Żaden dzień nie jest długi dla człowieka czynnego

Seneka Młodszy
Polska zawsze blisko
Czwartek, 27.04.2017 r.
Imieniny: Zyty i Teofila


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Wyprawa na Karaiby - prolog

Andrzej Dysiński 2013-12-29
Pamięci Benedykta Dysińskiego.

dysinski_a_70.jpgOd autora: Drogi czytelniku . Opis tej wyprawy w zamyśle nie miał być książką, powieścią , opowiadaniem. Jest to luźny zapis moich spostrzeżeń, doświadczeń, poglądów. Żeglarskich fachmanów być może słownictwo i terminologia czasem możne denerwować ale nie jest to poradnik , więc mówie sorry i "chapo ba"

Od Redakcji: Benek Dysiński był współautorem Albumu Polskiego . Odnaleźliśmy się z Benkiem po latach w oceanie netu. Wiele, wiele lat temu Benek był moim kursantem. Uczyłem go podstaw żeglarstwa. Widać, zrobiłem to skutecznie zaszczepiając w nim tą pasje. Uczynił sobie z niej sposób na życie. Został skiperem , prowadząc rejsy w odległych zakątkach świata.

Ponad rok temu Benek odszedł na "wieczna wachtę" a tym czasem odezwał się do mnie jego stryj Andrzej Dysiński i przysłał tekst opisujący jedna z wypraw żeglarskich na pokładzie „ Missy B of Oslo” pod komendą Benka.

Ze względów technicznych w prologu zamieściliśmy w jednym miejscu dolączone do tekstu zdjęcia.

Życzę ciekawej lektury, Andrzej Nowak



Wyprawa na Karaiby

W piękny czerwcowy dzień roku 2001, zadzwonił telefon, odrywając mnie od leniuchowania w ogrodzie. Nieznajomy głos wita, serdecznie pozdrawiając po polsku z akcentem, no może nie z wyraźnym, ale wyczuwam angielski.
Życzenia składa mi mój bratanek Benek, syn jednego z braci stryjecznych, z którym łączyły mnie serdeczne stosunki rodzinne i towarzyskie. Po przeszło 17-tu latach przyjechał do kraju i pragnie odwiedzić rodzinę i znajomych.
Powitanie w Józefowie, a jakże, zorganizowane przez Panią domu, ciocię Bożennę w ogrodzie, w letnie sobotnie popołudnie. Atmosfera spotkania sprzyja opowieściom o przygodach mojego bratanka.
Podwieczorek, obfitujący w specjały pani domu zakrapiane piwem i przygotowywanymi drinkami pozwala na słuchanie i oglądanie zdjęć z jego wojaży po Grecji, Kanadzie i Karaibach. Benedykt z właściwą sobie fantazją, pobudzając moją wyobraźnię zaproponował wypad na ....Karaiby!

Temat, co tu dużo mówić, trafił do mnie bez oporów.
Po obejrzeniu zdjęć podjudzających emocje, nie można się było oprzeć wrażeniu, że problemem są tylko pieniądze. Moja wyobraźnia rozhuśtała moją energię i... zapał.
Konsultacje przepijane drinkami serwowanymi przez niezmordowaną ciocię Bożenkę rozpalały ochotę pojechania już... zaraz... głupotą byłoby nie wykorzystanie możliwości, realizacji pragnień w tak sprzyjających okolicznościach! To są siły, które na pierwszy rzut oka są złe, ale tak naprawdę uczą jak tworzyć Własny Świat. Spełnienie tych pragnień jest misją istnienia na ziemi. Los popycha każdego z nas w nieznane z niewiadomo jakiej przyczyny. Wszyscy marzymy, ale nie wszystkich stać na poszukiwanie skarbu, niewiadomego wiatru, wody, przestrzeni. Każdego z nas, skarb jest gdzie indziej. Zbiegi okoliczności nie istnieją, im bardziej zbliżamy się do naszych marzeń tym bardziej nasza historia staje się prawdziwą racją bytu.
Zastanawianie się zaczęło narastać w miarę poznawania - gdzie właściwie są te Cariean.? No bo tak. Mapa jest! Jacht – mówi Ben, jest jego własnością! Jak duży? Wielkość 16m długości, 5,5m szerokości, 120m2 żagla, 4-ry kabiny dwuosobowe, robi wrażenie. Kto go pilnuje? Gdzie on kotwiczy? Koszt takiego cuda ok. 160 tysięcy zielonych!.
No, to zrobił chłopak pieniądze, a skoro jeszcze zaprasza stryjka!? Coraz więcej i więcej informacji pozwala na układanie planów wyjazdu.
Do głowy sobie wciskam, że skoro przyjechał, ładnie mówi, zaraża propozycjami zwiedzenia niepowtarzalnych miejsc, kultur, cywilizacji, bezludnych wysp, raf koralowych, dzikich krajobrazów, egzotycznych drzew i roślinności, stref bezcłowych, czarnych dziewczyn, to musi to być prawda, którą trzeba zobaczyć na własne oczy! Wreszcie zrealizuję marzenia poszukiwacza skarbów na szlakach piratów, zapamiętane z dzieciństwa.
Wyspa skarbów, jednonogi pirat z papugą!

