Aby nie być bardzo nieszczęśliwym, najlepiej jest nie żądać, aby się było bardzo szczęśliwym.

Artur Schopenhauer
Polska zawsze blisko
Piątek, 24.02.2017 r.
Imieniny: Macieja i Bogusza

Polska na skróty


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Szachy w Polsce - cz. 3

Andrzej Zaranek 2006-02-18
szachy_turniej_m.jpgSzachy w literaturze polskiej

Badania nad genezą szachów w Polsce nie zostały zakończone, jednak sądząc z dotychczasowych wyników stwierdzić można, że szachy docierały na nasze ziemie szlakami morskimi, poprzez porty handlowe, bądź przywozili je rycerze z wypraw krzyżowych, że szły ku nam od strony Czech i wreszcie, że przenikały z Rusi, czego dowodem zbieżność wykopalisk w Sandomierzu i ruskim Nowogrodzie Wielkim.

O grze w szachy w Polsce XVI-wiecznej wspomina w swej kronice Janko z Czarnkowa. Szachy były wielokrotnie przedmiotem aktów prawnych. Za grę w szachy na stawki pieniężne groziły uczestnikom ustawy karami administracyjnymi (np. w Statucie Wiślickim z 1347 roku, a także w statutach Łaskiego i Herburta z XVI wieku).

W epoce Odrodzenia, z przybyciem z Włoch królowej Bony, a wraz z nią licznych dworzan, szachy zyskują na znaczeniu i popularności, stając się grą reprezentacyjną w salonach pałacowych i ulubioną rozrywką polskich humanistów. Rozważania o szachach znajdujemy w dziele Łukasza Górnickiego Dworzanin (1566). Trwały, nieśmiertelny pomnik wystawił im Jan Kochanowski swoim poematem Szachy (ok. 1564), nie mającym sobie równych w literaturze światowej pod względem połączenia treści szachowych z najwyższej miary artyzmem poetyckim. Utwór poety z Czarnolasu jest doniosłym przyczynkiem do historii szachów w Polsce. Dowodzi on, jak wielkim uznaniem cieszyła się ta gra już wówczas na naszych ziemiach.

Nie posiadamy w naszej literaturze pięknej zbyt wielu opisów gry szachowej odnoszących się do dawnych czasów, toteż warto chyba przypomnieć interesujący, w żartobliwym tonie utrzymany epizod szachowy z książki Józefa Ignacego Kraszewskiego Żacy krakowscy w roku 1549. Pisarz relacjonuje przebieg słynnego „buntu żaków” zakończonego, jak wiadomo, opuszczeniem miasta przez demonstrującą młodzież. Zanim jednak do tego dochodzi, delegacja żaków przybywa do profesora Mikołaja Szatkowskiego, opiekuna młodzieży, seniora pedagogów – z prośbą o wstawiennictwo u króla w sprawie naprawienia krzywd wyrządzonych społeczności akademickiej. Kraszewski tak charakteryzuje seniora Mikołaja Szatkowskiego:

„… Najdrobniejsze szczegóły, najżmudniejsza praca, były mu najulubieńszą zabawą; - i dlatego ze wszystkich nauk filologia i języki najlepiej mu się podobały, a szachy zapełniały wszystkie godziny wolne od obowiązków i pracy…”

I dalej znajdujemy stwierdzenie, iż senior noce spędzał nad edycjami Hezjoda i Ksenofonta, „które z szachownicą najdroższy skarb jego składały”. W chwili przybycia studentów: „… Pan Mikołaj grał naówczas w szachy z towarzyszem swoim Aleksandrem Glinką, który podobnyż w innym szkół oddziale miał obowiązek. Było ich bowiem kilku Seniorów; Mikołaj Szatkowski szeroki plan rozpocząwszy i zgromadziwszy siły swoje na jeden punkt z tej strony, z której królowa w początku gry nie stoi, zabrawszy mniej uważnemu przeciwnikowi wiele działających figur i postawiwszy króla w szachu, z którego jeden był tylko krok i ten do mata prowadził; - cieszył się już wygraną, gdy nagły krzyk zbliżających się studentów zwrócił uwagę jego przeciwnika. – Zaczęto natarczywie pukać do drzwi…”

