Sprawy ludzkie nie idą aż tak dobrze, żeby się podobało większości to co lepsze.

Lucjusz Anneusz Seneka
Polska zawsze blisko
Środa, 26.04.2017 r.
Imieniny: Marii i Marcelego


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Polska jurysdykcja: Podpatrzmy zwyczaje sąsiadów

Radca Prawny Andrzej Nowak 2012-08-11
radcaa_nowak_70.jpgWywołałem pewnego razu wesołość sądu w Lipsku i osób biorących udział w rozprawie, gdy zwracając się do sądu, wstałem z ławki pełnomocników strony. Sąd poprosił mnie, bym - tak jak i inni uczestnicy rozprawy - zabierał głos w pozycji siedzącej.

Zrozumiałem wtedy szczere i nieudawane zdziwienie jednego z moich niemieckich klientów, gdy beształ go przewodniczący składu orzekającego w polskim sądzie, ponieważ odpowiedział na pytanie sądu, nie wstając z ławki. Połajanka ta stawała się intensywniejsza i mniej dyplomatyczna w słowach, a zdziwienie mego klienta jeszcze pełniejsze, gdy kontynuował swoją wypowiedź wobec sądu już w pozycji stojącej, ale z jedną ręką w kieszeni spodni.

Świadkiem innego epizodu z podobnej kategorii byłem, kiedy nie mogłem wyjednać u jednego z polskich sądów przerwy w ponad dwugodzinnym przesłuchaniu mojego niemieckiego klienta, by umożliwić mu skorzystanie z toalety. Moje, ponawiane prośby zostały skwitowane uwagą sędziego przewodniczącego, iż ciekawe, czy u siebie mógłby pozwolić sobie na coś podobnego?

Nasunęło mi się wówczas pytanie, co z tym pruskim: „Ordnung muß sein!”?. Odpowiedziałem sobie sam, że pewnie zostawili go w Łodzi, razem z fabrykami.

Apogeum zaskoczenia swobodą, a zarazem nienaganną merytorycznością atmosfery uczestnictwa w rozprawie sądowej przeżyłem jednak całkiem niedawno, podczas jednej ze spraw patentowych przed Landgericht Hamburg.

Nie tylko na mnie, ale i na uczestniczących w rozprawie niemieckich adwokatach przybyłych z innych Landów, wywarło wrażenie już samo ukształtowanie sali rozpraw. Żałuję, że nie wykonałem fotografii.

Mniej więcej jedną trzecią sali zajmował duży stół z blatem w kształcie elipsy. Po jednej stronie stołu zasiedli trzej zawodowi sędziowie. Miejsca naprzeciw sędziów, po drugiej stronie stołu, zajęły strony ze swoimi pełnomocnikami. Na stole znajdowały się wzorce spornych przedmiotów, zatrzymanych przez urząd celny, jakoby naruszających patent wnioskodawczyni. Przedstawiciele stron, adwokaci i rzecznicy patentowi dyskutowali z sędziami argumenty za uznaniem i przeciw uznaniu naruszenia patentu.

W pozostałej części sali były ustawione krzesła dla publiczności. Oczekiwali na nich również przybyli przed terminem swojej rozprawy uczestnicy innych spraw, którzy po zakończeniu sprawy poprzedzającej ich termin zajmowali płynnie opuszczane właśnie przy stole miejsca swych poprzedników. Napis na tablicy z wokandą przed salą rozpraw zapraszał uczestników do zajmowania miejsc na sali, uprzedzając zarazem, iż sprawy rozpatrywane są według kolejności z wokandy, bez odrębnego wywołania na korytarzu.

Taka informacja o braku wywołania spraw na korytarzu mogłaby teoretycznie wywołać stres u nieobeznanych ze zwyczajami hamburskiego sądu i spowodować u przybysza z kraju postrzegającego urzędników niemieckich przez pryzmat powiedzenia „Ordnung muß sein!”, bojaźń o ryzyko przeoczenia terminu.

Wkrótce mogłem się jednak przekonać, że rezygnacja z celebracji wywołań spraw na korytarzu służy również raczej skracaniu dystansu w imię poprawy atmosfery kreowania rozstrzygnięcia sądu.

Mniej więcej pół godziny przed rozpoczęciem naszej rozprawy sędzia przewodniczący poinformował, że dzwonił właśnie mój kolega adwokat niemiecki, który utkwił w korku na autostradzie i z pewnością nie dojedzie na czas. Sędzia przewodniczący poinformował, że wobec tego nasza rozprawa nie rozpocznie się wcześniej niż o 13:00 i zaproponował nam skorzystanie z sądowej biblioteki lub też stołówki.

Gdy już mój niemiecki kolega dojechał do sądu, zajęliśmy miejsce przy stole i wzięliśmy udział w burzy mózgów sądu i stron nad naszą sprawą. Mimo że ogłoszenie wyroku zapowiedziano dopiero na koniec dnia, odchodząc od stołu, ani my, ani nasi przeciwnicy nie mieliśmy wątpliwości co do wyniku sprawy. Rozjechaliśmy się każdy do swoich miast, a po tygodniu otrzymaliśmy odpis oczekiwanego wyroku z uzasadnieniem i protokołem rozprawy.

Nie wiem, jak Państwu, ale mnie osobiście bardziej odpowiada taka rzeczowa i robocza dyskusja nad wspólnie rozważanym rozstrzygnięciem, niż rytuał kłaniających się Wysokiemu Sądowi adwokatów, mających do przekazania klientowi tylko słynne: „Niezbadane są wyroki Boże i Sądów” jako jedyną realistyczną prognozę rozstrzygnięcia, przed jego ogłoszeniem przez sąd.

Strona internetowa autora:
http://andrzejnowakradcaprawny.blog.onet.pl

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-3-97.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
mamypomyslyforsybrak_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1025672.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  poczta_dawniej_i_dzis_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.