Do najpiękniejszych cnót człowieka należy zdolność przebaczania. Zemsta niszczy zarówno wroga, jak i nas samych, nas samych o tyle groźniej, że pustoszy naszą duszę, gdy wrogowi możemy odpłacić tylko szkodą cielesną. Przebaczanie nas pomnaża.Jan Parandowski
Polska zawsze blisko
Wtorek, 21.11.2017 r.
Imieniny: Janusza i Konrada


Wró?Strona g?ówna Drukuj

POLSKIE SKRZYDŁA: Czy tylko generalska głupota?

Jerzy Wypiórkiewicz 2010-10-07
zajac_100.jpgW kampanii wojennej 1939 roku polskie lotnictwo wojskowe pomimo bohaterskiej postawy załóg i służb naziemnych poniosło klęskę w zastanawiająco krótkim czasie. Przeciwko Luftwaffe kierującej nad nasze terytorium ok. 1500 samolotów bojowych, armia polska mogła wystawić ok. 400 maszyn w pierwszej linii. Niewielki procent tych samolotów reprezentował nowoczesną technikę, pozostałe miały dość długi staż w eskadrach, zatem znacznie wyeksploatowane odbiegały już osiągami od niemieckich. W tamtym czasie rozwój lotnictwa był tak szybki, że pięcioletni płatowiec był już przestarzały. Przewaga Niemców w lotnictwie była zatem prawie pięciokrotna w liczbach bezwzględnych, a w poziomie technicznym?... W ostatnich latach przed wojną nakłady na lotnictwo wojskowe III Rzeszy były około sto razy większe niż Polska mogła sobie pozwolić. Abstrahując od tego faktu, można sobie zadać pytanie, czy przy tych niewielkich nakładach finansowych mogliśmy pokusić się o silniejsze lotnictwo w dobie wojny i czy istniały jakieś tajemnicze siły hamujące rozwój naszych sił powietrznych. Czy działali u nas polscy Quislingowie?

Kto to taki?

Pojęcie Quisling gen. Rayski w swoim memoriale z 1970 roku wyjaśnia następująco: „Quislingami nazywamy, od prototypu norweskiego - ludzi na bardzo wysokich lub nawet najwyższych stanowiskach w państwie, którzy dla różnych powodów jak ambicja, chęć władzy, zyski materialne, szantaż, przez zagrożenie odkrycia dawniejszych kontaktów itd. współpracowali z Niemcami. Jeżeli nawet nie byli oni zawsze w stanie doprowadzić do poddania swego kraju Niemcom bez walki - to czynili tę walkę i ten opór jak najmniej skutecznym”. Mocno powiedziane, ale czy w naszych realiach niemożliwe były takie zachowania? Być może czasami mogła też wchodzić w grę zbytnia naiwność i brak czujności wobec potencjalnych agentów obcych służb wywiadowczych. O tym, że państwo nasze było obiektem intensywnej pracy szpiegowskiej, na wszystkich szczeblach władzy, nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości. We wspomnianym memoriale gen. Rayski stara się uzmysłowić Polakom, że przed wojną cały proces osłabiania polskiego lotnictwa i zwalanie kłód pod nogi jego dowódcy, który latami nie mógł przeforsować żadnych zmian w chorej organizacji lotnictwa, musi być dziełem rodzimych Quislingów, gdyż głupotą lub całkowitą ignorancją, wszystkiego nie da się wytłumaczyć. Dalej Generał wyjaśnia podłoże ewentualnego pojawienia się zdrajców na najwyższych szczeblach władzy w Polsce międzywojennej. Otóż, twierdzi on, że Józef Piłsudski tworząc swoją I-szą Brygadę Legionów, sprowokował niejako Austriaków do tworzenia dalszych oddziałów legionowych, ale całkowicie „austriackich” pomimo licznego uczestnictwa w nich Polaków. Oddziały te przesiąknięte były funkcjonariuszami austriackiego wywiadu wojskowego, którzy następnie znaleźli się w armii polskiej po odzyskaniu niepodległości. Wiadomo jednak, jak mawiał gen. Rayski, „kto raz wsadził palec w tryby wywiadu, już go wyciągnąć nie zdoła. Traci albo rękę albo głowę”. W tym przypadku przypomina się znane określenie „pożytecznego idioty”, czyli autorytetu funkcjonujacego w środowiskach opiniodawczych, kształtującego je i wpływającego ostatecznie na podejmowane decyzje na najwyższm szczeblu władzy. On sam czyni szkodę dla państwa w najlepszej wierze, iż kieruje nim patriotyzm i szlachetne intencje. W rzeczywistości jest osaczony przez sieć inteligentnych agentów wpływu. Cokolwiek by nie sądzić o wygłoszonej przez gen. Rayskiego teorii, w historii Polski przedwrześniowej, a szczególnie w przygotowaniach do wojny, jest tak wiele zastanawiających i niewytłumaczalnych faktów, że trudno rzeczywiście oprzeć się wrażeniu o udziale w nich polskich Quislingów. Nasi Quislingowie mogli również rekrutować się z ochotników niższych szczebli. Naiwność, brak zdrowego rozsądku, a i zbytnia pycha i niezachwiana wiara w swoją wielkość mogły stanowić zachętę do zdrady własnego Państwa. Agentury działały w ukryciu i przybierały postać jowialnych kamratów sypiących pomysłami i pieniędzmi.

