W rękach dobrego lekarza i woda staje sie lekarstwem

Mikołaj Gogol
Polska zawsze blisko
Poniedziałek, 24.04.2017 r.
Imieniny: Grzegorza i Aleksandra


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Następnych wakacji już nie będzie

Ula Ziober 2014-02-21
ula_ziober_70.jpg (3) W 1935 roku rodzice zdecydowali się na budowę nowego domu. W tym czasie Wojskowa Spółdzielnia Mieszkaniowa, do której należał ojciec wykupiła tereny wzdłuż ulicy Winogrady i Szelągowskiej na działki przeznaczone dla wojskowych. Był to piękny teren, niezbyt oddalony od centrum miasta, na tyle jednak, by nie docierał tu gwar i zgiełk. Po wyłożonej kocimi łbami ulicy z rzadka przejeżdżały zaprzężone w konie bryczki i powozy. Ogrody domów przy ulicy Winogrady opierały się o stoki zalesionej Cytadeli. Regina i Julian mimo młodego wieku mogli sobie pozwolić na budowę domu nie tylko dzięki kapitańskiej pensji kierownika apteki, którym był Julian, ale także dzięki zapobiegliwości jego teścia. Bazyli Radomski każdą ze swoich sześciu córek wyposażył w pokaźny posag złożony w banku aż do ich pełnoletniości. Oszczędności te zdeponowane były w niemieckich markach, które w tamtym czasie były ze złota, więc nie dotknęła ich dewaluacja po 1918 roku. Dzięki temu młodzi, na budowę domu musieli zaciągnąć tylko kilka tysięcy złotych kredytu. Ich nowe mieszkanie było skromne, ale niebywale gustowne, gdyż Regina zadbała o wszystkie szczegóły umeblowania. W przestronnej jadalni stał duży prostokątny stół, przy którym oprócz krzeseł stały dwa potężne rzeźbione fotele w stylu gdańskim. Bufet i kredens wypełniała zastawa stołowa i obrusy i pościele. W rogu stała obszerna kanapa obita zielonym gobelinem, i mały stolik, na którym stał mosiężny samowar i rzeźbione pudełko z papierosami. Janka bardzo lubiła zapach tytoniu i często siadywała tam z ojcem przypatrując się jak w specjalnej maszynce kręcił papierosy. Czasami pozwalał jej to robić i układać gotowe papierosy w specjalnym pudełku. Albo posyłał ją do sklepu po tytoń Przedni Turecki i gilzy Złota Róża. W wykuszu od strony ogrodu stały zgrabne mebelki w stylu empire z giętymi nóżkami i poręczami z drewna wiśniowego, obite złocistym jedwabiem w kwiaty. Ale najbardziej Regina dumna była z potężnego kwietnika w stylu antycznym, który przedstawiał greckie boginie wsparte o fragment kolumnady. Z jadalni można było przejść do gabinetu, gdzie przy okrągłym stoliku stały dwa obszerne fotele i mała kanapa. W rogu stał tapczan dla gości, a po przeciwnej stronie biurko ojca i piękna biblioteka. Nie było tam książek dla dzieci, ale Janka pamięta ozdobne grzbiety książek ze złoconymi tytułami. W sypialni rodziców stały dwa łóżka, szafa i toaletka z otwieranymi skrzydłami, które kryły lustro. Regina siadywała przed nim na małej gondolce z ciemnego wiśniowego drzewa o złoconym ornamencie. Wyciągała ze szkatułki biżuterię, otwierała flakoniki, z których unosił się słodki zapach perfum i srebrną szczotką czesała długie, ciemne włosy układane co dzień w eleganckie fale. Regina interesowała się sztuką więc w jej domu nie mogło zabraknąć obrazów i rycin na ścianach. Janka szczególnie lubiła portret górala, który Regina kupiła od znanego poznańskiego malarza Adama Batyckiego.

***

Skończyła się szkoła i zaczął się czas wakacji. 24 czerwca razem z rodzicami dziewczynki poszły wieczorem oglądać poznańskie Wianki, coroczną imprezę organizowaną z okazji Nocy Kupały. Dość długi odcinek rzeki pomiędzy Bramą Szelągowską a ogrodem Bractwa Kurkowego stawał się areną niezwykłego widowiska. Ludzie tłumnie przybywali z wszystkich zakątków Poznania i okolic wypełniając gęsto nabrzeże. Wszyscy chcieli zobaczyć kolorowy pochód tancerzy w historycznych strojach, pokazy pływackie i gimnastyczne. W tle grała orkiestra i śpiewał chór. A salwy armatnie zawsze zwiastowały początek głównego widowiska, korowodu płynących Wartą, pięknie udekorowanych łodzi, z których rzucano na wodę wianki. Tego roku jednak świętowanie przerwała nagła i niespodziewana burza, której siłę i gwałtowność poczytywano za zły omen i zapowiedź nadchodzącej nad Polskę zawieruchy wojennej. Ludzie w popłochu uciekali, by skryć się przed deszczem. Prawie niemożliwe okazało się przedostanie do miasta gdyż przejście pod mostem na Tamie Garbarskiej było całkowicie zalane. Janka wraz z Basią i rodzicami zdążyła jeszcze dotrzeć do domu przed największą ulewą. Gdy wbiegła do swojego pokoju, by zamknąć okno pierwsze wielkie krople już dudniły o parapet. Stała tak patrząc na ciemniejące coraz bardziej niebo przecinane poszarpanymi wstęgami błyskawic i czuła dziwny niepokój.

