Poniedziałek, 06.04.2020 r. Imieniny: Celestyna i Wilhelma
Nie w poznaniu leży szczęście, lecz w dążeniu do niego.

Edgar Allan Poe
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Redakcja 2006-02-17
tetmajer100.jpgPoeta, powieściopisarz, nowelista, dramaturg, urodzony w 1865 w Ludźmierzu, zmarł w 1940 w Warszawie.

W 1883 roku, po sprzedaży majątku, rodzina Tetmajerów przeniosła się do Krakowa, gdzie przyszły poeta uczęszczał do gimnazjum. W 1884 zdał maturę i rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był współredaktorem "Kuriera Polskiego" (1889-93). W 1895 jako sekretarz Adama Krasińskiego przebywał w Heidelbergu. Po powrocie mieszkał w Krakowie i Zakopanem, odbywał także liczne podróże po Europie - do Włoch, Szwajcarii, Francji i Niemiec. Podczas I wojny światowej był ideowo związany z Legionami, redagował także pismo "Praca Narodowa" i zorganizował Komitet Obrony Spisza, Orawy i Podhala. Po wojnie zamieszkał w Warszawie, w 1921 został wybrany prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, w 1928 wyróżniony nagrodą literacką miasta Warszawy, w 1934 mianowany członkiem honorowym Polskiej Akademii Literatury. Choroba psychiczna uniemożliwiła mu twórczość przez kilkanaście ostatnich lat życia, doprowadziła także do utraty wzroku. W 1939 roku, po wybuchu wojny, Tetmajer został pozbawiony pomocy i usunięty z Hotelu Europejskiego, gdzie miał zapewnione utrzymanie i mieszkanie. Niedługo potem zmarł w szpitalu.

Za właściwy początek twórczości Tetmajera uznaje się wydane w 1891 POEZJE, tom, który oprócz charakterystycznych dla późniejszej twórczości wierszy młodopolskich zawierał jeszcze liczne utwory dotyczące problematyki społecznej. Wydane w 1894 POEZJE. SERIA DRUGA przyniosły mu wielką sławę i popularność, którą ugruntowały wydane w 1898 POEZJE. SERIA TRZECIA. Stał się w swoich wierszach-manifestach wyrazicielem panujących w swoim pokoleniu nastrojów zniechęcenia i poczucia niemocy (pisał m.in. "Melancholia, smutek, zniechęcenie są treścią mojej duszy" w cyklu ZAMYŚLENIA). Wyraził, wynikające m.in. z fascynacji filozofią Schopenhauera i Nietzschego oraz filozofią indyjską (zwłaszcza pojęciem nirwany) poczucie dekadentyzmu końca wieku (głośny utwór KONIEC WIEKU XIX), a także uwielbienie dla sztuki (słynny wiersz EVVIVA L'ARTE). Stał się w opinii ogółu ucieleśnieniem poety modernistycznego, czego wyrazem było umieszczenie go pod postacią Poety w wystawionym w 1901 WESELU Wyspiańskiego. W kolejnych czterech seriach swoich POEZJI, wydawanych w latach 1900-1912, kontynuował wiele z powyższych motywów, odchodząc jednak od prostych lirycznych wyznań w kierunku wyrażania tych samych nastrojów ekwiwalentami obrazowymi i liryką nastrojowo-symbolistyczną (m.in. ANIOŁ PAŃSKI).

Tetmajer nadał nową, śmiałą jak na owe czasy formę swoim erotykom, zrywając z wielowiekową pruderią oficjalnej poezji polskiej, opisując w odważny sposób sceny miłosne i kobiece ciała (LUBIĘ, KIEDY KOBIETA OMDLEWA W OBJĘCIU), ukazując miłość nie tylko jako hedonistyczną chęć użycia, lecz także jako źródło ukojenia i ucieczki od własnego istnienia (HYMN DO MIŁOŚCI), a nawet wydostania się z nastrojów dekadenckich (DLA RYMU III, zaczynający się od słów "A kiedy będziesz moją żoną").

Uważany był za jednego z największych piewców piękna Tatr. Górska przyroda była inspiracją jego licznych wierszy, często stawała się ukojeniem i ucieczką od melancholii, podobnie jak uroda gwary góralskiej, tężyzna ludu i jego zbójnickich bohaterów (poeta fascynował się postacią Janosika). Opisy przyrody (takie np. jak w wierszu MELODIA MGIEŁ NOCNYCH) służyły również wyrażeniu nastroju, wykorzystywały technikę impresjonistyczną, pełne były wrażeń ulotnych z pogranicza ciszy i głosu, kształtu i bezkształtu.