Nowe trendy w lotnictwie.

Niemiecka doktryna wojenna w latach 30-tych opierała się na lotnictwie, które miało być główną siłą uderzeniową w przyszłej wojnie. Potencjalnie jednym z pierwszych celów do zaatakowania była Polska. Trzeba zatem maksymalnie ją osłabić, by zwycięstwo nad nią było łatwe i nie przyniosło zbyt wielkich strat. Lotnictwo w Polsce w tym czasie było administrowane przez doświadczonego lotnika i inżyniera, gen.pil. Ludomiła A.Rayskiego, który szkolnictwo i przemysł lotniczy postawił na najwyższym możliwym dla nas poziomie. Ten człowiek absolutnie nie odpowiadał niemieckim planom podbojów gdyż charakteryzował się trzeźwym spojrzeniem na rozwój lotnictwa światowego. Gen. Rayski był w Polsce przez wiele lat celem niewybrednych ataków, z różnych stron, ugrupowań i poziomów władzy. Nie mogło się to odbywać zupełnie bez podszeptów agentów wpływu. Pożytecznych idiotów nigdy w tym kraju nie brakowało. O ile w Polsce Generał był przez nich niezwykle ostro krytykowany o tyle w innych krajach zaprzyjaźnionych miał jak najlepszą opinię. Niech o tym zaświadczy opinia gen. Mirkowicza, Dowódcy Lotnictwa Jugosławii: /Piotr Borkowski, Kronika, 13.02.1948r/ „…piłem u siebie w ogrodzie herbatę z generałem Mirkowiczem, byłym Dowódcą Królewskiego Lotnictwa Jugosławii, który w tragicznych dniach 1941r. był spiritus movens oporu przeciwko inwazji niemieckiej. Generał Rayski – powiedział gen. Mirkowicz z ogniem w oczach – to człowiek (C’est quelqu’une). Wybitny organizator, wspaniały pilot. Żadne lotnictwo europejskie przed wojną nie miało takiego dowódcy! C’est une personalite formidable!”
/ słowa gen. Mirkowicza po francusku tłumaczą się następująco: To jest KTOŚ! To wspaniała persona!/

Inna sprawa, że polska doktryna wojenna opierała się na doświadczeniach wojny polsko-bolszewickiej i w lotnictwie widziała tylko rolę pomocniczą – rozpoznanie. Lotnictwo w ten sposób rozumiane było traktowane na poziomie taborów. Generał Rayski nie mógł przeforsować całymi latami zmiany rozumowania naszych sztabowców, czyli też zwiększonych nakładów na lotnictwo. Pod jego opiekuńczymi skrzydłami wyrosła jednak cała plejada wysokiej klasy inżynierów lotniczych, którzy tworzyli trzon przemysłu państwowego skupionego w Państwowych Zakładach Lotniczych (PZL), Podlaskiej Wytwórni Samolotów (PWS) i Lubelskiej Wytwórni Samolotów (LWS). Ich wiedza w połączeniu z fachowością personelu technicznego pozwoliła na konstruowanie sprzętu lotniczego opartego na najnowszych technologiach. Oczywiście to wszystko rodziło się w bólach, bo przecież Polska to był kraj dopiero budzący się do życia po wiekowej niewoli. W polskich i nie tylko polskich annałach na zawsze pozostaną nazwiska naszych sławnych konstruktorów, a m.in. inż.inż Jerzy Dąbrowski, twórca światowej sławy „Łosia”, Zygmunt Puławski wynalazca „mewiego płata” i twórca wyposażonych weń myśliwców PZL-6,7,11 i 24. Wsiewołod Jakimiuk, konstruktor nowoczesnego myśliwca „Jastrząb”, Stanisław Prauss, konstruktor „Karasia” i „Suma”, Jerzy Rudlicki znany z serii samolotów rozpoznawczych „Lublin”. Można wymienić jeszcze wiele nazwisk inżynierów związanych z przemysłem lotniczym, bo to rzeczywiście była cała ich plejada, ale jeszcze jedno nazwisko koniecznie trzeba wymienić. Jest to genialny konstruktor silników lotniczych, Stanisław Nowkuński. Jego silnik GR-760 był rewelacją na świecie, gdyż przy masie 147 kg rozwijał moc 300 KM.