***

Lato 1939 roku było duszne i gorące. Groźba wojny z Niemcami stawała się coraz bardziej realna. Dorośli coraz częściej mówili szeptem i z niepokojem nasłuchiwali wieści w radiu. To wszystko sprawiało, że atmosfera w domu robiła się duszna i nerwowa. Ale kto powiedział, że w wakacje trzeba siedzieć w domu? Dziewczynki całe dnie spędzały w lesie za domem, gdzie powietrze było rześkie, a wysokie drzewa dawały przyjemny cień. Kiedy przychodziła Terenia ze swoją młodszą siostrą bawiły się w chowanego i berka biegając między wysmukłymi pniami sosen. Była też huśtawka i piaskownica. A na polanie stał stolik i wycięte przez ojca brzozowe pieńki, które służyły za siedziska. Dziewczynki spędzały całe dnie wśród drzew i klombów z kwiatami. Tak minął im lipiec i połowa sierpnia. Janka ciągle rozmyślała o obietnicy Taty, że kiedy w przyszłym roku przyniesie znowu dobre świadectwo to zabierze ją nad morze. O, jakże to będzie wspaniała rzecz zobaczyć morze. Dwa błękity połączone zakrzywioną linią horyzontu, spienione fale, piasek i ukryte w nim skarby: muszelki, kamienie, bursztyny. Będą siedzieć na plaży i budować z tatą zamki z piasku. A mama w gustownym marynarskim kostiumie będzie im serwować kanapki. O tym marzyła Janka bujając się na huśtawce w swoim ukochanym ogrodzie. Niestety następne wakacje miały już nigdy nie nadejść. Nigdzie razem nie pojechali, a morze Janka miała zobaczyć, po raz pierwszy, dopiero wiele lat później.

***

W połowie sierpnia rodzice zdecydowali o wyjeździe. Ojciec bał się, że w razie wojny z Niemcami Poznań zostanie zbyt szybko odcięty od granicy. Po traktacie wersalskim Wielkopolska stała się wysuniętym cyplem otoczonym z trzech stron niemieckimi landami. Z Poznania do granicy było tylko 60 km, co oznaczało, że w razie inwazji wojska niemieckie mogą się tu pojawić w ciągu jednego dnia. Regina wraz z córkami miała się udać do rodziny ojca w Białymstoku, aby było im raźniej Julian namówił na wyjazd z nimi także jej kuzynkę Basię, która wraz córkami też miała się wkrótce ewakuować z Poznania. Janka uwielbiała podróże i w skrytości cieszyła się także na ten wyjazd. Chęć przygody była silniejsza niż obawa przed nieznanym. Żałowała tylko, że tatuś nie może jechać z nimi. Ale rozumiała, że jego obowiązki wojskowe są ważniejsze niż wakacje. Zaczęło się wielkie pakowanie, jednak dzieci nie brały w nim czynnego udziału. Większość zabawek musiała zostać, bo nie było na nie miejsca. Mama kazała pakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kiedy wszystko było już gotowe walizki, skrzynia i mnóstwo innych pakunków tworzyły olbrzymi stos. Patrząc na to Janka pomyślała, że gdyby tylko mama pozwoliła można by z nich ułożyć labirynt i schować się w nim przed Niemcami. Albo obłożyć dom workami z piaskiem i zabarykadować się w piwnicy, tak jak uczyli ją w szkole.

***

25 sierpnia dzień wstał piękny i słoneczny. ojciec zamówił bryczkę, która zawiozła ich na dworzec. Na peronie o tak wczesnej godzinie nie było zbyt wielu podróżnych. Mało kto szykował się wtedy do ewakuacji. Mimo że w kręgach wojskowych otwarcie mówiło się już o zbliżającej wojnie, większość społeczeństwa nadal liczyła na pokojowe rozwiązanie konfliktu politycznego z Niemcami. Kiedy ulokowały się już w wagonie przyszedł czas na pożegnanie. Ojciec bardzo dystyngowanie pożegnał najpierw kuzynkę i jej dzieci, później ucałował córki. Na koniec pozostało mu kilka minut z jego ukochaną Reginą. Czy coś do siebie mówili? czy milczeli wpatrując się w siebie? czy w ogóle jakieś słowa są potrzebne, gdy już nic więcej nie można uczynić? Jak wyrazić miłość, tęsknotę, strach i niepewność, gdy świat wokół się wali, a ich czeka rozłąka? Zawiadowca gwizdnął, pociągiem szarpnęło i koła zaczęły powoli się obracać. Ojciec zeskoczył ze stopnia i stanął samotnie na peronie. Janka widziała go jak macha do nich i coraz bardziej się oddala. Aż w końcu nie mogła już rozróżnić jego sylwetki wśród innych ludzi na peronie. Wtedy widziała go po raz ostatni w życiu.

Z bloga autorki http://historia-mojej-babci.blogspot.com

O autorze: http://albumpolski.pl/artykul/Ula-Ziober-o-autorze/50/2753
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM
coraz bardzie mnie to ciekawi czekam na kolejne odcinki
~Irina 2014-02-26 22:37

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-3-97.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
mamypomyslyforsybrak_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1025672.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  poczta_dawniej_i_dzis_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.