Do najpiękniejszych cnót człowieka należy zdolność przebaczania. Zemsta niszczy zarówno wroga, jak i nas samych, nas samych o tyle groźniej, że pustoszy naszą duszę, gdy wrogowi możemy odpłacić tylko szkodą cielesną. Przebaczanie nas pomnaża.Jan Parandowski
Polska zawsze blisko
Wtorek, 21.11.2017 r.
Imieniny: Janusza i Konrada


Wró?Strona g?ówna Drukuj

POLSKIE SKRZYDŁA: Rajskie czasy lotnictwa polskiego.

Jerzy Wypiórkiewicz 2011-03-13
romeyko_100.jpgTak nazwać można okres przedwojenny w polskim lotnictwie wojskowym w porównaniu do stanu posiadania dnia dzisiejszego. Ówczesnego dowódcę do dziś ostro krytykują niektórzy historycy, choć zrobił wszystko na co było nas stać.
Wśród plejady zajadłych przeciwników, osobistych wrogów czy tylko lekko zaangażowanych krytykantów generała Ludomiła Rayskiego, niezbyt zaszczytne czołowe miejsce zajmuje – Marian Romeyko. Z nieznanych bliżej przyczyn całymi latami ział zwierzęcą wprost nienawiścią do Józefa Piłsudskiego i wszystkich piłsudczyków. Z tych ostatnich szczególnymi „względami” Mariana Romeyki cieszył się gen.bryg.pil.inż. Ludomił Rayski. A dlaczego? Rąbka tajemnicy uchylił już dość dawno temu Władysław Terlecki – znany krytyk literacki, anonsując pojawienie się na rynku księgarskim książki Wacława Subotkina pt: „Z kart historii polskiego lotnictwa” /Szczecin 1985/. W swoim obszernym artykule napisał m.in. tak: /"Życie literackie" 22-29.XII.1985 r./

« Już blisko pół wieku trwają polemiki, to gasnąc, to znów odżywając, w sprawie generała pilota inż. Ludomiła Rayskiego, do marca 1939 dowódcy polskiego lotnictwa. Najgorszą sławę zrobił mu w kraju płk dypl. Marian Romeyko w dwu tomach swych bardzo skądinnąd interesujących wspomnień, wydanych pod tytułem "Przed i po maju", gdzie na Rayskim nie zostawił suchej nitki przypisując mu rozmaite niegodziwości. Znacznie wcześniej pastwił się Romeyko nad Rayskim w Londynie, w broszurze pod znaczącym tytułem "Rayskie czasy lotnictwa polskiego", której nakład miał zresztą zostać zniszczony w wyniku procesu o zniesławienie. Przypomnieć by warto, zakładając nawet, iż przypadek ten nie miał wpływu na istną obsesję Romeyki, człowieka przecież wybitnie inteligentnego i doskonałego narratora, że jesienią 1925 właśnie Rayskiemu ustąpić musiał kierowanie ówczesnym referatem lotnictwa w Oddziale IIIa ówczesnego Sztabu Generalnego (przemianowanego później na Sztab Główny)».

Gorzkie słowa prawdy.

Ludomił Rayski przechodząc po zakończeniu II wojny do pracy w cywilu, czynił to z ciężkim sercem. Wszystkie jego sprawy związane z infamią kalającą jego nazwisko pozostały nie załatwione. Ponieważ ataki na jego osobę nie ustawały Rayski, wiedząc, że nikt nie przyjdzie mu w sukurs, postanowił bronić się sam. Napisał i wydał własnym sumptem, książkę-rozprawę pt: "Słowa prawdy o lotnictwie polskim 1919 -1939." /Londyn 1948r./ W pracy tej dał rzetelną i mocną odpowiedź tym wszystkim, którzy nie mogli sobie darować, że Generał jeszcze nie został do końca złamany. Piotr Borkowski, redaktor naczelny przedwojennego tygodnika "Zaczyn", otrzymawszy egzemplarz książki gen.Rayskiego, wypowiedział się na temat treści w niej zawartych mniej więcej w taki sposób. / Kronika, 13 lutego 1949r./.

