Piątek, 20.09.2019 r. Imieniny: Filipiny i Eustachego
Trudno jest iść przez życie wieloma drogami jednocześnie.

Pitagoras
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

O kłusownictwie słów kilka ...

Jerzy Świerczek 2011-12-14
jerzy_swierczek_70.jpg...zapisane przez starego weterana łowiectwa, który przez ponad 40 lat jest wierny św. Hubertowi.

Człowiek gdy pojawił się na kuli ziemskiej. aby przetrwać był zmuszony do pozyskania pożywienia, ubrania się. Jedynym bardzo łatwym do zdobycia – przez polowanie – był dziki zwierz. Był bardzo łatwy do zdobycia. W naturze sam się chował, bez interwencji człowieka. Gdy upolował miał mięso, tłuszcz, skóry, kości, oście. Polował na to co chodziło, fruwało lub pływało.
Jako myślący do polowania wykonał broń, którą udoskonalał – od kamienia, maczugi, proce, piki, sieci, łuki czy kusze po nowoczesną broń prochową. Była to broń skałkowa, po ówczesną spłonkową o lufach gładkich jak i gwintowanych. Do tej broni zamontował różne przyrządy optyczne, aby dokładnie namierzyć zwierzynę i by podła w ogniu. Czyli natychmiast. Dla skutecznego zdobycia zwierzyny, organizował polowania zbiorowe. Każde polowanie było legalne, ale jak rozwijała się państwowość, powstawało prawo pisane, które stawiało wymogi – gdzie wolno polować, na co. A co najważniejsze kto może polować. Takim co stanowił prawo był król, możnowładcy po obecne ustawodawstwo sejmowe. Nasze obecne prawo uznaję, ze zwierzyna w stanie wolnym jest własnością państwa, a po ustrzeleniu dzierżawcy danego terenu.

Tych, co mogli polować według ustalonego prawa to nazywa się – myśliwi lub bardziej poetycko łowcy.
Tych, co nie mieli prawa do polowania a polowali lub wchodzili we władanie zwierzyny to – kłusownicy, siodlarze, wnykarze.
Chciałbym teraz trochę opisać jak to było z wprowadzaniem prawa, które zwalczało kłusownictwo na naszym terenie. Bo kłusownik nie zna granic, odległości, ani okresów ochronnych – dla niego jest ważne, aby nie dać się złapać a pozyskać jak najwięcej. W swym postępowaniu jest nastawiony na wszystko.

jerzy_swierczek_420.jpg

Zacznę od czasów przed II wojną, – bo był to okres najgorszy dla zwierzyny leśnej i nie tylko. Było bardzo liberalne prawo tak łowieckie jak i karne. Po I wojnie światowej pozostało porzuconej dużo broni, która została zaadaptowana do myślistwa i co najgorsze do kłusownictwa. Myśliwy bronili swych praw a kłusownicy swej tradycji – zabijania, łowienia. W latach 30 tych ubiegłego wieku w Spierwi podczas uroczystości rodzinnych „ktoś” strzela przez okno do bawiących się w środkowym pokoju. Jedna uczestniczek przyjęcia zostaje trafiona śrutem i lekko ranna, (tylko włosy z amortyzowały uderzenie śrutów w głowę). Strzał miał być ostrzeżeniem dla leśniczego aktywnego w prześladowaniu miejscowych kłusowników. Ciekawa jest historia jak p Stanisław Meggier został leśniczym w Czernicy. Był rok 1938. Na naradzie w nadleśnictwie Laska nadleśniczy Pietraszak omawia sprawę kłusownictwa koło wsi Czyczkowy i Męcikału. Leśniczy Widna p. Stanisław Meggier mówił, że gdyby on tam był, to i nie byłoby kłusowników.

