Nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu.

Benjamin Franklin
Polska zawsze blisko
Czwartek, 17.08.2017 r.
Imieniny: Jacka i Mirona


Wró?Strona g?ówna Drukuj

Wyprawa na Karaiby - Rejs przez Atlantyk - posłowie

Andrzej Dysiński 2013-12-30
dysinski_a_70.jpgOd Autora: Na końcu tego mojego zapisanego zbioru wspomnień dołączyłem korespondencje mailową jaka prowadziłem z Benkiem . Jest ona bowiem - tak myślę - przedłużeniem tego rejsu , uzupełniając historię. I choć to korespondencja prywatna to jako jej strona uznałem , że warto ją opublikować uznając , że Benek gdyby żył, nie miał by nic przeciwko temu.

* * *



Kochani,
Gorące pozdrowienia z Karaibów, Azorów, Madery i Gibraltaru śle żeglujący Benedykt. Pozwólcie, że pokrótce opowiem Wam o ostatnich tygodniach. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, mówiłem Wam o potrzebie sprowadzenia jachtu do Europy. Już wtedy część przygotowań miałem za sobą. Niestety, lato jest martwym sezonem na Karaibach i jak wiecie ostatnie lato łódź stała na Trinidadzie bezczynnie. Żeby temu zaradzić konieczne było zapewnić co najmniej 8 tygodni rejsów na Karaibach non stop. A to okazało się trudniejsze niż na początku przypuszczaliśmy. Dodatkowo po 11 września 2001r, z mapy ruchu turystycznego zupełnie zniknęła klientela amerykańska, tak więc sytuacja dojrzała do jakichś radykalnych rozwiązań.

No więc, żeby nie zanudzać Was szczegółami; 28 kwietnia po długich przygotowaniach łodzi i kompletowaniu załogi wyszliśmy w morze z zamiarem popłynięcia do Gibraltaru poprzez Azory. Przy dobrym wietrze zaczęliśmy robić po 150 mil na dobę. Kierując się na północ, wycelowaliśmy ok 300 mil na wschód od Bermudów. Stamtąd powoli razem z wiatrem i prądem wykręciliśmy na wschód. Przed Bermudami wpłynęliśmy w pas kompletnej ciszy... 4 dni bez przerwy na samym silniku. Potem pogoda zmieniła się zupełnie - silne wiatry 6-7B z północnego zachodu. Szybkość czasami osiągała 10 węzłów a fale do 10 metrów wysokości i długości ponad 30 metrów. Było bardzo zimno, zwłaszcza w nocy. Nasza trasa w tym czasie przebiegała tylko 300 mil na południe od szlaku gór lodowych dla początku maja. No i pewnego poranka przyszedł sztorm. Prawdziwy. Żagle zrefowane do 4m2 niosły nas z szybkością 10-12 węzłów. Na ześlizgach z fal pod kątem 45 stopni, łódź osiągała 15 węzłów. Wiatr wył z taką siłą w olinowaniu, że nie mogliśmy usłyszeć własnego krzyku. Przez 3 godziny byliśmy w samym środku okropnego piekła, przerażenie podchodziło do gardła - ponad 10 stopni w skali B, jak potwierdziliśmy następnego dnia, biorąc „pogoda fax.” z przepływającego obok statku towarowego. Łódź zachowywała się jednak nadspodziewanie spokojnie wspinając się z lekkością na każdą falę. Z wyjątkiem deszczu nie braliśmy na pokład żadnej wody. Po trzech tygodniach dotarliśmy do pierwszej z wysp archipelagu Azorów - Horty. Po paru dniach drobnych napraw, mycia i wymiany części załogi, ruszyliśmy do Madery. Tam część osób z załogi wysiadła i w 5 kontynuowaliśmy już do Gibraltaru. Po ponad 6 tygodniach i 4200 mil żeglugi dotarliśmy szczęśliwie do Europy. Nowa załoga z nowym kapitanem już na nas czekała. Teraz łódź jest w drodze na Adriatyk, gdzie aż do listopada będzie na zmianę odbywać rejsy i stacjonować w Chorwackim porcie Zadar. „Missy B of Oslo” jest z nową załogą, gotowa do 7, 10, i 14 dniowych rejsów z portów Chorwacji już od 1 lipca. Cena za tygodniowy pobyt na łodzi wynosi 4500 euro i to jest za łódź i załogę. Reszta jest ekstra (według europejskich norm czarterowych). Tak szybko, jak będę miał szczegółowe informacje natychmiast Wam wyślę. Z wyjątkiem miejsca operowania jachtu nic w naszych ustaleniach się nie zmieniło. Mam obligacje w stosunku do Was wszystkich i robię wszystko co można by się z nich wywiązać. W przyszłym tygodniu dotrze do mnie grafik na sezon letni na morzu Śródziemnym. Będę wtedy wiedział jak łódź będzie pracować i kiedy. Tak czy inaczej ja mam prawo pierwszeństwa rezerwacji, a co za tym idzie w każdej chwili (wiedząc oczywiście z odpowiednim wyprzedzeniem) możemy wspólnie realizować pewne zamierzenia.

