Środa, 19.12.2018 r. Imieniny: Urbana i Dariusza
Dobra wola jest czymś najbardziej wartościowym w człowieku; ona przydaje wszystkiemu pozostałemu szlachetność i wartość, i w tym tkwi istota całego człowieka.

Francois Fenelon
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

POLSKIE SKRZYDŁA: Polska Bitwa o Anglię.

Jerzy Wypiórkiewicz 2010-06-30
hurricane mk1 w locie_100.jpg„Nigdy na polu ludzkich konfliktów, tak wielu nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym”. To historyczne dziś już zdanie wygłosił Winston Churchill jesienią 1940 roku, tuż po zakończeniu niezwykłych zmagań powietrznych u południowych wybrzeży Wysp Brytyjskich. Zmagania te, od których niewątpliwie zależały losy Europy, a być może także i Świata, przeszły do historii jako „Bitwa o Anglię”. Był to okres walk powietrznych o takim nasileniu i zaciętości jakich nie znano nigdy przedtem ani nigdy potem. Wynik tych walk zdecydował o losach II wojny światowej, mimo że po obu stronach konfliktu brało udział zaledwie kilka tysięcy ludzi i samolotów.

Francja zawiodła polskie nadzieje.

Gdy wiosną 1940 r. pod ciosami niemieckich zagonów pancernych padła potężna Francja, stało się jasne, że następnym obiektem ataku Hitlera będą Wyspy Brytyjskie. Były to „wyspy ostatniej nadziei” jak mawiali ściągając tu ze wszystkich, możliwych pobojowisk Europy polscy rozbitkowie. Wierzyli oni, że tu musi paść rozstrzygnięcie gdyż cofać się nie było już dokąd. Armia polska odtworzona z ogromnym trudem po klęsce wrześniowej, wykrwawiona w obronie Francji, po haniebnym podpisaniu kapitulacji przez marszałka Petaina, poszła w rozsypkę. Mniej niż połowa z ponad osiemdziesięciu tysięcy polskich żołnierzy przedostała się do sojuszniczej Anglii. Najmniejsze straty zanotowali nasi lotnicy, którzy mieli najkrótszą drogę do portów Południowej Francji. W kampanii francuskiej zdołano wysłać na front jeden kompletny dywizjon myśliwski 1/145, zaś piloci pozostałych dwóch będących w trakcie organizacji, zostali rozesłani do jednostek francuskich poszczególnymi kluczami. Spisali się nadzwyczaj dobrze niszcząc 52 samoloty niemieckie ze stratą 11 pilotów. Ostatni rozkaz gen.Sikorskiego z terenu Francji, brzmiał - wszyscy na Wyspy Brytyjskie, tam odrodzimy swoje siły zbrojne po raz drugi! Okręty Royal Navy, zawijając do niezajętych jeszcze portów zachodniej i południowej Francji, zabierały na pokład ewakuujących się żołnierzy. Część personelu latającego uwikłanego w walki frontowe, musiała ewakuować się na własną rękę. Korzystając z porzuconego przez Francuzów sprzętu, duża grupa polskich pilotów przeleciała na lotniska w Afryce Północnej, a następnie do Gibraltaru i okrętami brytyjskimi do Anglii. Tak zakończył się drugi akt polskiego, lotniczego dramatu, zaczynał trzeci. Płynęli z nadzieją w sercu, że może to już ostatnia odsłona i losy wojny potoczą się nieco inaczej niż we Francji. Płynęli również osłupiali i zdumieni tym, że ta dumna jeszcze niedawno Francja, protekcjonalnie traktująca polskie uwagi o czyhającym niebezpieczeństwie niemieckim, padła w podobnie krótkim czasie jak Polska.