I to oczami dojrzałego mężczyzny, który ma również wyobraźnię będąc w dalszym ciągu, ciekaw życia.
Rozmowy i balangi w Józefowie, są połączone z wyjazdami - na razie - nad Zalew Zegrzyński, żaglówkami moich przyjaciół Witolda C. i Jurka P. oraz kutrem Józka K.
Nie rezygnując ze stąpania po ziemi, dowiaduję się, że jacht Benka stoi u wybrzeży Trynidad, w Port of Spain i jest pod komendą kapitana żeglugi morskiej, Norwega Asbjorna Johannsena. Towarzyszy mu steward, ciemnoskóry obywatel Trynidad, plantator kawy, właściciel 200 akrów ziemi na Tobago o imieniu Hektor. Trynidad znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.! Uff , ile egzotyki?

Od Benka uzyskuję informację, że jacht czeka na sygnał z Warszawy, aby wypłynąć we wskazane miejsce, gdzie turyści z Polski wylądują na egzotycznej, tropikalnej ziemi, po schodach zejdą na pokład, zajmą miejsce w kabinie i... zaczną pływanie po morzu, zwiedzając na wyspach tawerny z rumem i lobsterami, tuńczykami i whisky z lodem, znakomitymi daniami z muszli zwanymi conchy oraz wina z bachantkami. Na wszelki „słuczaj” wysyłam e-maila z zapytaniem do kapitana, czy aby na pewno czeka i jest gotów po mnie wypłynąć? Uzyskuję potwierdzenie internetowe, że jest, sposobi się i na dany sygnał we wskazane miejsce stawi się w pełnej gotowości.
Wyobraźnia podpowiada jeszcze wiele więcej atrakcji, ale to marzenia na potem. Na razie wystarczy.
Mamy więc temat, produkt, jak się więc do niego dobrać, żeby już tam być?
Według propozycji Benka, mam zostać jego przedstawicielem czarterowym w Polsce i organizować takie wyprawy w przyszłości.
Pomysł mi się podoba. Jestem zapaleńcem, ponieważ zawsze pociągały mnie podróże a zwłaszcza te - w nieznane i egzotyczne miejsca na ziemi.
Nie przerywając spotkań o charakterze „drinkowania”, wchodzę coraz bardziej serio w sprawę wyprawy na... Cariean.
W Polsce trwa kampania wyborcza do parlamentu, w której biorę udział jako jej uczestnik, zaangażowany po uszy w Unii Wolności. Czas spędzam na organizowaniu i uczestnictwie w spotkaniach integracyjno- propagandowych.
Tymczasem Benkowi... brakuje pieniędzy na bieżące wydatki.
Trudności są przejściowe... bo nie nadeszły te, których się spodziewał a przecież reklama kosztuje, utrzymanie też, wyjazd do Grecji na spotkanie z Bente, Norweżką, ostatnią miłością jego życia itp. okoliczności.

Rozeznanie przygotowywałem intensywnie, namawiając nadających się do wyprawy znajomych i nieznajomych mi ludzi do wypłynięcia w morze. Chętnych i ciekawych jest sporo, ale cena nie na ich kieszeń lub nie ten czas, terminy różnych innych imprez /to o aktorach i znanych mi Vipach ?./

Kalkulacja wstępna zakładała po kosztach własnych około 1500$ od uczestnika za dwa tygodnie spędzone na morzu. Takie też ustalenia proponowałem. W tej cenie, miał znaleźć się, koszt przelotu samolotem w obie strony, który w zależności od wyboru trasy kształtował się - około 600 $. Ceny znalezione w Internecie po znajomości…
Zaplanowany wyjazd z Warszawy – 23.10.01r, kiedy się skończą sztormy na morzach między Ameryką Północną a Południową.

