Ilość głupstw, które dokonuje się z rozsądku, jest daleko większa od tych, które się czyni rzeczywiście z głupoty.

Charles Chaplin
Polska zawsze blisko
Piątek, 26.05.2017 r.
Imieniny: Filipa i Pauliny


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Powstanie Wraszawskie: Ewa Matuszewska ps. Mewa

Redakcja 2008-08-05
mewa_70.jpg(J.Wypiórkiewicz)Ewa Matuszewska ps. Mewa /1919 - 1944/ łączniczka AK w batalionie „Parasol”, sanitariuszka pułku. „Baszta”

Jest wrzesień 1939r. Hitlerowskie Niemcy atakują ziemie Rzeczpospolitej. Niemal jej rówieśniczka, dwudziestoletnia studentka medycyny Ewa Matuszewska zgłasza się bez namysłu do pracy w szpitalu. Pomaga matce, Stanisławie z Kuszelewskich Rayskiej. Obie pracują bez wytchnienia dniami i nocami niosąc pomoc rannym żołnierzom. Ewa jako sanitariuszka, matka - generałowa w roli posługaczki i noszowej. Na łamach „Służby Zdrowia” /nr 34 z 22.08.1980/ dr Anna Bilińska wspomina, że „ pani doktor zastała ją kiedyś płaczącą, a na pytanie czemu płacze, odpowiedziała: Można znosić nieszczęście, ale nad moje siły jest znosić hańbę. Ja jestem żoną generała Rayskiego, dowódcy Polskich Sił Powietrznych. Odsądzili go od czci, zrobiono z niego zdrajcę, obarczono go odpowiedzialnością za naszą klęskę w powietrzu.”

Ukuta i kolportowana przez rzeczywistych sprawców naszej klęski, plotka o winie gen. pil. Rayskiego, krążyła przez następne dziesiątki lat. Znalazła swoich wiernych interpretatorów i gorliwych heroldów. Jakież to piekielnie polskie, w oczywisty sposób próżne i po prostu podłe.

W tym miejscu należy wyjaśnić, że Pani Stanisława Rayska była poprzednio żoną Ignacego Matuszewskiego, Ministra Skarbu. Za gen. pil. Ludomiła Rayskiego wyszła po sądowym unieważnieniu poprzedniego małżeństwa. Z tego związku pozostała jej córka Ewa podpisująca się nazwiskiem sławnego ojca. Jej rozwiedziona mama postanowiła wrócić do nazwiska panieńskiego, Kuszelewska. Ta niezwykle skromna i taktowna kobieta, Stanisława z Kuszelewskich secundo voto - Rayska, w okresie międzywojennym dała z siebie bardzo wiele dla podniesienia kultury naszego kraju. Od 1934 roku, aż do wybuchu wojny była członkiem komisji odczytowej i członkiem Rady Programowej Polskiego Radia. Dała się poznać jako znakomita tłumaczka dzieł literatury światowej. Polskiemu czytelnikowi przyswoiła wiele dzieł: Jacka Londona, Huxley’a, Axela Munthe. Z literatury angielskiej przełożyła na język polski ponad trzydzieści tytułów.

Pomimo, że Szpital Dzieciątka Jezus, w którym od pierwszego dnia wojny pracowały obie panie, posiadał widoczne oznakowanie czerwonego krzyża, nie został przez Niemców oszczędzony. Tym razem jednak Ewa i jej matka szczęśliwie wyszły cało z bombardowania.

Nadchodzi 17 września 1939 roku. Armia Czerwona opanowuje tyły cofających się wojsk polskich. Po totalnej klęsce nadszedł okres okupacji niemieckiej. Ewa, wywodząca się z rodziny o głębokich tradycjach walk o niepodległość czuje, że jej patriotycznym nakazem jest bezpardonowa walka z okupantem. Wraz z matką wstępuje w szeregi Armii Krajowej. W rodzinnym domu na Wierzbnie zakładają sierociniec, którym pomagają im prowadzić siostry Niepokalanki. Ukrywają tam również dzieci żydowskie.