Operacja „Lew Morski”

19 lipca Adolf Hitler wydał polecenie przygotowania inwazji na Wyspy Brytyjskie. Aby tego dokonać, należało zgnieść brytyjskie lotnictwo i osiągnąć stan bezwzględnego panowania w powietrzu. W tym celu marszałek III Rzeszy, Hermann Göring zmobilizował potężną armadę powietrzną w skład której weszła 2 Flota Powietrzna pod dowództwem feldmarszałka Kesselringa oraz 3 Flota pod dowództwem feldm. Sperrlego, dodatkowo wspomagana przez siły 5 Floty startujące z Norwegii. Siły te ocenia się na około 2700 samolotów w tym około 1300 bombowców różnych typów oraz drugie tyle myśliwców Bf 109 i Bf 110.
Według butnych zapowiedzi marszałka III Rzeszy armada ta miała „wybombardować” Anglię z wojny bez udziału sił lądowych. Wówczas sytuacja lotnictwa brytyjskiego przedstawiała się tragicznie. RAF poniósł duże straty we Francji i w obliczu niemieckiego ataku dysponował zaledwie około 700 samolotami myśliwskimi oraz podobną liczbą pilotów. Produkcja sprzętu lotniczego nadążała za potrzebami frontu natomiast zaczynało dotkliwie brakować pilotów. Szkolenie pilota myśliwskiego trwa jednak określony czas i tego nie można było przyspieszyć. Był to problem nr.1 zarówno premiera Churchilla jak i dowódcy Royal Air Force marsz.Dowdinga, Sytuacja stawała się nadzwyczaj krytyczna. Wybawieniem okazali się piloci polscy, którzy gremialnie przybyli na „Wyspę ostatniej nadziei” po upadku Francji.

Wątpliwości Marszałka Dowdinga .

Początkowo dowództwo brytyjskie, a w szczególności marsz.Dowding, odnieśli się do Polaków z dużą rezerwą. Sądzili bowiem, że pilot, który w niespełna rok przegrał dwie kampanie musi być zdemoralizowany i nie przedstawia wielkiej wartości bojowej. Najbliższe tygodnie miały pokazać jak poważnie się mylili. Polscy piloci pomimo przegrania tych kampanii stanowili świetną kadrę, a przecież mieli jeszcze do wyrównania niejeden wrześniowy porachunek z Luftwaffe. Kiedy więc w krytycznym momencie dla Anglii, zostali wypuszczeni na znienawidzonego wroga, dali pokaz nieprawdopodobnego wręcz zapału bojowego. Ów zapał w połączeniu z wysokim poziomem wyszkolenia, a poparty nowoczesnym sprzętem, przechylił szalę zwycięstwa na stronę brytyjską. Zanim jednak to nastąpiło polskie dywizjony myśliwskie szkoliły się jeszcze i czekały na swój bojowy start. Pewną ilość pilotów, wcześniej przeszkolonych, na nieznanych dla nich typach samolotów /Hurricane, Spitfire/ zaczęto pojedynczo wcielać do dywizjonów brytyjskich. Między innymi w dywizjonie 501, stacjonującym u ujścia Tamizy, latali Stanisław Skalski, Paweł Zenker i Stefan Witorzeńć. W 145 dywizjonie wykonywali swe loty Jan Kwieciński, Antoni Ostowicz oraz Wilhelm Pankrac. W innych dywizjonach brytyjskich startowali tacy znani piloci jak: Jan Rogowski, Michał Stęborowski, Witold Głowacki, Feliks Gmur, Franciszek Gruszka, Franciszek Czajkowski, Jan Falkowski, Zbigniew Janicki, Jerzy Jankiewicz, Jan Kremski, Stefan Stegman, Aleksander Gabszewicz, Bolesław Drobiński, Tadeusz Nowierski, Ludwik Martel czy Marian Duryasz. Na dalszy ciąg nie trzeba było długo czekać, już 19 lipca por. Antoni Ostowicz otworzył listę polskich zwycięstw zestrzeliwując dla barw polskich, pierwszy nieprzyjacielski samolot. Niestety, tenże pierwszy polski zwycięzca, również jako pierwszy z Polaków ponosi śmierć w tych powietrznych zmaganiach.