Przygotowanie i przeprowadzenie rejsu przez Atlantyk zajęło mi dużo czasu i energii. Tylko dlatego nie dawałem znać o sobie.

Raz jeszcze pozdrowienia dla Rodziny, Henia i Pawła.
Benedykt

-------------

Serdeczne Życzenia na nowej drodze życia obyś TY i Twoja BENTE znaleźli radość przynajmniej taką jak ja znalazłem, a moja żona podpowiada, że już lepszej to nie mogłem znaleźć! Życzę Ci, abyś się na razie odkuł i zrezygnował z podróży na Karaiby, bo nie masz forsy na inwestycje, a tu trochę bliżej i może się wybierzemy z Miśkiem i Heniem no i oczywiście z Tobą obejrzeć łódkę lub /wypluj/ to co z niej zostało! stryj Andrzej --------------

----- Original Message -----
From: "Benedyct Dysinski"
To: Andrzej Dysinski
Sent: Monday, September 23, 2002 9:54 AM
Subject: Re: Pozdrowienia z Warszawy

Kochani,
Dziękuję za wiadomości i troskę jaką okazujecie. Przepraszam jednocześnie za długie chwile milczenia. Tak jak pisałem, część spraw nie układała sie przez długi czas tak, jak było planowane. No ale to normalne. Oto najnowsze doniesienia. W sobotę po południu, dnia 14 września zmieniłem swój stan cywilny z wolnego na żonaty. Jak Wam pisałem formalności związane ze stałym pobytem w Norwegii przedłużały się do punktu, gdzie kończył się mój legalny czas pobytu w tym kraju. Niemal w ostatniej chwili dostaliśmy dokumenty no i 2 dni po upływie terminu poszliśmy do kościoła. Ślub wzięliśmy w kościele luterańskim, ale zgodnie ze wszystkimi regułami mogłem to zrobić jako katolik, bez potrzeby zmieniania wiary. Plany dużego wesela musiały być zmienione. Tydzień po wszystkim życie powróciło do normy. Uczę się języka, codziennie po 4- 5 godzin w szkole, plus jeszcze więcej w domu. Szukam pracy i wygląda na to, że wkrótce będę miał stałe zajęcie. Z łodzią sprawy wyglądają następująco. „Missy B of Oslo” stacjonuje w Chorwacji, w Zadarze. Współpraca z firmą EuroSail to osobny rozdział wielkiej księgi „I Ty zostaniesz właścicielem Jachtu”. Na początku zabrało trochę czasu zanim sprawy zaczęły przybierać korzystny obrót. Całość prowadzona była przez Agatę Jurczyńską i gdzieś pod koniec czerwca już prawie wszystko zaczęło się układać. I wtem, w najmniej spodziewanym momencie dotarła do nas wiadomość, że ona zginęła w wypadku samochodowym na Słowacji. Jak się później okazało jej mąż Marek Jurczyński, miał bardzo cienkie pojęcie na temat prowadzenia firmy czarterowej. Dobry z niego żeglarz i dziennikarz, ale organizator i menadżer żaden. Odbiło się to natychmiastowo na warunkach współpracy, na jej wszystkich aspektach. Wszyscy właściciele łodzi mieli większe lub mniejsze problemy. Włącznie ze mną.