* * *

W ramach Akcji „Burza” w Warszawie 1 sierpnia 1944 roku wybucha powstanie. Celem jest zajęcie miasta i centralnych urzędów przed Armią Czerwoną, której czołowe rzuty pancerne osiągnęły linię Wisły zajmując prawobrzeżną Warszawę. Zagrożenie ze strony NKWD było wystarczającym motywem wspólnego zrywu w imię odzyskania wolności. Na godzinę „W” zmobilizowano około 50 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej. Ledwie 6 tysięcy ochotników posiadało broń. Sił i amunicji miało wystarczyć na 2 do 3 dni ulicznych walk. Uważano bowiem, na podstawie poprzednich deklaracji sowieckich, że Armia Czerwona wesprze frontalnym natarciem skromne siły powstańcze. Radiostacja „Kościuszko” nadała nawet list Stalina zachęcający warszawiaków do wypędzenia hitlerowskiej bestii ze Stolicy. Czytał go wówczas zaangażowany, młody lektor, poliglota - Zygmunt Broniarek.

Wbrew oczekiwaniom stało się jednak inaczej. Wojska sowieckie stały za Wisłą i biernie oczekiwały na nieuchronny koniec powstania. Od tego momentu Stalin rozpoczął zdecydowaną krytykę dowództwa AK za nieodpowiedzialne rozpoczęcie działań bojowych w Warszawie. Brytyjski premier, Winston Churchill, początkowo także nie zgadzał się na udzielenie pomocy walczącej Warszawie. Dopiero później lotnictwo brytyjskie otrzymało przyzwolenie, ale z powodu dużych odległości ich baz, proponowano loty wahadłowe z lądowaniem po stronie sowieckiej w Połtawie. Temu z kolei kategorycznie sprzeciwił się Stalin. Po zdobyciu baz lotniczych w północnych Włoszech, z Brindisi i z lotnisk w Wielkiej Brytanii zaczęły nad Warszawę latać załogi. Była to jednak daleko niewystarczająca pomoc. Olbrzymi dystans dzielący lotniska aliantów od Warszawy, poważne trudności techniczne powodowały duże straty w ludziach i sprzęcie latającym. Płonęły samoloty polskie i brytyjskie, nowozelandzkie i południowo afrykańskie... Nieważne, jakie miały oznaczenia i kody. W ich wnętrzach ginęli młodzi lotnicy z RPA i równie odległych krajów, gdzie echo wojny wydawało się odległe. W owym czasie ten pożar gwałtownie rozprzestrzeniał się na cały świat.

* * *

Ewa Matuszewska jest świadkiem tragicznej sytuacji walczących powstańców Warszawy. Zostaje łączniczką w batalionie „Parasol”. Jeszcze przed wojną, jako przybrana córka generała Rayskiego - dowódcy lotnictwa II Rzeczypospolitej, poszła niejako w jego ślady. Została pilotem szybowcowym kat.C. Tak więc w konspiracji przyjęła lotniczy pseudonim - „Mewa”. Kontynuując studia na konspiracyjnym wydziale lekarskim ukończyła kurs chirurgii przygotowujący do niesienia natychmiastowej pomocy na polu walki. Niebawem świeżo upieczona absolwentka brała udział w wielu akcjach niosąc pomoc rannym podczas licznych starć ulicznych.

Wybuch Powstania Warszawskiego zastaje Ewę na Mokotowie. Mieszka z matką przy ul. Idzikowskiego 25. Nie miała już możliwości przedostania się do własnego zgrupowania. Zdawała sobie jednak sprawę, że będzie w pełni pomocna na każdym odcinku frontu, bo wkrótce prawie całe miasto ogarnęły walki.
Panią Stanisławę Rayską powołano na inspektora kuchni powstańczych. Ewa już w pierwszych dniach powstania obejmuje pod swoją komendę punkt sanitarny kompanii 02 pułku „Baszta”, przy ul. Szustra 55. Oto jak działalność Ewy na tym powstańczym bastionie opisuje Tadeusz Kubalski ps. „Zbroja”: /Studium Polski Podziemnej w Londynie. nr 41/734/8 X 1967 r./

« Zawsze spokojna, uśmiechnięta i cierpliwa, niesie niezmordowanie pomoc rannym. Tylko sobie znanymi sposobami stara się o potrzebne lekarstwa i niezbędne narzędzie lekarskie. Szkoli inne dziewczęta. jest wszędzie. Dwoi się i troi, organizuje kuchnie i zaopatrzenie dla rannych. Jej pojawienie się wśród rannych ucisza jęki, budzi nadzeję i wywołuje uśmiech na twarzach”.