Startują „Warszawscy Kosynierzy”.

Legendarny później dywizjon nr 303 „im.Tadeusza Kościuszki„ był jeszcze w treningu i nie uczestniczył w Bitwie. Właśnie w takim locie treningowym nastąpił jego bojowy chrzest. Por.Ludwik Paszkiewicz widząc przelatującą w dole niemiecką wyprawę bombową, nie wytrzymał, opuścił szyk dywizjonu, znurkował i zestrzelił Dorniera! Dowództwo brytyjskie słusznie zauważyło, że dalsze szkolenie Polaków jest zbyteczne i następnego dnia tj. 31 sierpnia 1940r. 303-ci wszedł do akcji. Rezultaty tych zmagań przeszły do legendy II wojny światowej. W ciągu kilku dni dywizjon zestrzelił więcej samolotów niemieckich niż jakikolwiek dywizjon brytyjski w tym samym czasie. Pierwszym dowódcą polskim dywizjonu był kpt.pil.Zdzisław Krasnodębski, lecz już 6 września zestrzelony i ciężko poparzony, przekazał dowodzenie Witoldowi Urbanowiczowi. W składzie tego dywizjonu znalazły się takie późniejsze sławy myśliwskie jak: Kazimierz Daszewski, Zdzisław Henneberg, Witold Łokuciewski, Marian Pisarek czy Jan Zumbach. Piloci Dywizjonu 303 przejęli tradycje i odznakę 111 Eskadry Myśliwskiej z Brygady Pościgowej, stąd też wielce zaszczytny tytuł „Warszawscy Kosynierzy” nadany im przez kolegów z innych dywizjonów.

Niesforny František.

W czasie Bitwy w dywizjonie 303 latał również sławny pilot czeski, sierżant Jošef František. Była to postać o tyle barwna co kontrowersyjna. Niewątpliwie dobry pilot lecz zupełnie niezdyscyplinowany w powietrzu. Stanowił on ciągłe utrapienie dowódców i zagrożenie dla kolegów pilotów. Mimo solennych przyrzeczeń za każdym razem po starcie w bojowym ugrupowaniu dywizjonu, odłączał i leciał samotnie nad Kanał by dobijać uszkodzone, dymiące niemieckie samoloty, usiłujące wyrwać się do Vaterlandu. Konto jego zwycięstw, uzyskiwanych w łatwy sposób, stale rosło kosztem kolegów, których porzucał, czyniąc lukę w bojowym ugrupowaniu. W końcu rozstrzygnięto ten problem z kurtuazją: mianowicie uznano Frantiska za gościa dywizjonu i latał jako nadliczbowy pilot. Niestety, zgubiła go wkrótce zbytnia brawura. Poniósł śmierć w szczątkach swego samolotu, wykonując „beczkę zwycięzcy” po powrocie z lotu bojowego. Co prawda istnieją różne wersje jego śmierci, ale w większości są to domniemania.

Poznaniacy też dołączają.

Drugi polski dywizjon nr 302 „Poznański„ przebywał w tym czasie na północy Wyspy i nie miał wielu okazji do wykazania równie wysokiego kunsztu bojowego. W zasadzie był to pierwszy polski dywizjon myśliwski utworzony w Anglii, ale z racji stacjonowania w odległym Leconfield oraz nieco innego przeznaczenia, nie brał początkowo udziału w Bitwie. Jednakże w kulminacyjnym momencie Bitwy został przesunięty do bazy Duxford na południu i nareszcie mógł wejść do działań bojowych na równi z Warszawiakami. Polskim dowódcą 302 Dywizjonu był mjr pil.Mieczysław Mümler. W składzie tego dywizjonu nie zabrakło równie sławnych pilotów, którzy niejednokrotnie udowodnili, że 302 dywizjon byłby nie mniej skuteczny od 303 gdyby został wysłany do boju odpowiednio wcześniej. Walczyły w jego składzie takie myśliwskie wygi jak m.in: Wacław Król, Tadeusz Chłopik, Stanisław Chałupa, Władysław Gnyś, Czesław Główczyński, Franciszek Jastrzębski, Piotr Łaguna czy Julian Kowalski, który znany był pod przezwiskiem „Roch”.