W niedługim czasie otrzymuje służbowe przeniesienie do Czernicy, tam pozostał do roku 1962, aż przeszedł na emeryturę. Po przeprowadzce zaraz zabrał się do nękania kłusowników. Podam metodę, jaką zastosował po zamieszkaniu w Czernicy. Leśniczy Meggier Stanisław – pewnej niedzieli kazał służącemu pojechać rowerem do kościoła w Brusach a sam natomiast paradnie bryczką przejechał przez Czyczkowy, bardzo wolno, aby był widoczny, że opuszcza leśnictwo co najmniej na dwie godziny. W podręcznej torbie zabrał dubeltówkę tak na wszelki przypadek. W Brusach przesiadł się na rower i z drugiej strony przez Żabno udał się w rewir bardzo zagrożony. Tak jak przewidział spotyka się w lesie z kłusownikiem z Czyczków, który chciał wykorzystać obecność leśniczego na mszy – do kłusownictwa, które w pewnym stopniu, by się udało. A że posiadał mieszkaniec Czyczków przy sobie broń, był tylko jeden sposób na unieruchomienie napotkanego gościa …

zajac_420.jpg

Efektem była długotrwała kuracja z wyjmowaniem śrutów z miękkiej części ciała, aż w Gdyni, aby uniknąć miejscowych posądzeń. Praca leśniczego w ochronie lasów była trudna, o czym świadczy duży ruch kadrowy, spowodowany niebezpieczną służbą.
Mój ojciec opowiadał jak będąc jeszcze podleśniczym w 1934 roku w okolicach Skórcza, podczas obchodu lasu wpadł w wnyk na jelenie. Wnyk był założony na wysmukłej brzozie, która nagięta po uwolnieniu podnosiła zwierzynę na wysokość 2 do 3 metrów. W tym wypadku nieszczęśnik wyrzucony został, tylko miał szczęście, że „złapało” go w połowie a nie za szyję. A po drugie kilkadziesiąt metrów dalej szedł przodownik – (brygadzista) i miał siekierę. Kilka tygodni później – podejrzany został nakryty przy podobnej metodzie naginania drzew jako wnyk – efektem tego było nafaszerowanie pośladków grubą solą – wprowadzoną przy pomocy strzału z dubeltówki. Podobne jak metoda zastosowana przez p. Meggiera pod Czyczkowami. Metoda gwałtownego wprowadzania soli czy ołowianego śrutu – była często stosowana przez służbę zwalczającą kłusowników, bardzo skuteczna.

Prawo było bardzo pobłażliwe w stosunku do kłusowników. A o bezkarności mogą świadczyć przykłady. W latach 20-tych leśniczy Szroeder z Dębowej Góry po ponowie poszedł tropem rannego jelenia, który przeszedł z drugiej strony jeziora Zielonego i doszedł na łąki Józefowa gdzie padł. Zgłosił ten fakt nadleśniczemu, który zorganizował zasadzkę na kłusownika. Wieczorem podjeżdża furmanka. Nadleśniczy myśląc że to spóźniony R. który miał pomagać w zasadzce podchodzi i wtedy ten zawraca i ucieka. Śladami doszli do zabudowań na początku wsi Męcikał. W trakcie rewizji u P. znaleziono karabin francuski i dubeltówkę.

Na rozprawie oskarżony postawił 12 świadków, którzy świadczyli w sądzie, że oni w tym czasie z nim grali w karty karczmie w Męcikale. Sąd uwierzył świadkom.

Innym razem Egon Raszke. słysząc strzały w kierunku leśnictwa Dębowa Góra poszedł w tym kierunku i znalazł zabitego byka. Zaczaił się i czekał na kłusowników. Po pewnym czasie nadjeżdżają sankami kłusownicy i po zauważeniu go zaczynają w jego kierunku strzelać. P. Egon ucieka i zgłasza ten fakt na policji w Chojnicach, tam dowiaduje się, że, wcześniej już zgłoszono fakt kłusownictwa przez E. Raszkę. Miał duże tłumaczenie się o swej niewinności. Dlatego że on poruszał się pieszo a sprawcy konno.

