Jeżeli geniusz ludzki jest w stanie wymyślić maszyny, które zastąpią ludzi w pracy to jest też w stanie znaleźć dla tych ludzi pracę.

John Kennedy
Polska zawsze blisko
Czwartek, 27.07.2017 r.
Imieniny: Julii i Natalii


Wró?Strona g?ówna Drukuj

RECENZJA: Niełatwo odnaleźć się w Chinach

Dariusz Olejniczak 2010-11-16
lektury_reportera.jpg
olejniczak_d_95_pion.jpgPodróż do krainy dzieciństwa może być sentymentalną wyprawą pełną ckliwych wspomnień, ale bywa też niezwykłą przygodą i odkrywaniem zupełnie nieznanego, tajemniczego świata. Bohaterki książki – dziś nastolatki – choć urodziły się w Chinach, od wczesnego dzieciństwa mieszkają w Holandii, która stała się ich drugą ojczyzną. Pewnego dnia adopcyjni rodzice – para dziennikarzy, Dido Michielsen i Auke Kok – zabrali je w podróż do Chin na spotkanie Wielkiej Tajemnicy. Książka „Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin” jest zapisem tej niezwykłej podróży.

Problem adopcji nieczęsto pojawia się w literaturze faktu, a adopcja międzynarodowa (w tym wypadku należałoby może powiedzieć międzykulturowa) jest zagadnieniem w zasadzie zupełnie pomijanym. Dla polskiego czytelnika taka adopcja jest zjawiskiem obcym. Ludzie odpowiedzialni za procedury adopcyjne w naszym kraju przyznają, że nie pamiętają, by mieli do czynienia z przypadkiem, kiedy polska rodzina adoptowała dziecko z innego kraju. W Polsce adopcja międzynarodowa zawsze wiąże się z adoptowaniem polskiego dziecka przez rodzinę z zagranicy. Z kolei w bogatych krajach Zachodu taka adopcja oznacza, że Holandia, Niemcy, Francja czy Włochy albo Stany Zjednoczone, staną się nową ojczyzną dla dziecka z kraju trzeciego świata, ewentualnie z Europy wciąż zwanej Wschodnią.

Dido Michielsen i Auke Kok, nie mogąc doczekać się własnego potomstwa, stali się właśnie takimi rodzicami dla dwóch małych Chinek.

Podróż, czyli rodzinny eksperyment

okladkad_nielatwo_wchinach.jpgPrzypadek, a raczej chińscy urzędnicy, zdecydowali o tym, że te dwie, niespokrewnione ze sobą dziewczynki trafiły właśnie do tego małżeństwa. Od pierwszych chwil swojego rodzicielstwa Dido i Auke pokochali je tak, jak każdy rodzic kocha swoje dzieci. Bezwarunkowo i bez reszty. Od pierwszych chwil uczyli się także tego, czego uczą się wszyscy rodzice – zwykłych codziennych czynności związanych z zapewnieniem dzieciom należytej opieki i warunków do prawidłowego rozwoju. Uczyli się też, jak zaszczepić w swoich córkach miłość i szacunek do ich dalekiej ojczyzny, której przecież w ogóle nie znały i nie pamiętały. Nie było to łatwe. No bo jak mówić o kraju, w którym cywilizacja rozwijała się zanim jeszcze ktokolwiek usłyszał o Rzymie - ta sama cywilizacja, która dała światu porcelanę i papier, a przy okazji największych filozofów i myślicieli, a której spadkobiercy stworzyli tyranię, jakiej nie powstydziliby się najokrutniejsi władcy przeszłości. Chiny od półwiecza okupują Tybet niszcząc tamtejsza kulturę i środowisko naturalne, zabijają i torturują przeciwników politycznych, tworzą obozy pracy i blokują swoim obywatelom swobodny dostęp do informacji oraz internetu. Równocześnie Chińczycy nie dość, że przetrwali okrucieństwa epoki Mao, Wielkiego Marszu i rewolucji kulturalnej, to jeszcze od dekady dokonują wielkiego skoku ekonomicznego i gospodarczego. Skoku, chciałoby się powiedzieć, na cały świat. Jak wreszcie powiedzieć maluchom, że znalazły się w Holandii, bo ich własne państwo stosuje zbrodniczą politykę jednego dziecka, czego efektem są ludzkie dramaty, tragedie tysięcy porzuconych lub uśmierconych dzieci…

A może dać dzieciom szansę na dokonanie własnych ocen, na poznanie nieznanej ojczyzny, popróbowanie, jakby to mogło być, gdyby nigdy nie wyjechały z ojczystego kraju? Z bagażem tych przemyśleń i obaw holenderscy rodzice zabrali swoje chińskie córki do Chin. Pięciotygodniowa podróż wymagała wielu przygotowań, organizacji przelotów, pobytów w hotelach, opracowania planów wycieczek, trasy i zorganizowania wizyty obu dziewczynek w sierocińcach, w których spędziły swoje pierwsze miesiące. Wakacje życia i misja specjalna w jednym.