Poszukiwania dogodnej formy przelotu, jak również trasy odbycia podróży wyzwalały pomysły i problemy na miarę... wyprawy Kolumba. Propozycje wyboru linii lotniczych, skąd – dokąd, oraz możliwości powrotu, pozwoliły na ustalenie lotu do Caracas w Wenezueli. Tam miał przypłynąć jacht o pięknej nazwie „Missy B of Oslo” z załogą, przepłynięcie do St. Martin na północ około1500km. Powrót z St. Martin do Amsterdamu i Warszawy KLM. No tak, ale zmieniły się parametry wyprawy, która ze względu na termin powrotu zgodnie z rozkładem lotów wówczas trwałaby ponad trzy tygodnie. Planowany odlot samolotu z St. Martin wypada na 18.11.01.r. Ustaleń dokonywałem wspólnie z Andrzejem Ch., Jankiem W., oraz Benkiem.

Ponieważ przelot z Caracas do Port of Spain na Trinidad, gdzie stał jacht, wymuszał dodatkowe koszty rzędu około 300$ od osoby i niedogodność w czasie /prywatne linie lotnicze, spanie w hotelu w Caracas odlot z Caracas na drugi dzień/, uzgodniliśmy przeznaczenie po 250$ od żeglarza na konto załogi, która przypłynie nam naprzeciw do Caracas.
Warunkiem więc przystąpienia do wyprawy, było wpłacenie a konto po 250$. i przylot samolotem do Wenezueli. Ochotnicy, którym proponowałem wyprawę wyrazili zgodę i radość z nadarzającej się okazji zwiedzenia nie znanego kontynentu między Ameryką Południową a Północną.
Panowie Andrzej C. i Janek W. moi koledzy od brydża i wspólnych balang, zaproponowali również udział dwóch pań, Bożeny i Maryli, towarzyszek poprzedniej wspólnej wyprawy na kontynent Południowej Ameryki.
Na propozycje wniesienia opłat, panie stwierdziły... cytuję „wyprawa wydaje mi się zbyt tania... i przez to wygląda na podejrzaną” i nie wpłaciły żądanej kwoty na konto podróży. Czas płynął.

Benek potrzebował pieniędzy dla Asbjorna, które obiecał wysłać na konto jego dziewczyny w Norwegii. Założyłem brakujące pieniądze, chcąc doprowadzić organizację wyprawy do finału. Moi koledzy Paweł i Henryk zaakceptowali warunki zaproponowane przeze mnie, wierząc w moją intuicję i po dokonaniu wpłat, wykorzystując sympatyczne znajome z biur podróży Ewę A. i Ewę G., wykupiliśmy bilety po konfrontacji z Internetem, oraz wizy w ambasadzie wenezuelskiej. Byliśmy gotowi do wyprawy.

Biesiadom , spotkaniom i pożegnaniom nie było końca!
Ustalenia dotyczące wyjazdu, zebranie wszystkich uczestników zajęło mi kilka miesięcy. Osiem osób jadących w zasadzie w ciemno, na moją odpowiedzialność w warunkach, których tak naprawdę sam nie znałem było moim zdaniem – wyczynem ! W końcowej fazie przygotowań, amatorów wyprawy było więcej, ale zobowiązania co do wyboru dokonano!
Benek po uzgodnieniach, ma lecieć z nami, ponieważ jego rozmowy i odpowiedzialność mają być gwarancją spotkania z kapitanem i stewardem na nieznanym mi terytorium ani z nazwy ani osobiście.
Leszek S. za którego również założyłem pieniądze, został mi polecony osobiście przez małżonkę, abym się nim troskliwie opiekował, miał przyjechać na lotnisko z pozostałymi paniami i panami w dniu 23.10.01 r. na lot o godz. 6.30 rano do Amsterdamu.
Umówieni jesteśmy u mnie w domu z Heniem i Benkiem w dniu 22.10.01 o godzinie 22-giej, skąd mój syn Norman, ma nas rano odwieźć do portu lotniczego. Pożegnalna kolacja a jakże w towarzystwie przyjaciół, no bo tak naprawdę nie wiadomo co... człowieka czeka! Benek miał spać u mnie, Henio też, więc robimy atmosferę przyjazną ciału i duszy! Czas płynie, godzina 22-ga, Benka nie ma. Nerwy się napinają, szukam telefonicznie, adrenalina wzrasta, minuty płyną... wreszcie jest dzwonek 23.30, wpada Benek z bratem Jackiem - obaj zieleni - i oświadcza, że... on nie jedzie, bo nie wysłał pieniędzy Asbjornowi i... boi się z nim spotkania!!!???

Zdenerwowanie moje nie miało granic,- zdolny byłem go udusić!!!