Spotkanie z kłusownikami nad jez. Kosobudnem miał inż. St. Ejsmunt, który naszedł kłusowników przy upolowanej zwierzynie. Odebrał broń jednemu kłusownikowi. Pokazując swą ładną i sprawniejszą broń – a ten odpowiedział: zobacz pan mój kolega ma lepszą – który stał z tyłu z wycelowaną bronią w inżyniera. Dla ratowania swego życia musiał odstąpić od dalszych działań. Jak opowiadał Paweł O. były leśnik w majątkach Jarcewo i Czartołomie – lasem jechało dwóch mężczyzn, którzy schowali rower w lesie i pieszo szli nad lasem zatrzymując się nad poletkiem, gdzie strzelili sarnę.

Leśniczy strzelił na postrach, wtedy ci uciekli. Zarekwirował rowery, które były bez tabliczek. W owym czasie każdy rower musiał posiadać tabliczkę rejestracyjną.
Podczas dochodzenia leśniczy rozpoznał jednego niejakiego S. z Męcikału. Na rozprawie w sądzie podejrzany został jednak uniewinniony, gdyż przedstawił świadka potwierdzającego, że w tym czasie o którym mówi akt oskarżenia – spotkał go jak szedł na ryby pod Kosobudno to znaczy nie mógł w omawianym miejscu przebywać, a kłusował tylko na ryby za co nie był oskarżony. Kłusownicy broni nie nosili do domu a zostawiali w lesie schowaną w wielkich konarach, w jałowcach np. na Czaplach w Męcikale. Podobno dobrym schowkiem w Pokrzywnie była murowana figura religijna. Po przesunięciu postaci Matki Boskiej wkładano w odpowiednio wymurowaną wnękę – broń. Innym schowkiem na broń kłusowniczą była wnęka – tzw. rękaw minerski w moście kolejowym na rzece Brda w Męcikale jeszcze w latach 60 tych XX w.

sarna_420.jpg

Ofiara kłusowników.

W Męcikale na ścieżce przez las na stację kolejową wieczorem przed Bożym Ciałem w 1938 roku zostaje zastrzelony listonosz z Męcikału pan Jarecki. Ginie od strzału z dubeltówki z bliskiej odległości. Do listonosza strzelał kłusownik, prawdopodobnie dla wyeliminowania listonosza, aby było wolny etat. na który miał chęć zabójca. Miał bardzo dobre alibi, podobne do tego, o którym opisałem wyżej – na piwie w karczmie. W tym przypadku zmienił godzinę na zegarze, tak, że w chwili zabójstwa, był jeszcze w towarzystwie kolegów. W miejscu śmierci jeszcze w latach 80 był widoczny krzyż, który został wyryty na korze sosny.

W lesie za Parową jesienią 1946 roku ginie listonosz – poczty w Męcikale – Stefan Kroplewski – z przezwiskiem Kowal.
Jednak niewłaściwie prowadzone śledztwo przez co nie zostaje wykryty sprawca „dobicia” ofiary (rany zadane ostrym narzędziem) Listonosz podobno został ranny w brzuch na skutek wybuchu materiałów wybuchowych zakładanych na przejściach zwierzyny. Zwierzyna przechodząca swymi ścieżkami zwalniała druciany naciąg, następował wybuch. Tylko w tym wypadku był człowiek, który podobno był zakładającym. Ciężko rannego znalazł wspólnik, dobija i odchodzi.(może na jego żądanie).

wnyki_420.jpg

Wnyk czeka.

To już nowoczesna metoda kłusownictwa stosowana zaraz po wojnie. Leśniczy Koprowiak z Antoniewa (od 1.04.1947 – do 30.06.1983), który miał żonę z Parowy Januszewską – córkę gajowego Stefana (od 1.03.1945 – do 15.02.1952), gdy ostro się zabrał za amatorów kłusownictwa to oni na drogę pościnali dużą ilość drzew. Gdy ten fakt zgłosił w nadleśnictwie – to otrzymał odpowiedź, że nie może sobie ułożyć dobrych stosunków z miejscową ludnością. Często też kłusownicy, bardzo aktywnym leśniczym czy myśliwym w odwecie podcinali ambony, przebijali opony w rowerach lub w samochodach.