Żeby długą historię zrobić krótką. To co było planowane przed sezonem, nie zostało zrealizowane nawet w 13. Doszło do tego, że musiałem zainterweniować przez znajomych w Chorwackiej ambasadzie.

Tak czy inaczej, łódź cumuje bezpiecznie w porcie, gdzie jest przygotowywana do podroży na Wyspy Kanaryjskie. Na początku października pojadę tam na tydzień, by dokończyć przygotowania. Z racji przygotowania i realizacji rejsu przez Atlantyk mam w tym sporo doświadczenia. Przelot do Gibraltaru powinien zająć ok 2 tygodni. Tam parę dni odpoczynku i 600 mil morskich na południe do Kanarów. W rejs do Gibraltaru łódź wychodzi 19 października. Ja na czas tego rejsu wrócę do domu, ale jest całkiem prawdopodobne, że poprowadzę łódź do Kanarów. Cały czas pobytu w Norwegii szukałem korzystnych warunków dla „Missy B of Oslo”. Teraz muszę ją przezimować w ciepłych wodach. Definitywnie nie jestem zainteresowany w wysyłaniu „Missy” z powrotem na Karaiby. Mój świadek ze ślubu, Hans Erik Olsen jest właścicielem jachtu, na którym poznaliśmy się z Bente. Z jego asystą układam plan, co łódź będzie robić przez tę zimę, no i latem w 2003 roku.

Jest późno i jeszcze dziś chcę pouczyć się norweskiego. Jutro rano wyślę tą część listu i w ciągu następnych 2-3 dni dokończę pisać do Was.

Pozdrowienia dla całej Rodziny oraz dla Miśka i Henia.
Bente i Benedykt

--------------------

From: Andrzej Dysiński
To: Benek Dysiński
Subject: Pozdrowienia z Warszawy
Date: Mon, 19 Aug 2002 18:16:01 +0200

Cześć Ben i Bente,
martwimy sie o Ciebie - Twój list nie brzmiał zbyt optymistycznie. Mamy nadzieję, że w krótkim czasie wszystko ułoży się po Twojej myśli. Daj znać, kiedy planujesz przyjazd do Polski. Z kilku źródeł otrzymaliśmy informacje, że firma Eurosail jest niesolidna. Spróbuj się możliwie jak najlepiej zabezpieczyć przed ewentualnymi stratami!
Nie napisałeś nam co sie stało ze studentem ze Stalowej Woli???
Życzymy Ci szybkiego powrotu do równowagi zarówno psychicznej, jak i finansowej.
Twój stryj Andrzej i przyjaciel Pawel L.


Po latach ….26 wrzesień 2008 rok Pański …godz. 4.34...
Należy dopisać ciąg dalszy podróży, jako, że ciągnie się jednak jak ogon, pamięć nie załatwionych spraw, rozliczeń, które pozostawiają niesmak i zanik wiary w rzetelność i prawdomówność mojego bratanka.
Mam obligacje…
Pisząc to... je miał… do dzisiaj się nie odezwał i nie odbiera telefonów ani e- maili… Pozostaje jednak satysfakcja z przyjaźni i sympatii utrzymywanej z Pawłem Lewandowskim. i Heniem Szubstarskim., które oby zostały do... śmierci mojej i jeszcze dzień dłużej… Wspomnienia o pozostałych zasnuła mroczna czeluść niepamięci…

Złe czy dobre, ale w miarę rzetelne wspomnienia niech pozostaną przypomnieniem mimo wszystko, wspaniałych przeżyć…

…dedykuję przyjaźni
Andrzej Dysiński

---------------

Józefów, 29.09.08r, godz. 4.34…(?)