Zaabsorbowany sytuacją na szachownicy pan Mikołaj prosi partnera, by ten raczył wpuścić przybyszów. Jednakże:
„… Pan Aleksander cały w szachach i niefortunnej grze swojej, nie ruszając się z miejsca odezwał się tylko:

- Idź W. Mość sam, bo ja ultimatis spiro i namyślić się muszę.
- Tylko ostrożnie W. Mość, żebyś mi tu co nie poprzewracał, bo czasem umiesz kręcić. - No! No! Bez tych podejrzeń! A kiedy żem się tego dopuścił?”
Po wejściu studentów do środka imć Pan Senior Szatkowski prowadził ożywioną dysputę o dramatycznych wydarzeniach, wykręcając się usilnie od interwencji u monarchy. Przez cały czas rozmowy rzuca okiem na szachownicę i raz po raz, nie przerywając zasadniczego dialogu, zwraca się do partnera:

„… mospanie – mój skoczek stał na białem, jużeś go przestawił?...”
„… posunąłeś W. Mość oczywiście chłopka, panie Glinka – ja grać nie będę…”
„… ty tam figlujesz lewą ręką do rogu…”
„… A waść ciągle przestawiasz szachy […] panie Glinka, odnajmuję, że się ta partia nie liczy. Toż moją królową oczywiście postawiłeś w szachu – ona tak nie stała…”

Odprawiając delegację z kwitkiem Senior Szatkowski rzekł:
„… a ja od tego umywam ręce! I siadam grać. Ustawiam de noviter panie Glinka…”
Młodzież odeszła.
„… Dwaj gracze usiedli do nowej partii, wśród śmiechu pana Glinki, a milczenia Szatkowskiego, nie wiadomo, czy o szachach, czy o owej sprawie rozmyślającego…”

Początek XVII wieku zapisuje się pozycją innego rodzaju, tym razem ściśle fachową, o czym niestety mało w świecie wiadomo. Otóż Jan Ostroróg, senator, rolnik i rycerz, piastujący wysokie urzędy (był m. in. Wojewodą i kasztelanem poznańskim) pisze w latach 1602-1610 pierwszy polski podręcznik szachowy, który opatruje tytułem Nauka o szachach, obszernie w polskim języku przełożona z ksiąg Damiana Portugalczyka z uwagami Rui Lopeza, Hiszpana… Wykład o grze w szachy, jej terminologii, regułach, zadaniach – oparty w zasadzie na pracach autoró1) obcych – został przez Ostroroga samodzielnie przekomponowany, przerobiony i uzupełniony licznymi własnymi zdaniami, uwagami i pomysłami. Traktat ten, w formie manuskryptu, włączony został przez autora do tomu zawierającego inne rękopisy, jak kalendarz gospodarski i prace o charakterze rolniczo-hodowlanym, i z tych względów jego zawartość szachowa byłą przez dłuższy czas niedostrzeżona. Niestety, ten bezcenny dokument historycznego rozwoju szachów w Polsce nie istnieje. Przechowywany w zbiorach Biblioteki Krasińskich w Warszawie spłonął w podpalonej przez hitlerowców bibliotece po upadku powstania warszawskiego w 1944 roku. Dzieło Ostroroga nie miało, poza fragmentami, przedruków, nie zachowały się też żadne kopie. Według informacji Mariana Wróbla tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej wykonanych zostało dziesięć fotokopii rękopisu, które poukrywano w różnych miejscach stolicy i kraju, jednakże nie uratował się (najprawdopodobniej) żaden egzemplarz.

Jan Bystroń w Dziejach obyczajów w dawnej Polsce (1932) stwierdza, iż w dalszych latach, w miarę obniżania się poziomu intelektualnego w Polsce, gra w szachy, wymagająca wysiłku umysłowego, zaczynała upadać, wypierana przez karty i warcaby. A jeżeli uprawiano grę szachową, to na ogół bez ambicji, hazardowo, o stawki pieniężne. W jednym z wierszy (Do przyjaciela na wieś) pióra poety oświecenia Tomasza Kajetana Węgierskiego czytamy: Chcesz też wiedzieć, co nasza młódź w Warszawie robi?