« ... Propaganda szeptana przeciwko gen. Rayskiemu przed wojną i w czasie wojny ma podkład wieloraki. Niemcy rozpętali w Polsce wojnę powietrzną na skalę bez precedensu w historii. Oczywiście, tylko operując l o g i k ą k u m o s z e k , można dojść do wniosku, że właśnie zawinił przedwojenny dowódca lotnictwa, iż nie mogliśmy stawić czoła nawale lotniczej niemieckiej. Rzecz psychologicznie do wytłumaczenia. Lotnictwo Polskie było pupilkiem opinii publicznej, jako broń nowoczesna. Tuż przed wojną rozpisano Pożyczkę Lotniczą i każdy obywatel za parę złotych ofiarności i wiele uczuć chciał mieć lotnictwo, które mogłoby się zmierzyć z Niemcami.

Drugim aspektem propagandy przeciwko gen. Rayskiemu było to, że podczas swej pracy nad budową Lotnictwa Polskiego zwalczał on brudne afery polsko-francuskie. Pewni wpływowi dostawcy i producenci polscy, w oparciu o brudne interesy francuskiej finansjery i przemysłu lotniczego, podcinali skrzydła tworzącemu się Lotnictwu Polskiemu. Gdy "frankofilska" opozycja przedwojenna znalazła się w Paryżu i objęła rządy, gen.Rayski, który znał sporo sprawek jej przyjaciół właśnie z dziedziny lotniczej, musiał być oczerniany, sekowany i prześladowany jak żaden inny z oficerów ».

To jest kwintesencja całej tej sprawy i taka argumentacja musi trafić do przekonania, każdemu kto chociaż cokolwiek interesuje się polskim lotnictwem... Ludowe przysłowie powiada : „uderz w stół, a nożyce się odezwą". No i rzeczywiście odezwały się. Ppłk. Marian Romeyko, niedługo potem opublikował broszurę-paszkwil pt: "Rayskie" czasy lotnictwa polskiego". Gen.Rayski, ustosunkowując się do tej broszury, w liście do redaktora naczelnego czasopisma "Nasz Znak", wydawanego w Szwecji, napisał tak: /za W. Subotkinem, Z kart historii polskiego lotnictwa, str.47/.

«...Broszura nie zawierała wyjaśnień co do spraw zasadniczych poruszonych w mojej książce. Była atakiem osobistym pod moim adresem. Zaskarżyłem do sądu ppłk.Romeykę, a z nim razem, jak tego tutejsze prawo wymaga, wszystkich tych, którzy jego broszurę rozprzestrzeniali. Między nimi było i "Stowarzyszenie Polskich Kombatantów", które było główną składnicą tej broszury. Gdy zobaczyłem, że koszta sprawy będą bardzo wysokie a "Kombatanci" są tymi, którzy mają pieniądze i na których wszystko się skupi, zgodziłem się odstąpić od sprawy. Moje odstąpienie zostało sądownie przeprowadzone na następujących warunkach:

a/ pozwani płacą wspólnie wszystkie dotychczasowe koszta/ok.1500 funtów/. niszczą cały nakład.
c/ płacą 100 funtów na "Fundusz wdów i sierot po poległych lotnikach".
d/ ogłaszają w prasie przeproszenie ».
Nawiązując, natomiast do treści zawartych w swojej książce, gen.Rayski wypowiada się w sposób następujący :
« ... Sądy angielskie skazują na bardzo wysokie kary pieniężne każdego, kto nie potrafi udowodnić, że zarzuty przez niego opublikowane są prawdziwe. Płaci nie tylko ten, co opublikował, ale i ten, który w ten czy inny sposób przyczynił się do kolportażu. (...) Gdy publikacja nie została po ogłoszeniu zakwestionowana, nabiera siłą rzeczy autentyczności w odniesieniu do osób tam wymienionych. Nikt mnie nie zaskarżył. Przyczyną nie mógł być brak pieniędzy na prowadzenie sprawy. Miano miliony dolarów na zakup lasów w Pirenejach, na subsydia itd., znaleziono by więc na pewno i na rozprawę. Należy raczej przypuszczać, że wolano mnie nie zmuszać do przeprowadzenia dowodów prawdy...».