Szatany były tam czynne…

W sytuacji chronicznego niedoboru środków płatniczych, marzeniem Ludomiła Rayskiego było znalezienie złotego środka czyli samolotu wielozadaniowego, który mógłby jednocześnie sprawować funkcje ciężkiego myśliwca eskortowego oraz lekkiego bombowca nurkującego czy samolotu szturmowego, działającego na polu walki. Rayski zaproponował konstruktorom PZL opracowanie takiego samolotu. Następnie z dwóch przedstawionych projektów wybrano na posiedzeniu Rady Technicznej Departamentu Lotnictwa wariant dr.inż.Franciszka Misztala. Jako napęd zaproponowano aktualnie konstruowany przez inż.Nowkuńskiego silnik Foka o mocy startowej ponad 600 KM. Zakładana prędkość samolotu miała wynosić 520 km/h. Jak na owe czasy była to rewelacja na skalę światową. Samolot ten otrzymał kryptonim PZL P-38 "Wilk".

Projekt zakończono w 1936r. i przystąpiono do budowy trzech prototypów. Pierwszy egzemplarz został ukończony w połowie 1937r. ale silnik "Foka" nie był jeszcze ukończony z powodu nieprzewidzianego splotu okoliczności. Otóż w czasie wspinaczki w Tatrach, inż.Stanisław Nowkuński poniósł śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach i prace nad silnikiem uległy zahamowaniu. Ponieważ współpracownicy Nowkuńskiego nie zdołali dokończyć dzieła w krótkim czasie, Sztab Główny nakazał odstąpić od dalszych prac nad tym samolotem. Nieco wcześniej inż. Stanisław Prauss opracował lekki samolot bombowy i rozpoznawczy oznaczony kryptonimem „Karaś”. Samolot ten zawierał wszelkie nowinki techniczne i technologiczne, ale spowodował wiele kontrowersji wśród starszych pilotów dla których był już za trudny do opanowania. Spowodowało to, że samolot po wielu sugerowanych przez eskadry przeróbkach do linii wprowadzono dopiero w 1935 roku i w niewielkiej ilości. Jego wersja eksportowa, wyposażona w mocniejszy silnik w niczym nie ustępowała samolotom niemieckim, ale do samej wojny samoloty te były sprzedawane za granicę. Przypomnieć też należy o perypetiach naszego najlepszego samolotu myśliwskiego „Jastrząb”, które wcześniej opisano na tych łamach pod tytułem „Zestrzelony jeszcze przed startem”. Tam też musieli wykazać się niezwykłą aktywnością w roli doradców, pożyteczni ( tylko dla kogo?...) idioci. Qui bono... kto na tym skorzystał? Taka działalność okazała się zbrodnicza w skutkach, jak istnienie niesławnej V Kolumny. W dobie bliskiego zagrożenia wojennego nasze czynniki miarodajne sprzedawały świetne działa przeciwlotnicze systemu Oerlikon, gdy nasza obrona cierpiała na ich brak. Te działa miały też otrzymać poszczególne fabryki z przeszkoloną obsługą. Niestety, pieniądze wpłaciły, armat nie otrzymały… Te oraz inne sprawy nigdy nie doczekały się rzetelnego wyjaśnienia, ani też nikogo za ten stan rzeczy nie ukarano. Na emigracji cały ten balast spokojnie zwalono na barki gen.Rayskiego i obarczono go całą winą za klęskę kampanii wrześniowej.

