Jeżeli geniusz ludzki jest w stanie wymyślić maszyny, które zastąpią ludzi w pracy to jest też w stanie znaleźć dla tych ludzi pracę.

John Kennedy
Polska zawsze blisko
Czwartek, 27.07.2017 r.
Imieniny: Julii i Natalii


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Księgołapy

Redakcja 2009-11-03
Znakomita większość wykształconych Polaków rozróżnia pojęcia bibliofil i biblioman. Bibliofil to miłośnik, znawca i kolekcjoner rzadkich a cennych książek. Biblioman zaś to człowiek ogarnięty chorobliwą żądzą posiadania książek. Tak jak bibliofil jest osobnikiem sympatycznym i pożytecznym lub społecznie nieszkodliwym, tak biblioman bywa groźny dla siebie i dla otoczenia.

Chorobliwa żądza posiadania książek doprowadzała do kradzieży, mordów, przewrotów stanu. Istnieje jednak pewien gatunek bibliomanów, który wydaje się w miarę sympatyczny, już choćby z tego tytułu, że u podłoża ich działalności (ewidentnie przestępczej) leżą pobudki szlachetne. Oto, obok pospolitych złodziejaszków książek istnieją „księgołapy zasłużone” (takim terminem określano ich w XVIII wieku. Wyrządzali oni niemałe szkody w małych prowincjonalnych bibliotekach i zaniedbanych księgozbiorach, pragnąc uchronić najcenniejsze księgi przed zniszczeniem i zachować je dla kultury narodowej w wielkich bibliotekach fundacyjnych.

Jednym z najbardziej znanych księgołapów był Józef Maksymilian Ossoliński, fundator Zakładu Narodowego własnego imienia we Lwowie. Mieszkał on na stałe w Wiedniu, gdzie pełnił urząd prefekta Cesarskiej Biblioteki Nadwornej. Do Krakowa przyjeżdżał co roku „łowić” księgi w bibliotekach klasztornych. Najswobodniej czuł się w archiwum miejskim, z którego wyniósł tyle plików rozmaitych pism i dokumentów, że trzeba było je odwozić wozem do Wiednia.

Zakonnicy poznawczy zachłanność Ossolińskiego na księgi zamykali przed nim furty klasztorów. Księgarz krakowski, Ambroży Grabowski został poproszony swego czasu o ułatwienie Ossolińskiemu wstępu do biblioteki dominikanów. Tak opisuje wizytę w klasztorze: „Ossoliński tak był bacznie obserwowany przez kleryków, że dał za wygraną i opuścił bibliotekę z pustymi kieszeniami. Gdyśmy już wyszli z gmachu klasztornego hrabia mówi do mnie: Czyś uważałeś ty, jak nas pilnowano? Na co odrzekłem: - Uważałem, lecz muszę dodać, że nie nas, ale samego hrabiego… Na co on: To oni mnie, widzę, w podejrzeniu mieli, żem przyszedł okradać ich… - Nie inaczej… - O hultaje dominikany, ale ja przecież wielkie głupstwo zrobiłem, biorąc się do wielkich ksiąg, bo gdybym udał się był do małych, byłbym może co ułowił”.

Wiele cennych dzieł „wyszukał” dla Ossolińskiego, autor Słownika języka polskiego Samuel Bogumił Linde. Zatrudniony był on u naszego „księgołapa” w charakterze bibliotekarza. Przemierzał Polskę, od klasztoru do klasztoru, od dworu do dworu, wyławiając stare rękopisy i rzadkie druki, którymi zasilał bibliotekę Ossolińskiego. Niektóre dzieła kupował, inne wyłudzał za rozmaite obietnice. Tam gdzie pierwsze dwie metody nie skutkowały, pożyczał książki za rewersem, wiedząc doskonale, że nigdy do łatwowiernych właścicieli nie wrócą.