Pomimo wyroku sądowego, książeczka owa funkcjonuje, w jakiś dziwny sposób do dziś, i do dziś niektórzy krytykanci Rayskiego bezprawnie używają jej do argumentowania przeciwko niemu.

Awans wielce zasłużony.

Marian Romeyko łatwo nie złożył broni, w latach sześćdziesiątych wydał w Polsce swoje wspomnienia zatytułowane „Przed i po maju"./Wyd.MON, 1967r. WydanieIII/ Zaatakował tam obóz piłsudczykowski, w tym gen.Rayskiego z jeszcze większym zacietrzewieniem przysparzając im złej sławy. Klimat polityczny w Polsce owego czasu był bardzo odpowiedni do tych niecnych napaści, gdyż zwolennicy Józefa Piłsudskiego, nie wyłączając osoby samego Marszałka znaleźli się w ogniu druzgocącej krytyki. Romeyko zatem spokojnie publikował w reżimowej Polsce swoje oszczercze opracowania i wspomnienia, w których wiele jego stwierdzeń, mówiąc oględnie, mijało się z prawdą i to w tę stronę, która jak najbardziej odpowiadała komunistycznym oficjelom. Szkalując gen.Rayskiego we wspomnianej książce, nie musiał już obawiać się, tak jak w Anglii, rozprawy sądowej za zawarte w niej pomówienia i oszczerstwa. W swojej książce Romeyko, awansowany na peerelowskiego pułkownika, nie posłużył się żadnym dokumentem dla ilustracji zarzutów stawianych pod adresem gen.Rayskiego, czy innych oficerów sanacyjnej Polski. We wstępie do swojej książki Romeyko bezczelnie napisał: „…nie piszę historii, jestem więc zwolniony z rygorów obiektywnego ujmowania wydarzeń.(…) Oddaję czytelnikowi swoje wspomnienia sprzed lat dwudziestu i więcej… Pisząc je starałem się wysilić pamięć, by ująć podawane fakty i wydarzenia nie tak, jakbym je ujmował dziś, ale jak je widziałem, rozumiałem, odczuwałem za dawnych lat”.

Tym stwierdzeniem Romeyko otworzył sobie drogę do bezkarnego szkalowania wielu szanowanych ludzi, którzy w taki czy inny sposób jemu się narazili. Okazało się przy tym, że pamięć miał wybitnie wybiórczą, zatem pomyje wylewał wyłącznie na głowy nienawistnych „sanatorów”. Oto przykłady jego braku taktu i rzetelności pisarskiej: /str.182 / …« Rayski stanowił w sztabie „une figure de misere” [co w dowolnym tłumaczeniu brzmi: „chodzące nieszczęście”], nie znajdując sobie miejsca i przyczyniając dużo kłopotów przede wszystkim maszynistkom, a to z racji niemożliwych do odczytania gryzmołów, jak i zrozumienia sensu spłodzonych z wielkim wysiłkiem kilku zdań». Romeyko to pisze o koledze starszym stopniem ze Ścisłej Rady Wojennej, kierującym Referatem Lotnictwa. O człowieku z wyższym wykształceniu inżynieryjnym i wojskowym, bywałym w świecie jak również znającym kilka języków. Kolejny kłamliwy fragment znajduje się na str.212, tam Romeyko pisze: „Samoloty budowane na licencjach włoskich (które zbyt pośpieszne zaczęła produkować nie przystosowana do tego fabryka w Lublinie) okazały się także „latającymi trumnami”, a w przypisie dodaje: „Odpowiedzialność za to ponieść winien ppłk Rayski, który podpisał umowę w Lublinie”. Ta wypowiedź ilustruje rzetelność opinii i osądów płk. Romeyki, bo jak przedstawiają stosowne dokumenty umowę licencyjną z włoską firmą Gio Ansaldo na samoloty A-300 i Balilla A-1 zawarto 17 lutego 1920 roku. W tym czasie jak powszechnie wiadomo por.pil. Ludomił Rayski pełnił funkcję komendanta Wyższej Szkoły Pilotów w Ławicy pod Poznaniem, więc żadną miarą nie mógł być „zamieszany” w w/w transakcję. Na str. 217 pisze Romeyko tak: „Frankopol” ma oznaczać świństwa Zagórskiego, ale poza tym puszczonym w obieg słówkiem żadna inna akcja nie następuje: ani sądowa ani honorowa. Nigdy nie ośmielono się wytoczyć Zagórskiemu sprawy o udział we „Frankopolu”, ani przed ani po maju. Źródło tej akcji jest znane; pochodziło od należącego do „sprzysiężenia” pułkownika Rayskiego, któremu sekundował podpułkownik Abczyński z Korpusu Kontrolerów. Rayski jest najlepiej poinformowany o sprawie „Frankopolu”, on to bowiem powinien był ponosić odpowiedzialność za umowę, którą zawierał osobiście z przedstawicielami spółki w charakterze zastępcy szefa Departamentu Lotnictwa”.