Dla przykładu podam, że jeszcze przed wojna leśniczy Połom z majątku Leśno mający długą brodę podczas patrolowania powierzonego rewiru został złapany przez pasożyta leśnego Wentę i kumpli z Czapiewic. Złodzieje i zarazem kłusownicy wykonali w pniu siekierą szparę, w którą wcisnęli brodę i tam została zakleszczona odpowiednim klinem. Pozostawiając – ich prześladowcę – uwięzionego w pozycji lezącej z związanymi nogami w pobliży mrowiska. Brak danych jak długo broda tkwiła w pniaku. Podobno miał w kieszeni nóż i wrócił do domu z skróconą do połowy brodą – na uciechę sprawców.

Po II wojnie kłusownictwo przy pomocy broni traci na znaczeniu, bo za posiadanie broni karano surowo. Sugerowano, że posiadacz broni może być zwalczającym władzę ludową. Chociaż od czasu do czasu zwierzyna pada w sidła, wnyki i różne inne żelaza. Jest to zwierzyna w zasadzie drobna. Plagą są wałęsające psy, które – ja osobiście widziałem koło wsi Czarnowo – jak kilka psów goniło zająca „ławą” na czekające psy pod lasem. Gdyby nie moja obecność w pobliży – to zając nie miał szans na ucieczkę. Tym razem uszedł życiem. Psy poleciały do wsi, aby pilnować swych właścicieli.

Natomiast innym problemem było kłusownictwo „formalne” przy użyciu broni w rękach władzy – Nie honorowano terminów ochronnych zwierzyny, a przyjmowano zasadę – co bliżej i większe. Widziałem, jak w roku 1947 milicjant z Brus na Basie – jezioro Trzemeszno z karabinu strzelał do pływających kaczek.

Krążyły w naszej okolicy „wieści”, że wysoki dostojnik państwowo – partyjny – strzelał z helikoptera do dzików, w łanach kukurydzy na terenie nadleśnictwa Runowo.

W roku 1983 gdy znalazłem na swym terenie leśnictwa kilka wnyków, zastosowałem metodę polegającą, że na drzewie, gdzie był umieszczony wnyk, umieściłem karteczkę z informacją – „znam ciebie A.J, przestań mordować” – to pomogło, więcej już – drutów nie było. Pewnego lutowego dnia 1988 r. szedłem z podleśniczym Markiem Kamińskim brzegiem jeziora Trzemeszno – na wysokości Basa zauważyłem w miejscach słabo zamarzniętym wnyki zastawione na wydry, gdzie wchodziły do wody. W pewnym momencie zdejmowania wników załamał się pod mną lód i wpadłem po pas – szczęście, że był Marek. Wnyki zebraliśmy.

Jeszcze będąc przed wojskiem, może w roku 1952 pojechałem na nartach do nadleśnictwa Giełdon, aby zawieść dokumenty na wypłaty sporządzone przez ojca. W drodze powrotnej za Giełdonem nad jeziorem Trzemeszno znalazłem kilka zastawionych „żelaz” czyli odpowiednie pułapki – zabrałem w plecak i zrobiłem na nartach kilka kilometrów. aby wrócić do domu. Późno wieczorem przybył do leśniczówki zmachany „właściciel” aby załatwić sprawę, bo bardzo bał się konsekwencji. Jaki był efekt, już nie pamiętam. Obecnie pewną forma kłusownictwa jest celowe najechanie samochodem na przechodzącą zwierzynę przez drogi, szosy. Często są obopólne straty. Czy warto?