Takie reakcje podopiecznych są dla „Mewy” niezwykle mobilizujące. Dziewczyna czuje, że gdy zajdzie nagła potrzeba oddania krwi rannemu, zrobi to bez chwili wahania. Mokotów walczy już drugi miesiąc. Powstanie pozbawione realnej pomocy goni resztkami sił. Wokół morze płomieni, walące się domy, nieustający warkot broni maszynowej, huk moździerzy i dział czołgowych. Powstańcy bronią się w ruinach, ale nie wystarcza amunicji i żywności. Przede wszystkim brak jakiejkolwiek nadziei, bo znajdujące się na warszawskiej Pradze dywizje pancerne, stoją bezczynnie. Obiecywana przez Aliantów pomoc lotnicza ma niewielkie szanse dotarcia do walczących oddziałów powstańczych. Coraz mniej liczne ośrodki oporu stawiają samotnie czoła Niemcom walcząc na niewielkich obszarach. Otaczają je coraz ciaśniejszym pierścieniem, doborowe jednostki uzbrojonego po zęby okupanta. Większość zrzutów, dokonywanych siłą rzeczy nocą, pada łupem Niemców. Jedyny masowy transport 110 amerykańskich „latających fortec” dokonano 18 września. Zrzut z dużej wysokości, miał raczej charakter demonstracji i zdecydowana większość zasobników wpadła w hitlerowskie łapy. Od chwili ostatniego niemieckiego szturmu na dzielnicę mokotowską 24 września 1944 roku, nie ma już dla „Mewy” ani chwili odpoczynku. Dochodzi do tego dotkliwy brak środków opatrunkowych i nawet podstawowych leków. Trzeba więc prać stare, pokrwawione szmaty i bandaże. Biegnie więc Ewa do matki prosząc o upranie tych szmat, po czym wraca niezwłocznie na pierwszą linię do swego punktu sanitarnego. Tam niemieckie czołgi są tuż, tuż... Zasypują gradem pocisków powstańcze pozycje. Za nimi czają się do szturmu niemieccy fizylierzy z miotaczami płomieni. Rankiem 26 września, następuje ostateczny szturm wroga na placówkę kaprala ”Dzika” z kompanii 02, umieszczonej w domu przy Alei Niepodległości 117/119. Powstańcy uparcie trwali w rozwalonej kamienicy, goniąc już resztkami sił i amunicji. Wielu chłopców z tej placówki było rannych. Wśród nich jest także ciężko ranny dowódca. Pocisk z działa czołgowego oberwał walecznemu „Dzikowi” obydwie nogi. Pomimo szalejącego ognia zdesperowana Sanitariuszka „Mewa” postanawia przebiec Aleją Niepodległości, rowem łącznikowym, aby uzyskać tam środki uśmierzające ból kaprala. Rów nie daje pełnej osłony powstańcom. Niemieckie pociski obsypały już jego zbocza. Trzeba więc czołgać się lub biegiem pokonywać otwartą przestrzeń. Sanitariuszka nie ma chwili do stracenia. „Mewa” wie, że czekają na nią jej ranni, a przede wszystkim kapral „Dzik” któremu trzeba dać natychmiastową pomoc. Chwile mijają jak godziny. Czołgi niemieckie nie mogąc sforsować placówki frontalnym atakiem, starają się ją wyminąć,aby przez ogrody wydostać się na tyły obrońców odcinka frontu. Za czołgami podążają uzbrojeni po zęby fizylierzy. Placówka zostaje okrążona ze wszystkich stron. O szóstej wieczorem podchorąży „Ładzki” wydaje rozkaz opuszczenia zajmowanych pozycji i przebijania się przez pierścień wroga do następnej walczącej jeszcze powstańczej placówki, znajdującej się pod numerem 101. Chłopcy sprawnie gromadzą się przy wyjściu. ”Ładzki” poleca „Mewie” dołączyć do oddziału, Ewa jednak odpowiada: - Jestem sanitariuszką - moim obowiązkiem jest pozostać tutaj - z rannymi.

Wkrótce ostatni obrońcy opuszczają budynek. W piwnicy zostają jedynie ranni i ich sanitariuszka. Jest wśród nich ciężko ranny kapral „Dzik”. Chorych jest wielu. Ranni z ufnością patrzą na „Mewę”, z nią czują się bezpiecznie. Nagle wpadają Niemcy, wrzeszcząc: Raus!... Raus!, wywlekają „Mewę” po schodach. Serie broni maszynowej i wybuchy granatów rozlegają się w piwnicy. To Niemcy mordują zgromadzonych tam rannych. Nie oszczędzają nawet sanitariuszki z opaską czerwonego krzyża na zakrwawionym fartuchu. Przeszyta wieloma kulami Ewa Matuszewska ps. „Mewa”, zaciskając jeszcze w dłoni trzymany zwój bandaża, pada martwa wraz ze swoimi rannymi. Tu znalazła ją ekipa grzebiąca po powstaniu ciała poległych. W zaciśniętej dłoni trzymała jeszcze w połowie rozwinięty bandaż, który nie miał żadnego znaczenia dla oprawców hitlerowskich, depcących wszelkie uznane prawa międzynarodowe i ludzkie. Nie miała dla nich żadnego znaczenia również opaska z międzynarodowym znakiem czerwonego krzyża, noszona przez „Mewę” na rękawie.