Nie będę pisał co wygadywałem, bo to na pisanie się nie nadaje, chociaż może...? Po godzinnej tyradzie, zebraniu w... nocy resztki zapasów, które wcześniej podświadomie przewidywałem, że będą potrzebne - zmusiłem go do decyzji, aby jechał.
Bez pieniędzy, bez biletu pojechał w nocy... szukać kumpli, którzy obiecali mu pomoc w zakupie biletu na lotnisku!? W nocy!? Chyba współpracownik?
Nie mogę spać, na szczęście przyjaciele z którymi biesiadowałem nie zorientowali się w sytuacji i nie było komentarzy... na razie... pożegnali mnie i poszli do domów. A tak chciałem uroczyście świętować... rozpoczęcie podróży mojego życia.
Wątpliwości, które wzbudzały moje zastrzeżenia wcześniej, zostały wystawione na wysoką próbę. Okazało się, że zaufałem, bo chciałem ufać, bo pragnienie przygody i poznawania było silniejsze niż przewidywanie i rozum!
Niepewność w wiarygodność jakichkolwiek słów Benka stało się zatruciem już w ostatnim dniu przed wyjazdem!!! A co mnie czeka w pierwszych dniach podróży, o której miałem inne wyobrażenie?
Nikt po za mną, Normanem i moją żoną nie był zorientowany, co tak naprawdę się dzieje. Benek, którego dokładnie nie znam - choć mój bratanek słynął z fantazji - kraina o której nie mam pojęcia? Moja wizja podróży, opierała się na jego opowieściach - powstała sytuacja - przyprawiła mnie, o niemały rozstrój nerwowy.
Pomyślałem sobie, że historia, która mnie dotąd nie zabiła, czegoś mnie nauczy!!! Wyzwanie pozostało, Benka nie ma! Ufność pokładałem w Jacku, który Go woził tej nocy! Wreszcie znowu dzwonek u furtki. Jest godzina 1.30! Są! Henio się... zmęczył i spokojnie śpi. Lucky men, nie wie, co za atrakcje go ominęły.
Jacek i Benek pojawiają się w drzwiach co prawda bez biletów - ale są!
Napięcie nerwowe nie przechodzi, ale już nie tylko ja będę chłopcem do bicia na lotnisku! Próbuję zasnąć, nie wychodzi, o seksie nie ma mowy! Trudno, widocznie tak mi pisane, że rozkosze będą później.
Rano wstajemy, aby zdążyć na odprawę do samolotu. Nionio jak zwykle czujny, gotowy, odpowiedzialny, zauważyłem, że mnie podziwia, że jeszcze mi nie przeszło i chcę dalej jechać. Na lotnisku spotykamy się wszyscy, zadowolenie na twarzach, jeszcze nie wiedzą i się nie dowiedzą, jakie tarapaty były moim udziałem. Kasy KLM-u otwierają o godz.5-tej, jeszcze pół godziny niepewności, dostaniemy bilet dla Benka czy lecę dalej w ciemno???

Nareszcie, idę z Benkiem do przedstawicielki w biurze i drżąc z niecierpliwości pytamy o lot i... czy jest jakiś bilet do Caracas? Nie wiem czy mógłbym się bardziej ucieszyć? Jest i to o 20$ tańszy niż myśmy zapłacili. Koszt biletu 580$. Benek się rozgląda... i już wiem! Nie ma pieniędzy. Pożyczam - bo nie mam wyjścia. Diabli więc wzięli nadzieję na wolną strefę dolarową???. Życie samo pisze scenariusze,- nie będę go wyręczał - ale udział biorę.!


cdn...



Tu znajdziecie całość w kolejnych odcinkach.
Zapraszam do lektury;

http://albumpolski.pl/autor/Andrzej-Dysinski/176

zestaw zdjęc poniżej:

missyvb_2_420.jpgmissyvb_3_420.jpgmissyvb_4_420.jpgmissyvb_6_420.jpgmissyvb_9_420.jpgmissyvb_10_420.jpgmissyvb_14_420.jpgmissyvb_18_420.jpgmissyvb_28_420.jpgcigo_baroni_v_rusku_01_420.jpgcigo_baroni_v_rusku_08_420.jpgcigo_baroni_v_rusku_09_420.jpg
Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM
Pisać, pisać, pisać...
~al 2013-12-30 09:43
Znałem Benka ze szkoły . Nie wiedziałem,że już go nie ma wśród nas. Z ogromnym zainteresowaniem...
~Jarek 2013-12-30 23:35

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-3-97.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
mamypomyslyforsybrak_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1025672.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  poczta_dawniej_i_dzis_330.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.