Koła łowieckie wydają duże kwoty na wykładanie karmy jesienią w łowisku. Karmę soczystą jak i objętościową w postaci ziemniaków, kukurydzy, zboża ziarna, kapusty jak i w zboża snopkach, siano. Bardzo często bywało, że jak była wyłożona kapusta – całe główki – to grzybiarze i może nie tylko zabierali do domu na bigos. Aby temu zapobiec napisałem kartkę z ostrzeżeniem – „karma spryskana środkiem przeciw wściekliźnie – możliwość zakażenia tą groźną chorobą”. Pomogło – kapusta zjedzona została przez sarny, jelenie i zające.

W 1983 roku rozmawiałem z przedwojennym kłusownikiem, mieszkańcem Męcikału pochwalił się, że jednej nocy – przy księżycu w nowiu – zastrzelił 8 lisów zwabionych do padliny, jaką był zdechły koń. Przynęta pochodziła z martwych zwierząt gospodarczych np. koń, krowa, które zamiast do rakarza trafiała do lasu. Tam po odpowiednim przygotowaniu – przez zamaskowanie stanowiska w pobliżu padliny. I czekano. Po celnym strzale, lisa pozostawiano do momentu przyjścia drugiego, który dzielił los swego poprzednika. Bo ten kłusownik posiadał wzrok sokoła i nerwy snajpera. Lisy rude były w modzie, więc cenne. Dumą dam było noszenie lisów w postaci czapek, kołnierzy, gdzie często były uwidaczniane pazury i szklane oczy.

W roku 1974 zostałem wydelegowany w raz z kolegą Romualdem Gwizdałą, jako przedstawiciel lasów państwowych OZLP Toruń w akcji przeprowadzonej przez komendę powiatową Milicji Obywatelskiej w Tucholi na terenie gminy Śliwice celem ujęcia domniemanych kłusowników. O godzinie 6 rano do domostw wytypowanych kłusowników wchodziło po 3 do 4 milicjantów i myśliwy albo z administracji lasów państwowych. Dokonywano dokładną przeszukanie w domu, budynkach gospodarczych. Jak pamiętam w 5 domach znaleziono skóry saren, dzików, mięso w wekach i wędzone pochodzące od zwierzyny leśnej, oraz inne rzeczy pochodzące z kradzieży, oraz w jednym gospodarstwie na strychu znaleziono mały browning. Gospodarza aresztowano. Co było dalej w tych sprawach nic mi nie wiadome, ale na pewno przez kilka lat zwierzyna miała spokój. Bardziej przyjemniejsze przygody można pisać o myśliwych, którzy oprócz polowania na pierwszym miejscu stawiają na hodowlę i opiekę dzikiej zwierzyny. Jadąc samochodem lub pociągiem często można zauważyć ustawione na skraju lasu ambony myśliwskie – które nie służą tylko jako miejsce polowania – ale do obserwacji zachowań zwierzyny na danym terenie, albo do głębokich rozmyślań, lub robienia niepowtarzalnych fotografii.(aby nie było szerszeni) Kłusownictwo jest od „zawsze” uznawane powszechnie za jedno z ważniejszych zagrożeń trwania i rozwoju naszych zasobów przyrodniczych tak tych leśnych, polnych czy wodnych. Organizacją która jednoczy wszystkich myśliwych jest Polski Zawiązek Łowiecki, który powstał w 1923 r. Pismem dla myśliwych jest „Łowiec Polski” Patronem św. Hubert. Najwyższe odznaczenie „Złom”

Zdjęcia które umieściłem, niech będą przestrogą a zarazem obrazem co może zrobić kłusownik, oraz jaką straszną śmiercią umiera zwierzyna, która wpadła w sidła. Bywa często, że usidlonej zwierzyny nie zabiera, bo z obawy przenosi się w inny teren.

Darz Bór

W treści umieściłem kilka wypowiedzi sympatyka lasu jak i myślistwa p. Mariana Trzebiatowskiego.

Materiał zaczerpniety za zgoda autora z: Mięckał- dziennik
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
taka-warszawa-3.jpgtaka-warszawa-9.jpga-p-3-97.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
pociagiem_nad_morze_kacik.jpg

... nie tylko od święta

569919bf7f9df39147c695e68d915148.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2019 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.