Lepszy jest brak informacji od złych informacji. Zamiast niezdrowych domysłów lepsza jest zdrowa informacja.

Antoni Słonimski
Polska zawsze blisko
Poniedziałek, 20.02.2017 r.
Imieniny: Leona i Ludomiła

Polska na skróty


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Słychać jeszcze smętną melodie

Małgorzata K. Nowak 2016-12-28
baronowa_330.jpgW parku wrzeszczańskim przy Jaśkowej Dolinie w Altanie Gutenberga przygrywała znakomita orkiestra. Tego wieczoru odbywał się festyn z okazji przyjęcia do zawodu grupę adeptów sztuki drukarskiej. Zaproszeni goście elegancko ubrani, a wśród nich zamożni Gdańszczanie z córką Anną Teresą. Park był pięknie udekorowany w kolorowe lampiony, girlandy i serpentyny. Wesoły nastrój udzielał się wszystkim. Orkiestra zagrała do tańca i niebawem na leśnej polanie zaroiło się od wirujących par. Rozchwytywana do tańca Anna Teresa nie zwracała uwagi na mężczyzn, z którymi tańczyła. Jej uwagę natomiast zwrócił młody flecista z orkiestry. Urzekł ją swoją urodą i znakomitą grą. Dziewczyna kochała sztukę, sama zresztą chciała w przyszłości zostać znaną malarką. Poznali się dobrze tego wieczoru. Ludwik flecista nie miał pracy, utrzymywał się z pasji do muzyki.

Młodzi mieli się ku sobie i wszystko mogło potoczyć się dobrze, gdyby na przeszkodzie nie stanęli rodzice dziewczyny, którzy marzyli o wielkiej karierze córki. Nie chcieli zgodzić się na ślub. Młodzi postanowili wziąć ślub bez zgody i błogosławieństwa rodziców panny młodej. I tak jedynaczka Anna Teresa została wydziedziczona przez ojca, a matka zaś na nową drogę życia rzuciła córce przekleństwo, które z czasem miało się spełnić.

Biedni ale szczęśliwi zamieszkali u rodziny Ludwika w podgdańskiej wsi Łostowice. On żył z muzyki, grywał na weselach, koncertach od czasu do czasu zastępował organistów w pobliskich kościołach. Ona nie przywykła początkowo do ubóstwa, z trudem wiązała koniec z końcem, nie starczało na farby i coraz rzadziej malowała.

Na świat zaczęły przychodzić dzieci i Anna Teresa zaczęła zapominać o swojej pasji. Wychowywanie trzech córek pochłaniało wiele czasu. Minęło niespełna dziesięć lat po ich ślubie, kiedy lekarz u chorego Ludwika rozpoznał gruźlicę. Po kilku miesiącach Anna Teresa została wdową. Jedynym, co zostawił swoim córeczkom zmarły ojciec, to talent muzyczny i flet, na którym wszystkie wspaniale grały nie zależnie od wieku. Najmłodsza córeczka miała cztery latka, a najstarsza sześć. Ludwik pochowany został na oruńskim cmentarzu św. Jerzego. Od wczesnej wiosny wraz z córkami Anna Teresa przychodziła codziennie na grób Ludwika z naręczem kwiatów. Córeczki wyjmowały z pokrowca flet i pięknie grały swojemu zmarłemu ojcu. Wracały do domu najkrótszą drogą do Łostowic przez stary park oruński. Podziwiały i radowały ich widok przechadzających się po parku pawi, bażantów i pływających po stawie łabędzi. Był to ostatni dzień maja, kiedy w drodze powrotnej do domu całą czwórkę zaskoczyła pierwsza wiosenna burza. Matka z córkami przekroczyła bramę parku i zdążyła się schronić pod koroną wielkiej, rozłożystej lipy, gdy lunął rzęsisty deszcz z gradem. Rozszalał się huragan, a uderzenia były tak silne, że dzieci skryły się pod okrągłą płytą kamiennego stołu. Anna Teresa pobiegła do pałacu, aby tam prosić ludzi o pomoc. Nikogo w nim nie zastała. Wówczas nagle uderzył piorun w rozłożystą lipę i wielki konar uderzył i roztrzaskał ciężką płytę grzebiąc pod nią całą trójkę dzieci. Anna Teresa, po szoku jaki doznała na widok zmasakrowanych ciał, ledwie wróciła do życia. Coś w niej pękło na zawsze. Zamknęła się w sobie tak mówili ci, którzy przychodzili nakarmić i pocieszyć cierpiącą matkę. Mówili, że postradała zmysły. Zaczęła robić lalki. Kolorowe o smutnych obliczach, którym sama malowała twarze tak, by przypominały jej zmarłe córeczki. Były to piękne marionetki w pięknych strojach uszytych z sukienek, jakie zostały po nieżyjących córeczkach.

jpg.-park_przy-jaskowej_dolinie.jpg

Ludzie z okolicy, którzy znali Annę Teresę mówili, że w Święto Zmarłych zapalała lampę naftową w dziecięcym pokoiku i wyjmowała zniszczony flet. Przemawiała do lalek jak do istot żywych. Podsuwała flet każdej z trzech dziewczynek i prosiła, by zagrały. Każdy kto widział na własne oczy taką scenę zakradając się pod okno Anny Teresy gotów jest przysiądź, że słyszał wyraźnie smętną melodię, jaką wydawał z siebie flet, chociaż wydaje się to niemożliwe.

Źródła : Jerzy Samp „Legendy Gdańskie”
Fot. BG PAN 1890 r z albumu” Był sobie Gdańsk”
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
img_6053 kopia_330.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
chytry_traci_kacik.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1275037.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  koszary-moniuszki_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Już kocham cię tyle lat

calusek_330.jpg
Już kocham cię tyle lat  na przemian w mroku i w śpiewie  może to już jest osiem lat  a może dziewięć - nie wiem;   splątało się zmierzchło - gdzie ty a gdzie ja  już nie wiem - i myślę w pół drogi  że tyś jest rewolta i klęska i mgła  a ja to twe rzęsy i loki.  [/COLOR] Konstanty Ildefons Gałczyński...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.