Gdzie gospodyń sześć…

Dowodzenie polskim lotnictwem wojskowym było niewytłumaczalnie zagmatwane i prowadziło do chaosu w razie wojny. Mianowicie: były dwa piony dowodzenia, nie powiązane ze sobą i do tego o niejasnych kompetencjach. Pod koniec pojawił się jeszcze jeden pion… Zgodnie z przysłowiem: gdy gospodyń sześć, to nie ma co jeść”

Pierwszym /teoretycznie/ był oficer-urzędnik ministerialny, szumnie nazwany Dowódcą Lotnictwa, który miał kompetencje ograniczające się do dostarczania odpowiedniej ilości samolotów /na które nie otrzymywał środków płatniczych/ oraz kierowania szkolnictwem lotniczym. Wymagania techniczne oraz ilości na produkowane samoloty Dowódca dostawał od Komitetu Uzbrojenia /KSUS/. Nie miał natomiast żadnego wpływu na doktrynę ich użycia ani sprawy taktyczne. Jeszcze dziwniejszą sprawą było to, że Dowódca Lotnictwa miał dwóch przełożonych. Tor pokojowy i wojenny, których interesy często się wykluczały i powodowały długie targi kompetencyjne, które na długie miesiące wiązały ręce gen.Rayskiemu. Drugi pion, równoległy do Dowództwa to Inspektor Obrony Powietrznej Państwa. 3 sierpnia 1936 roku został nim gen.bryg.Józef Zając, który od początku krytykował wszelkie posunięcia gen. Rayskiego. Obaj panowie nie pałali do siebie zbytnio sympatią, gdyż gen.Zając będąc zawodowym oficerem piechoty, narzucał gen. Rayskiemu swoje niezbyt fachowe opinie, sprzeczne z fachową wiedzą lotniczą tego ostatniego. Poza tym korzystając z nie do końca sprecyzowanych kompetencji, gen. Zając wprowadzał pewne zarządzenia pomijając gen.Rayskiego. To dolewało oliwy do ognia. Pod koniec 1937 roku powołano też Sztab Lotniczy przy Sztabie Głównym, którego szefem został płk obs.Stanisław Ujejski. Sztab Lotniczy miał za zadanie przygotować plany organizacyjne jednostek lotniczych na wypadek wojny, oraz strategię ich użycia, a Inspektor Obrony Powietrznej odpowiadał za stan obrony przeciwlotniczej i dostarczenie wszelkiego materiału wojennego. Pomysły Generała Zająca.

Po śmierci Marszałka Piłsudskiego Naczelnym Wodzem został gen. Rydz-Śmigły, po roku mianowany Marszałkiem Polski. Nie znając zagadnienia, otoczony pochlebcami zaczął zawierzać podszeptom, że gen. Zając wygłasza w sprawach lotnictwa bardzo obiecujące opinie, w odróżnieniu od Dowódcy Lotnictwa, który z uporem maniaka lansuje tezę o pierwszoplanowej roli lotnictwa bombowego w przyszłej wojnie. Natomiast gen. Zając uważał, że bombowce nie są Polsce potrzebne, a zadania bombardowania zgrupowań pancernych nieprzyjaciela, węzłów komunikacyjnych oraz jego przemysłu przejmą nasi alianci, głównie Francja. Gen. Zając zgłosił też Marszałkowi, że bombowiec „Łoś” nie nadaje się na front, bo nie posiada podwójnych sterów!!! Tu się Generał nieco ośmieszył, bo żaden tej klasy samolot w tym czasie nie stosował takich sterów. Lansując tezę, że polskie lotnictwo winno oprzeć się wyłącznie na sprzęcie myśliwskim, zasugerował świeżo mianowanemu po ustąpieniu gen.Rayskiego, Kalkusowi, zlikwidowanie produkcji „Jastrzębia”. Ponieważ gen. Zając miał już nominację na stanowisko Naczelnego Dowódcę Lotnictwa na wypadek wojny, jego głos w każdej sprawie lotniczej był decydujący. Gdy nie udało się nic kupić na miejsce utrąconego „Jastrzębia”, polecił on zmodernizować starą PZL-11 wykorzystując silnik od „Jastrzębia”. To było dno nonsensu, bo wiadomo było, że osiągi tego tworu nie będą na pewno lepsze. Idąc za ciosem zgodnie ze swoją doktryną, nakazał wstrzymanie produkcji najlepszego naszego samolotu bombowego „Łoś”, który z powodzeniem mógł być ciężkim myśliwcem jak również szturmowcem. Dzięki zdecydowanej postawie załogi PZL decyzję cofnięto, ale dezorganizacja zrobiła swoje. Zastanawiające jest, że rewelacyjnie prezentującego się „Łosia” udało się doprowadzić do produkcji seryjnej i uzbroić cztery eskadry /36szt./ Pozostałe kilkadziesiąt sztuk zmarnowano pozostawiając nieuzbrojone na opiece boskiej. Dziwne nieprzemyślane decyzje, później odwoływane, ciągła zmiana planów produkcyjnych spowodowały, że przemysł lotniczy praktycznie stanął, zamiast iść pełną parą na trzy zmiany. Aby dopełnić tego dna nonsensu po ustąpieniu gen.Rayskiego zwolniono wszystkich jego zastępców, chociaż oni o to nie prosili i w ten sposób jak mawiają niektórzy: „obcięto głowę polskiego lotnictwa” u progu wojny. Nowi ludzie, którzy przyszli na ich miejsce nie mogli wdrożyć się w całość zagadnień w tak krótkim czasie, więc siłą rzeczy dowodzenie zostawiało wiele do życzenia. Jasną jest rzeczą, że nasze lotnictwo wygrać batalii z Luftwaffe nie było w stanie, ale mogło zadać jej dużo większe straty i w dużo lepszym stylu. W ciągu zaledwie ostatnich trzech lat przed wojną zaprzepaszczono ogrom zapału i zaangażowanie techników przemysłu lotniczego, niszcząc w zarodku ich najlepsze konstrukcje, mogące konkurować z najlepszymi w świecie. Mam na myśli blokowanie z błahych powodów wejście do produkcji prototypów „Wilka”, „Lamparta”, „Jastrzębia” oraz zahamowanie produkcji „Łosia”.