Niełatwo odnaleźć się w Chinach

Relacja z podróży to dla autorów okazja do opowiedzenia własnej historii i historii swoich córek, a dla czytelników sposobność, by poznać ich pragnienia i obawy związane z adopcją. Dido Michielsen i Auke Kok szczerze opowiadają o problemach związanych z wychowaniem dzieci, o rasizmie, który niemal niezauważalnie sączy się w życie codzienne zachodnich społeczeństw, o swoim stosunku do współczesnych Chin, o odnajdowaniu się małych dziewczynek przesiąkniętych kulturą europejską w ich „środowisku naturalnym” i o tym, jak podróż do korzeni wpłynęła na ich postrzeganie otaczającego ich świata i siebie samych.

Ta podróż była też wyprawą w nieznane w dosłownym tego słowa znaczeniu. Niespodzianek nie brakowało. Jak choćby wtedy, gdy rodzina postanowiła zwiedzić Wielki Mur. Bo skoro Mur, to wiadomo, wysokie kamienne ściany, wieże strażnicze i kolorowe, łopoczące na wietrze chorągiewki. Tak Mur wygląda na pocztówkach i pamiątkowych zdjęciach z wycieczek objazdowych po Chinach. Tymczasem Wielki Mur w pobliżu miasta Ynchuan, to nic innego jak garbate pagórki przecinające pustynię. Tysiąc dwieście kilometrów od Pekinu po dawnej świetności tej niezwykłej budowli pozostały tylko ruiny. Za to z pewnością jest to taki jej fragment, którego nie tknęli specjaliści od konserwacji zabytków – zatem, zdecydowanie bardziej autentyczny od tego, co ogląda większość przybyszów z Zachodu. (Gdyby przed wyjazdem do Chin holenderskim podróżnikom wpadła do rąk znakomita książka brytyjskiej autorki Julii Lovell „Wielki Mur Chiński. Chiny kontra świat”, z pewnością byliby na taką niespodziankę lepiej przygotowani).

Mnogość problemów poruszanych przez dziennikarską parę przy okazji tej kilkutygodniowej wyprawy, opis wielokulturowego, choć niby monolitycznego (pod światłym przywództwem partii komunistycznej) społeczeństwa, różnorodność miejsc i ludzi napotkanych po drodze, dorównują ogromowi Państwu Środka i składają się na kolejne warstwy tej opowieści. Zresztą autorzy sami przyznają, że nie starali się o chronologiczne uporządkowanie swojego dzieła. Nic dziwnego. To byłoby trudne i mogłoby zakłócić naturalny rytm tej historii.

Czekam na dalszy ciąg…

Rzadko zdarza się, że czytając książkę nieustannie odnoszę jej treść do własnych doświadczeń i wspomnień. Wprawdzie z doświadczeniami Dido Michielsen i Auke Kok’a niewiele mnie łączy, ale jest jedna rzecz, która łączy nas bezsprzecznie. I oni i ja, jesteśmy rodzicami. Oni wychowują dwie córki i ja również. A doświadczenia rodziców na całym świecie są w gruncie rzeczy podobne. Dlatego nawet jeśli czytając książkę momentami drażniło mnie ich nadgorliwe podejście neofitów do wielu spraw związanych z wychowaniem i odnalezieniem się w roli rodziców adopcyjnych, to natychmiast przypominałem sobie początki moje i mojej żony w roli rodziców. Najpewniej niczym się nie różniliśmy, tyle tylko, że my towarzyszyliśmy naszym córeczkom od pierwszych chwil ich życia. Myślę nawet, że tę książkę łatwiej będzie czytać rodzicom, bo wspólnota doświadczeń pozwala na większą empatię. Z drugiej strony być może „Córki z Chin” staną się inspiracją dla wszystkich tych par, które bezskutecznie starają się o własne dziecko. Stworzenie kochającej rodziny to najlepsze, co dorośli mogą dać dzieciom, które przecież nie z własnej winy zostały na świecie same.

Warto sięgnąć po ten osobisty dziennik podróży. To opowieść o życiu niezwykłej rodziny i preludium do wspanialej przyszłości. Książka dodaje otuchy i przypomina o wartościach, o które warto wspólnie walczyć.

***

Wracając do głównych bohaterek – córek z Chin – to mam nadzieję, że jeszcze nie raz będą miały okazję odwiedzić swoją pierwszą ojczyznę, a za kilka lat napiszą własną książkę o życiu w Holandii i powrotach do Chin. I to z pewnością będzie równie niezwykła opowieść.

____________________

Książka Lisa-Xiu i Lin-Shi. Córki z Chin opublikowana przez Wydawnictwo Dobra Literatura objęta jest patronatem medialnym serwisu Lektury Reportera.

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.