Wielki dzień polskich myśliwców!

Dzień 15 września 1940 roku był zwrotnym momentem Bitwy o Anglię i jednocześnie wielkim dniem Polaków. Hermann Göring postanowił w tym dniu ostatecznie złamać opór Brytyjczyków i fala za falą wysyłał w bój całe roje bombowców w myśliwskiej osłonie. Brytyjczycy ciągnęli ostatkiem sił. Do boju ruszyły wszystkie rezerwy, w tym dwa polskie dywizjony oraz Polacy w jednostkach brytyjskich. To była rzeczywiście mordercza walka. Niebo zaroiło się od płonących samolotów, spadających szczątków i spadochronów, tak niemieckich jak i alianckich. W boju tym wielką chwałą okryli się polscy piloci, nie tylko dlatego, że zestrzelili 29 samolotów nieprzyjacielskich ze stratą tylko jednego pilota ale pokazali fantastyczną wprost zawziętość w walce, przy tym nieprzeciętną znajomość myśliwskiego fachu. Atakowanie w pojedynkę kilkakrotnie liczniejszego przeciwnika nie należało do rzadkości. Oto opis fragmentu owej walki powietrznej zaczerpnięty z książki Eugeniusza Banaszczyka, „W Bitwie o Anglię” :
«Dywizjon 303 tam właśnie przechwycił jedno z ugrupowań i bezzwłocznie runął w dół. Gdy połowa dywizjonu rozpoczęła walkę z osłoną składającą się z (sic!) 90 Me-109 i Me-110, druga połowa zaatakowała bombowce. W sukurs Polakom przyszedł brytyjski dywizjon, który korzystając z wywołanego przez 303 zamieszania w nieprzyjacielskiej eskorcie, wdarł się pomiędzy bombowce i niszcząc kilkanaście z nich zwrócił się ku Messerschmittom. Atak polskich pilotów był tak śmiały, że gdyby nie świadectwo pilotów brytyjskich, prawdopodobnie nie znalazł by wiary ».
Ogólnie znane cechy polskich pilotów takie jak niebywała odwaga, poświęcenie, zażartość połączona z wysokim poziomem wyszkolenia stały się przysłowiowe i przeszły do legendy. Dziennikarka amerykańska, Dorothy Thompson, obserwatorka powietrznych zmagań naszych pilotów napisała: ”Polacy są samą odwagą, oni są po prostu straszni”. Wszystkie bez mała dywizjony brytyjskie ubiegały się o honor goszczenia w swoim składzie polskiego kolegi. Wyczyny Polaków w powietrzu były tak nieprawdopodobne, że dowództwo brytyjskie postanowiło sprawdzić czy nie są aby przesadzone. Dowódca bazy Northolt, płk St.Vincent postanowił sprawdzić to osobiście w powietrzu. Wystartował w składzie eskadry dowodzenia i w powietrzu obejrzał sobie dokładnie jak Dywizjon 303 radzi sobie w obliczu nieprzyjaciela. Po wylądowaniu stwierdził: „Mój Boże, oni naprawdę to robią, to nie jest żadna imaginacja”.