O sukcesach i niepowodzeniach swojej misji systematycznie donosił pryncypałowi: Oto fragmenty listu pisanego z Krakowa 25 sierpnia 1799 roku: „Wstępowanie moje z Nowego Miasta Korczyna do starostwa Morsztynów na nic się przydało; samego nie zastałem, sama poszła coś na margrabinia, zbyła mnie tym, że żadnych książek w moim guście, który pretenduje znać doskonale, nie ma. W Opatowcu z dominikanami i z kanonikami mogłem, com chciał, dokazać, ale nie było co wziąć, wyjąwszy: caluteńki piękny egzemplarz dawnej edycji kazań niedzielnych Skargi i niektóre dawne druki […] Walny też był połów w Chebdowie u norbertanów, zwłaszcza co do fragmentów, czyli miscellaneów in quarto; ale od księży w Koniuszy tylko świstki mi się zdarzyły. Przeonegdaj wycieczkę zrobiłem na Kalwarią, gdzie u d… dumnych bernardynów (w książęcej bibliotece są same francuszczyzny etc.) widziałem „Biblią Radziwiłłowską” caluteńką; Kraińskiego postyllę; czeskie opisanie świata bardzo ciekawe; Miaskowskiego rytmy; miscellanea in quarto nieoszacowane; różne kawałki Skargi nie widziane; ale też tylko widziałem, bo tam ni perswazje, ni pieniądze, ani zamiany, ani rewersa, ani pogróżki nic nie pomogą, chyba ich za łeb wziąć trzeba, a mnichy tłuste i spaśne, a ja chudy. Jest tam także tłumaczenie Justyna przez Wargockiego in octavo. Na tych p… trzeba koniecznie wymyślić sposób, bo jest o co. Nie pozwolili d…ki nawet spisać rejestr odłożonych. Cudem przecież udało mi się smykać: Łukasza Górnickiego rozmowę złodzieja z czartem in quarto, pismienko bardzo ciekawe, i jeszcze trzy insze kawałki i wierszem i prozą pisane, których nie mając na orędziu, bom je u Iżyckiego zakopał dla bezpieczeństwa, nie opiszę, za to zaś położę Panu rejestr najciekawszych łupów krakowskich i chebdowskich, jak nic co w rękę wpadnie, bo skąd i jak co przyszło, czy per fas czy nefas, sam już nie pamiętam, a będzie tego ze dwie paki nieszpetne”.

Na polu zdobywania ksiąg różnymi sposobami rywalizował z Ossolińskim Tadeusz Czacki, założyciel Liceum w Krzemieńcu i fundator jego biblioteki. Czacki, podobnie jak Ossoliński nawiedzał często biblioteki klasztorne, zaś po jego wizytach zakonnicy stwierdziwszy brak książek na półkach zmuszeni byli odnotowywać w katalogu: „Tę książkę skradł Czacki”. Nazywano go „nowożytnym Attylą”, przed którym wielu zamykało swoje księgozbiory.

