Człowiek, który zgadza się ze wszystkimi, nie zasługuje na to, by ktokolwiek się z nim zgadzał.

Winston Churchill
Polska zawsze blisko
Wtorek, 26.09.2017 r.
Imieniny: Justyny i Cypriana


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Łowienie na sztuczną muchę

Małgorzata K. Nowak 2014-05-26
mknowak_70.jpgWysokie kalosze, flanelowa koszula, sztruksowe spodnie, wędkarska kamizelka z mnóstwem kieszonek, koszyk na parcianym pasku zarzucony na ramię i w ręku wędki. Tak zapamiętałam ubranego Andrzeja wyruszającego na ryby.

Jako kilkuletni, początkujący wędkarz nie miał super sprzętu albo też specjalnej kamizelki. Miał jedynie zapał do łowienia ryb. Pierwsze kroki stawiał na rzece Sole w Beskidzie Żywieckim z własnoręcznie wystruganym kijem z gałązki. Dwa tygodnie wakacji spędzał od rana do wieczora z wędką. Zapał ten z biegiem lat przeobraził się w największą pasję.

Kiedy Jędrek znalazł się na studiach w Gdańsku połknął następny haczyk - to był jego kolejny bakcyl – SAR czyli Studencka Agencja Radiowa. Od tego momentu musiał ze sobą godzić - SAR i ryby. Wreszcie pojawiłam się ja. Dziewczyna wędkującego sarowca. Zaniedbywana zimą dla SARu a latem dla ryb. Zbuntowałam się pewnego dnia i nasze drogi rozeszły się na rok. Powróciliśmy do siebie i od tej pory długo dzieliłam z nim te namiętności, bo aż do narodzin Piotra.

W pierwszą rocznicę naszego ślubu Jędrek zabrał ze sobą wędki, plecaki i mnie z fletem prostym - do Sulęczyna. Ten instrument to prezent od mojego męża z okazji wspomnianej rocznicy. Zjawiliśmy się w Sulęczynie i w pierwszym domu naprzeciwko poczty wynajęliśmy pokój. Gospodarz - Kaszub z dziada pradziada był masarzem i bardzo nie lubił jeść mięsa. Andrzej zobowiązał się, że każdą złowioną rybę będziemy oddawać za wędliny. Skoro świt przed dziesiątą budziłam Andrzeja grą na flecie prostym melodią - "Kiedy ranne wstają zorze...". To trwało mniej więcej godzinę. Potem pędem mył się, golił i zjadał śniadanie, chwytał wędki - ja zaś za koszyk wypchany prowiantem i ruszaliśmy w plener. Szliśmy długo szosą, potem skręcaliśmy na leśną dróżkę i zatrzymywaliśmy się nad jeziorem.

Kim wykonywał kilka rzutów spinningiem, ponoć było branie - potem rzucałam ja i wyciągnęłam stary kalosz. Poszliśmy dalej przez wieś i doszliśmy do rzeczki. Tu miały być lipienie i pstrągi.
Jędrek rozłożył wędki, zapalił papierosa, przeszedł trasę wzdłuż rzeczki i stwierdził, że ryba stoi. Zabrał się do składania "muchówki". Robił to z pewnym namaszczeniem. Otworzył ostrożnie pudełko z własnoręcznie zrobionymi "muchami" - najdoskonalszą przynętą jak mówił. Wybrał rudą i założył na końcówkę. Długo koncentrował się do rzutu. Stałam blisko niego, gdy nagle kazał przytrzymać kij. Zapalił papierosa i za chwilę odbierał mi go tak niefortunnie, że "mucha" wbiła mi się w opuszkę małego palca prawej dłoni. Palec puchł i siniał. Nie potrafiłam wyjąć haczyka. Zaczep trzymał mocno. Ruszyliśmy do Sulęczyna do Ośrodka Zdrowia.

Holował mnie na wędce przez całą drogę powrotną. Często musiałam kucać, mniej więcej co dwadzieścia minut, bo kładł wędkę na ziemię, żeby odpalić kolejnego papierosa. Zostałam odcięta dopiero przez pana doktora, który obejrzał palec i poprosił o narysowanie kształtu tego co było pod pierzem. Andrzej rysował a ja w tym czasie zemdlałam. Obudziłam się już bez haczyka, z opatrunkiem na palcu. Wróciliśmy do gospodarza bez ryb. Zmęczona przygodą mijającego dnia usnęłam jak kamień.

Już świtało kiedy obudziwszy się przecierałam oczy. Byłam sama w pokoju a na stole leżała kartka z krótką informacją: "wyszedłem na węgorza!"

Długo myślałam dlaczego mój małżonek prowadził mnie na wędce przez całą wieś, przez las i kilka kilometrów szosą do lekarza. Kiedyś zajrzałam do książki pt. "Wędkarstwo" z roku 1957 autorstwa Józefa Wyganowskiego. Wyszukałam rozdział: "ŁOWIENIE NA SZTUCZNĄ MUCHĘ". Przeczytałam oto, że: " rzucanie muchy samo przez się, łowienie takowej i holowanie wymaga znacznie większej wprawy i zręczności...". I dalej: "Prawdziwy sportsmen łowi na muchę wtedy, gdy ryba jest w pełni sił swoich i najlepsza w smaku..."

W pełni zgadzam się z autorem. Byłam wówczas młoda, silna i dopiero rok po ślubie.

Tekst: Małgorzata Krawczyńska Nowak z książki „Wspomnienia SAR” wydanej w roku 2002 z okazji 60 lat Politechniki Gdańskiej i 40 lecia Studenckiej Agencji Radiowej Gdańsk.

sztuczna_mucha2.jpgsztuczna_mucha4.jpgsztuczna_mucha6.jpgsztuczna_mucha8.jpg
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM
Fajnie się Ciebie czyta Małgosiu, jesteś ZŁOTA RYBKA i już! Pozdrawiam Ciebie serdecznie TU i...
~Renia 2014-11-29 21:09

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.