Pisał również prozę, w swoim czasie cieszącą się sporą popularnością. W 1896 wydał nagrodzone w konkursie krakowskiego "Czasu" opowiadanie KSIĄDZ PIOTR, w latach 1903-1910 ogłaszał, pisane gwarą góralską gawędy ludowe NA SKALNYM PODHALU opisujące życie górali tatrzańskich, dziś uznawane za najdoskonalszy utwór Tetmajera. W 1912 wydał LEGENDĘ TATR - 2 powieści historyczne o świecie chłopskim, a w latach 1913-17 KONIEC EPOPEI, utwór historyczny o czasach napoleońskich, mający w zamierzeniu rywalizować z POPIOŁAMI Żeromskiego. Tworzył również poczytne powieści z życia artystów (ANIOŁ ŚMIERCI 1898, ZATRACENIE 1905) i satyryczne ROMANS PANNY OPOLSKIEJ Z PANEM GŁÓWNIAKIEM.

Napisał trzy dramaty: ZAWISZA CZARNY (1901), REWOLUCJA (1906) i JUDASZ (1917). Dwa pierwsze, pomimo dosyć przychylnych uwag krytyki, nie odniosły sukcesu, trzeci był wystawiony przez Redutę Juliusza Osterwy i choć przedstawienie to zebrało bardzo przychylne recenzje, to głównie dzięki znakomitej inscenizacji, a nie właściwościom samego tekstu. Dramaty Tetmajera nie wznawiane i nie komentowane szybko poszły w zapomnienie.

Kazimierz Tetmajer dosyć szybko uzyskał wielką sławę, jednak trwała ona raczej krótko - choć jeszcze w 1912 roku z wielką pompą świętowano jubileusz dwudziestopięciolecia jego twórczości, to od tego czasu jego popularność nieustannie malała, co wiązało się także z nasileniem choroby psychicznej. Tadeusz Boy-Żeleński we wspomnieniu pośmiertnym napisał "Dla świata umarł od dawna - przeszło ćwierć wieku temu. Nieubłagana choroba dzieliła go od ludzi zasłoną prześladowczych urojeń". Dziś pamiętany jest głównie jako autor dekadenckich liryków z końca wieku oraz gawędy góralskiej NA SKALNYM PODHALU.

Źródło notki: http://www.culture.pl



----------------------------------------------------------------

Schnąca limba

U stóp mych dzika przepaść. W ciemnym niebie blady
świeci księżyc, podobny wodnej białej lilii,
co kielich swój nad ciemne głębiny wychyli.
Cicho - grzmot słychać tylko huczącej kaskady.

Nad nurtem jej ze skalnej wyrosła posady
limba: zżółkło konary smutno na dół chyli,
czując, że dłużej walczyć na próżno się sili
i runie - wicher szumi jej hymny zagłady.

Nie ona jedna toczy tę walkę bolesną:
są ludzie i narody całe na przedwczesną
śmierć skazane, przez losów okrutne przekleństwo - -

i czyż warto jest walczyć nie wierząc w zwycięstwo?
I czyż warci są życia, którym brak doń siły?
I cóż z tych łez wylanych na słabych mogiły?...

Podczas burzy

Wciągam wicher jak rumak, gdy na step wybieży,
wicher od Tatr wiejący, bystry, ostry, świeży -
zda mi się, że potargam wszystkie ziemskie sidła,
że mi u ramion rosną długie orle skrzydła
i poniosą mię w przestwór... Słońce się zachmurza,
śmignął z chmur wąż płomienny, zahuczała burza,
wodospadem deszcz lunął. W tym olbrzymim szturmie
wichru, deszczu, piorunów: duszy mej muzyka-
budzi się - głos w niej zagrzmiał jak w wojennej surmie,
melodia ją napełnia szalona i dzika,
a skrzydła orle, co mi u ramion wyrosły,
w niszczących potęg chaos duszę mą poniosły.

Lubię kiedy kobieta...

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.

Melodia mgieł nocnych
(Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym)

Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca,
co nam ciała przezrocze tęczą blasków nasyca,
i wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze,
i limb szumy powiewne, i w smrekowym szept borze,
pijmy kwiatów woń rzcźwą, co na zboczach gór kwitną,
dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną.
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...
Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona,
lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona,
puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przezrocza,
i sów pierzem puszystym, co w powietrzu krąg toczą,
nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci,
jak my same, i w nikłe oplatajmy go sieci,
z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące,
gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce,
a wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie,
nim je zerwie i w pląsy pogoni nas skocznie...

Limba

Samotna limba szumi
na zboczu stromem,
U stóp jej czarna przepaść
zasłana złomem.

Wkoło się piętrzy granit
zimny, ponury,
ponad nią wicher ciemne
przegania chmury.

W krąg otoczona taką
pustką okrutną,
samotna limba szumi
bezdennie smutno...

Pod martwą skłą

Pod martwą skałą więdną górskie kwiaty,
zwarzył je mróz,
burzą strącony i zniesiony deszczem
przysypał gruz.

Więdną i próżno patrzą się ku słońcu
spod martwych skał -
i po co na tę śmierć nieuchronioną
wiatr tam je siał?...

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
taka-warszawa-3.jpgtaka-warszawa-9.jpga-p-3-97.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
pociagiem_nad_morze_kacik.jpg

... nie tylko od święta

569919bf7f9df39147c695e68d915148.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2020 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.