Życie nie zamyka swoich czeluści… 10.10.12 godz.23.43, postanawiam dopisać dalszy ciąg wyrywkowych wspomnień.
W czwartek wieczorem odszukał mnie na fejsbuku , Tomasz Dysiński i zakomunikował po angielsku, że Jego tata Benek …resentli passed... Nie zrozumiałem właściwie, wiedząc, że odszedł od rodziny parę lat temu.
Uruchomiłem korespondencję powiadamiając Jacka i Mirka Dysińskich, że kuzynek chce nawiązać kontakt z rodzinką. Na drugi dzień przyjechał Jacek, rodzony brat Benka, zasmucony i powiadomił, że Benek odszedł, ale do Krainy Wielkich Łowów na wieczne polowanie.

Będąc po rozwodzie z Bentą, drugą Jego miłością życia Norweżką, z którą zdążył przyczynić się do narodzenia dwojga dzieci i rozwieść się , znalazł ponowne zatrudnienie w Grecji jako żeglarz przewożący turystów od wyspy do wyspy, ostatnio Syros. Styl życia jaki prowadził , nie był wolny od stresów i depresji.
Został znaleziony w łodzi którą przygotowywał do rejsów. Po czterech dniach na koszt państwa greckiego został pochowany na wyspie.
Dziś Jacek zaproponował mszę świętą w parafii Żerzeń, na którą przyjechało około trzydzieści znajomych i rodziny.
Trochę powspominaliśmy przy poczęstunku w restauracji Niespodzianka.
Ot i tak kończą się nie poskładane do końca skrawki życia.
Cennym darem losu okazało się zrozumienie i nawiązanie przyjaźni z Jackiem Dysińskim bratem Benka.

Na pewno wspomnienia z wyprawy będą miały jeszcze swoje dalsze losy w miarę jak się poukłada życie współtowarzyszy rejsu….

Na razie !!!
Józefów 05.03.13r

Wróć
Góra Facebook
Drukuj

TWOIM ZDANIEM

Taka Warszawa w obiektywie J. Urbaniaka

a_to_polska_wlasnie.png
a-p-01.jpg

Album Jacka Frankowskiego

album_frankowskiego.png
zbic_szybe_330.jpg

A TO POLSKA WŁAŚNIE...(2)

obiektywem_lapinski_win2.jpga1046208.jpg

RADIO MAGIAN

czytajac1.jpg
radio_magian_330.jpg

Giżycki Fotoplastykon

fotoplastykon3_330.png
  fontanna2.jpg

Flagi i

baner_manufakturaflag.pl_330.png

www.Giżycko-Lötzen.pl

gizycko_lotzen330.jpg

Efekt Φ

laterna_nowa.jpg
03kamera_100.jpgNowa wystawa w Muzeum Historii Fotografii  4 grudnia 2013 – 30 marca...

Pokochaj Lubuskie

lubuskie_330_m.jpg

LICZY SIĘ KAŻDY DAR SERCA

marta_1_330_edyt.jpg
  Redakcja Albumu Polskiego zwraca się do wszystkich czytelników przyjaciół i ludzi dobrej woli z apelem o wsparcie dla Marty Smolińskiej wnuczki naszych przyjaciół.   Jeśli rozliczając swój PIT macie zamiar...
Redakcja - Kontakt - Napisali o nas - Nasze bannery
Copyright © 2002-2017 Wydawnictwo Internetowe Album PolskiWydawnictwo Internetowe ONPowered by Powered by DV
Wszystkie prawa zastrzeżone.