Spóźniony referat.

Po serii inspekcji w pułkach lotniczych, pod koniec 1938 roku, gen. Zając przekazał marsz. Rydzowi-Śmigłemu obszerny referat obrazujący stan polskiego lotnictwa i prognozy na przyszłość. Oto co pisze na ten temat jeden z najlepszych znawców zagadnień lotniczych w Polsce, doc.dr Edward Malak /Administrowanie w lotnictwie polskim 1926-1939 str.274/: „Istotnie, materiał informacyjny zawarty w referacie jest imponujący, w bazie faktograficznej dokładnie współbrzmiący z dokumentami Sztabu Głównego oraz Dowództwa Lotnictwa. Także wiele ocen jest niewątpliwie słusznych i uczciwych. Jednakże referat gen. Zająca zawiera też przejaskrawione tezy i wnioski, błędy nawet, wywołując pytanie czy to wszystko nie jest wynikiem prowadzonej w atmosferze zadrażnień współpracy pomiędzy generałami Zającem i Rayskim. (…) Niewątpliwym jest, że referat IOPP był konieczny i dobrze się stało, że sporządzone zostało wreszcie z jego strony poważne studium. Rzeczywiście jednak uczynione zostało to za późno, za co wszakże trudno całkowicie obwiniać gen. Zająca, skoro został skierowany bez żadnego przygotowania fachowego na to niezmiernie trudne stanowisko, nie wykazując przy tym wcześniej zainteresowań tą sferą działalności”.

No to mamy kwintesencję zagadnienia. Człowiek, który wcześniej nie interesował się lotnictwem będąc dowódcą dywizji piechoty, nagle zostaje szefem obrony przeciwlotniczej średniej wielkości państwa, jest planowany na dowódcę lotnictwa w czasie wojny, wygłasza najdziwniejsze z punktu lotnictwa, teorie i swoją siłą przebicia oraz umiejętnością narzucania swoich poglądów przełożonym, spycha wysoko wykwalifikowanego specjalistę lotniczego w niebyt, dla zaspokojenia własnych, nie popartych fachowością, ambicji. Po napaści Niemiec na Polskę w dniu 1 września 1939 roku gen. Zając zasłynął brakiem kontaktu z jednostkami frontowymi, oraz kontrowersyjnymi rozkazami. Najbardziej krytykowaną decyzją gen. Zająca było odebranie walczącym armiom lotnictwa myśliwskiego i rozpoznawczego, zgrupowanie go pod Lublinem gdzie stali bezczynnie z powodu braku paliwa. Komisja Rejestracyjna, która pod przewodnictwem gen. Józefa Hallera działała we Francji po zakończeniu kampanii wrześniowej o tych faktach napisała m.in.: „Generał Zając nie potrafił zorganizować zaopatrzenia jednostek liniowych lotniczych na froncie w materiały techniczne, części zapasowe, materiały pędne, ogniwka do karabinów maszynowych etc., jak również nie zorganizował pomocy technicznej skutkiem czego samoloty lekko uszkodzone trzeba było niszczyć, aby nie oddać w ręce wroga. Benzyna, której było pod dostatkiem w składnicach lotniczych, jest tak rozmieszczona i zamaskowana w terenie, że zainteresowane jednostki liniowe nie mogą jej znaleźć, a nie mając odnośnych dyspozycji naczelnego dowództwa lotnictwa, muszą przerywać działania bojowe”.