Tu znów płk Romeyko myli się zdecydowanie, choć na pewno był w sprawie dobrze zorientowany. Otóż, gen. Zagórski miał najpierw sprawę honorową, a następnie kryminalną. Red. Wojciech Stpiczyński napisał serię artykułów zarzucających Zagórskiemu niegodną Polaka działalność w wywiadzie austriackim za czasów legionowych. Zagórski podał Redaktora do sądu za zniesławienie, ale sąd uniewinnił red. Stpiczyńskiego od stawianego zarzutu. Minister Spraw Wojskowych odwołał następnego dnia gen. Zagórskiego z zajmowanego stanowiska. W tym czasie Korpus Kontrolerów prowadził śledztwo przeciwko niemu, a szef administracji armii zarządził wdrożenie śledztwa sądowego z zastosowaniem aresztu śledczego. W ogłoszonym 28 maja 1926 roku komunikacie MSWojsk. czytamy: „Gen.brygady Zagórski obwiniony jest o występek (z art. art. k.k) popełniony przez brak kontroli jako szef Departamentu Lotnictwa MSWojsk. nad towarzystwem, którego uprzednio był członkiem zarządu do połowy 1924 roku, mającym wykonać dostawy wojskowe, finansowanym przez rząd polski i otrzymującym znaczne zaliczki ze skarbu wojskowego (…) skutkiem czego gdy wspomniane towarzystwo nie wywiązało się z obowiązku umowy, skarb wojskowy poniósł znaczną szkodę oraz że przez postępowanie wbrew przepisom co do gospodarki materiałowej spowodował znaczne zaległości ze szkodą dla skarbu wojskowego (…) i stałym uchylaniem się od kontroli znacznych zakupów dla lotnictwa z przekroczeniem budżetu i zdolności konsumpcyjnych lotnictwa (…)”. Rzekomy sprawca wspomnianej umowy z „Francopolem” Ludomił Rayski w swojej książce-rozprawie „Słowa prawdy o Lotnictwie Polskim 1919 – 1939” napisał tak (str.20): „Gen. Zagórski zaproponował mi objęcie stanowiska jego zastępcy. Odmówiłem kategorycznie. Nazajutrz wezwany zostałem do gen.Norwida-Neugebaera, ówczesnego szefa administracji armii. Zaproponował mi to samo. Odpowiedziałem dosłownie: - nie pójdę na zastępcę takiego generała który podpisuje kontrakt z samym sobą, w dodatku kontrakt szkodliwy dla państwa”. W książce „Przed i po maju” Marian Romeyko poświęcił prawie czterdzieści stron by zaatakować w podobny sposób Ludomiła Rayskiego, zawsze się myląc i zawsze w stronę przeciwną prawdzie.

