Nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu.

Benjamin Franklin
Polska zawsze blisko
Poniedziałek, 22.05.2017 r.
Imieniny: Julii i Heleny


Wró?Strona g?ówna Drukuj

...wojna nie wojna, ale dzieci powinny dalej się uczyć.

Ula Ziober 2014-03-24
ula_ziober_70.jpg(6) Janka cieszyła się z towarzystwa kuzynek. Bogusia i Danusia, nazywana przez wszystkich Bobą, były prawie jej rówieśnicami. Jedna blondynka, druga czarna, ale tak samo wesołe i skore do żartów. Świetnie się rozumiały i lubiły spędzać razem czas. Tylko mała Krysia była ich wiecznym utrapieniem. Ze swoją pyzatą buzią i pulchnymi rączkami wyglądała jak mały pulpecik i była równie niezdarna, co słoń w składzie porcelany. Na twarzy miała brązowe znamię pokryte drobnym meszkiem, które sprawiało wrażenie jakby ktoś przykleił jej do policzka kawałek aksamitki. Wojna to strach, głód, zaciemnienie, nadlatujące samoloty, huk, zniszczone domy, rozstania i płacz. Ale dla dzieci wojna to kolejne upływające dni, które trzeba wypełnić zabawą, bieganiem i bezustannym ruchem. Można przecież nadal skakać na skakance i grać w klasy. Można bawić się w berka i w chowanego. Ale można też zakładać wełniane czapeczki-pilotki i z rozłożonymi rękoma biegać po podwórku udając nadlatujące samoloty. Byle tylko nie siedzieć w miejscu i się nie nudzić. Od wieków wszystkie małe dziewczynki, we wszystkich krajach świata bawiły się lalkami: małymi, dużymi, szmacianymi, porcelanowymi, w koronkowych sukienkach i w łachmanach. Ubierały je, przewijały, czesały i przytulały. I nic nie mogło tego zmienić. Nawet wojna, która ogarnęła połowę świata i zabiła miliony ludzi. Tam gdzie są małe dziewczynki, muszą być też lalki. W domu państwa Nietupskich mieszkało pięć małych dziewczynek i całe mnóstwo papierowych lalek, malowanych i wycinanych przez Lusię, które mieszkały na dużym dębowym stole. Krysia, która miała trzy lata była mimo swojego niepozornego wyglądu największym postrachem papierowych lalek. To ona potrafiła jednym dmuchnięciem spowodować tornado w ich papierowym świecie albo przy próbie zakładania sukienki urwać papierową rączkę czy główkę. Z tego też powodu była najczęściej wykluczana ze wspólnych zabaw starszych dziewczynek. Ale Krysia potrafiła się zemścić za ten dziecięcy ostracyzm. Chwytała ze stołu najbliższą lalkę i zaczynała uciekać. Kiedy pozostałe dziewczynki rzucały się za nią w pogoń, jednym susem dopadała stojącego w kącie nocnika. Maczała w jego zawartości lalkę i przyklejała ją do kaflowego pieca.

Październik był ciepły i słoneczny. Mimo wojennego zamieszania życie na wsi toczyło się swoim odwiecznym torem. Gdy nastał czas wszyscy ruszyli na wykopki ziemniaków. Janka też z nimi chodziła. Zakładała na głowę chusteczkę w groszki i biegała po polu boso, żeby nie zniszczyć swoich miejskich pantofelków. Ziemia nagrzana jeszcze letnim słońcem była ciepła i miękka. Cieszyła się tym kopaniem ziemniaków tak jak tylko dzieci potrafią się cieszyć każdym nowym zajęciem. Wojna, choć niemal wszystko wokół o niej przypominało, nie wydawała się jeszcze taka straszna.