Podobne zarzuty pod adresem naczelnego dowództwa lotnictwa można mnożyć. Niewątpliwie, warunki wojny stwarzają trudne warunki dla wszelkiego szczebla dowodzenia, ale Naczelny Dowódca Lotnictwa niestety, nie sprawdził się na polu walki. Po prostu, sytuacja go przerosła. Gen. Zając w Rumunii miał zająć się ewakuacją naszych lotników do Francji ale z nieznanych powodów rozkazu nie wykonał i udał się samowolnie do Paryża. Po ewakuacji do Francji już niedługo dowodził lotnictwem. Na skutek zdecydowanego protestu personelu lotniczego gen.Sikorski odwołał gen.Zająca ze stanowiska i skierował do piechoty.

Doktor filozofii dowódcą lotnictwa.

Gen. Józef Zając urodził się 14 marca 1891 roku w Rzeszowie. Naukę rozpoczął w 1901 roku w Gimnazjum. Po maturze rozpoczął studia na Wydziale Filozofii w Krakowie. Z filozofii uzyskał doktorat za pracę o widzeniu przestrzennym. Studiował matematykę, fizykę i psychologię. Należał do Związku Strzeleckiego, następnie wstąpił do Legionów Polskich gdzie został dowódcą 12 kompanii 3 Pułku Piechoty. We wrześniu 1917 roku został dowódcą pułku. Z II Brygadą Legionów pod dowództwem gen.Józefa Hallera, przeszedł front pod Rarańczą i po ucieczce z niewoli niemieckiej przedostał się do Francji. W wojnie polsko-bolszewickiej był szefem sztabu Grupy Operacyjnej „Dolna Wisła”, a po jej zakończeniu pozostał w dyspozycji Naczelnego Wodza. Jego przynależność do II Brygady Legionów tłumaczy częściowo animozje z gen.Rayskim, żołnierzem I Brygady J.Piłsudskiego. Z tamtych czasów wywodzą się animozje między Władysławem Sikorskim, Włodzimierzem Ostoja-Zagórskim, a Komendantem Piłsudskim. Otóż, gdy Piłsudski chciał suwerennej, niepodległej Polski, Sikorski et consortes dążyli do Polski uzależnionej od Austrii. W 1921 roku Józef Zając został mianowany pierwszym oficerem sztabu II Armii gen. Rozwadowskiego. W latach międzywojennych był m.in. zastępcą szefa Sztabu Generalnego, dowódcą 23 Dywizji Piechoty, później dowódcą Okręgu Korpusu w Krakowie, następnie we Lwowie. W 1936 roku został Inspektorem Obrony Powietrznej Państwa. We wrześniu 1940 roku został zastępcą dowódcy I Korpusu Polskiego w Szkocji, następnie został dowódcą Wojska Polskiego na Bliskim Wschodzie. 3 maja 1942 został awansowany do stopnia generała dywizji. Zmarł 12 grudnia 1963 roku w Ottawie.

Źródła:
1/ Piotr Borkowski, Kronika. 13.02.1948 r.
2/ St. Czmur, Waldemar Wójcik, Generałowie w stalowych mundurach. Bellona 2003
3/ Edward Malak, Administrowanie w lotnictwie polskim 1926-1939. Toruń 2005
4/ Ludomił A.Rayski, Memoriał. 1970 r.
5/ Ludomił A.Rayski, Poland΄s Treason. Londyn /maszynopis/

Załączniki:
1/ Fotografia gen. Józefa Zająca /audiovis.nac.gov.pl/
2/ pozostałe to odpisy dokumentów. /ze zbiorów autora/

zajac_420.jpgpismo zajaca_420.jpgpismo burcharda_420.jpgdymisja_420.jpg
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Trzymajmy się zasad

rozpacz1.jpg

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
ap-31.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
plug_sniezny.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.