Zachodni ekspert w Rembertowie.

Władza ludowa bardzo pozytywnie oceniała enuncjacje świeżo awansowanego pułkownika Romeyki i uznała go za głównego eksperta od spraw przedwojennego lotnictwa. Książka „Przed i po maju” stała się niemal podstawą naukową do negatywnej oceny przedwojennego lotnictwa, w tym działalności Ludomiła Rayskiego. Sam płk Romeyko był zapraszany do Akademii Sztabu Generalnego z odczytami. Na takim spotkaniu ppłk Bartel, brat znanego przedwojennego konstruktora lotniczego, Ryszarda, spotkawszy oko w oko Mariana Romeykę, wypalił mu w twarz: aleś się Romeyko ześwinił.

Władza ludowa oczywiście skwapliwie zaakceptowała enuncjacje Romeyki, znaleźli się też i inni, którzy lizusostwem zarabiali na wdzięczną pamięć władzy, tak więc z kryształowo uczciwego człowieka, jakim był Rayski, zrobiono nieomal zbrodniarza, który na skutek nieudolności, niefachowości a być może powiązań z obcym wywiadem /niemieckim oczywiście/ "rozłożył" polskie lotnictwo. To z kolei spowodowało klęskę wrześniową. No i mamy wroga publicznego nr 1. Komuniści z całą satysfakcją "dołożyli" Rayskiemu, gdyż ten wywodził się ze znienawidzonej przez Kreml gromadki piłsudczyków i "sanatorów" jak ich nazywa pogardliwie płk Romeyko, w innej książce pt."Wspomnienie o Wieniawie". /Warszawa 1964r./

Na marginesie nienawistnych ataków Romeyki na głośnych i nieskazitelnie uczciwych patriotów i żołnierzy, w osobach gen.gen. Rayskiego i Wieniawy-Długoszowskiego, można przywołać jedno jego zdanie jakie zamieścił we wspomnianej powyżej książce: / "Wspomnienie o Wieniawie" str.226/.

(...) « Z podobnym nastawieniem (określiłbym to jako zoologiczną nienawiść) niejednokrotnie spotykałem się w okresie pomajowym, przeważnie ze strony piłsudczyków z I Brygady, (...) gdy w stosunku do generała Sikorskiego stosowano poniżające go represje i gnębienia ».

Otóż, wydaje się, że określenie "zoologiczna nienawiść" szczególnie pasuje do ilustrowania stosunku płk.Romeyki do ludzi wywodzących się z tejże I Brygady. O ile uczucia takie można łatwo dopasować do komunistycznych "brytanów", których samo imię I-szego Marszałka Polski przyprawiało o skowyt nienawiści, o tyle trudno sobie uzmysłowić, co stoi za niegodną, niesprawiedliwą, wręcz niezrozumiałą idee fixe płk.Romeyki w szkalowaniu ludzi Piłsudskiego. Pierwszy Ułan II Rzeczypospolitej.

«...Bolesław Wieniawa-Długoszowski, generał, doktor medycyny, poeta, literat, tłumacz Josepha Conrada, Charlesa Beaudelaire’a, malarz, dyplomata, polityk, a wreszcie jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, należał do grona najpopularniejszych postaci polskiego Dwudziestolecia. (...) Życzliwość dla ludzi, prawość i szczerość były mu właściwe. Jeździecki talent, niepohamowany, niczym nie dający się przygasić humor, wiecznie gotowy dowcip - jednały mu wszystkich...».