Marszałek Hermann Göring uchodzi…

Wielki dzień Polaków i całego lotnictwa brytyjskiego, 15 września, stał się jednocześnie dniem klęski butnego Göringa i jego flot powietrznych. Pola i łąki południowej Anglii zasłały szczątki 185 maszyn niemieckich przy niewielkich stratach brytyjskich. /tylko 25 maszyn/. „Niezwyciężona„ Luftwaffe poniosła klęskę, inwazja została powstrzymana. Sam marsz. Göring stracił zwykły humor i wściekły odjechał do Rzeszy mimo, że Bitwa trwała jeszcze do końca października. Straty niemieckie w całej Bitwie o Anglię ocenia się na 1733 samolotów, brytyjskie zaś na około 915. Podobnie straty w personelu latającym kształtowały się jak 2500 do 544. „Warszawscy Kosynierzy”, okrzyknięci najskuteczniejszym dywizjonem Bitwy, mieli na swoim koncie 126 samolotów npla zestrzelonych na pewno. Dzisiejsi badacze poddają w wątpliwość podane tu polskie zwycięstwa, korzystając ze źródeł niemieckich, ale pamiętać należy, że Anglicy bardzo skrupulatnie sprawdzali zgłaszane zestrzelenia i na bieżąco weryfikowali. Należy więc przyjąć, że podane liczby są bardzo bliskie prawdy.

Polskie szachownice górą.

To wielkie, niewątpliwie, zwycięstwo możliwe było również i dlatego, że Brytyjczycy posiadali już dobrze rozwinięty, radarowy system ostrzegania i naprowadzania. To pozwoliło dwoić się i troić szczupłym siłom myśliwskim. Swoje centrum radarowe Brytyjczycy umieścili w głębokich bunkrach na brzegu Kanału La Manche. Na powierzchni znajdowały się tylko maszty antenowe, które bezskutecznie były atakowane przez Luftwaffe.
Polscy piloci stanowili w Bitwie grupę nieliczną. W dywizjonach brytyjskich ok.80 pilotów i w polskich /302 i 303/ przewinęło się ok.150 pilotów. Polskie dyony oraz Polacy w jednostkach brytyjskich zniszczyli 203 samoloty wroga na pewno, 35 prawdopodobnie i 36 uszkodzili. W akcjach bojowych poległo niestety 29 pilotów. Na jednego poległego polskiego pilota przypadało 7 samolotów zestrzelonych, zaś wśród Brytyjczyków tylko 3. Różnica jest tak znaczna, że aż zastanawiająca. Wytłumaczenie jest proste. Polscy piloci byli wygami w swoim zawodzie, zebrali doświadczenia z wielu pól walki, szczególnie z Września 1939, gdzie stanęli przed niewyobrażalnie trudnym zadaniem. Wśród śmiertelnych zmagań wypracowali taką umiejętność walki o jakiej innym nie śniło się jeszcze. To w połączeniu z bardzo wysokim poziomem pilotażu i osobistym męstwem dało wyniki, które wywołały szczery podziw świata. Polacy wypracowali swój własny szyk bojowy, którego początki sięgają jeszcze czasów przedwrześniowych. Polscy dowódcy dywizjonów w Anglii, forsowali ten szyk widząc, że Brytyjczycy latają w sposób bardzo niebezpieczny. Mianowicie była to ciasna defilada trójek z jednym tylko lub dwoma samolotami ubezpieczającymi z tyłu. Bywało, że skrycie atakujący Niemcy, odstrzeliwali nie tylko ubezpieczenie ale nawet całą ostatnią trójkę bez wiedzy prowadzącego dywizjon. W rdzennie polskich jednostkach, szyk bojowy polegał na podziale dywizjonu na trzy czwórki lecące ławą. Czwórki natomiast w odległości jedna od drugiej kilkaset metrów i wypiętrzone w kierunku (od słońca). Podstawową cząstką takiego szyku była dwójka, która zawsze działała jako nierozerwalna całość. Szyk taki pozwalał na pełną obserwację wszystkich pilotów jednocześnie i ubezpieczał się od ataku z kierunku oślepiającego słońca. Powyższy sposób latania przyjął się w całej Royal Air Force, pod nazwą „Polish Formation”.

Gorzki smak zwycięstwa.