Oto jedna w szulerskie zapuszcza się szachy…
Historyk obyczajów Łukasz Gołębiowski w Grach i zabawach różnych stanów (1831) pisze o rozpowszechnieniu się gry w karty:
„… gra niewielu byłą znajoma, zaczęła się jednak upowszechniać naprzód w stolicy; wkrótce i po całym kraju. Zarzucono szachy, warcaby, wzięli się do kart…”
Oczywiście szachy uprawiane hazardowo nie mogły wytrzymać konkurencji kart, które miały na swoim sumieniu niejedno zgranie się „do suchej nitki”, a nawet Zycie. Modna byłą przez pewien czas francuska gra à la mort, tak nazwana, gdyż poeta Coquillard (pieczętujący się herbem z rysunkiem trzech konch) przegrawszy w nią swój hrabiowski majątek popełnił samobójstwo. Gołębiowski przytacza sławny wierszyk pióra Marota na ten temat, w którym wspomina „spokojne szachy”:

Niebezpieczniej jest grać à la mort, niż w kręgle lub szachy, W tę nieszczęsną grę utracił Coquillard życie i swe konchy.

Nie oznacza to, że gra w szachy zanikła w Polsce całkowicie lub przekształciła się w niewybredną rozrywkę, w której mniej szło o przyjemność, a więcej o pozbawienie przeciwnika gotówki. Istnieli zapamiętali miłośnicy pięknej gry królewskiej, byli też znakomici mistrzowscy gracze. Zachowało się wspomnienie z końca XVIII wieku o świetnym szachiście warszawskim, Żydzie, który dał dowcipną nauczkę przemądrzałemu cudzoziemskiemu graczowi przybyłemu ponoć z Anglii na dwór Stanisława Augusta na gościnne występy. Przybysz gromiąc miejscowe sławy pokonał nawet Trembeckiego, znanego nie tylko z pióra, lecz i przedniej umiejętności posuwania bierek po szachownicy. Sprawa wymagała rewanżu, gdyż „ucierpiał prestiż krajowy”. Oto opis zaczerpnięty z książki Łukasza Gołębiowskiego:

„… Trembecki Anglika do siebie zaprasza […] słabego udaje […] prosi, azali nie zechce Anglik chwilę rozerwać się z dość biegłym w tej grze polskim Żydkiem. Rzucił nań okiem pogardy cudzoziemiec dumny, o pieniądze i dość sporą liczbę Żydka wyzywa. Zezwala na wszystko Żydek, jeśli przegra, lecz nawzajem oświadcza, że kiedy mu się wygrać zdarzy, nie pieniędzy Anglika pragnie, lecz wymawia sobie, iż dla pamiątki urżnie mu guzik u sukni. Przystaje na to Anglik, siada i przegrywa: więc mój guzik jeden – ozwie się Żydek, i utnie guzik od spodni, zwierzchniej sukni oszpecać nie chcąc jakoby. Zdziwiony i rozgniewany Anglik gra coraz dalej, coraz gorzej, przybywa nieznacznie ktoś z gości, z osób od dworu monarszego. Anglik traci guziki jeden po drugim, we wściekłość wpada, i w ręku trzymając ten ubiór [… wypada na dziedziniec […] opuszcza Warszawę […] dobrze, że w łeb sobie nie strzelił. Król się naśmiał z tej przygody i złostki dumnemu wyrządzonej, zwycięzca i od monarchy udarowany hojnie, do Trembeckiego tak przylgnął, że po wieli wypadkach ostatnich z nim w Tulczynie osiadł, i chwil jego aż do zgonu towarzysz luby, samotność, troski jego i cierpienia koił, grywając z nim często…”

Nie znamy nazwisk niefortunnego szachisty-Anglika, ani Żyda zaprzyjaźnionego z Trembeckim, zaś historyjkę należy chyba uznać za anegdotkę, choć za tło jej mogło posłużyć autentyczne wydarzenie.

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
img_6053 kopia_330.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
chytry_traci_kacik.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1275037.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  koszary-moniuszki_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Już kocham cię tyle lat

calusek_330.jpg
Już kocham cię tyle lat  na przemian w mroku i w śpiewie  może to już jest osiem lat  a może dziewięć - nie wiem;   splątało się zmierzchło - gdzie ty a gdzie ja  już nie wiem - i myślę w pół drogi  że tyś jest rewolta i klęska i mgła  a ja to twe rzęsy i loki.  [/COLOR] Konstanty Ildefons Gałczyński...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.