Tak o Pierwszym Ułanie Rzeczpospolitej napisał Henryk Dworzyński w książce biograficznej poświęconej płk. Długoszowskiemu. / „Wieniawa” Warszawa 1993r./

Bolesław Wieniawa-Długoszowski śmiertelnie naraził się Władysławowi Sikorskiemu nie tylko tym, że należał do grona przyjaciół i wielbicieli Piłsudskiego, był żołnierzem I-ej Brygady, a nawet członkiem I-ej Kompanii Kadrowej. Długoszowski był również poetą o ciętym języku i w czasach legionowych układał złośliwe kupleciki na Sikorskiego - „dekownika”, stroniącego od frontu i na jego austrofilską Komendę Legionów. Tego mu przyszły Wódz Naczelny nigdy nie wybaczył. Przed wybuchem II-giej wojny światowej, Wieniawa zajmował stanowisko ambasadora RP we Włoszech, gdzie cieszył się wielką sympatią i szacunkiem. Trzeba trafu, że wojskowym attache przy ambasadorze był wzmiankowany wyżej Marian Romeyko, który w swoich włoskich zapiskach o tytule „Wspomnienie o Wieniawie” zawarł wiele nieprawdziwych i krzywdzących gen.Wieniawę oraz wszystkich piłsudczyków, stwierdzeń. Oto w książce tej na str.337 Romeyko przytacza słowa mjr. Henryka Rajchmana skierowane rzekomo do niego w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych w 1945r. Istnieje podejrzenie, że są to słowa zmyślone, a to w celu wykazania, iż samobójcza śmierć Wieniawy miała zgoła inne podłoże niż to, które wszyscy uważają za prawdziwe, czyli wielki nie do zniesienia ból spowodowany odmową Sikorskiego przyjęcia go do ukochanej przezeń armii, w chwilach tak dramatycznych dla państwa polskiego. Oto one...

« (...) Pytasz o Wieniawę... Ten człowiek musiał zejść z tego świata... dobrowolnie... świadomie... po tym, co uczynił... Co uczynił? Zdradził, zdradził! Zrozum! On, Wieniawa, człowiek najbliższy Komandanta, ten jego ukochany, ten "Bolek", jego powiernik, zdradził swego Wodza! Porozumiał się, pogodził się z największym wrogiem Komendanta...Może największym, jakiego kiedykolwiek miał Piłsudski...

(...) Przyjeżdża Sikorski... Sikorski go na pewno nie szukał, lecz teraz Wieniawa szuka Sikorskiego... (...) Idzie do wroga, wroga nieubłaganego. By prosić..., by prosić o posadę! By powrócić do łask, do pieniędzy, do wygód, do dobrobytu! (...) Po co, po co to zrobił? Przecież pojmował, że podpisuje co najmniej moralny wyrok na siebie samego... Chodziło o pieniądze? O pieniądze? ».

Książkę, z której zaczerpnięto powyższy cytat, Romeyko przesłał w formie manuskryptu do Wojskowego Przeglądu Historycznego i w pięciu kolejnych kwartalnikach z lat 1959 i 60 ukazały się wyciągi pt: Ze wspomnień attache wojskowego. Po roku w londyńskich "Wiadomościach" płk Wacław Jędrzejewicz ogłosił artykuł pt: „Śmierć Wieniawy”, w którym zarzuca Romeyce kłamstwa oraz naświetla prawdziwe tło tragedii Wieniawy. Oto fragmenty tego artykułu:

« Jeśli dziś otwieram tę kartkę, zmusza mnie do tego fałszywe przedstawienie tej sprawy w prasie krajowej. Wieniawa jest postacią, która ma swoje miejsce w historii niepodległości Polski. Niech przeto historycy znajdą prawdę o jego śmierci. W warszawskim "Wojskowym Przeglądzie Historycznym" (...) ppłk Marian Romeyko, były attache wojskowy w Rzymie, w czasie gdy ambasadorem polskim był Wieniawa, opisuje przyjazd Wieniawy do Nowego Jorku i okoliczności jego śmierci niezgodnie z faktycznym stanem rzeczy. (…) Co się tyczy rozmowy Romeyki z Rajchmanem -- Rajchman nie żyje i nie może zabrać głosu w tej sprawie. Ja, ze swej strony, muszę stwierdzić, że nigdy w naszych przyjacielskich rozmowach -- Matuszewski, Rajchman i ja -- nie rozmawialiśmy na tematy, które rzekomo Rajchman ujawnił w rozmowie z ppłk.Romeyką”. W dalszej części artykułu płkJędrzejewicz cytuje słowa Rajchmana, który skreślił je w liście do niego:
"Wieniawa" pragnął jedynie służby w wojsku. Nie mógł oddalać się od teatru walki o Polskę. Obrał drogę, aby zbliżyć się do Niej wiekuiście".