Duża część naszych „nielicznych” przeżyła Bitwę, część z nich przeżyła również szczęśliwie całą wojnę. 8 maja 1945 roku gdy cały wolny świat wiwatował na cześć zwycięstwa - oni nie mieli dokąd wracać. Ich kraj sprzedano w Jałcie Stalinowi, „by nie drażnić bestii”. Na nic zdało się morze krwi polskiej, przelane na wszystkich frontach II Wojny Światowej w trakcie ponad pięcioletnich zmagań. Tej goryczy nie osłodziły niestety piękne słowa podzięki niektórych ich brytyjskich dowódców. Oto 25 lat po wojnie, w rocznicę Bitwy o Anglię, marszałek RAF sir Hugh Pughe Lloyd wypowiedział poniższe słowa: „(…) Nikt z żyjących dzisiaj nie zapomni grupy ludzi określanych mianem „Tych niewielu”. Składając im hołd, wspominam dziś specjalnie jeszcze mniejszą grupę wśród „Tych niewielu”- lotników polskich, którzy walczyli u boku Wielkiej Brytanii. (…) W czasie najbardziej zaciętej walki, gdy potrzeby nasze były największe, otrzymaliśmy najcenniejszą pomoc – wyszkolonych i zaprawionych w walce lotników polskich. Odważni, twardzi piloci walczyli o te wyspy tak jakby bronili swojego własnego kraju”.

Źródła legendarnej sławy

Współautorem wielkich sukcesów naszych lotników, startujących ze wszystkich niemal baz lotniczych wolnego świata, gdzie nazywano ich „natchnieniem narodów”, był również gen.Ludomił Rayski. On szczególne zasługi położył w tworzeniu polskiego szkolnictwa lotniczego o najwyższym, światowym poziomie. Tego akurat nikt mu dzisiaj nie neguje. Wychował zastępy doskonałych pilotów, nawigatorów i mechaników, z których mogliśmy być naprawdę dumni. Brytyjczycy w swoisty sposób podziękowali gen.Rayskiemu za ten trud. W 21 rocznicę „Bitwy o Anglię” zaprosili gen.Rayskiego na galowy koncert, w którym uczestniczyły najwyższe osobistości z Królową Matką na czele. Z okazji koncertu wydano broszury z programem. W broszurze tej, wśród osobistości z dworu królewskiego, wysokich dowódców lotnictwa brytyjskiego, obok bohatera narodowego Brytyjczyków, Douglasa Badera, umieszczono przedwojenną fotografię gen.bryg.pil.inż.Ludomiła A.Rayskiego, jako jedynego cudzoziemca!

Źródła:
1/ Eugeniusz Banaszczyk, W Bitwie o Anglię, Książka i Wiedza, 1979
2/ Wacław Subotkin, Z kart historii polskiego lotnictwa, KAW Szczecin, 1985
3/ Wacław Subotkin, Tych niewielu, Głos Szczeciński, 10-11 września 1994 r.
4/ www.polishairforce.pl – Fot.1 – Stanisław Skalski, Fot.2 – Witold Urbanowicz,
Fot.3 – Witold Łokuciewski, Fot.4 – Zdzisław Henneberg, Fot.5 – Ludwik Paszkiewicz
Fot.6 – www.wppm.pl/wikipedia/ -Złowrogie Heinkle He 111 w locie
Fot.7 – www.old.fejk.pl - Hawker Hurricane Mk1 w locie
Fot. 8 – www.konflikty.pl - Messerschmitt Bf 109
Fot. 9 – www.samoloty.webd.pl - Hawker Hurricane Mk1
Fot.10 – www.retrotexglassmat.com.pl - Spitfire Mk IX

stanislaw skalski.jpgwitold urbanowicz.jpgwitold lokuciewski.jpgzdzislaw henneberg.jpgludwik paszkiewicz.jpgheinkle he-111.jpghurricane mk1 w locie.jpgmesserschmitt bf 109.jpghurricane mk 1..jpgspitfire mk.ix.jpg
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
wawa-1_800.jpgwawa-2_800.jpgwawa-3_800.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
pociagiem_nad_morze_kacik.jpg

... nie tylko od święta

569919bf7f9df39147c695e68d915148.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2018 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.