Spośród bibliotek krakowskich do najcenniejszych w XVIII wieku należała Biblioteka Konwentu Dominikanów. 19 czerwca 1787 roku dostąpiła ona zaszczytu odwiedzin króla Stanisława Augusta, który powracając z Kaniowa, ze spotkania z carycą Katarzyną II, zatrzymał się w dawnej stolicy. Król oglądał w Bibliotece Dominikanów z dużym zainteresowaniem m. in. Iluminowane kodeksy liturgiczne oraz słynną ośmiotomową Biblię polyglotta, wytłoczoną w oficynie Krzysztofa Plantina w Antwerpii, w latach 1569-1573. Czacki wybierając się wczesną wiosną na łowy ksiąg do Krakowa, pierwsze swe kroki skierował do dominikanów, pchany niepohamowaną żądzą zdobycia co cenniejszych woluminów z ich biblioteki. Będąc wpływowym członkiem Komisji Skarbu Koronnego i ciesząc się faworami Stanisława Augusta, został przyjęty przez przeora klasztoru Jukunda Trąbskiego z należytym szacunkiem i oprowadzony po zabudowaniach klasztornych. Czackiemu spieszno było jednakże do ksiąg, toteż obejrzawszy pobieżnie klasztor i kościół, wyraził gorąco chęć zwiedzenia biblioteki. Zaprowadzony do niej poprosił o inwentarz księgozbioru. Prefekt biblioteki Wawrzyniec Teleżyński, wyczuwając prawdziwe intencje gościa, wymówił się brakiem inwentarza. Wówczas Czacki począł się natarczywie dopraszać, aby go wpuszczono do magazynu książek. Na co towarzyszący mu przeor wyraził zgodę. Przekroczywszy próg magazynu Czacki natychmiast skierował się do regałów i nie zwracając najmniejszej uwagi na energiczne protesty prefekta, ściągał z półek co wartościowsze dzieła, odkładając na bok dla siebie napotykane rarytasy. Przeor mając nadzieję, że Czacki pomoże konwentowi w odzyskaniu majątków położonych za Wisłą, a zagarniętych przez Austriaków w czasie I rozbioru Polski, nie tylko nie przeszkodził w rabowaniu biblioteki, ale nawet zachęcał Czackiego do tego procederu, rozkazując prefektowi: „Dej Wać! Dej Wać jaki jest! Dej Wać!” Oburzony prefekt opuścił magazyn, zaś Czacki bez przeszkód wyniósł z biblioteki 15 cennych ksiąg, w tym 6 tomów Biblii polyglotta. Nie obronił księgozbioru przybity na drzwiach magazynu tekst bulli papieża Urbana VIII z 23 marca 1626 roku, grożącej każdemu złodziejowi książek ekskomuniką. Dobranym partnerem Czackiego w „polowaniu” na księgi był ksiądz Michał Hieronim Juszyński, bibliograf i również zapalony bibliofil. W 1780 roku wybrali się obaj do benedyktyńskiego klasztoru Świętego Krzyża na Łysej Górze. Celem ich wizyty byłą biblioteka klasztorna, zasobna w stare kodeksy i rzadkie foliały. Nie pilnowani goście obłowili się sowicie, wynosząc pod wierzchnim okryciem najcenniejsze księgi.

Również księżna Izabela Czartoryska brała księgi, których potem nie zwracała. Po III rozbiorze Polski księżna poleciła wybudować w Puławach Świątynię Sybilli, w której gromadziła pamiątki historyczne, mające przypominać Polakom ich świetną przeszłość narodową. Wśród wystawionych cennych eksponatów poczesne miejsce zajmował piękny modlitewnik Władysława Jagiellończyka, króla Cech i Węgier, zabrany przez Czartoryską z Biblioteki jagiellońskiej. Książka powróciła do prawowitego właściciela dopiero w 1883 roku. Przed złodziejami chronić książki miały umieszczone na nich zaklęcia. W średniowieczu wierzono w ich skuteczną moc odstraszającą. W następnych wiekach miały one już jedynie charakter satyryczny, starając się ośmieszyć „księgołapów”.

W Bibliotece Jagiellońskiej przechowywany jest rękopis, na którym właściciel skreślił taki oto napis Kołacinie: „To jest księga Stanisława Czachowskiego, kto by ją ukradł, zawiśnie na szubienicy”. Na książce wydanej w Krakowie w 1533 roku, i znajdującej się obecnie w zbiorach Biblioteki Kórnickiej, figuruje następująca przestroga w języku łacińskim: „Jeżeli chcesz widzieć Jezusa Chrystusa, nie chciej kraść tej książki, a jeśli ją ukradniesz, to na szubienicy będziesz królował”.

Jako przykład zaklęć o charakterze satyrycznym niech posłużą następujące wierszyki odnalezione na kartach starych foliałów: Kto książki złośliwie mi kradnie lub psuje, Niech diabeł go porwie i srodze katuje. Kto w książkach smaruje lub skazy w nich czyni, Ten ryj miasto gęby niech ma na kształt świni. Kto karty zagina czy latem czy wiosną, Niech uszy mu długie jak osłu wyrosną. Kto książki mi łamie i karty wydziera, Ten śmiercią najsroższą niech prędko umiera. To jest moja książka, A kto jej krzywdę czyni, Niech mu się stanie, Jako wyżej powiedziane jest.

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.