A więc znowu napotykamy na Mariana Romeykę i znowu w roli nieprzejednanego wroga „piłsudczyków” i znowu popełniającego rozmyślne przeinaczenia faktów i zawsze w tym samym, przeciwnym prawdzie kierunku...

Marian Romeyko wykazał się zaskakującą naiwnością, dostarczając we fragmentach do Kraju swoje wspomnienia i oddając je do dowolnego rozporządzania reżimowym wydawnictwom w PRL-u. Wielu współczesnych publicystów uznało to za krok szalenie nierozważny i szkodliwy dla prawdy obiektywnej, szczególnie dla rzetelnej oceny historii okresu międzywojennego. W jakim stopniu zaważyła tu wspomniana naiwność, a na ile jego nieodpowiedzialna, zoologiczna nienawiść do wszystkiego co związane z osobą Pierwszego Marszałka Polski, pozostanie na zawsze w zakamarkach sumienia Mariana Romeyki...

Niestety płk Romeyko nie był jedynym naiwnym, który w PRL-u wylewał nieczystości na głowy piłsudczyków. Znane też są niezwykle zjadliwe pamiętniki gen.Rybaka, który pisał je w komunistycznym więzieniu. Jak dziś już wiadomo, gen.Rybakowi „pomagano” pisać owe pamiętniki i nawet znana jest osoba „pomagiera”. Po ich ukończeniu gen.Rybak wyszedł na wolność, ale niestety po kilku miesiącach zmarł…

Bardzo prawdopodobne, że i innym ówcześnie piszącym pomagano w podobny sposób, w tym i gen.Leonowi Berbeckiemu, który również szkalował w sposób zupełnie nieetyczny przedwojenne dowództwo lotnictwa. Obaj generałowie to byli ludzie w bardzo podeszłym wieku, których łatwo można było zepchnąć z prostej drogi na manowce, ale nie ma wytłumaczenia dla niegodziwego kłamstwa jakiego dopuścił się Witold Rychter w swojej książce „Skrzydlate Wspomnienia” /Warszawa, 1980r./

W tej sprawie Wacław Subotkin, ówcześnie członek Komisji Historycznej przy Aeroklubie Szczecińskim sporządził pismo do redakcji „Skrzydlatej Polski”. W piśmie tym czytamy m.in.: „Niestety spotkał mnie zawód po przeczytaniu na str.276 stwierdzenia, które jest jak gdyby podsumowaniem wcześniejszych nieudokumentowanych ataków Autora na nieżyjącego już gen.pil.inż.L.Rayskiego – dowódcę lotnictwa polskiego 1926-1939. Oto jego słowa wyrządzające wielką krzywdę moralną Zmarłemu: „Jego działalność przedwojenna nie pozostała jednak bez konsekwencji. W wyniku procesu przed sądem dla generałów przeprowadzonego po wybuchu wojny przez polskich wojskowych w Anglii, Rayskiemu udowodniono błędy w zarządzaniu polskim lotnictwem, które przyczyniły się do klęski Polski. Został skazany na usunięcie z wojska”. Jest niemożliwością aby Autor, członek Komisji Historycznej przy Aeroklubie Warszawskim, pisząc swoją książkę w roku 1980 nie wiedział, że wszystkie przedstawione przez niego w powyższym cytacie fakty są absolutnie niezgodne z prawdą. Twierdzeniom tym przeczą dokumenty znajdujące się w Muzeum Wojska Polskiego od roku 1973. Witold Rychter w sposób ewidentny i celowy spotwarzył nieżyjącego od trzech lat Generała Rayskiego. Awansu nie doczekał... Who is who.