***

Po wyborach i dojściu komunistów do władzy, opustoszały sklepowe półki. Coraz trudniej było dostać mąkę czy kaszę, a słodycze od dawna były już tylko słodkim wspomnieniem. Produkty, które uratowali z ciocinego sklepu szybko się skończyły i trzeba było szukać czegoś w mieście. Żeby dostać cokolwiek musiały już w nocy ustawiać się w długich kolejkach. Najgorzej było z cukrem. Janka poszła kiedyś z Basią Nietupską i jedną z jej córek, bo na każdego kupującego był przydział tylko jednego kilograma cukru. Stały tak w ciemnościach, w tłumie ludzi równie zaspanych i otępiałych jak one same. Nagle wszystko uległo zmianie, gdy otwarły się drzwi sklepu. Tłum zakołysał się i ludzie zaczęli się przepychać i złorzeczyć na siebie nawzajem. Janka czuła jak ludzka masa napiera na nią z tyłu. Trzymała swoją kuzynkę za rękę i próbowała nie dać się wypchnąć poza kolejkę. Nie było to łatwe. Wyobraziła sobie, że z daleka muszą wyglądać jak olbrzymia gąsienica, która ospale porusza się do przodu ciągnąc za sobą po kolei każdy fragment swojego ciała. W końcu udało im się dotrzeć do lady zza której patrzyła na nie groźnie sprzedawczyni. Wracały do domu szczęśliwe z trzema kilogramami cukru dzierżąc swoją zdobycz w płóciennych siatkach. Wujostwo mieli jakiegoś dalekiego krewnego w pobliskim zakonie franciszkanów. Był to miły mężczyzna w średnim wieku. Jak wszyscy jego współbracia nosił długi brązowy habit z surowej wełny przepasany białym sznurem i kaptur w tym samym kolorze. Przychodziły czasami do niego po chleb, gdyż franciszkanie w Białymstoku prowadzili piekarnię i wspomagali ubogich, a teraz również uchodźców wojennych. Piekli duże, okrągłe chleby, które pięknie pachniały, gdy Janka zawijała je w szmatki i chowała do plecaka. Pewnego dnia, gdy przyszły zakonnik zaprowadził je do niewielkiego pokoiku i kazał na siebie zaczekać. Gdy wrócił, miał ze sobą nie tylko dwa, duże bochenki, ale też dwa talerze parującej zupy. Nie była tak dobra jak zupy mamy, które gotowała w Poznaniu, ale była ciepła i znacznie bardziej pożywna niż suchy chleb. Czasami dostawali też jakieś paczki od rodziny z Dobrzyniewa i Wojszek. Kuzyni przywozili im ziemniaki, mleko i mąkę. Wczesną jesienią przyjechał też kuzyn z Gorszczyzny i przywiózł drewno na opał. Na długim wozie drabiniastym, zaprzęgniętym w dwa konie leżało kilkanaście długich bali, które Janka cięła później z wujkiem Józefem na mniejsze części i wynosiła do drewutni, żeby wyschły dobrze przed zimą. Nadal jeszcze nie chodziły głodne, ale ich jadłospis stawał się coraz mniej zróżnicowany i wykwintny. Zazwyczaj był to chleb smarowany śmietaną zamiast masła, które było dużo droższe. Czasami jakiś plasterek lub dwa kiełbasy albo kawałek sera. Kiełbasę można było położyć na kanapce i przy każdym kęsie przesuwać ją nieco aż do samego brzegu. Dzięki temu cały czas czuło się jej zapach, a na sam koniec zostawał najlepszy kawałek.

***

W październiku mama zdecydowała, że wojna nie wojna, ale dzieci powinny dalej się uczyć. Janka zaczęła więc chodzić do szkoły na ulicy wiatrakowej. Nie trwało to jednak długo, bo razem z jesiennymi chłodami w domu pojawiła się odra i razem z nią minęła cała zima. Co rusz, któraś dziewczynka lądowała w łóżku z wysoką gorączką, więc o szkole trzeba było zapomnieć. Janka bardzo tego żałowała. Poszła do nowej szkoły jako jedyna z całej piątki, ale bardzo jej się tam podobało. To była szkoła publiczna, więc klasy były koedukacyjne. Kiedy przyszła pierwszego dnia, inni uczniowie spoglądali na nią trochę nieufnie, ale dziecięca ciekawość szybko wzięła górę. Wszyscy chcieli się dowiedzieć skąd przyjechała i gdzie teraz mieszka. Wkrótce stała się jedną z nich.

W lutym Janka mogła znowu pójść do szkoły. Atmosfera niewiele się zmieniła, chociaż zaczęli uczyć się języka białoruskiego, a wkrótce polski miał w ogóle zniknąć. Pojawili się nowi nauczyciele, niektórzy srodzy i nieprzyjaźni. Mówili, że teraz jest tu Białoruś i nie wolno mówić po polsku. Większość jednak nadal prowadziła swoje lekcje w języku polskim, a białoruski traktowano bardziej jako język obcy. W samym Białymstoku nie było zbyt wielu Białorusinów, ale dalej na wschód, na terenach Polesia i Wileńszczyzny zdarzały się całe białoruskie wsie. Ten region od wieków był areną sporów politycznych i narodowościowych. Wraz z kolejnymi wojnami i rozbiorami przechodził z rąk do rąk. Mieszkali tu Polacy, Białorusini, Litwini, Ukraińcy, Żydzi. Często tworząc zamknięte wiejskie społeczności. Wielokrotnie zdarzało się, że mieszkańcy tych terenów nie potrafili określić swojej narodowości. Mówili o sobie po prostu „tutejsi”. W okresie dwudziestolecia międzywojennego był to jeden z najbardziej zacofanych regionów kraju. Wysoki poziom analfabetyzmu, brak dróg i infrastruktury jeszcze bardziej spowalniał proces asymilacji. Te wszystkie czynniki, a później również propaganda radziecka zaowocowały szczególnie krwawymi wydarzeniami w czasie drugiej wojny światowej na tych terenach.
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
ap-11-144.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
wulkanizator_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046226.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  dworzec_peron_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.