochała się nieszczęśliwie. Starszy od niej Jurek rozkochał ją w sobie, a potem zostawił dla swojej byłej dziewczyny. Jasia truła się. Ledwo ją odratowano. Musiała opuścić Internat.

Nie miała środków do życia. Najpierw, mając 16 lat, zaczęła pracować jako jako sprzątaczka. Myła brudne ubikacje znajdujące się na podwórkach. Wstawała o piątej, czasem o czwartej rano i niosła kubły z gorącą wodą, aby zlewać zmrożone fekalia, potem skrobać je szuflą. Mdlała, wymiotowała, ale nie zgodziła się na łatwy zarobek. Wyrosła na ładną panienkę. Jaśka, jak i inne dziewczyny, mogła mieć pieniądze, tylko za jaką cenę? Miała różne propozycje i widziała wiele młodych dziewczyn, które szły na łatwiznę, ale jej to nie odpowiadało. To, co przeżyła w dzieciństwie, zapamiętała na całe życie.

Zmieniała pracę, lecz nie mogła dostać dobrej, bo była nieletnia i bez wykształcenia. Wreszcie powiedziała dość. Tuż przed ukończeniem 18 lat zapisała się do Technikum Ekonomicznego na ulicę 0twocką. Egzaminy zdała bardzo dobrze. Po 5 latach szkołę ukończyła z powodzeniem. Zdała maturę z wynikiem bardzo dobrym.

Jeden z kolegów pomógł jej w załatwieniu pracy na stanowisku kasjerki w MZK na ulicy Senatorskiej, potem znalazła pracę w PHZ Polot. Zmieniała pracę w zależności od tego, co jej proponowano. Pracowała w Ministerstwie Sprawiedliwości jako Naczelnik Wydziału, a na koniec w CUP. Z tej ostatniej poszła na rentę ze względu na stan zdrowia.

Mając 24 lata wyszła za mąż. Dzieci nie miała. Dalsze niezbyt szczęśliwe koleje życia Janki w innym rozdziale.

Jej brat Janek ukończył studia. Jest na eksponowanym stanowisku. Ma wspaniałą rodzinę. Kochającą żonę, dzieci i wnuki.

Janina Wilczyńska, Warszawa



OD AUTORA: Dlaczego napisałam o swoim dzieciństwie? Napisałam, bo może przeczyta to ktoś, kogo życie nie było usłane różami. Ktoś, komu także jest trudno i nie ma ochoty się uczyć. Nigdy na naukę nie jest za późno. Jedno jest pewne. Wszystko można pokonać, jak się chce. Zawsze można pozostać człowiekiem wartościowym, wiernym swoim ideałom – tylko trzeba chcieć.
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
img_4561ap.jpgimg_5262-ap.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
50.perspektywy_kacikap.jpgchytry_traci_kacik.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2018 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.