Piątek, 22.11.2019 r. Imieniny: Marka i Cecylii
Wielu szuka szczęścia ponad ludzką miarę, inni poniżej jej, lecz ono znajduje się obok człowieka.

Konfucjusz
Polska zawsze blisko
Wró?Strona g?ówna Drukuj

Słychać jeszcze smętną melodie

Małgorzata K. Nowak 2016-12-28
baronowa_330.jpgW parku wrzeszczańskim przy Jaśkowej Dolinie w Altanie Gutenberga przygrywała znakomita orkiestra. Tego wieczoru odbywał się festyn z okazji przyjęcia do zawodu grupę adeptów sztuki drukarskiej. Zaproszeni goście elegancko ubrani, a wśród nich zamożni Gdańszczanie z córką Anną Teresą. Park był pięknie udekorowany w kolorowe lampiony, girlandy i serpentyny. Wesoły nastrój udzielał się wszystkim. Orkiestra zagrała do tańca i niebawem na leśnej polanie zaroiło się od wirujących par. Rozchwytywana do tańca Anna Teresa nie zwracała uwagi na mężczyzn, z którymi tańczyła. Jej uwagę natomiast zwrócił młody flecista z orkiestry. Urzekł ją swoją urodą i znakomitą grą. Dziewczyna kochała sztukę, sama zresztą chciała w przyszłości zostać znaną malarką. Poznali się dobrze tego wieczoru. Ludwik flecista nie miał pracy, utrzymywał się z pasji do muzyki.

Młodzi mieli się ku sobie i wszystko mogło potoczyć się dobrze, gdyby na przeszkodzie nie stanęli rodzice dziewczyny, którzy marzyli o wielkiej karierze córki. Nie chcieli zgodzić się na ślub. Młodzi postanowili wziąć ślub bez zgody i błogosławieństwa rodziców panny młodej. I tak jedynaczka Anna Teresa została wydziedziczona przez ojca, a matka zaś na nową drogę życia rzuciła córce przekleństwo, które z czasem miało się spełnić.

Biedni ale szczęśliwi zamieszkali u rodziny Ludwika w podgdańskiej wsi Łostowice. On żył z muzyki, grywał na weselach, koncertach od czasu do czasu zastępował organistów w pobliskich kościołach. Ona nie przywykła początkowo do ubóstwa, z trudem wiązała koniec z końcem, nie starczało na farby i coraz rzadziej malowała.

Na świat zaczęły przychodzić dzieci i Anna Teresa zaczęła zapominać o swojej pasji. Wychowywanie trzech córek pochłaniało wiele czasu. Minęło niespełna dziesięć lat po ich ślubie, kiedy lekarz u chorego Ludwika rozpoznał gruźlicę. Po kilku miesiącach Anna Teresa została wdową. Jedynym, co zostawił swoim córeczkom zmarły ojciec, to talent muzyczny i flet, na którym wszystkie wspaniale grały nie zależnie od wieku. Najmłodsza córeczka miała cztery latka, a najstarsza sześć. Ludwik pochowany został na oruńskim cmentarzu św. Jerzego. Od wczesnej wiosny wraz z córkami Anna Teresa przychodziła codziennie na grób Ludwika z naręczem kwiatów. Córeczki wyjmowały z pokrowca flet i pięknie grały swojemu zmarłemu ojcu. Wracały do domu najkrótszą drogą do Łostowic przez stary park oruński. Podziwiały i radowały ich widok przechadzających się po parku pawi, bażantów i pływających po stawie łabędzi. Był to ostatni dzień maja, kiedy w drodze powrotnej do domu całą czwórkę zaskoczyła pierwsza wiosenna burza. Matka z córkami przekroczyła bramę parku i zdążyła się schronić pod koroną wielkiej, rozłożystej lipy, gdy lunął rzęsisty deszcz z gradem. Rozszalał się huragan, a uderzenia były tak silne, że dzieci skryły się pod okrągłą płytą kamiennego stołu. Anna Teresa pobiegła do pałacu, aby tam prosić ludzi o pomoc. Nikogo w nim nie zastała. Wówczas nagle uderzył piorun w rozłożystą lipę i wielki konar uderzył i roztrzaskał ciężką płytę grzebiąc pod nią całą trójkę dzieci. Anna Teresa, po szoku jaki doznała na widok zmasakrowanych ciał, ledwie wróciła do życia. Coś w niej pękło na zawsze. Zamknęła się w sobie tak mówili ci, którzy przychodzili nakarmić i pocieszyć cierpiącą matkę. Mówili, że postradała zmysły. Zaczęła robić lalki. Kolorowe o smutnych obliczach, którym sama malowała twarze tak, by przypominały jej zmarłe córeczki. Były to piękne marionetki w pięknych strojach uszytych z sukienek, jakie zostały po nieżyjących córeczkach.

jpg.-park_przy-jaskowej_dolinie.jpg

Ludzie z okolicy, którzy znali Annę Teresę mówili, że w Święto Zmarłych zapalała lampę naftową w dziecięcym pokoiku i wyjmowała zniszczony flet. Przemawiała do lalek jak do istot żywych. Podsuwała flet każdej z trzech dziewczynek i prosiła, by zagrały. Każdy kto widział na własne oczy taką scenę zakradając się pod okno Anny Teresy gotów jest przysiądź, że słyszał wyraźnie smętną melodię, jaką wydawał z siebie flet, chociaż wydaje się to niemożliwe.

Źródła : Jerzy Samp „Legendy Gdańskie”
Fot. BG PAN 1890 r z albumu” Był sobie Gdańsk”
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
taka-warszawa-3.jpgtaka-warszawa-9.jpga-p-3-97.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
pociagiem_nad_morze_kacik.jpg

... nie tylko od święta

569919bf7f9df39147c695e68d915148.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  0225809057_330.jpg

Rogale marcińskie

rogale_marcinskie_szpar  
Rogal świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2019 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.