* * *

W tym samym czasie gen.pil. Ludomił Rayski, będąc już faktycznym dowódcą polskich dywizjonów lotniczych stacjonujących we Włoszech, mógł bez przeszkód dokonywać lotów nad okupowaną Polskę, w składzie załóg Dywizjonu 301. Nie mógł tych lotów odbywać zbyt często. Zgrana załoga to skomplikowany i precyzyjny instrument. Dołączenie do zespołu obcego elementu powoduje zawsze zgrzyt. Jednak generał pilot Ludomił Rayski, jako wielce doświadczony lotnik, brał udział w tych lotach. Jako drugi pilot zyskał sobie uznanie i szacunek wśród członków załogi. Wykonał takich lotów co najmniej pięć do Polski, z tego dwa nad Warszawę. Leciał tam ze ściśniętym sercem, wiedząc, że tam walczą jego żona i córka ... chociaż przybrana, ale kochana jak własna.

Dymy i łuny nad Warszawą widać było już z odległości ponad stu kilometrów. Nisko nad miastem przemykał ciężki, czterosilnikowy samolot, szukając miejsca zrzutu. Jak jednak w tym morzu płomieni znaleźć oznaczony punkt? Jest to szukanie igły w stogu siana, a artyleria niemiecka nie próżnuje... Zrzucają prawie na ślepo ładunek i lotem koszącym, ile mocy w silnikach na południe, do Włoch, na lotnisko macierzyste, Brindisi. Wiele załóg nie dostąpiło tego szczęścia, ginąc w nierównej walce z niemieckim myśliwcem lub od ognia artylerii przeciwlotniczej. Latając tam gen. pil. L.Rayski nie wiedział nic o losie bliskich jego sercu kobiet.

Dopiero po kapitulacji Niemiec, dzięki uprzejmości dowództwa alianckiego został powiadomiony, że jego żona Stanisława oczekuje go w czeskiej Pradze. 21 lipca 1945 roku, specjalnym samolotem poleciał gen.pil. L.Rayski na spotkanie swojej żony po pięciu latach wojennej rozłąki. Radość spotkania przyćmiła jednak hiobowa wieść o tragicznej, bohaterskiej śmierci jego ukochanej choć przybranej córki.

* * *

Ciało „Mewy” ekshumowano wiosną 1945r. Trumnę pokrytą kwiatami przewiozła z kościoła Karmelitów na Powązki ciężarówka, otoczona grupą harcerek i harcerzy oraz kolegów z Powstania. Nad ich głowami łopotał spowity kirem sztandar ze znakiem Polski Walczącej. Sanitariuszkę „Mewę” złożono w kwaterze batalionu „Parasol”. Nad otwartą mogiłą, jedna z przyjaciółek „Mewy” powiedziała wtedy: „Ewa, przeżywamy z Tobą sens twojej śmierci tak, jak przeżywałyśmy razem sprawy Twego życia. Usiłujemy zrozumieć prawdę już nie daleką i obcą ale bliską, prawdę śmierci dla Sprawy”. Sanitariuszka zgrupowania „Baszta”, Ewa Matuszewska, ps.„Mewa” została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Orderu Virtuti Militari V kl. oraz Krzyżem Walecznych.

Jerzy W.Wypiórkiewicz



rayska i mewa.jpg
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM
Brakuje słów na opisanie męstwa Bohaterów Powstania Warszawskiego: dzieci, kobiet i mężczyzn....
~Lucyna Wiieczorek 2009-03-25 20:33
Ewa Matuszewska "Mewa" jest również patronką 18 WDH-ek "Bukowina" z warszawskieg
~KaT 2009-05-31 09:38
Jako członkini tejże drużyny harcerskiej potwierdzam twoje słowa i zapraszam na str. drużyny: www.bu
~Ania 2011-07-12 19:31
Nie znalazłem nigdzie o nim informacji więc uzupełniam o moją wiedzę. Dh Witold Kazimierz Wetta...
~Ireneusz Ciecholewski 2011-08-30 11:06

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
ap-11-144.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
wulkanizator_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046226.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  dworzec_peron_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.