Marian Romeyko – urodzony 13.02.1897r. od roku 1915 służy w armii carskiej. W roku 1917 wstąpił do Korpusu gen Dowbór-Muśnickiego i z nim wrócił do Polski. W 1919r. ukończył francuską szkołę pilotów i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Latał tam jako obserwator w 4 Eskadrze Wywiadowczej. Po zakończeniu wojny został awansowany na kapitana i odznaczony Krzyżem Wojennym Virtuti Militari, jak również Krzyżem Walecznych. Od 1 maja 1926 roku pełnił funkcję dowódcy dywizjonu w 3 Pułku Lotniczym. Następnie był słuchaczem Wyższej Szkoły Wojennej. Później otrzymywał stanowiska oficera Ścisłej Rady Wojennej, wykładowcy w Wyższej Szkole Wojennej, wreszcie attache wojskowego w Rzymie. Był publicystą lotniczym oraz redaktorem Księgi Pamiątkowej „Ku czci poległych lotników” w roku 1933. W roku 1936 awansowano go na stopień podpułkownika. Po upadku Francji w 1940r. nie przedostał się do Anglii i pozostał we francuskim ruchu oporu. Po II wojnie światowej wyjechał do Australii, a po kilkunastu latach wrócił do Polski, gdzie natychmiast awansowano go na stopień pułkownika. Od roku 1958 współpracował z peerelowskim Przeglądem Wojskowym. W 1967 roku Wydawnictwo MON opublikowało jego książkę „Przed i po maju”, a nieco wcześniej w 1964 roku „Wspomnienie o Wieniawie”. Zmarł w Warszawie w 1970 roku.

Witold Rychter – urodzony 2 lutego 1902 roku. Pasjonat motoryzacji. W 1919 roku odbył praktykę w Centralnych Warsztatach Lotniczych. W 1920 roku po zdaniu matury ruszył ochotniczo na front. Po wojnie studiował na Politechnice Lwowskiej. Od 1924 roku rozpoczął pracę zawodową jako biegły sądowy w sprawach samochodowych. W 1927 roku ukończył studia z dyplomem inżyniera mechanika. W tym samym roku wstąpił do Aeroklubu Warszawskiego gdzie ukończył kurs teoretyczny i praktyczny pilotażu. Dyplom pilota uzyskał w roku 1928. W 1929 roku objął kierownictwo nad Szkołą Lotniczą Aeroklubu. W latach 1931 – 35 był wiceprezesem oraz szefem pilotów Aeroklubu Warszawskiego. Oprócz Aeroklubu był związany uczuciowo i rodzinnie ze spółką RWD, co tłumaczy w głównej mierze tak wrogie jego nastawienie do Dowódcy Lotnictwa II Rzeczypospolitej. Jak wiadomo te dwie instytucje trwały niezmiennie w czynnej opozycji wobec gen.bryg.pil.inż Ludomiła Rayskiego. Witold Rychter w kampanii wrześniowej był zastępcą dowódcy kompanii czołgów R-35. Walczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie wrócił do zawodu, był biegłym sądowym w sprawach motoryzacyjnych. W latach 1948-56 był odsunięty od lotnictwa. Po 1956 roku powrócił jako sędzia sportowy w krajowych zawodach lotniczych. Był autorem wielu publikacji motoryzacyjnych i lotniczych.. Zmarł w Warszawie 17 marca 1984 roku.

romeyko.jpgrychter.jpgpismo sobotkina.jpgb.wieniawa.jpg

Zał. 1) Ppłk Marian Romeyko /Mała Encyklopedia Lotnicza, Warszawa, 1938r./
Zał. 2) Witold Rychter przy czołgu Vickers. /www.tas-moto.org/
Zał. 3) Pismo Wacława Subotkina do Redakcji „Skrzydlatej Polski”. /ze zb.autora/
Zał. 4) Bolesław Wieniawa-Długoszowski. /wikipedia/
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Trzymajmy się zasad

rozpacz1.jpg

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
ap-31.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
plug_sniezny.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.